• Adam Koziołek

Rolnik nie zarabia na rosnących cenach żywności

25.03.2011
Od kilku miesięcy rosną ceny zboża, rzepaku, cukru. Wzrost notowań cen produktów rolnych na giełdach towarowych powoduje wzrost cen żywności na półkach, ale nie przekłada się na zyski dla rolników. Koszt zboża w cenie chleba, to zaledwie 9 proc.

Niska rentowność charakteryzuje polskie rolnictwo (CC By-ND koppdelaney)


Dwa tygodnie temu byłem z żoną w operze. W antrakcie po pierwszym akcie, po wymianie zdań na temat jakości wykonania uwertury nasi nowi znajomi zainteresowali się tym w jaki sposób zarabiam pieniądze. Gdy wcześniej odpowiadałem, że jestem rolnikiem to reakcje wahały się od współczucia do zdziwienia brakiem słomy w moich butach. Tym razem, ku mojemu zdziwieniu, rozmowa natychmiast zeszła na wzrost notowań cen pszenicy i wpływ tego trendu na ceny artykułów spożywczych.

Podobna dyskusja na temat powodów wzrostu cen płodów rolnych toczy się w całej Polsce, ale także w innych krajach. Eksperci prześcigają się w radach jak zahamować wzrost cen artykułów spożywczych powodowany wysokimi cenami produktów rolnych. Jak to jednak pogodzić z protestami rolników, którzy znowu zaczynają blokować drogi, bo ceny im oferowane są kompletnie niezadowalające?

Sprawdziłem kilka liczb, które podaje GUS. Według danych tej instytucji ceny pszenicy w okresie od roku 1999 do 2010 wzrosły z 430 do 580 zł za tonę. Oznacza to wzrost ceny w ciągu 11 lat o 35 proc. Jak ten wzrost cen był skorelowany ze wzrostem ceny chleba? Cena 1 kg chleba w 1999 roku wynosiła 1,81 zł a w 2010 r. – 3,20 zł – to wzrost o 80 proc. Korelacja między cenami chleba a pszenicy wydaje się być jednak niewielka – choćby dlatego, że w latach, w których ceny pszenicy spadały ceny chleba dalej rosły.

Nie powinno to dziwić, bo znacznie większą rolę w koszcie całkowitym wyprodukowania chleba odgrywają koszty – i ich wzrost – energii oraz płac. Cena zboża stanowi zaledwie 9 proc. Wzrost cen płodów rolnych pozostawał w tym okresie również daleko za wskaźnikiem cen towarów i usług konsumpcyjnych, który, jeśli za rok bazowy wziąć 1998 r., wzrósł o 60 proc. Podobnie niekorzystnie rozwierały się nożyce cenowe jeśli porówna się wzrost cen środków do produkcji rolnej. Cena tony mocznika w tym roku wynosi 1400 zł w 1999 r. można go było kupić za 540 zł.

Wzrost cen zboża nabrał tempa od początku tego roku, obecnie za tonę pszenicy uzyskuje się 930 zł. Piekarze zapowiadają wzrost cen chleba. Miejmy nadzieję, że nie zapomną o tym, że udział zboża w kosztach jest niewielki. Po raz pierwszy od przeszło 20 lat wrócił na usta Polaków także temat cukru – jest, nie ma, ile kosztuje i czy w Niemczech faktycznie jest taniej. Bo, że podrożał, to wiadomo. Czy plantatorzy buraka cukrowego są beneficjentami tego wzrostu? W 2004 roku po wejściu Polski do Unii Europejskiej i objęciu rolników Wspólną Polityką Rolną ceny buraków wynosiły około 46 euro za tonę. Po reformie unijnego rynku cukru rolnicy za tonę buraka otrzymują 26 euro. Co prawda obecnie minister rolnictwa walczy o to, aby rolnicy partycypowali we wzroście cen cukru, ale dopiero czas pokaże czy jego działania przyniosą efekty.

Rację mają eksperci, którzy uważają obecny wzrost cen produktów rolnych za trwałe zjawisko. Popyt na artykuły spożywcze rośnie na całym świecie proporcjonalnie do wzrostu populacji. Rosnący dobrobyt w Chinach uczynił z tego kraju importera netto żywności, chociaż jeszcze kilka lat temu był on znaczącym eksporterem. Chińczycy spożywają coraz więcej mięsa, do produkcji którego zużywa się znacznie więcej surowców rolnych. Podobnie dzieje się w wielu krajach. Kiedy dotykają nas katastrofy naturalne niszczące plony, to wskaźnik pokazujący stosunek światowych zapasów do spożycia (stock to use ratio) zaczyna spadać, co automatycznie pociąga za sobą wzrost cen.

Oczywiście na poziom cen mają wpływ również działania inwestorów zawierających transakcje terminowe, ale nie wszyscy z nich są spekulantami. Wiele firm przetwórczych, a nawet rolników stosuje transakcje terminowe w celu redukcji ryzyka. Dlatego potępianie w czambuł transakcji terminowych jest wylewaniem dziecka z kąpielą.

Wzrost cen surowców rolnych jest więc nieunikniony tak długo, jak długo wzrost popytu będzie przewyższał wzrost podaży. To ekonomiczne ABC działa w rolnictwie, tak jak w każdej innej branży. Odbudowa światowych zapasów i uspokojenie rynków będzie jednak możliwe jeśli obecny wzrost cen surowców rolnych przełoży się na ceny osiągane przez producentów, bo zaowocuje wzrostem inwestycji w rolnictwie i podwyższeniem intensywności produkcji rolnej. Aby to jednak było możliwe konieczne jest zapewnienie producentom rolnym stabilnych warunków produkcji.

