Rosyjskie sankcje: kulą w płot

16.09.2019
Rosyjskie embargo paliwowe na dostawy ropy, węgla i LNG na Ukrainę obowiązuje od czerwca. Wiele wskazuje na to, że przeprowadzone przez Moskwę uderzenie nie wywoła jednak nad Dnieprem oczekiwanego zamieszania.

fot. Envato


Rosyjski rząd w kwietniu rozszerzył pakiet sankcji handlowych wobec Ukrainy, wprowadzając embargo na dostawy strategicznych paliw – ropy i węgla kamiennego. Zmiany weszły w życie 1 czerwca. Wśród surowców, których wywóz został zakazany, znalazła się m.in. surowa ropa naftowa. Specjalne pozwolenie rosyjskiego rządu jest konieczne także na dostawy węgla kamiennego i koksu, benzyny, paliwa dieslowskiego oraz propanu butanu. W założeniu sankcje mają jeszcze bardziej niż dotychczas uzależnić Ukrainę od Rosji.

Jako uzasadnienie decyzji o sankcjach rosyjski rząd podał ogłoszenie przez Ukrainę 10 kwietnia rozszerzonej listy sankcyjnej, na której znalazły się m.in. importowane z Rosji formalina, koncentrat i żywice formalinowo-mocznikowe, sprężyny do podwozi wagonów towarowych, elektryczna aparatura dla kolei, sygnalizacji i łączności, kable energetyczne dla napięć powyżej 1000 V. Obok tych strategicznych pozycji ukraiński rząd umieścił na liście też szklane opakowania z Rosji, stanowiące konkurencję dla największej na Ukrainie huty szkła Piskiwskie Zakłady Wyrobów Szklanych, których właścicielem jest były prezydent Petro Poroszenko.

Nie taki zakaz straszny

Ukraina praktycznie nie produkuje paliw, dwie rafinerie Kremenczucki NPZ i Szebelinski HPZ działają tylko na pół gwizdka. Przy spożyciu sięgającym 7 mln ton paliwa dieslowskiego rocznie zaspokajają one łącznie zaledwie 11 proc. popytu.

W ciągu ostatnich trzech lat nad Dnieprem odnotowano mniej więcej trzykrotny wzrost importu diesla z Rosji. To z kolei prowadziło do krytycznej zależności od rosyjskiego źródła. Wydawało się więc, że uderzenie ze strony Moskwy mocno podetnie gospodarkę nad Dnieprem, tym bardziej że doszło do niego w momencie bardzo newralgicznym, bo przed okresem zbiorów.

Ukraina jest nie do zastąpienia w tranzycie gazu z Rosji

Ukraiński ekspert paliwowy Serhij Kujun ocenia, że realny efekt rosyjskich sankcji będzie jednak niewielki. „Główne pozycje rosyjskiego importu – paliwo dieslowskie i skroplony gaz – to 40 proc. rynku. Diesel będzie uzupełniony importem z Białorusi, dostawami drogą morską i zwiększeniem przerobu przez Ukrnaftę. Skroplony gaz zostanie zastąpiony drogą morską, dostawami z Kazachstanu i z Zachodu. Do przełączenia się na nowe źródła dostaw potrzeba miesiąca. Także niczego zabójczego nie będzie, w rezultacie otrzymamy zdywersyfikowany i niezależny od Rosji rynek ze swoją produkcją paliwa” – komentował.

Pojawiające się szacunki mówią o zmniejszeniu udziału paliwa dieslowskiego z Rosji na rynku ukraińskim już w sierpniu z 45 proc. do 25 proc. potrzeb rynku.

Większość węgla kamiennego z Rosji i zajętych przez separatystów terenów Donbasu trafiała na Ukrainę przez Białoruś.

Według rosyjskich danych, w efekcie ogłoszonych przez Moskwę sankcji bezpośrednie dostawy węgla z Rosji spadły do 129 tys. ton – to zaledwie 15 proc. tego co dostarczono miesiąc wcześniej. Nie znaczy to jednak, że przerwano dostawy węgla z rosyjskich kopalń – po prostu zmienił on „paszport”. Już w zeszłym roku większość węgla kamiennego z Rosji i zajętych przez separatystów terenów Donbasu trafiała na Ukrainę przez Białoruś – kraj, w którym nie ma ani jednej kopalni. W rezultacie dostawy węgla kamiennego z tego kraju wzrosły z 600 ton w 2017 r. do 589 tys. ton w zeszłym roku, a antracytu odpowiednio z 300 ton do 102 tys. ton. Wiele wskazuje na to, że i w tym roku sytuacja pozostanie niezmieniona i mimo oficjalnego zakazu węgiel przyjedzie do ukraińskich odbiorców z Białorusi.

Teksas nad Dnieprem

Ukraina już dawno mogłaby się uniezależnić od dostaw strategicznych surowców z Rosji. Ukraińskie zasoby ropy naftowej są jednymi z największych w Europie – dysponuje około 5 proc. światowych zasobów. Ale wydobycie ma charakter praktycznie śladowy – z rekordowego poziomu 14,5 mln ton w 1972 r. spadło obecnie do zaledwie 2 mln ton. Trzy czwarte wydobycia zapewnia koncern Ukrnafta, resztę wydobywają drobne firmy. Szacunki dotyczące możliwości wydobycia mówią o 50 mln ton rocznie. „Potencjał rozpoznanych złóż i możliwości wydobycia jest taki, że Ukraina może stać się drugim Teksasem” – przekonywał minister energetyki USA Rick Perry podczas wizyty w Kijowie jesienią zeszłego roku.

