Regiony stracą na nowych zasadach wspierania inwestorów

28.02.2011
Rząd zamierza dotować nowe miejsca pracy, ale tylko takie, które powstaną poza dużymi miastami, w regionach o wysokiej stopie bezrobocia. Według PAIiIZ przyciągnięcie dużych inwestorów do takich regionów będzie bardzo trudne. Ważniejsza od finansowej dotacji jest dobra droga, biznesowe otoczenie i bardzo mobilny bezrobotny, a tego brakuje wielu małym miastom.

Wsparcia finansowego w programie inwestycji o istotnym znaczeniu dla polskiej gospodarki nie dostaną call-centers (CC BY markhillary)


Już w marcu ma ruszyć nowa edycja rządowego programu wspierania inwestycji o istotnym znaczeniu dla gospodarki polskiej, w którym pomoc publiczna będzie udzielana według nowych zasad. O pomoc publiczną na tworzenie nowych miejsc pracy będą mogły ubiegać się duże centra usługowe BPO/SSC (Decision Support/Knowledge Process Outsourcing), centra badawczo – naukowe oraz firmy z sektorów: lotniczego, motoryzacyjnego i elektronicznego. Wsparcia finansowego nie dostaną natomiast duże call – centra, które resort gospodarki usunął z listy usług zaawansowanych technologicznie.

– Zgodnie z wytycznymi Rady Ministrów preferowane będą te projekty, które powstaną poza dużymi aglomeracjami miejskimi, na obszarach, gdzie stopa bezrobocia przekracza średnią krajową (wg danych GUS w styczniu 2011 r. wynosiła ona 13,1 proc.) – mówi Teresa Korycińska, wicedyrektor Departamentu Instrumentów Wsparcia w Ministerstwie Gospodarki.

Pomysł ten budzi kontrowersje zarówno wśród inwestorów, jak i ekspertów, bo chociaż wysoka stopa bezrobocia zwiększa podaż pracy i tym samym stanowi korzyść dla inwestora (teoretycznie ma on do dyspozycji większą liczbę osób gotowych podjąć pracę za mniejsze wynagrodzenie), to w praktyce nie jest ona dla inwestorów istotnym kryterium przy wyborze lokalizacji.

– Inwestorzy zagraniczni w pierwszej kolejności przy wyborze miejsca inwestycji kierują się innymi kryteriami tj. lokalizacją, tradycjami przemysłowymi regionu, infrastrukturą i bliskością innych inwestorów zagranicznych – wylicza Monika Staruch, rzecznik Państwowej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ).

Za przykład podaje województwo zachodniopomorskie, w którym na 36 inwestorów zagranicznych, którzy zdecydowali się tam prowadzić działalność, tylko czterech wybrało powiaty o wysokim wskaźniku bezrobocia (powyżej 25 proc.) – białogardzki i koszaliński.

– Im większa inwestycja, tym mniejsze znaczenie ma grant przy wyborze lokalizacji. W inwestycjach przemysłowych infrastruktura komunikacyjna jest ważna, bo ważne są koszty transportu. Najlepiej jeśli miasto ma i autostradę i lotnisko. Dojazd np. z Warszawy do Lublina zajmuje więcej czasu niż z Berlina do Wrocławia. Jeśli transport będzie drogi, to nawet niższe koszty pracy nie zrekompensują kosztów transportu – mówi Adam Allen, ekspert ds. inwestycji Ernst&Young.

Centra usług wolą miasta

PAIiIZ zbadał też możliwości lokalizacji dużych centrów BPO/SSC. Poza metropoliami na liście znajduje się 39 miast, ale żadne z nich nie ma mniej niż 100 tys. mieszkańców. Duże centra usługowe bazują na pracy wysoko wykwalifikowanej kadry: inżynierów, informatyków, księgowych, finansistów, kadrowych, ludzi z wyższym wykształceniem władających biegle obcymi językami. Firma Genpact zdecydowała się otworzyć swoje centrum finansowo – księgowe w Lublinie ponieważ znalazła tam wykwalifikowanych księgowych i finansistów, którzy władają rzadkimi językami słowiańskimi. W mieście działa też pięć państwowych uczelni wyższych oraz kilka prywatnych, na których studiuje blisko 100 tys. studentów.

