Reforma OFE nie zbilansuje budżetu i nie zapewni dobrych emerytur

16.11.2013
Debata o przyszłości OFE koncentruje się wokół stanu finansów publicznych oraz przyszłych możliwości działania funduszy inwestycyjnych. Na zdecydowanie daleki plan zepchnięta została odpowiedź na pytanie co czeka przyszłych emerytów i jakie dodatkowe wyzwania mają przed sobą po reformie ZUS, NFZ, a także kolejne rządy.

(infografika D.Gąszczyk)


Debata nie dobiegła jeszcze końca, ale po piątkowym (15 listopada) posiedzeniu komitetu stałego Rady Ministrów rządowa propozycja coraz bliższa jest ostatecznego kształtu. Warto je zrekapitulować.

Zgodnie z obecną wersją projektu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej OFE przestaną być obowiązkowe. Żeby zostać w OFE, trzeba będzie złożyć oświadczenie między 1 kwietnia a 31 lipca 2014 r. Podobnie, w momencie rozpoczęcia pierwszej pracy, wymagana będzie deklaracja o przystąpieniu do funduszu.

OFE nie będą mogły się reklamować – pod karą 3 mln zł, ale tylko do 31 lipca 2014 r. Po newralgicznym okresie ustalania liczby członków OFE będą mogły już się reklamować i informować potencjalnych klientów, ale rząd zakaże ogłoszeń, które wprowadzają w błąd, a przez to mogą wpłynąć na decyzję o przystąpieniu lub pozostaniu w OFE.

Po dwóch latach oszczędzający będą mogli zmienić zdanie, a kolejne „okna transferowe” między OFE i ZUS będą otwierane co cztery lata. Wtedy także, na kwartał przed otwarciem „okna” OFE będą miały zakaz reklamy.

Fundusze przekażą do ZUS obligacje skarbowe. Dzięki tym zmianom dług publiczny zmniejszy się o 8,5 pkt. proc. PKB. Maksymalna wysokość opłaty, jakie fundusze będą mogły potrącać od składek, zostanie obniżona z 3,5 do 1,75 proc.

Minimalny poziom inwestycji w akcje będzie wynosił 75 proc. do końca 2014 r., 55 proc. do końca 2015 r., 35 proc. do końca 2016 r. i 15 proc. do końca 2017 r. Limit jest konieczny by ograniczyć odpływ kapitału z giełdy. Odpływ taki najpewniej i tak jednak nastąpi po tym, jak OFE będą musiały podporządkować się „suwakowi bezpieczeństwa”. Napływ nowych środków będzie ograniczony, bo najpewniej tylko 20-40 proc. Polaków zdecyduje się dalej oszczędzać w otwartych funduszach.

Fundusze nie będą mogły inwestować w papiery gwarantowane przez skarb państwa, czyli także w obligacje infrastrukturalne emitowane przez Bank Gospodarstwa Krajowego.

Dzięki interwencji Rządowego Centrum Legislacji zostanie utrzymany fundusz gwarancyjny, w innym przypadku ustawa byłaby nie zgodna z Konstytucją. Pierwotny projekt nie przewidywał żadnych gwarancji dla oszczędności zgromadzonych OFE. Zadaniem funduszu gwarancyjnego będzie pokrywanie szkód w OFE powstałych w okolicznościach, za które zarządzający funduszem nie ponoszą odpowiedzialności i którym nie mogli zapobiec, mimo dołożenia najwyższej staranności.

Projekt zmieniał się w trakcie konsultacji i uzgodnień międzyresortowych, jego ostateczna wersja powstanie dopiero wtedy, gdy przyjmie go rząd najpewniej w przedostatnim tygodniu listopada.

Co zakłada ZUS w długim terminie?

