Polskie szpitale mogą zyskać na transgranicznym leczeniu

15.12.2014
Po wejściu w życie implementacji dyrektywy transgranicznej zachodni pacjenci też będą mogli przyjeżdżać do polskich szpitali. Koszty leczenia – do poziomu refundacji obowiązującego w danym kraju – pokryje tamtejszy płatnik. Jeśli na stół operacyjny w Polsce trafi obcokrajowiec, szpital dostanie więcej, niż zapłaciłby mu NFZ czy nawet prywatny klient.

(infografika Dariusz Gąszczyk/CC by Zdenko Zivkovic)


Pod koniec listopada weszły w życie przepisy regulujące wyjazdy na leczenie zagranicę. Jak wynika z badania CBOS, 80 proc. Polaków jest niezadowolonych z jakości ochrony zdrowia – teraz mogą legalnie i praktycznie bez dodatkowych opłat leczyć się gdzie indziej. Nowe przepisy to jednak także szansa dla polskich szpitali, by zarobić na pacjentach z Europy Zachodniej, bowiem Polska i Węgry to rosnące potęgi w turystyce zdrowotnej.

Swoboda leczenia

Obowiązująca od 2013 r. dyrektywa transgraniczna i jej krajowa implementacja (która weszła w życie 15 listopada 2014 r.) upraszczają zasady dotyczące korzystania z opieki zdrowotnej w Unii. Polski pacjent może teraz wyruszyć na leczenie do innego kraju UE i na podstawie przedstawionych rachunków wnioskować o zwrot poniesionych kosztów. NFZ będzie jednak zwracał pieniądze tylko do kwoty obowiązującej w Polsce i tylko za świadczenia, które są u nas refundowane. Korzystając z nowych ułatwień, nie można więc np. zrealizować zabiegu zapłodnienia in vitro i raczej nie będzie opłacało się jechać na leczenie do Niemiec, ale na Litwę najpewniej już tak.

Na pokrycie kosztów związanych z dyrektywą NFZ ma przewidzianą rezerwę celową wynoszącą 941 mln zł na rok 2014 oraz 1 mld na rok 2015. Polacy jeszcze niemal nie korzystają z nowego przywileju. Od momentu wejścia w życie dyrektywy transgranicznej złożono w sumie 124 wnioski o zwrot kosztów leczenia na łączną kwotę prawie 2,5 mln zł. W latach 2005–2010 wydatki budżetowe na leczenie zagranicą rosły średnio o 5 proc. rocznie. Teraz Ministerstwo Zdrowia szacuje, że leczyć się do innych krajów będzie jeździło 18 proc. Polaków.

Im bliżej, tym więcej chętnych

Turystyka zdrowotna jest mieszanką turystyki i leczenia – poprawienie stanu zdrowia lub wyglądu łączy się z wypoczynkiem, regeneracją sił fizycznych i psychicznych, zwiedzaniem atrakcji oraz rozrywką.

Według firmy consultingowej McKinsey są trzy grupy klientów-pacjentów: ci, którzy udają się za granicę, by uzyskać świadczenie zdrowotne w atrakcyjnej cenie lub by ominąć listy oczekujących; pacjenci, którzy chcą uzyskać niedostępne w swoim kraju świadczenia zdrowotne i ludzie, którzy chcą poddać się zabiegom kosmetycznym bądź odmładzającym w luksusowych ośrodkach (model tradycyjny, dziś nowocześnie nazywany wellness). Dowodem znaczenia tego sektora w Polsce jest wyszczególnienie przez Ministerstwo Gospodarki turystyki medycznej jako jednego z 15 sektorów mających potencjał eksportowy. Resort już teraz przeznacza pieniądze na marketing Polski jako kraju, który może przyjmować pacjentów z zagranicy, a wdrożenie nowych – zgodnych z dyrektywą – przepisów powinno to zainteresowanie zwiększyć.

W latach 2006–2011 łączna wartość rynku turystyki zdrowotnej w Polsce wzrosła z 2,3 mld do ponad 4 mld zł. Największy udział ma turystyka wellness (ponad 50 proc. rynku), z kolei największym przyrostem wartości charakteryzowała się turystyka medyczna (ponad trzykrotny wzrost przez pięć lat).