– Co czwarty mieszkaniec Lublina jest studentem. O atrakcyjności inwestycyjnej Lublina świadczy również liczba mieszkańców w wieku produkcyjnym, która przekracza już 230 tys. osób. Liczba zarejestrowanych bezrobotnych z wyższym wykształceniem wynosi natomiast ponad 3,5 tys. – analizuje Małgorzata Potiopa, kierownik referatu ds. promocji inwestycji Urzędu Miasta Lublin.

Nawet sąsiedztwo szkół wyższych nie zawsze gwarantuje pozyskanie odpowiednich kadr dla takiej inwestycji. Świadczy o tym chociażby historia hinduskiego centrum usług IT Zensar w Gdańsku, które musiało oddać Ministerstwu Gospodarki przyznane środki publiczne wraz z odsetkami – firma nie poradziła sobie z utrzymaniem liczby etatów, do których się zobowiązała. Stało się tak mimo, iż mury sąsiadującej z tą firmą Politechniki Gdańskiej opuszcza co roku ponad 1000 inżynierów. Większość z nich nie ma jednak odpowiednich kwalifikacji do pracy w tego typu firmach i wymaga dodatkowych, drogich szkoleń.

Identyczny problem mają też firmy przemysłowe z sektora high-tech, które potrzebują wysoko wykwalifikowanych robotników.

Takiej kadry w regionach dotkniętych bezrobociem brakuje. Jak pokazują badania Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ) aż 80 proc. bezrobotnych pochodzących z obszarów o wysokiej stopie bezrobocia to osoby długotrwale pozostające bez pracy (powyżej 18 miesięcy), mało mobile, często z przedawnionymi uprawnieniami. Wystarczy odjechać zaledwie 100 km od stolicy. W powiecie szydłowieckim, mimo bliskości dużej metropolii, bezrobocie na tym terenie przekracza grubo 30 proc. i należy do najwyższego w kraju. Powodem jest m.in. brak infrastruktury komunikacyjnej i niska skłonność mieszkańców do migracji zarobkowej. Ludzie wolą podejmować pracę w szarej strefie, ale „na miejscu”.

– O lokalizacji firmy nie powinno decydować wskaźnikowe bezrobocie w regionie, ale faktyczne zasoby danego rynku pracy. Nie wystarczy, że w danym regionie jest wielu bezrobotnych, powinni oni także spełniać określone kryteria. Osoby bezrobotne muszą być elastyczne, bo często wymagają szybkiego i skutecznego przekwalifikowania – zauważa Monika Ulatowska, dyrektor operacyjny SAZ.

Bezrobocie – tak, pracowników brak

Kolejnym haczykiem zastawionym przez rząd w nowym regulaminie udzielania grantów jest obniżenie maksymalnej kwoty dofinansowania do nowego miejsca pracy. Dotąd inwestorzy mogli ubiegać się nawet o 18 tys. zł do jednego miejsca pracy. Obecnie będzie to od 3,4 tys. do najwyżej 15 tys. zł. Co istotne, kwoty oscylujące w górnych granicach tego przedziału otrzymają jedynie ci, którzy stworzą i utrzymają przez kolejnych 5 lat stanowiska pracy dla ponad tysiąca osób. Dla pracodawców, którzy zdecydują się na lokalizację poza dużymi obszarami miejskimi taki warunek będzie bardzo trudny do spełnienia. Przykładowo, w sektorze usług BPO/SCC taki pułap zatrudnienia osiągają tylko największe centra w Krakowie, Warszawie czy Wrocławiu. Centra rozliczeniowe w mniejszych ośrodkach: Olsztynie, Białymstoku czy Lublinie liczą najwyższej 300 pracowników.

– Problem polega na tym, że poza metropoliami, w Polsce prawie nie ma obszarów z takimi zasobami kadrowymi, które spełniałyby potrzeby firm z sektora high-tech – uważa Tomasz Szpikowski, prezes SAZ. – Badaliśmy dla pewnego koncernu Białystok pod kątem umiejętności językowych tamtejszych absolwentów i okazało się, że można tam zainstalować co najwyżej dużą firmę księgową, ale nie nowoczesne centrum rozliczeniowe, które będzie obsługiwało kilka stref językowych w Europie, czy na świecie.