Zakład budując swoje prognozy długoterminowe jest świadom ich wad dlatego zawsze przygotowuje trzy możliwe warianty, ale opiera się przede wszystkim na pewnych ograniczonych danych. Samą projekcję  opisywał już Witold Gadomski w Obserwatorze Finansowym. Wykorzystuje do tego celu prognozę demograficzną Eurostatu z wariantu bazowego obliczeń wykonywanych dla Grupy Roboczej do Spraw Starzenia się Społeczeństwa przy Komisji Europejskiej, prognozę demograficzną GUS na lata 2008-2035 przedłużoną w ZUS do 2060 roku oraz prognozy departamentu polityki finansowej, analiz i statystyki Ministerstwa Finansów.

ZUS zakłada, że od 2013 r. inflacja emerycka (dla gospodarstw domowych emerytów i rencistów) będzie większa od zwykłej inflacji o 0,3 pkt. proc. Takie założenia ma także Ministerstwo Finansów.

Podobnie PKB będzie konwergowało do pewnego poziomu, ale ile ono będzie wynosić w długim terminie tego nikt nie wie (choć bardziej obiektywne w tej materii są organizacje międzynarodowe). Warto skupić się na innych wskaźnikach. Przede wszystkim inflacji, bo emeryci są specyficzną grupą społeczną z zupełnie innym koszykiem inflacyjnym (wydają znacznie więcej m.in. na leki).

Natomiast wskaźniki waloryzacji świadczeń w projekcji przyjęto – zgodnie z ustawą o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych – na poziomie inflacji plus 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia (inaczej mówiąc funduszu płac).

Założenia te uwzględniają także to, że w przyszłości trzeba będzie wypłacać renty rodzinne po zmarłych, ponieważ aktywa w OFE można było dziedziczyć i to prawo zostanie zachowane.

W nowym projekcie środki na subkoncie nadal będzie można dziedziczyć, bez względu na to czy wybrało się ZUS czy OFE. Prawo dziedziczenia będzie wydłużone nawet do trzech lat po przejściu ubezpieczonego na emeryturę. Do tej pory było to tylko możliwe przed rozpoczęciem pobierania świadczenia. Środki na subkoncie w ZUS nadal pozostają elementem wspólnoty majątkowej, który może zostać podzielony w przypadku rozwodu małżonków.

Jakiej wysokości będą emerytury?

Jeszcze opierając się na starym systemie można powiedzieć, że będą niskie, bo stopa zastąpienia nowo przyznawanego świadczenia średniej krajowej będzie w 2060 r. wynosił około 19 proc. To nic nowego, bo tak działa system zdefiniowanej składki – nasza emerytura to długość aktywności zawodowej i wynagrodzenia podzielona przez oczekiwaną długość życia. Istotnym problemem na który zwraca uwagę Kamil Rakocy na to, że istnieje ryzyko, iż budżet będzie musiał dopłacać do emerytur, które gwarantuje państwo, czyli emerytur minimalnych.

Przy obecnym problemie omijania oskładkowania, wykorzystywania umów o dzieło w miejsce umów o pracę, oznacza to, że coraz więcej osób może mieć problemy z uzbieraniem wystarczającego kapitału pozwalającego na wypłatę świadczeń. Nie wiemy jeszcze do ilu osób państwo będzie musiało dopłacać, ale przy emeryturach minimalnych sięgających 10 proc. średniej krajowej oznacza to raczej przymieranie głodem. Wybór między ZUS, a OFE jest wtórny dla tego problemu.

>> Rząd wciąż zbyt optymistycznie szacuje wysokość emerytur z ZUS

Renty rodzinne pogrążą ZUS

Ryzyko związane z rentami rodzinnymi, bo kobiety żyją dłużej od mężczyzn (dziś o 4,7 lat) i zarabiają mniej. Dodatkowo do 2040 r.  ich emerytury będą niższe ze względu na możliwość przejścia w niższym wieku emerytalnym (więcej oczekiwanych miesięcy życia przez które zostanie podzielony zgromadzony kapitał).

