Potrzebne porozumienie w sprawie nadmiernego zadłużenia

07.08.2015
Uznanie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, że dług Grecji jest nie do udźwignięcia, może okazać się przełomowym momentem dla globalnego systemu finansowego. Heterodoksyjne, niezgodne z dogmatami rozwiązania dotyczące wysokiego obciążenia długiem trzeba niewątpliwie traktować poważniej nawet w przypadku niektórych krajów rozwiniętych.

Kenneth Rogoff


Od wybuchu greckiego kryzysu wyodrębniają się zasadniczo trzy szkoły myślenia. Po pierwsze, mamy pogląd tak zwanej trojki (Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i MFW), która utrzymuje, że uginające się pod ciężarem zadłużenia peryferyjne kraje Europy (Grecja, Irlandia, Portugalia i Hiszpania) wymagają silnych rozwiązań dyscyplinujących, potrzebnych po to, żeby zapobiec przekształceniu się krótkookresowego kryzysu płynności w długoterminowy problem niewypłacalności.

Ortodoksyjną receptą na taką przypadłość było przedłużenie standardowych pożyczek pomostowych dla tych krajów, a tym samym dawanie im czasu na uporządkowanie problemów budżetowych oraz podjęcie reform strukturalnych, nastawionych na zwiększenie potencjału wzrostu w długim okresie. To podejście „zadziałało” w Hiszpanii, Irlandii i Portugalii, co jednak nastąpiło kosztem rozległej recesji. Ponadto istnieje duże ryzyko nawrotu kryzysu zadłużeniowego w razie znaczącego spowolnienia w gospodarce globalnej. W Grecji jednak polityka trojki nie doprowadziła do stabilizacji gospodarki – a tym bardziej do jej ożywienia.

Druga szkoła myślenia również przedstawia ten kryzys jako wyłącznie problem płynności, niewypłacalność długoterminową traktuje natomiast jako co najwyżej zagrożenie zewnętrzne. Według niej problemem nie jest zbyt wysokie zadłużenia peryferyjnych krajów strefy euro lecz to, że nie pozwala się im na odpowiednio duży wzrost zadłużenia.

Ten przeciwny dużym oszczędnościom obóz jest przekonany, że gdyby nawet rynki prywatne zupełnie straciły zaufanie do krajów peryferyjnych, północne państwa strefy euro mogłyby ten problem z łatwością rozwiązać za pomocą współgwarancji ich zadłużenia. Mogłoby się to stać być może w formie obligacji strefy euro, których gwarantem byliby w końcu wszyscy (zwłaszcza zaś niemieccy) podatnicy tego regionu. Krajom peryferyjnym powinno się zatem pozwolić nie tylko na rolowanie długów, ale i na stosowanie w pełni polityki antycyklicznej dopóty, dopóki ich rządy uważać to będą za konieczne.

Innymi słowy, według „antyoszczędnościowców” strefa euro przeżywa kryzys kompetencji, nie zaś kryzys zaufania. Nie warto się przejmować tym, że strefa euro nie ma scentralizowanej władzy budżetowej i że unia bankowa jest jeszcze niedokończona. Nie ma się co przejmować problemem pokusy nadużycia czy niewypłacalnością. Ani pobudzającymi wzrost reformami strukturalnymi. Wszyscy dłużnicy będą w przyszłości zasługiwać na pożyczki – nawet jeśli w przeszłości nie zawsze byli wiarygodni. Tak czy owak, wszystko to zrekompensuje szybszy wzrost, jaki osiągnie się dzięki wysokiemu mnożnikowi budżetowemu.

Jest to pogląd całkowicie spójny, ale naiwny w swej pozbawionej zastrzeżeń ufności (na przykład ufności do polemicznych tekstów ekonomicznego noblisty, Paula Krugmana). W efekcie podejście przeciwne głębokim oszczędnościom ukrywa istotne założenia i zagrożenia. W i tak już bardzo obciążonych długiem peryferyjnych krajach strefy euro spiętrzanie kolejnych pożyczek okazało się uprawianiem hazardu na wielką skalę, zwłaszcza gdy wybuchł kryzys.

