Rozpoczyna się gra o finanse UE po 2020 r.

01.06.2017
Niemiecki rząd zaproponował ograniczenia w uzyskiwaniu środków z budżetu UE dla państw członkowskich, które nie stosują się do unijnych zasad praworządności. Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker odpowiada: nie powinno się tego robić.

Jean-Claude Juncker powiedział, że jest przeciwny propozycji Niemiec, by warunkować wypłatę funduszy UE przestrzeganiem zasad państwa prawa. (CC By Friends of Europe)


Niemiecki rząd proponuje ograniczenia w uzyskiwaniu środków z budżetu UE dla państw członkowskich, które nie stosują się do unijnych zasad praworządności. Wprowadzenie tego typu regulacji będzie trudne, ale szanse na ich realizację są większe niż wcześniej.

Stanowisko w sprawie nowych wieloletnich ram finansowych UE rząd Angeli Merkel przyjął na posiedzeniu 11 maja. Oficjalnym adresatem tego dokumentu jest Komisji Europejskiej. W tym siedmiostronicowym materiale, przygotowanym przez federalne ministerstwo gospodarki, znajdują się m.in. propozycje zmian reguł dotyczących wydawania unijnych funduszy w latach 2020-2026. Fragmenty dokumentu opublikował portal Politico.

Niemiecki rząd przewiduje, że w związku z Brexitem przyszły budżet UE 27 państw będzie niższy i ograniczone będą musiały zostać wszystkie unijne wydatki. Już wcześniej przedstawiciele rządu RFN sygnalizowali, że nie zgodzą się, by luka w przychodach UE została wypełniona przez wyższe składki państw członkowskich, co umożliwiłoby utrzymanie tej samej puli środków do podziału pomiędzy mniejszą liczbę krajów.

Dodatkowo według Berlina „powinna zostać zbadana możliwość, czy otrzymywanie funduszy spójności UE może zostać powiązane z przestrzeganiem podstawowych zasad państwa prawa”. Tym samym niemiecki rząd sugeruje, że możliwe będą cięcia przyznanych wcześniej środków, o ile państwa członkowskie będą ignorować zalecenia Komisji Europejskiej w sprawie konkretnych reform, czy kwestii. Zdaniem części ekspertów ta propozycja dotyczy szczególnie Polski i Węgier, które od dłuższego czasu pozostają w sporach z Komisją.

W czwartek 1 czerwca głos w tej sprawie zabrał przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Jak pisze Reuters, Juncker zapytany, czy popiera rozwiązanie proponowane przez Niemcy, odpowiedział: „Uważam, że nie powinno się tego robić”.

Niemiecki plan

„Część unijnych funduszy powinna być uzależniona od wdrażania przez kraj członkowski zaleceń  Komisji Europejskiej. Jeśli na przykład zalecana jest reforma sektora energetycznego i rozbudowa sieci szerokopasmowych, to fundusze strukturalne powinny być przeznaczone na osiąganie tych celów” – mówił już jesienią 2016 r. Jens Spahn (CDU), niemiecki wiceminister finansów.

Krytykował on wtedy również sytuację, kiedy państwa członkowskie wykorzystują europejskie wsparcie do realizacji narodowych celów, które „nie tworzą europejskiej wartości dodanej”. W jego ocenie „w niektórych krajach 80 – 90 proc. wszystkich inwestycji publicznych współfinansowanych jest ze środków UE i dlatego we wspólnym interesie jest, by przyczyniały się one do wzmocnienia wzrostu gospodarczego”.

Wartość budżetu UE na 2017 r. wynosi 155 mld euro, co stanowi około 1 proc. PKB wszystkich 28 państw członkowskich. Ponad 40 proc. tych środków przeznaczanych jest na wspieranie produkcji żywności, rolnictwo (w tym dopłaty bezpośrednie) oraz użytkowanie gruntów i lasów. Jedna trzecia zaś przeznaczana jest na tzw. spójność gospodarczą, społeczną i terytorialną, czyli wsparcie słabiej rozwiniętych regionów i przeżywających trudności grup społecznych.