Co więcej, według obecnego projektu 85 proc. z emerytury z ZUS męża w większości przypadków będzie wyższe niż emerytura kobiety. Tak więc idea „aktuarialnego zbilansowania”, które przy obecnym systemie było zakładane (z pewnymi uproszczeniami, przyjmując oczekiwaną długość życia w danym roku, a nie jej wartość oczekiwaną) zostaje podważona przez renty rodzinne dla małżonek.

Jako jedyny zauważył to w swoich uwagach do projektu ZUS – będzie to go kosztowało dodatkowe 2,8 mld zł rocznie po 2040 r. W systemie podziału składki 7,3 proc. do OFE, a do ZUS 12,22 proc. ten problem nie istniał. Problem dotyczy głownie osób o najwyższych zarobkach oraz dodatkowo sytuacji dziedziczenia kapitału aż do 3 lat po przejściu na emeryturę.

Inflacja w koszyku biednego emeryta

Inflacja to proces wzrostu poziomu cen. Jest wskaźnikiem ekonomicznym, ale opartym na realnych konsumenckich problemach, który ma wpływ na to jak są waloryzowane świadczenia w Polsce. Grozi nam zwiększanie najwyższych emerytur wzrostem kosztów życia najbiedniejszych, ponieważ wszystkie emerytury są waloryzowane tzw. inflacją emerycką, czyli rosnącym kosztem życia emerytów.

W lipcu obserwowaliśmy „eksplozję inflacji” dla koszyka osób starszych w związku ze wzrostem opłat za śmieci. Należy też pamiętać, że są oni sumiennymi płatnikami abonamentu telewizyjnego i po wprowadzeniu opłaty audiowizualnej, czyli o opłatę 12-15 zł miesięcznie także wzrosną ich wydatki.

Kolejny problem to ewentualny zakaz opalania węglem, bo za dwa lata zacznie obowiązywać dyrektywa, która daje Polsce czas do 2020 r., by się uporać z tym problemem. Aż 12,2 proc. wydatków gospodarstw emerytów było przeznaczane w 2011 r. na nośniki energii, a przełączenie się z węgla na bardziej ekologiczne źródła energii może oznaczać wzrost kosztów.

Oczywiście państwo może to ograniczyć subwencjami i ograniczeniem ceny, jednak jeśli tego nie zrobi, to najwyższe emerytury górnicze oraz służb mundurowych będą waloryzowane wzrostem kosztów życia osób znacznie uboższych.

Średnia emerytura górnicza w 2011 r. wynosiła 3540 zł, a mundurowa około 2840 zł wobec średniej z ZUS 1783 zł, a z KRUS 1028 zł.

Jeśli w 2060 r. relacja średniej emerytury górniczej do średniej płacy się nie zmieni, górnicy będą otrzymywali za kilkadziesiąt lat 13643 zł. Analogicznie emerytury służb mundurowych mogą wynosić powyżej 10944 zł, ze względu nowe stopy zastąpienia od 60 proc. do 75 proc. dla przyjętych od 2013 r. wobec od 40 proc. do 85 proc. w przypadku dodatku z tytułu grupy inwalidzkiej (w Policji prawie 50 proc. policjantów miało takie zwiększenia) wobec średniej emerytury 3438zł i minimalnej 1226zł w kwotach zdyskontowanych tak jak w prognozie ZUS.

Co z pomocą społeczną i ochroną zdrowia?

Pomimo, zakładanego długoterminowo bilansowania się systemu emerytalnego, nikt nie zwraca uwagi na kwestie innych funduszy oprócz ZUS, które będą ponosić koszty starzenia się społeczeństwa.

