Polska prowizorka we wsparciu inwestycji

07.05.2012
O polskim systemie wspierania inwestycji można powiedzieć jedno: wciąż się zmienia. Niestety nie zawsze na lepsze. Daleko nam do Słowacji, Węgier czy Czech, lata świetlne dzielą nas od Kanady.

(CC BY Images_of_Money)


Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ) zapytała 70 inwestorów o problemy w działalności w Polsce. Trudno w to uwierzyć, ale za jedną z najważniejszych barier uznali zachęty. Są tak oferowane, że stanowią dla nich problem (wg raportu „Bariery w napływie bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski”).

W przypadku grantów rządowych inwestorzy skarżyli się na trudności w łączeniu ich z innymi formami pomocy publicznej. W marcu rząd przyjął na szczęście uchwałę zmieniającą program wspierania inwestycji o dużym znaczeniu dla gospodarki na lata 2011-20, zgodnie z którą łączenie pomocy jest możliwe, więc sytuacja powinna się poprawić.

W funduszach strukturalnych problemem był m.in. brak harmonogramu. Nigdy nie wiadomo, kiedy odbędzie się kolejny konkurs. Problem rozwiązał się sam, bo ostatni konkurs odbył się na początku roku –  do 2013 r., czyli do czasu nowego finansowania w UE, więcej konkursów nie będzie.

Wcześniej ministerstwo gospodarki wielokrotnie zapowiadało konkursy, a potem organizowało je w zupełnie innym terminie (na ogół późniejszym). Odbyły się też dwa „ostatnie” konkursy, przed którymi MG ogłaszało, że nie ma już pieniędzy, a potem fundusze jednak się znajdowały.

Problem ze specjalnymi strefami ekonomicznymi (SSE) polega na tym, że mają działać tylko do 2020 r., a to oznacza, że jeśli ktoś dziś decyduje się na inwestycję, to zyski z fabryki zacznie mieć za kilka lat i na pewno nie zdąży do 2020 r. odebrać dopuszczalnej pomocy publicznej w formie niezapłaconego CIT.

MG już zapowiedziało, że wydłuży działalność stref do 2026 r., prace trwają. Kilka miesięcy temu pojawił się pomysł bezterminowego wydłużenia działalności SSE. MG miało już podobno gotowy projekt nowelizacji ustawy, który rozwiązywał przy okazji kilka problemów, ale projekt… znikł. Teraz jest mowa o wydłużeniu stref za pomocą rozporządzeń.

Kolejny kłopot: po zmianach przepisów w 2009 r. bardzo trudno jest włączać do SSE grunty prywatne. Jest to możliwe tylko pod warunkiem, gdy inwestycja dotyczy bardzo dużych pieniędzy – rzędu 300 mln zł.

Od lat przedsiębiorcy informują o niedogodnościach, a rząd wprowadza różne zmiany. Do tej pory jednak nigdy nie udało się ostatecznie wyeliminować barier, na które skarżą się inwestorzy. Na początku ubiegłego roku system wspierania inwestycji o dużym znaczeniu dla gospodarki na lata 2011-20 w ogóle nie obowiązywał. Skończył się poprzedni program, a Ministerstwo Gospodarki (MG) i ministerstwo finansów (MF) nie mogły się porozumieć, co do kryteriów w nowym programie. Cały rok trwały negocjacje, wprowadzano poprawki, a parę miesięcy później kancelaria premiera i tak odmówiła grantów obiecanych już wcześniej kilku centrom usług więc negocjacje międzyresortowe i proces dostosowywania prawa zaczął się na nowo. Stanęło na marcowej uchwale. Na razie.

Równie dużo emocji rząd dostarczył przedsiębiorcom, którzy starali się o dotacje w ramach programu 4.5 wspierającego inwestycje o dużym znaczeniu dla gospodarki. Ostatnio okazało się, że firmy, które wygrały konkursy jako pierwsze, czyli w 2009 r., mogą wcale nie dostać unijnej dotacji, bo zastrzeżenia do reguł konkursu ma Bruksela! Urzędnicy Komisji Europejskiej myśleli, że granty dostają tylko najbardziej nowoczesne projekty. Tymczasem stworzenie centrum badawczo-rozwojowego było jednym z punktów, ale fakultatywnym. W efekcie obietnicę kilkudziesięciu milionów złotych wsparcia dostał np. Jysk, który postanowił zbudować w Polsce centrum logistyczne.

Teraz resort gospodarki negocjuje z Brukselą, namawia przedsiębiorców na dodanie elementu R&D i liczy, że się uda.

14 specjalnych stref ekonomicznych działają już ponad 15 lat. Spójrzmy tylko na ostatnie cztery lata, bo kilka z podjętych w tym czasie decyzji odbija się strefom czkawką do dziś.

Jest rok 2008, świat ogarnia kryzys, inwestorzy, którzy kilka lat wcześniej wchodzili do stref i obiecywali gigantyczne inwestycje i tysiące miejsc pracy ostrzegają, że mogą mieć problemy z wywiązaniem się z deklaracji. Rząd myśli, jak pomóc firmom, by te nie utraciły przywilejów i nadal chciały inwestować. Obiecuje „elastyczność”, czyli możliwość stworzenia mniejszej liczby miejsc pracy i zainwestowania mniejszych kwot, a także zwolnienia z podatku przy inwestycjach, w których nie powstają nowe etaty (to dla przedsiębiorców, którzy chcieliby przesunąć pracowników wewnątrz firmy i np. zmienić profil działalności). Tylko, że prace nad antykryzysową nowelizacją ustawy o SSE trwały tak długo, że minęła pierwsza fala kryzysu, a zmian wciąż nie wprowadzono.