Według Szpikowskiego próba ściągnięcia do Polski wschodniej wykwalifikowanej kadry z dużych miast jest skazana na porażkę. Ludzie ci są na rynku pracy rozchwytywani i niechętnie godzą się na przeprowadzkę do mniejszych miast nawet za dużo wyższe wynagrodzenie.

Wyjątkiem może być „dolina lotnicza” na Podkarpaciu (wynagrodzenia w tym regionie są średnio o 16 proc. niższe od średniej krajowej), gdzie pracują eksperci europejskiej klasy. Obszar ten ma jednak wielopokoleniowe tradycje lotnicze i przemysłowe. Jest silnie zurbanizowany i dobrze skomunikowany z resztą kraju i sąsiednimi państwami.

– Podkarpacie słynie także z „szytych na miarę” narzędzi marketingowo – fiskalnych adresowanych do poszczególnych inwestorów. Rozwijają się tam prężnie klastry przemysłowe i centra badawczo – rozwojowe. To prawdziwy magnes do przyciągania pieniędzy – uważa prof. Hanna Godlewska – Majkowska z Instytutu Przedsiębiorstwa Szkoły Głównej Handlowej (SGH), autorka raportu „Atrakcyjność inwestycyjna regionów Polski”.

Z jej badań wynika, że wśród najsilniejszych bodźców przyciągających zagraniczny kapitał do regionów są: ich dostępność transportowa, ulgi inwestycyjne oraz dostęp do wykwalifikowanej i zaangażowanej lokalnej kadry. Ten ostatni czynnik jest dla inwestorów kluczowy.

Tymczasem urzędnicy resortu gospodarki próbują lansować wśród inwestorów argument, że w obszarach objętych bezrobociem są niższe koszty pracy. Jest to prawda, ale nie decydująca o wyborze miejsca pod inwestycję. Dlaczego? O granty mogą ubiegać się tylko duże firmy, zatrudniające powyżej 250 pracowników, a takie przedsiębiorstwa mają też wyższe koszty – koszt utrzymania jednego stanowiska pracy jest średnio o 23,6 proc. wyższy niż w przedsiębiorstwach średnich. Wynika to głównie stąd, że w dużych firmach udział płacy zasadniczej w kosztach pracy jest niższy niż w firmach mniejszych. Duże firmy mają bardzo rozbudowane systemy płacowe, często stosują premie, ściślej niż inni pracodawcy przestrzegają też wypłat dodatków za godziny nadliczbowe. Do tego dochodzą  wysokie koszty specjalistycznych szkoleń, na których mniejsze firmy zwykle bardzo oszczędzają.

– Dla sektora BPO największe znaczenie ma infrastruktura teleinformatyczna oraz odpowiednia kadra. Rozbieżności w poziomie płac wcale nie działają na korzyść regionów z wysokim bezrobociem. Inwestor wybierając Polskę i tak bierze pod uwagę średnią pensję krajową – uważa Adam Allen.

OPINIA

Gminy muszą się specjalizować

Marcin Nowicki z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, współautor raportu  „Atrakcyjność inwestycyjna województw i podregionów Polski 2010 r.” :

O wdrożeniu inwestycji decyduje dziś zestaw wielu czynników, które składają się na atrakcyjność inwestycyjną danego regionu. Są one tak bardzo zróżnicowane (w zależności od  rodzaju i wielkości inwestycji), że trudno mówić o jakimś schemacie, czy powtarzalności. Każdy inwestor wymaga bardzo indywidualnego podejścia, innego wachlarza instrumentów wsparcia. To będą inne narzędzia w przypadku centrów usługowych, a inne dla innowacyjnych firm w sektora biotechnologii. Tylko te samorządy, które będą w stanie elastycznie i szybko dostosować się do specyficznych potrzeb poszczególnych typów działalności będą w stanie przyciągnąć inwestorów. Gminom potrzebna jest specjalizacja. Koszty pracy w Polsce stale rosną. Budowanie na nich przewag konkurencyjnych jest na dłuższą metę ryzykowne. W dobie globalizacji na znaczeniu coraz bardziej zyskują czynniki kulturowe (wspólne europejskie korzenie, tradycja, mentalność, system wyznawanych wartości itd.) oraz bezpieczeństwo i stabilizacja polityczna regionu.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test