Ci, którzy nie przepracują wystarczająco długo albo będą pracować na umowy zlecenie lub o dzieło nie będą mieć wystarczająco dużo okresów składkowych liczonych do emerytury.  Na umowie zlecenie pracodawcy płacą składki, ale ten okres nie liczy się do stażu pracy. Oczywiste jest, że te osoby będą klientami pomocy społecznej, ale środki, które będą otrzymywać będą liczone już z budżetu państwa, a nie ZUS. Nikt nie szacuje jakie ryzyko finansowe niesie za sobą ten problem. Jak już widzieliśmy osoby z emeryturami minimalnymi także będą mogły „załapać się” na pomoc społeczną, jeżeli progi dochodowe uprawniające do świadczeń będą nadal proporcjonalnie rosnąć. Nawet, jeżeli je się zamrozi to jak można odmówić pomocy osobom potrzebującym?

System emerytalny nie adresuje także problemu rosnących wydatków na ochronę zdrowia. Inny duży fundusz celowy – NFZ – będzie miał nie lada problem by przy składce 9 proc. pokryć świadczenia dla rosnącej rzeszy osób starszych. NFZ średnio na osoby w wieku produkcyjnym wydaje około 1,2 tys. zł na leczenie rocznie. W przypadku osób w wieku poprodukcyjnym te wydatki sięgają 3,4 tys. zł. Jak będzie wyglądała ta krzywa wydatków kiedy jedna czwarta Polaków będzie w wieku poprodukcyjnym?

Gospodarstwa emerytów na zdrowie wydają średnio 95,54 zł wobec średniej 52,68 zł. Dodatkowo Polska na zdrowie w kategorii „Publiczne wydatki bieżące” przeznacza 4,53 proc. PKB, przy nakładach na indywidualną opiekę zdrowotną „leki i produkty medyczne dla pacjentów ambulatoryjnych” – 39 proc . Czy te wartości uda się utrzymać przy tak niskich emeryturach?

Nie wydaje się być to możliwe, jeżeli będzie tak wiele osób o tak niskich dochodach to po prostu ktoś będzie musiał się do nich dołożyć.

Nie należy zapominać, że emeryci w przyszłości będą o wiele bardziej znaczącą siłą polityczną niż obecnie. Który polityk nie liczyłby się ze zdaniem jednej czwartej społeczeństwa?

Biedne stare peryferia

Oczywiście można uważać, że Polska za pół wieku będzie bardzo bogatym krajem, jak uważa Marcin Piątkowski – vide rozmowa z Obserwatorze Finansowym – że żyjemy w „złotym wieku”.  Ale np. OECD w swoich projekcjach długoterminowych zwraca uwagę na to, że Polska owszem będzie się rozwijać, ale ze względu na szybkie starzenie się raczej dogoni pewne państwa i potem zacznie się zjazd w dół.

Za pół wieku Polska – to jeszcze inna publikacja w Obserwatorze Finansowym – będzie biedniejsza od Meksyku, Turcji i Chin. Choć dziś nasze PKB per capita sięga 140 proc. światowego to w przyszłości może stanowić tylko 95 proc. jak prognozuje OECD.

Oczywiście, może być tak, że Polska wstąpi teraz na drogę nieskrępowanego wzrostu, a środki zaoszczędzone z OFE posłużą do budowy innowacyjnej gospodarki, zwiększenia wydatków na B+R. Za zaoszczędzone 8,5 proc. PKB przecież można stworzyć ogromne venture capital, ale program Inwestycje Polskie jeszcze nie ruszył, a opinie o nim są podzielone.

Chciałbym by środki, które rząd przejmie z OFE teraz i w przyszłości (bo po kolejnym audycie systemu emerytalnego za kilka lat przestaną istnieć) poszły na słuszny cel publiczny jakim jest zwiększenie przewag komparatywnych polskiej gospodarki. Tylko wtedy stać nas będzie na dołożenie się do emerytur minimalnych i leków dla starych Polaków. Warto też by politycy bardziej holistycznie podchodzili do tak złożonego problemu jak system emerytalny, a nie tylko z perspektywy budżetu.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test