Powyższe zestawienie cen w ostatnim dziesięcioleciu pokazuje wyraźnie, że ceny za towary kupowane od rolnika rosły poniżej inflacji, co hamowało jej wzrost. Również udział wydatków Polaków na żywność spadł zdecydowanie. Dawniej nawet 40 proc. dochodów ludności, a dziś 15 – 20 proc. Ten wywód nie ma służyć rozdzieraniu szat nad smutną dolą rolnika lecz pokazać, że malejąca opłacalność produkcji rolnej powoduje znaczną redukcję inwestycji. A rolnictwo jest branżą bardzo kapitałochłonną. Przygotowując IPO rosyjskiego agroholdingu szacowaliśmy potrzeby inwestycyjne tej spółki na poziomie 1000 dolarów na każdy hektar, co nie jest wysoką kwotą (przy 500 tys. ha można wykorzystać wszystkie możliwości efektu skali). W warunkach intensywnej produkcji rolniczej w Polsce potrzeby są znacznie wyższe.

Kluczem do sukcesu w rolnictwie, tak jak w każdej branży, która chce się rozwijać, jest know how. Jeśli nie wykształcimy należycie przyszłych producentów rolnych, nie udostępnimy im coraz bardziej efektywnych środków produkcji, to tego celu nie osiągniemy. W dziedzinie rolnictwa nie ma w Polsce postępu naukowego. Naukowcy nie prowadzą intensywnych badań jeśli branża nie płaci za ich wyniki. Szkolnictwo nie jest zainteresowane szkoleniem fachowców, bo ci nie znajdują pracy. Najlepiej widać to po zmianie nazewnictwa szkół wyższych. W Polsce nie ma już Akademii Rolniczych, ich miejsce zajęły Uniwersytety Przyrodnicze.

Czy nowa Wspólna Polityka Rolna, która obecnie jest dyskutowana w Unii Europejskiej spełni zadanie i zapewni producentom rolnym stabilne warunki produkcji?  Jeżeli reforma skończy się na kosmetycznych zmianach w płatnościach bezpośrednich dla rolników, to w dalszym ciągu będziemy żyli w cyklu klęsk nieurodzaju i urodzaju. Jeszcze dwa lata temu rolnicy z powodu bardzo niskich cen zbóż byli gotowi sprzedawać je elektrowniom do spalenia.  W ciągu 2 lat sytuacja diametralnie się odwróciła.

Może warto zastanowić się nad nowymi narzędziami, które w ramach Wspólnej Polityki Rolnej pomogłyby wypełnić jej główne cele, czyli zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe, utrzymać stabilne ceny artykułów spożywczych, pozwolić rolnikom osiągnąć godziwy i stabilny dochód ze swoich gospodarstw rolnych. Aby to osiągnąć trzeba uwzględnić specyficzne warunki w jakich działa ta branża. Rolnik produkuje pod gołym niebem podobnie jak branża budowlana, ale dodatkowo warunki pogodowe mają ogromny wpływ na wydajność jego produkcji. Silna zależność od warunków pogodowych bardzo utrudnia planowanie wielkości produkcji i zwiększa ryzyko działalności. Długi cykl produkcji (od siewu do zbioru to prawie rok) zwiększa niepewność.

Na rynku ubezpieczeń funkcjonują już produkty pozwalające zredukować ryzyko pogodowe. Te produkty są jednak drogie. Istnieją już nawet dotacje do ubezpieczeń rolniczych, ale w dalszym ciągu wiele upraw jest niezabezpieczonych. Warto się zastanowić, jak zwiększyć ich dostępność. Może na przykład zamiast dotować eksport produktów rolnych lepiej zwiększyć poziom dotacji do ubezpieczeń tego typu.

Rolnicy powinni mieć też łatwiejszy dostęp do rynków terminowych, które pozwalają na redukcję ryzyka cenowego. Dlaczego tylko spekulanci mają zbijać fortuny? Ponieważ jednak te transakcje nie są proste, państwo powinno wesprzeć rolników, którzy w ten sposób chcieliby zabezpieczyć się przed silnymi wahaniami cen.

Te narzędzia są pomocne szczególnie w przypadku klęski nieurodzaju. Jednak dla rolników częściej trudna do przetrwania jest klęska urodzaju. Przy dużych zbiorach nagle się okazuje, że nikt nie jest zainteresowany zakupem płodów rolnych, a jeśli znajdzie się klient, to dyktuje ceny, które nie pokrywają kosztów produkcji. W takich latach możliwość zagospodarowania nadwyżek do produkcji energii odnawialnej może działać stabilizująco na rynki. Produkcja energii w rolnictwie nie jest niczym nowym. To ostatnie sto lat było wyjątkowym okresem w historii, w którym rolnictwo korzysta z zewnętrznych źródeł energii w postaci paliwa i energii elektrycznej. Wcześniej dostawcą energii były zwierzęta pociągowe karmione zbożem. Dzisiaj rolnik może być z powodzeniem producentem energii także dla odbiorców zewnętrznych.

Może więc warto postarać się o to, aby rolnictwo dostało zastrzyk finansowy partycypując w hossie surowcowej. Stabilizacja dochodów rolniczych pozwoli zabezpieczyć produkcję żywności dla rosnącej ilości ludzi oraz wzrostu ich wymagań jakościowych.

Dr Adam Koziołek jest absolwentem Uniwersytetu w Getyndze, w Polsce prowadzi 300 hektarowe gospodarstwo rolne a także firmę konsultingową.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test