W skali lokalnej mamy tam do czynienia z korupcją polityczną, której przykładem jest występujący w Hiszpanii ruch wahadłowy między rządem a sektorem finansowym. Wzrost gospodarczy krępuje dwoistość rynków pracy oraz monopole na rynkach produktów, a oligarchowie mają nadal nieproporcjonalnie dużą siłę do obrony własnych interesów. Poza tym Niemcy w rzeczywistości nie mogłyby gwarantować długu wszystkich europejskich krajów peryferyjnych bez narażenia na szwank własnej wypłacalności i wiarygodności. Zwłaszcza przy braku obejmującego całą strefę euro systemu mechanizmów kontroli. Kosztowne i nielimitowane gwarancje mogłyby wprawdzie zadziałać, ale gdy nie zadziałały, gospodarcza zgnilizna z peryferii mogłaby się rozprzestrzenić do centrum.

Według trzeciej szkoły myślenia, ogromny kryzys finansowy sprawia, że europejskie problemy zadłużeniowe powinno się od samego początku diagnozować jako problemy z wypłacalnością i leczyć restrukturyzacją oraz umorzeniem długu. A wsparcie tej kuracji powinna stanowić umiarkowanie podwyższona inflacja oraz reformy strukturalne. Taki pogląd wyrażam od samego początku kryzysu.

W przypadku Irlandii i Hiszpanii konsekwencje upadku banków powinni ponieść posiadacze obligacji tych krajów, nie zaś tamtejsi podatnicy. W przypadku Grecji umorzenie długów powinno nastąpić szybciej i na większą skalę.

Oczywiście, rządy poszczególnych państw musiałyby użyć pieniędzy podatników na dokapitalizowanie banków z północy Europy – zwłaszcza z Francji i z Niemiec – które za dużo pożyczyły krajom peryferyjnym. Potrzebne byłyby również transfery w celu dokapitalizowania banków peryferyjnych. A kiedy te zrestrukturyzowane i dokapitalizowane banki byłyby już w stanie wznowić akcję pożyczkową, to opinia publiczna zrozumiałaby wreszcie, na czym rzeczywiście polegała ta sytuacja.

Niestety, zbyt wielu polityków z krajów rozwiniętych pozwala sobie wierzyć, że takie heterodoksyjne rozwiązania nadają się tylko dla rynków wschodzących. Faktycznie jednak kraje rozwinięte w celu obniżenia nawisu długu w wielu przypadkach uciekały się do heterodosyjnych posunięć. Restrukturyzacja zadłużenia zapewniłaby Europie potrzebny jej „reset”. Takie podejście też zresztą wiąże się z zagrożeniami – co podkreśla główny ekonomista MFW, Olivier Blanchard – ale to ryzyko naprawdę warto podjąć.

Co zatem należy zrobić? W przypadku każdego rozwiązania kluczowe są takie elementy jak pogłębienie integracji europejskiej, ostrzejsze wymogi wobec banków oraz głębsze, ale wypracowane na szczeblu krajowym reformy strukturalne. Nadal również bardzo jest potrzebna dalsza pomoc dla peryferii Europy.

Oprócz tego jednak europejskie doświadczenie powinno pobudzić do ponownych przemyśleń nad globalnym systemem administrowania bankructwami krajów. Mogłoby to oznaczać powrót do dawniejszych propozycji MFW w sprawie mechanizmu bankructwa państw lub szukanie sposobów instytucjonalizacji niedawnego stanowiska Funduszu w sprawie zadłużenia Grecji. W Europie nie ma – i nigdy nie było – darmowych lunchów; mogą być natomiast o wiele lepsze sposoby radzenia sobie z długiem nie do udźwignięcia.

Kenneth Rogoff, wcześniej główny ekonomista MFW, jak profesorem ekonomii i polityki publicznej w Uniwersytecie Harvarda.

© Project Syndicate, 2015

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test