• Marek Chądzyński

Rosną inwestycje, czy tylko wydatki

17.05.2011
Duży wzrost wartości udzielonych kredytów przedsiębiorstwom może oznaczać, że te w końcu zaczęły inwestować. Tym bardziej, że w parze z rosnącą wielkością udzielonych pożyczek idzie zahamowanie wzrostu depozytów, z których firmy finansują swoje projekty w pierwszej kolejności. Chyba, że głównym motorem akcji kredytowej w przedsiębiorstwach są rosnące koszty.

(CC BY-NC-SA specialplan)


Z danych o podaży pieniądza wynika, że wartość kredytów udzielonych przedsiębiorstwom wyniosła w kwietniu 229,2 mld zł. To o ponad 4 mld zł więcej, niż na koniec marca i aż o 9,7 mld zł więcej, niż na koniec 2010 roku. Jednocześnie wielkość środków, jakie przedsiębiorcy trzymają w bankach, przestała dynamicznie rosnąć. Na koniec kwietnia depozyty były warte 169,7 mld zł, czyli o 600 mln zł więcej, niż pod koniec marca. W porównaniu do końca ubiegłego roku wielkość formowych oszczędności zmalała aż o 11,6 mld zł.

Pożyczają, bo inwestują

Dane te nie są jeszcze dowodem, ale dość mocną poszlaką, że inwestycje w firmach przyspieszają. Według ekspertów przedsiębiorcy nie mają na co czekać: jeśli chcą sprostać zamówieniom z zagranicy, głównie z rozpędzonej gospodarki niemieckiej, muszą zwiększać swoje zdolności produkcyjne. Już teraz wykorzystanie mocy produkcyjnych oscyluje w pobliżu 80 proc. – czyli na poziomie długoterminowej średniej. A wzrost zamówień eksportowych – na co wskazują badania PMI dla polskiego przemysłu – cały czas utrzymuje się na wysokim poziomie.

Jeremi Mordasiewicz, ekspert PKPP Lewiatan mówi, że wzrost wielkości kredytów udzielanych firmom to najprawdopodobniej efekt odmrożenia przez nie projektów inwestycyjnych, z których zrezygnowały w czasie kryzysu.

– Wygląda na to, że firmy mają dobrą płynność finansową, trudno więc zakładać, że przedsiębiorcy pożyczają ze względu na pogorszenie sytuacji finansowej. Tym bardziej, że banki raczej wnikliwie analizują sytuację potencjalnego kredytobiorcy i trudno uwierzyć, że chciałyby pożyczyć 4 mld zł klientom, którzy mają kłopoty – mówi.

Jego zdaniem rok 2010 był ostatnim, w którym inwestycje firm spadały.

– W tym roku wzrosną, może nie będzie to dynamiczny wzrost, ale z pewnością nastąpi – uważa Jeremi Mordasiewicz. Jego zdaniem przedsiębiorstwa inwestują nie tylko w zwiększanie mocy produkcyjnych, ale również w poprawę jakości produktów i w optymalizację produkcji, która pomogłaby im zmniejszyć koszty.

– Najprawdopodobniej do inwestowania przystępują przede wszytkim duże przedsiębiorstwa. Jednak z informacji od firm leasingowych wynika, że podobny proces następuje także w firmach małych i średnich. Przypływ podnosi wszystkie łodzie – mówi Jeremi Mordasewicz.

Inwestycje? Niekoniecznie

W odbudowę inwestycji wierzy też Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ. Jego zdaniem koniunktura w kraju jest dobra, utrzymuje się duży popyt z zagranicy, a w perspektywie następnych miesięcy przyspieszy popyt krajowy. Jednak według ekonomisty ostatnie dane o podaży pieniądza wcale nie muszą oznaczać, że ten proces już się rozpoczął. Firmy pożyczają pieniądze w bankach – i to jest fakt. Ale niekoniecznie je inwestują.

– Mogło być tak, że niektóre koszty urosły w firmach szybciej, niż się tego spodziewano. Przedsiębiorstwa przez to potrzebują kredytów obrotowych. Może być też tak, że bieżąca nadwyżka finansowa, jaką generują, mimo dobrego popytu, jest mniejsza. Wyniki finansowe przedsiębiorstw mogą być nieco słabsze ze względu na większą presję kosztową – uważa Dariusz Winek. I dodaje, że potwierdzeniem tej teorii może być też wyhamowanie wzrostu depozytów.

– Lata 2009-2010 to był czas, gdy rentowność firm się poprawiała, a nadwyżki finansowe były kumulowane w bankach. Przy wyraźnym wzroście presji kosztowej korporacje przestały budować swoją bazę depozytową. Tym bardziej, że nie mają do tego motywacji, bo wojna na depozyty miedzy bankami wygasła. Marże, które oferowano przedsiębiorstwom obniżyły się, bo sektor bankowy istotnie poprawił płynność – mówi Dariusz Winek.

Jego zdaniem zwiększenie skali kredytów może być też rodzajem ucieczki do przodu: firmy za pożyczone pieniądze kupują na zapas surowce do produkcji, bo obawiają się dalszego wzrostu ich cen.

Co prawda ekonomista BGŻ spodziewa się, że w I kwartale tego roku dynamika inwestycji wyniosła 5,6 proc., ale jego zdaniem istotnego przyspieszenia w całym 20111 roku nie należy się spodziewać. Głównie ze względu na utrzymywanie się dużej niepewności na rynkach globalnych. Nie sprzyja to napływowi bezpośrednich inwestycji zagranicznych, a zwykle to właśnie BIZ powodowały wzrost inwestycji prywatnych w polskiej gospodarce.

– W 2011 roku będzie większa skala napływu BIZ niż w 2010, ale to nie będzie jakiś wyraźny przyrost. Nadal mamy zbyt dużo niepewności, aby międzynarodowy kapitał dużo inwestował – uważa Dariusz Winek.

– Z pewnością barierą dla inwestowania nie powinien być wzrost stóp procentowych NBP. Przede wszystkim ze względu na dużą konkurencję na rynku kredytów korporacyjnych, jaka istnieje między bankami – mówi nasz rozmówca. Dodaje, że nawet przyspieszenie procesu zacieśniania polityki pieniężnej nie powinno być szkodliwe, bo część ostatnich podwyżek stóp jest rekompensowana przez spadające marże i łagodzenie innych wymogów bankowych stawianych klientom instytucjonalnym. Nawet podwyżka stopy referencyjnej do 5 proc. (dziś wynosi ona 4,25 proc.) nie powinno być problemem.

– Nie jest to poziom, który byłby istotną barierą w rozwoju akcji kredytowej. Jednak żeby firmy brały kredyty inwestycyjne ważniejsze są perspektywy kształtowania się popytu w gospodarce. Koszt samego kredytu ma na razie drugorzędne znaczenie – uważa ekonomista BGŻ.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test