Nie dość, że nie pojawiły się zapisy łagodzące przepisy w strefach, to w 2008 r. zaostrzono kryteria włączania terenów prywatnych. Kilku rozczarowanych obietnicami przedsiębiorców zamierza pozwać ministerstwo do sądu.

Wypadamy blado

– Polska nie wygląda źle na tle innych krajów regionu. Może dużo tu zmian w porównaniu z krajami Europy Zachodniej, ale Węgrzy, Czesi i Słowacy też bez przerwy zmieniają swoje systemy wsparcia inwestycji. Wszystko zależy od sytuacji politycznej i gospodarczej. Jeśli politycy są otwarci na inwestycje, system łagodnieje. Jeśli do kraju od dawna nie udało się ściągnąć dużych projektów, powstają lepsze zachęty – uważa Jacek Levernes, wiceprezes HP Europe.

Bardziej sceptyczni są przedstawiciele firm doradczych.

– Dla większości inwestorów kluczowe jest to, co zastają w chwili, gdy przychodzą do Polski. Mogą nie do końca zdawać sobie sprawę, że przepisy często się zmieniają. Gorzej, gdy są zmiany wprowadzane są w trakcie podejmowania decyzji o inwestycji. Na pewno wiele zmian w jednym czasie nie ułatwia przedsiębiorcom ubiegania się o pomoc publiczną – mówi Paweł Tynel z Ernst & Young.

– Wybór lokalizacji często trwa wiele miesięcy i nie jest dobrze odbierane przez inwestorów, gdy w trakcie tego procesu zachodzą niekorzystne zmiany związane z pomocą publiczną – uważa Kiejstut Żagun z KPMG.

Jego zdaniem zachęty podatkowe są bardziej stabilne niż granty.

– Na świecie też zachodzą zmiany w systemach zachęt poszczególnych państw, a częstotliwość i sposób ich wprowadzania w życie zależy w dużej mierze od tego, czy są to zachęty podatkowe czy też typu grantowego. Najważniejsze w tym wszystkim jest, jak te zmiany są komunikowane, na ile ruchy administracji nie powodują zaskoczenia. Właśnie zaskoczenie i nieprzewidywalność są najgorzej odbierane przez inwestorów – twierdzi Kiejstut Żagun.

– Stabilność systemu zachęt inwestycyjnych ma bardzo duże znaczenie dla inwestorów podejmujących decyzje o lokalizacji przedsięwzięcia. Częste zmiany systemu jak również niejasne zasady wsparcia często zmieniające się w trakcie procesu pozyskiwania zachęt powodują, że potencjalni inwestorzy często wybierają kraje z mniej atrakcyjnymi systemami wsparcia niż Polska ze względu na ich stabilność i przewidywalność. Związane jest to przede wszystkim z możliwością ujęcia takich zachęt w planie rozwoju biznesu w danym kraju – w takim wypadku przewidywalność i ustabilizowany charakter zachęt ma kapitalne znaczenie – mówi Michał Turczyk z Deloitte.

Jego zdaniem Polska nie wypada korzystnie na tle pozostałych państw regionu.

– Stabilność systemów w sąsiednich państwach, np. w Czechach, Słowacji i na Węgrzech, jest znacznie wyższa. Zmiany wprowadzane są w rozsądnych odstępach i mają na celu zwiększenie atrakcyjności istniejących systemów – mówi.

W Słowacji pierwszy rządowy system wspierania inwestycji obowiązywał w latach 2001-2006 i w tym czasie wprowadzono jedynie dwie zmiany oraz przyznano przedsiębiorcom wsparcie wysokości 558,75 mln euro. Nowy system wspierania inwestycji wprowadzono w tym kraju w 2008 r. i jedyną znaczącą zmianę zatwierdzono w 2011 r. Jej celem było ułatwienie dostępu do tego instrumentu szerszemu gronu podmiotów. Również system zachęt podatkowych w Czechach cechuje się wysoką stabilnością. Pierwszy system obowiązywał w latach 1998-2007.

– Nowy system wprowadzony w 2007 r. obowiązuje do dziś, choć trwają teraz dyskusje dotyczące rozszerzenia go, aby ze zwolnień podatkowych mogły korzystać także firmy inwestujące w usługi nowoczesne (dziś system obejmuje jedynie inwestycje produkcyjne) – opowiada Michał Turczyk.

Podaje też przykład do naśladowania nie z naszego podwórka. W Kanadzie w marcu tego roku wprowadzono zmiany do systemu zachęt związanych z działalnością badawczo-rozwojową. Było to po długiej debacie publicznej z udziałem ekspertów technicznych, przedsiębiorców i doradców. Mimo, że nowy system jest bardziej restrykcyjny, sposób jego wprowadzenia został oceniony bardzo pozytywnie. Jeszcze bardziej godne pozazdroszczenia jest to, że poprzedni system działał od końca lat 70 ubiegłego wieku.

Małgorzata Grzegorczyk


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test