(infografika Dariusz Gąszczyk)

Według analiz OECD sektor turystyki zdrowotnej rósł w Polsce w poprzednich latach o około 10 proc. rocznie. Dopóki nie rozpoczął się kryzys w 2009 r., niekiedy nawet 40 proc. rocznie. Polska jest nadal jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się rynków w Europie Środkowej i Wschodniej. Do naszych SPA i szpitali przyjeżdża rocznie około 600 tys. osób, a według OECD wartość rynku turystyki medycznej to około 1 proc. wszystkich nakładów na zdrowie w Polsce, co jest jednym z wyższych odsetków w Europie. W Czechach, które są liderem w rozwoju tego sektora, rynek jest czterokrotnie większy głównie dzięki przyjeżdżającym Niemcom i Słowakom.

(infografika Dariusz Gąszczyk)

(infografika Dariusz Gąszczyk)

Do Polski przyjeżdża 7 proc. europejskich turystów zdrowotnych. Podobnie jest w Turcji, Hiszpanii, Czechach i Indiach. Najpopularniejszymi krajami są Węgry (12 proc. europejskich turystów-pacjentów) i Belgia (11 proc.). Według badania Medical Tourism Survey z 2012 r. dziewięciu na dziesięciu pacjentów ponownie udałoby się po usługę do innego kraju, a ponad połowa w wyborze kraju, w którym chciała wykonać zabieg, kierowała się swoimi wcześniejszymi podróżami. Turyści, którzy odwiedzili jakiś kraj nawet tylko weekendowo, mogą powrócić po to, by się wyleczyć.

Najliczniejszą grupę wśród turystów medycznych w Polsce stanowią mieszkańcy Europy Zachodniej: Niemcy, Brytyjczycy i Skandynawowie, którzy wybierają nasz kraj ze względu na bliskość geograficzną (około 2 godz. lotu od największych europejskich metropolii), niskie ceny i wysoki standard terapii. Z leczenia ortodontycznego chętnie korzystają Norwegowie, którzy mają niewielu specjalistów z tej dziedziny. Mimo wysokich cen biletów lotniczych coraz częściej na leczenie do Polski przyjeżdżają też Amerykanie.

Ogromną popularnością wśród turystów medycznych cieszy się także leczenie uzdrowiskowe. W polskich sanatoriach co dziesiąty pacjent jest obcokrajowcem. Do uzdrowisk najczęściej przyjeżdżają pacjenci z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Szwecji.

Jako członek Unii Europejskiej Polska jest zobowiązana do przestrzegania wysokich standardów bezpieczeństwa terapii. Jednocześnie nasz kraj oferuje najnowocześniejsze metody leczenia wielu dolegliwości: nóż Gamma Knife (neurochirurgia), przezskórne wszczepienie zastawki aortalnej (TAVI) czy leczenie nowotworu gruczołu krokowego ultradźwiękami (HIFU).

Polska ma do przy tym zaoferowania ciekawą historię i zabytki oraz bazę kilkunastu popularnych sanatoriów, takich jak to w Ciechocinku z tężniami na schorzenia dróg oddechowych i w Nałęczowie, gdzie przyjeżdżają pacjenci po transplantacji serca, a dużą atrakcją kurortu jest komora klimatyczno-inhalacyjna.

Nowe przepisy to nowe możliwości

Dla 83 proc. pacjentów wyjeżdżających do innego kraju, by zrealizować odpłatny zabieg, najważniejszym argumentem przy podejmowaniu decyzji jest cena. W przypadku usług stomatologicznych ceny w naszym kraju są niemal o 70 proc. niższe od cen analogicznych procedur wykonanych w Niemczech. Zagraniczni pacjenci najczęściej decydują się na zabiegi z zakresu implantologii oraz na korony, mosty, licówki oraz na wybielanie zębów. Polska jest także atrakcyjnym celem dla pacjentów chcących poprawić defekty urody. Najczęściej wykonywanymi zabiegami są operacje powiększania i pomniejszania piersi, liposukcja, korekcje uszu, nosa i powiek oraz lifting twarzy. Duże różnice w cenach widoczne są również przy terapiach specjalistycznych w dziedzinie chirurgii ogólnej, kardiologii, ortopedii i okulistyki.