Na zwiększanie konkurencyjności europejskich firm UE przeznacza 12 proc. swojego budżetu. Na pozostałe działania Unii pozostaje niewiele ponad 10 proc. środków budżetowych. Te wydatki są ściśle skorelowane z wieloletnimi ramami finansowymi na lata 2014-2020, które przywódcy państw UE i Parlament Europejski przyjęli w 2013 r.

Wątpliwe, by taki podział środków obowiązywał w kolejnej siedmiolatce.

Wśród propozycji zmian, które zgłaszają Niemcy (ale nie tylko oni) znajdują się także: zmiana priorytetów oraz większa elastyczność w wydatkowaniu środków. Chodzi tu m.in. o to, by w sytuacjach nadzwyczajnych, takich jak np. kryzys migracyjny w 2015 r., państwa członkowskie mogły pozyskiwać większe wsparcie ze wspólnej kasy. Jako nowe priorytety niemieccy politycy z reguły wymieniają bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne UE oraz politykę migracyjną, na które miałyby zostać przeznaczone większe fundusze.

My, beneficjent

Ewentualna zmian reguł wydawania unijnych funduszy może niekorzystanie wpłynąć na sytuację Polski. Obecnie nasz kraj jest największym beneficjentem systemu finansów UE. Zgodnie z siedmioletnim planem finansowym do 2020 r. Polska ma otrzymać 86 mld euro z funduszy spójności. W 2015 r. Polska otrzymała z Unii prawie 9,5 mld euro więcej niż wpłaciła do wspólnej kasy. Kolejne w tej statystce Czechy miały nadwyżkę na poziomie 5,7 mld euro. Z kolei największymi płatnikami netto były Niemcy (14,3 mld euro), Wielka Brytania (11,5 mld euro) i Francja (5,5 mld euro). Te liczby oraz ostatnie zbliżenie między Paryżem a Berlinem wskazują na to, że poza Niemcami, także Francuzi mogą być zainteresowani zmianami w budżecie UE.

Ujawnione przez media niemieckie propozycje zmian finansów Unii można również traktować jako próbę zwiększenia nacisku na Polskę i Węgry, które nie chcą zastosować się do rekomendacji Komisji Europejskiej w kwestiach dotyczących praworządności, czy zmian w ustawie o szkolnictwie wyższym. Traktat UE przewiduje, że w takich przypadkach możliwe jest odebranie głosu państwu członkowskiemu, na co muszą zgodzić się jednomyślnie pozostałe kraje Unii (art. 7).

Już teraz jednak wiadomo, że ten przepis jest martwy. Warszawa i Budapeszt będą bowiem solidarnie wetować podjęcie takich decyzji, które byłyby skierowane przeciw jednemu z nich. Dlatego też nie ma większego znaczenia ostatnia inicjatywa Parlamentu Europejskiego, który przyjął rezolucję stwierdzającą „poważne pogorszenie się sytuacji w zakresie praworządności, demokracji i praw podstawowych” na Węgrzech, i rozpoczął stosowną procedurę w tej sprawie.

Stanowisko rządu RFN, które sugeruje połączenie kwestii dotyczących praworządności z wydatkowaniem unijnych funduszy, jest zgodne z tym, co na początku 2017 r. zapowiadał Martin Schulz, kandydat SPD na urząd kanclerza Niemiec. „Jeśli w niektórych państwach członkowskich solidarność rozumie się jako ulicę jednokierunkową i przy finansowaniu rolnictwa i projektów strukturalnych mówi się ‘Tak, poproszę’, natomiast przy solidarności z ludźmi mówi się ‘Nie, dziękuję’, to przyszły rząd federalny musi połączyć kwestię solidarności w sprawie polityki wobec uchodźców z kolejnym planem finansowym UE” – mówił w styczniu podczas swojego inauguracyjnego wystąpienia wyborczego Martin Schulz, szef współrządzącej w Niemczech SPD.

Te propozycje zmian uzależniające sprawy finansowe od prawnych przygotował jednak nie następny rząd, ale już obecny gabinet kanclerz Angeli Merkel.

