Polska nie będzie już rozwijać się tak szybko

27.04.2012
W 2012 roku wzrost gospodarczy wyraźnie spowolni, wzrośnie bezrobocie, będzie upadać więcej firm. Spadnie za to inflacja – przewidują naukowcy z INE PAN. Co gorsza, w perspektywie dekady wyczerpią nam się już proste źródła wzrostu.

CC BY-SA Pawel Kabanski


– Obniżanie dynamiki PKB będzie stopniowe, ale dość silne. Zejdziemy bowiem z 4,3 proc. w czwartym kwartale 2011 roku do 2,6 proc. w ostatnim kwartale 2012 roku. Będzie to spowolnienie gospodarcze, dalekie co prawda jeszcze od recesji, ale ten wzrost gospodarczy będzie zdecydowanie niższy niż dotychczas – mówił dr Jerzy Mycielski, współautor raportu „Gospodarka Polski. Prognozy i opinie”.

Tendencja do zmniejszania tempa wzrostu widoczna jest także w ostatnich prognozach Ministerstwa Finansów. W programie konwergencji wzrost PKB w całym 2012 roku określono na 2,5 proc. To założenie nawet bardziej pesymistyczne od prognoz naukowców z Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Według nich PKB w pierwszym kwartale 2012 roku wzrośnie o 3,6 proc., w drugim kwartale o 3,2 proc., w trzecim o 3 proc., a dopiero w czwartym zbliży się do całorocznej prognozy MF i wyniesie 2,6 proc. Ministerstwo Finansów podkreślało jednak, że 2,5 proc. to założenie bardzo konserwatywne z miejscem na pozytywne zaskoczenie.

www.obserwatorfinansowy.pl (opr. DG/ CC BY by Rodrigo Galindez)

– Dynamika inwestycji będzie silnie spadać. Te prognozy były tworzone na podstawie danych z lutego. Obecnie są już dane z marca, które gdybyśmy wykorzystali stworzylibyśmy wariant jeszcze bardziej pesymistyczny, dlatego że na podstawie danych miesięcznych obserwowany jest silny spadek dynamiki produkcji przemysłowej, która praktycznie zbliżyła się do zera – wyjaśnia dr Jerzy Mycielski.

Dodał, że powinna za to wzrosnąć dynamika spożycia indywidualnego oraz spożycia ogółem.

Naukowcy z PAN podkreślają, że Polska nie będzie zbyt mocno odczuwać kryzysu, bo rekordowe wyniki odnotowują działające u nas banki, a w sektorze przedsiębiorstw znajduje się aż 180 mld zł gotówki, która stanowi duży bufor bezpieczeństwa. Ten bufor jest nawet zbyt duży, bo polskie firmy niechętnie inwestują. Szczególnie jeśli działają w narażonych na kryzys branżach.

„Nastąpiło oczekiwane nasilenie bariery popytowej i znów jest ona barierą najczęściej wskazywaną przez przedsiębiorców. Obserwacja ta dotyczy szczególnie branży przetwórstwa przemysłowego i energetyki, gdzie obawy osłabienia koniunktury są największe. Pogorszenia sytuacji może oczekiwać także budownictwo, na co wskazuje wyraźnie malejący portfel zamówień, kończące się inwestycje związane z organizacją Euro 2012 czy wygasające powoli inwestycje finansowane z wydatków publicznych”, czytamy w raporcie.

Te niepewność powoduje, że firmy niechętnie także zatrudniają. W 2012 roku stopa bezrobocia będzie wyższa od ubiegłorocznej średnio o około 0,6 pkt. proc i w czwartym kwartale ma wynieść 13,2 proc. Wzrosną za to wyraźnie po raz pierwszy od dawna, wynagrodzenia realne, w czwartym kwartale o 2,2 proc.

www.obserwatorfinansowy.pl (opr. DG)

>Czy prognozowanie ma sens

Naukowcy PAN spodziewają się także spadku inflacji. W czwartym kwartale 2011 roku wyniosła ona 4,6 proc, a w drugiej połowie 2012 roku ma lekko przekraczać 3 proc. Wciąż będzie to więcej niż 2,5 proc. cel Narodowego Banku Polskiego, dlatego dziwić może, że w raporcie przewiduje się pozostawienie stopy referencyjnej na dotychczasowym poziomie przez cały 2012 rok. Jest to sprzeczne z konsensusem rynkowym, jak i ostatnimi wypowiedziami członków Rady Polityki Pieniężnej, którzy sugerowali możliwość podwyżki stóp.

www.obserwatorfinansowy.pl (opr. DG)

20. wydanie raportu PAN (który jest półrocznikiem) stało się także pretekstem do podsumowania całej dekady 2002-2012 i prognoz na kolejne 10 lat. Podjęli się tego dr Halina Wasilewska-Trenkner, była członek RPP i była minister finansów, dr Andrzej Rzońca, obecny członek RPP oraz prof. Ryszard Bugaj z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN.

Zgodzili się w jednym – kolejna dekada nie będzie tak łatwa jak obecna, w której średnioroczna dynamika PKB przekroczyła 4 proc., a po wejściu do Unii Europejskiej w latach 2004-2008 wynosiła nawet 5,4 proc, bezrobocie udało się obniżyć do standardu unijnego, a wydajność pracy rosła.

– Nie ma zachęt do inwestycji. Następuje też zaostrzanie polityki pieniężnej, przy czym nie chodzi o zaostrzanie na poziomie stopy referencyjnej, ale odbywa się to na poziomie banków, które ograniczają akcję kredytową. Mamy też specyficzny rynek pracy, który nie jest wygodny dla pracodawcy, ale nie jest też wygodny dla pracobiorcy – oceniła dr Halina Wasilewska-Trenkner.

– W ciągu dekady utrzymywały się podstawowe słabości polskiej gospodarki: rozdęte wydatki publiczne, deficyt na dużo wyższym poziomie niż w krajach wysoko rozwiniętych, kiedy znajdowały się na naszym poziomie rozwoju. Polska wciąż jest także krajem o dużym natężeniu antyrynkowych regulacji – wymieniał dr Andrzej Rzońca.

Nie zgodził się z tym prof. Ryszard Bugaj, który powołując się na dane Ministerstwa Finansów przekonywał, że Polska wcale nie ma za dużego sektora publicznego w stosunku do PKB. Jego zdaniem poważniejszym problemem jest degresywny charakter naszego systemu podatkowego (przeciętna stopa podatkowa spada w miarę wzrostu dochodu – przyp. red), ogromna deregulacja rynku pracy i ważny czynnik pozaekonomiczny – utrwalenie naszej sceny politycznej sprzyjające hasłowemu traktowaniu postulatów gospodarczych.

Prof. Bugaj zgodził się jednak z tym, że do 2008 roku sprzyjały nam warunki zewnętrzne i rozwój światowej gospodarki, a także renta wychodzenia z komunizmu, a teraz czas łatwego wzrostu się skończył.

– O ile ostatnia dekada nie była dekadą straconą, o tyle ta która nadchodzi może taką być jeśli nie podejmiemy reform – podsumowała dr Halina Wasilewska-Trenkner.

Marek Pielach


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test