Polska coraz więcej eksportuje i przyciąga imigrantów

26.04.2016
2015 rok był pierwszym, w którym Polska więcej towarów za granicę sprzedała niż importowała. W przypadku usług taką nadwyżkę mamy od dawna. To także pierwszy rok, w którym polska gospodarka eksportowała kapitał. A importuje pracowników - z badań towarzyszących bilansowi płatniczemu wynika, że pracuje u nas nawet milion Ukraińców.

Fot. Fabryka Solaris w Bolechowie (CC-BY Wikipedia)


– Myślę, że 25 lat temu nikt by się nie spodziewał, że będziemy mieli kiedyś wysoką nadwyżkę w handlu z Niemcami i de facto nie będziemy potrzebować inwestycji zagranicznych. Jesteśmy już krajem, który eksportuje kapitał – mówi Paweł Michalik, zastępca dyrektora Departamentu Statystyki NBP.

Nadwyżka na rachunku obrotów bieżących i kapitałowych jest duża, bo w 2015 roku wyniosła ponad 38 mld złotych, co odpowiadało 2,1 proc. PKB. To głównie zasługa przewagi eksportu usług i towarów nad ich importem.

W przypadku usług to nie nowość. Polskie firmy transportowe od lat radzą sobie na europejskim rynku, ale coraz częściej eksportujemy też usługi informatyczne, biznesowe i doradcze, których importerem byliśmy jeszcze kilka lat temu.

W przypadku towarów ich eksport był większy od importu po raz pierwszy właśnie w 2015 roku. Ta tendencja ma szansę się utrzymać, bo eksport rośnie szybko (średnio o 10 proc. rocznie w latach 2005-2010) i jest zróżnicowany. Do krajów UE sprzedajemy nie tylko części samochodowe, ale też odzież, elektronikę i meble. Na kierunek europejski szybko przestawili się także producenci żywności sprzedający dotychczas na Wschodzie.

Najlepiej te wszystkie tendencje widać w wymianie handlowej między Polską a Niemcami. Jeszcze w 2010 roku eksportowaliśmy tam towary i usługi za 153 mld złotych, a importowaliśmy za 138 mld złotych. W 2015 roku polski eksport miał już wartość 241 mld złotych, a import 194 mld złotych, więc nadwyżka urosła do 47 mld złotych. Dla porównania – nadwyżka w wymianie towarowo-usługowej ze wszystkimi krajami wynosiła w 2015 roku 50 mld złotych, więc saldo z Niemcami odpowiada niemal w całości za tak dobry wynik.

2015 rok był precedensowy z jeszcze jednego powodu – po raz pierwszy od 25 lat więcej kapitału z Polski odpłynęło niż napłynęło. Różnica to 32 mld zł. Odpływ ten był jednak spowodowany wzrostem aktywów zagranicznych Polski.

Polskie fundusze emerytalne i inwestycyjne poczyniły inwestycje portfelowe za 41,6 mld złotych, a polskie firmy zainwestowały w akcje i udziały w zagranicznych spółkach 10,7 mld złotych.

Jednocześnie bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Polsce nie są już tak kapitałochłonne jak na początku transformacji. Mówiąc obrazowo: wynajmuje się teraz biura i zatrudnia ludzi w centrach usług zamiast od zera budować fabrykę silników, chociaż i w tej dziedzinie są już nowe nieoficjalne zapowiedzi.

Już w 2016 roku dało się też zauważyć odpływ nierezydentów z polskiego rynku obligacji. Statystycy z NBP wskazują, że po styczniowej decyzji agencji Standard & Poor’s o obniżce ratingu jest on znaczący. Do tej pory inwestycje nierezydentów nie wróciły do poziomów zaangażowania, które notowano przed 15 stycznia.

– Pamiętajmy jednak, że odpływ inwestycji nierezydentów z tego rynku działa w kierunku poprawy pozycji inwestycyjnej i że udział podmiotów zagranicznych był na nim stosunkowo wysoki. Teraz zamiast nich mamy krajowe banki, które kupują obligacje, także z tego powodu, że inwestycje te są zwolnione z podatku bankowego – wyjaśniał Jacek Kocerka z Departamentu Statystyki NBP.

Co ważne, polska gospodarka nie tylko eksportuje coraz więcej usług, towarów i kapitału, ale i importuje pracowników.

Z badań ankietowych przeprowadzonych przez NBP przy tej edycji bilansu płatniczego wynika, że w Polsce przebywa przynajmniej pół miliona Ukraińców. Grupa imigrantów z tego kraju to około milion osób, ale system oświadczeń wystawianych przez pracodawców pozwala tylko na pracę przez sześć miesięcy w roku, więc Ukraińcy pracują średnio pięć miesięcy, wracają do siebie i po kilku miesiącach są z powrotem w Polsce. Przeciętny migrant z Ukrainy był w Polsce 11 razy.

Ukraińcy pracują głównie na czarno za średnio 2000 złotych netto miesięcznie. Nie ma przy tym wielkich różnic w wynagrodzeniach – mężczyźni zatrudnieni są na budowach za średnio 2700 zł, kobiety pomagające w prowadzeniu domu zarabiają 1800 złotych.

Tylko 34 proc. z tej kwoty wydają oni „na życie”, co oznacza, że z 2000 zł potrafią każdego miesiąca zaoszczędzić aż 1300 zł. Często jednak to pracodawca zapewnia im zakwaterowanie lub wyżywienie.

Niemniej Ukraińcy trzymają już w polskich bankach, przynajmniej czasowo, ponad 900 mln złotych depozytów. To niedużo w stosunku do całości depozytów, ale dynamika jest imponująca – na koniec 2014 roku było to bowiem 500 mln złotych.

Uzyskanie stałego pobytu w Polsce nie jest proste, ale coraz więcej Ukraińców kupuje u nas nieruchomości lub chce założyć firmę. Jeśli ta tendencja będzie się nasilać jest szansa, że wschodni sąsiedzi wpłyną na całość polskiej gospodarki, a nie tylko na zagłębia sadownicze i rolne w okolicach Grójca, Płońska i Lublina.

Bilans płatniczy za IV kwartał 2015 roku na stronie NBP


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test