Delikatnie – pieniądze

O uwarunkowaniu otrzymywania środków z funduszy spójności UE od przestrzegania zasad państwa prawa nie chciał się wypowiadać komisarz UE ds. budżetu Günther Oettinger. Podczas konferencji prasowej prezentującej projekt unijnego budżetu na 2018 r. Oettinger wspomniał tylko, że jest to temat „delikatny politycznie”. Znacznie szerzej ten pochodzący z Niemiec polityk mówił o uzależnieniu finansowania wsparcia ze strony z Unii od zgodności narodowych polityk z europejskimi strategiami rozwoju.

„Fundusze spójności powinny wspierać wzrost konkurencyjności regionów i państw członkowskich. Tymczasem część projektów finansowanych przez UE jest sensowna i przynosi trwałe rezultaty, ale inne są jak słomiany ogień. Dlatego sprawdzamy, czy zalecenia KE dla  poszczególnych państw i regionów (Country-specific Recommendations) nie powinny być traktowane jako podstawa umożliwiająca wykorzystywanie środków z UE” – mówił w Brukseli Günther Oettinger.

Zdaniem niemieckiego komisarza takie rozwiązanie jest demokratyczne, ponieważ zalecenia opracowywane są przez państwa członkowskie we współpracy z Komisją Europejską i ostatecznie zatwierdzane przez Radę Europejską, czyli przywódców państw i rządów UE. Chodzi o to, by unijne środki przeznaczane np. na rozwój infrastruktury cyfrowej rzeczywiście wydatkowane były na budowę sieci światłowodowej. Obecnie kraje UE, w tym także Niemcy, ignorują większość z zaleceń Komisji. Do końca czerwca Oettinger chce przygotować oficjalny dokument do dyskusji w Komisji Europejskiej zawierający propozycje zmian dotyczących warunków wykorzystania funduszy spójności.

Według Politico niemieckie propozycje przewidują również cięcia unijnych funduszy wobec krajów, które nie ograniczają nadmiernych deficytów budżetowych.

Uwarunkowanie uzyskiwania wsparcia z budżetu UE od przestrzegania reguł praworządności przez państwo członkowskie jest bardzo trudne do zrealizowania. Trudno sobie wyobrazić, by wszyscy unijni przywódcy zgodzili się na wpisanie takiej reguły do Traktatu UE, a później umowę międzynarodową z takim zapisem ratyfikowały parlamenty narodowe. Bardziej realne wydaje się znalezienie takiej formuły prawnej tej regulacji, którą dałoby się włączyć do dokumentów dotyczących wieloletnich ram finansowych Unii. Także to wymaga jednomyślnej akceptacji przez państwa członkowskie, ale w tym przypadku nie są potrzebne procedury ratyfikacyjne. W czasie negocjacji budżetowych będą powstawać różne pakiety negocjacyjne, w których propozycje nie do przyjęcia są rekompensowane w inny sposób i z czasem stają się częścią kompromisu.

Propozycje niemieckiego rządu dotyczące zmian reguł finansów UE mają szanse na wsparcie nie tylko ze strony największych płatników w Unii, ale również kluczowych instytucji. Mogą przypaść do gustu większości członków Parlamentu Europejskiego, którzy regularnie krytykują politykę węgierskiego rządu, a także Komisji Europejskiej.

Niektóre z pomysłów komisarza UE ds. budżetu Günthera Oettingera dokładnie pokrywają się ze zmianami, które wcześniej proponował już wiceminister finansów RFN Jens Spahn. Zresztą nawet projekt budżetu Unii na 2018 r. zawiera priorytety, które postuluje rząd w Berlinie. Są to m.in. ochrona granic zewnętrznych UE, bezpieczeństwo i polityka migracyjna (łącznie 6 mld euro).

Po raz pierwszy w historii UE zamierza finansować również projekty dotyczące obronności (45 mln euro), co dotychczas skutecznie blokowali Brytyjczycy. Ze względu na sztywne ramy finansowe kwoty przeznaczone na te cele nie są wielkie, ale sygnały zmian są czytelne. To istotne w kontekście faktu, że finanse Unii do roku 2026 zostaną rozstrzygnięte w czasie kadencji aktualnej Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego w obecnym składzie – ich mandaty wygasają w 2019 r.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test