Polskie szpitale mają około 20 proc. wolnych zasobów niewykorzystywanych przy obecnym poziomie finansowania. Na dodatkowych usługach mogą zarobić nawet 5 mld zł, czyli równowartość 8 proc. publicznego budżetu na ochronę zdrowia i 1/3 tego, ile Polacy wydają na leczenie z własnej kieszeni. Raport firmy PMR „Rynek szpitali publicznych w Polsce 2014” pokazuje, że większość menadżerów zdrowia prezentuje neutralny stosunek wobec wpływu ustawy transgranicznej na funkcjonowanie szpitali (94 proc. ocenia zmiany warunków funkcjonowania po wejściu w życie dyrektywy jako ani dobre ani złe).

Spośród specjalizacji o największych perspektywach rozwoju w wyniku implementacji dyrektywy transgranicznej najwięcej wskazań menadżerów ze szpitali publicznych uzyskały stomatologia i ortopedia. 17 proc. respondentów ze szpitali publicznych wskazywało na chirurgię plastyczną. W dalszej kolejności wymieniali okulistykę i onkologię. Respondenci analogicznego badania przeprowadzonego wśród szpitali niepublicznych, oceniają szanse rozwoju stomatologii i ortopedii jako jeszcze większe – wymienione specjalizacje wskazało odpowiednio 27 proc. i 24 proc. badanych.

Bezpośrednio publiczne szpitale nie skorzystają za bardzo na turystyce medycznej w ramach nowej dyrektywy. Obcokrajowcy nie mają bowiem odrębnego limitu na usługi medyczne, są więc leczeni w ramach kontraktu danej placówki z NFZ. Więcej przyjazdów na zabiegi do Polski daje jednak szansę, że osoby te i ich rodziny będą częściej powracać do Polski – z zupełnie inną potrzebą medyczną, np. do dużo tańszego dentysty, ale także, być może, turystycznie.

Mając świadomość tego jak bardzo ten biznes może być w przyszłości intratny, już dzisiaj większość prywatnych szpitali inwestuje w pielęgniarki i obsługę posługującą się językiem angielskim. Kolejnym etapem będzie współpraca z prywatnymi ubezpieczycielami w innych krajach, by część usług medycznych mogła być kontraktowana w Polsce.

Nie bez znaczenia są też zabiegi promocyjne ministerstwa gospodarki pod hasłem „Poland Your Health Destination”. Chodzi o zdobycie przewagi nad Węgrami czy Czechami, które są popularniejsze niż Polska, a mają porównywalne ceny. Na razie trudno jednak ocenić, czy starania resortu przekładają się na większą liczbę pacjentów.

W związku z tym, że 70 proc. pacjentów poszukuje informacji o leczeniu w innym kraju przez internet, kluczowy jest uruchomiony pod koniec listopada Krajowy Punkt Kontaktowy. Na jego stronie pacjenci z zagranicy mogą zdobyć informacje o tym, ile kosztują w Polsce procedury, zadać pytania i znaleźć placówkę medyczną. Podobne serwisy istnieją w innych krajach członkowskich.

OECD w 2012 r. oceniało, że do 2020 r. wydatki Europejczyków na leczenie transgraniczne powinny wzrosnąć do 5 proc. Polska z ogromną dynamiką przyjazdów i sum, które zostawiają pacjenci z innych krajów, ma szansę być jedną z gospodarek, która pozytywnie zaskoczy analityków i zanotuje wyższy wzrost. Pomóc temu może ściślejsza współpraca między resortami gospodarki i zdrowia, ponieważ dzięki przyjazdom turystów jesteśmy w stanie pozyskać dodatkowe środki trafiające do polskiego systemu ochrony zdrowia. Skoro nie ma szans na to, by podwyższyć składkę zdrowotną, to może trzeba importować pacjentów, którzy będą z własnej kieszeni płacić za kosztowne świadczenia.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test