W jego ocenie, chcąc wykorzystać te możliwości, Ukraina może przyciągać międzynarodowe koncerny naftowe, ale do tego, by zainwestowały potrzeba „sprawiedliwych sądów, zdrowej konkurencji w sektorze, przejrzystych warunków prowadzenia biznesu, jawności danych i wolności od korupcji”.

Przynajmniej jeden z tych elementów – zdrową konkurencję – Ukraina zaczęła wprowadzać w życie. W lipcu rząd podciął korzenie uprzywilejowanej pozycji związanego z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem (Putin jest ojcem chrzestnym jego córki) lidera prokremlowskiej partii Opozycyjna Platforma Za Życie Wiktora Miedwiedczuka i jego struktur biznesowych.

Uderzenie cłem w sankcje

Według ukraińskich mediów to właśnie firmy Miedwiedczuka miały być beneficjentem rosyjskich sankcji, a osiągane przez nie zyski miały finansować prorosyjskie struktury polityczne nad Dnieprem. Przez kilka ostatnich lat, dzięki politycznemu wsparciu, związane z Miedwiedczukiem firmy-pośrednicy wywalczyły już dominującą pozycję w dostawach diesla z Rosji, przejmując w tym celu kontrolę nad rurociągiem prowadzącym na Ukrainę.

Rosja pozostaje głównym partnerem biznesowym Ukrainy

Korzystały przy tym z przyznanej przez rosyjskich dostawców zniżki, dzięki której mogły sprzedawać paliwa taniej niż konkurencja działająca w warunkach rynkowych. Złote czasy się skończyły. Od 1 sierpnia ukraiński rząd wprowadził dodatkowe cło na paliwo dieslowskie z Rosji dostarczane rurociągami w wysokości 3,75 proc., a od 1 października będzie wynosić 4 proc. Równocześnie wprowadzono dodatkowe cło na skroplony gaz z Rosji odpowiednio 1,75 proc. i 3 proc. Doprowadzi to do zniwelowania uprzywilejowanej pozycji struktur biznesowych z rosyjskimi powiązaniami.

Typowa marża na rynku w dużym hurcie stanowi 10-12 dolarów na tonie. W przypadku dostaw rurociągiem wynosiła 35-40 dolarów na tonie. Dzięki cłom marża pośrednika będzie sprowadzona do rynkowego poziomu i decyzja w żaden sposób nie wpłynie na ceny detaliczne na rynku. Wszyscy pośrednicy będą mieli takie same warunki. „Pojedynczy importer nie będzie w stanie podnieść ceny, bo automatycznie zostanie wypchnięty z rynku przez konkurencyjne dostawy z Białorusi, Litwy, Polski i dostawy morzem z innych krajów” – wyliczał odpowiedzialny w prezydenckiej administracji za sektor paliwowo-energetyczny Andrij Gerus. Według szacunków ukraińskiego rządu dodatkowe cło da 2 mld hrywien wpływów budżetowych rocznie.

Przykręcona kontrabanda z Krymu

Kijów na poważnie zabrał się też za uszczelnianie przemytu paliw z anektowanego przez Rosję Krymu. Dzięki temu upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu – ograniczy zależność od tej części dostaw rosyjskiego paliwa, która choć nieuwzględniona w oficjalnych statystykach, to jednak realnie istnieje, i podreperuje budżet państwa dodatkowymi wpływami z cła za legalnie sprowadzone w miejsce kontrabandy paliwo. Według szacunków analityków branży paliwowej obecnie nawet 15 proc. paliwa dieslowskiego to przemyt drogą morską z krymskich portów.

Jak się to odbywa opisuje opiniotwórczy, kijowski serwis informacyjny „Censor.net”: statek na neutralnych wodach jest do maksimum ładowany z tankowca dieslem od rosyjskiego producenta. Potem przychodzi do portu, gdzie na cle zgłasza już tylko połowę ładunku. Nieocloną część wywozi się i sprzedaje na nielegalnych stacjach benzynowych. W sierpniu Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zatrzymała podejrzewany o udział w takich operacjach zarejestrowany w Rosji tankowiec „Mrija”.

W Kijowie podkreślają, że Rosja zachowuje się niestabilne i szykuje się do dalszego zaostrzenia sytuacji. Zapowiadają działania na rzecz zmniejszenia zależności ukraińskiego rynku od niej. „Jeśli zmniejszymy dostawy o połowę to te nieprzyjazne działania, jakie może podejmować Rosja, już w najbliższym czasie nie będą mieć na nas takiego negatywnego wpływu. Nie planujemy wprowadzania zakazu na wszystkie produkty naftowe pochodzące z Rosji, bo to w ostatecznym rachunku byłoby dodatkowym quasi podatkiem nałożonym na naszych konsumentów i cena mogłaby wzrosnąć. Ale rozumiemy, że Rosja może podjąć taką decyzję” – komentował Andrij Gerus.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test