Samorządy w potrzebie sprywatyzują firmy komunalne

24.03.2011
Do tej pory gminy i powiaty rzadko decydowały się na sprzedaż  przedsiębiorstw komunalnych, ale sytuacja zaczyna się zmieniać. Jednym z powodów jest trudna sytuacja finansowa samorządów. W poszukiwaniu pieniędzy kilka polskich miast już ogłosiło spektakularne prywatyzacje.

Wśród Firm komunalnych najwięcej sprywatyzowano tych, które wywożą śmieci. (CC BY-SA nist6dh)


Warszawa zaczęła szukać nowego właściciela dla ciepłowni SPEC. Udziały w firmie ciepłowniczej chce sprzedać też Opole. Poznań wystawi na sprzedaż Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej (zawiadujące gminnymi mieszkaniami) i część Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Łódź zamierza sprywatyzować jedną ze swych firm tramwajowych, a samorząd Mazowsza największą swoją spółkę, czyli Koleje Mazowieckie. To tylko początek listy już przygotowywanych prywatyzacji samorządowych firm.

Prywatyzacja przedsiębiorstw komunalnych w Polsce jest dużo mniej zaawansowana niż sprzedaż spółek Skarbu Państwa. Z ostatnich danych na ten temat, gromadzonych przez resort Skarbu, wynika, że polskie samorządy wciąż są właścicielami 4,2 tys. przedsiębiorstw. Z tego tylko połowa to spółki – reszta działa jako zakłady budżetowe, a to forma, która zdaniem ekspertów nie sprzyja racjonalizacji kosztów i poprawie efektywności. Skalę tego zjawiska lepiej widać, gdy dane rozczłonkuje się na poszczególne branże. Spośród spółek wodociągowo-kanalizacyjnych, których jest ponad pół tysiąca, sprywatyzowana została dotychczas tylko co dwudziesta. Podobnie jest w przypadku przedsiębiorstw komunikacji miejskiej. Jedyną branżą, w której samorządowe firmy są już w większości sprzedane, to gospodarka odpadami, czyli wywóz śmieci.

Co gorsza, jest mnóstwo gminnych firm, które nijak się mają do zadań wyznaczonych dla samorządu terytorialnego. Do samorządu miasta stołecznego Warszawy należy aż 28 spółek (w kolejnych 16 ma on udziały). Wśród nich jest na przykład Przedsiębiorstwo Robót Inżynieryjnych Budownictwa, które zajmuje się produkcją kostki brukowej, zbiorników hydroforowych, grzejników i sprzęgieł hydraulicznych do kotłów, czy PPHU Zaplecze, firma produkująca okna i drzwi. Do samorządu stołecznego należy też słynna firma taksówkowa MPT (Miejskie Przedsiębiorstwo Taksówkowe), mimo że gminy, według ustawy o gospodarce komunalnej, nie powinny zajmować się działalnością gospodarczą wykraczającą poza tzw. sferę użyteczności publicznej. Odstąpić od tej zasady można tylko w dwóch przypadkach. Gdy jakaś potrzeba mieszkańców nie jest zaspokajana przez firmy prywatne lub gdy w danej gminie jest wysokie strukturalne bezrobocie (intencją drugiego zapisu jest to, że prywatyzacja firm komunalnych mogłaby bezrobocie jeszcze bardziej zwiększyć). W odniesieniu do warszawskiego MPT żaden z tych warunków nie jest spełniony, a podobne przykłady można mnożyć.

Po co gminom takie firmy? Dlaczego ich nie prywatyzują? Samorządowcy odpowiadają, że jedną z przyczyn jest nieuregulowany stan prawny nieruchomości należących do tych firm. Tylko, że na uregulowanie tego stanu mieli wiele lat. Przyglądając się działaniu wielu polskich samorządów, można dojść do wniosku, że nie prywatyzują takich spółek, bo to zasobny rezerwuar posad, który może pomóc na przykład sklecić powyborczą koalicję. Wśród prezesów spółek komunalnych jest wielu partyjnych działaczy, którzy rzadko są jednocześnie doświadczonymi menedżerami. Kazimierz Łątkowski z Business Expert, spółki doradzającej przy prywatyzacji spółek komunalnych, przekonuje jednak, że chęć zachowania synekur dla partyjnych działaczy nie wpływa znacząco na tempo sprzedaży gminnych firm.

– Przedsiębiorstwa komunalne zajmują się usługami i to takimi, że te firmy były w dużo mniejszym stopniu poddane presji rynku, konkurencji, procesów globalizacyjnych niż spółki Skarbu Państwa, których większość parała się produkcją. W przypadku państwowych spółek znalezienie prywatnego inwestora było często konieczne, żeby zapewnić im przetrwanie i rozwój. Dlatego były one sprzedawane w szybszym tempie – mówi Kazimierz Łątkowski.

Jego zdaniem prywatyzacja firm samorządowych jest zazwyczaj trudniejsza niż państwowych. To z kolei wynika z faktu, że działają one w tzw. sektorach wrażliwych, świadczą usługi na rzecz mieszkańców. Dostarczają im wodę, odbierają ścieki, ogrzewają mieszkania, wożą autobusami itd. Są to więc usługi, należące do tak zwanych zadań własnych samorządów – gmina czy powiat muszą je swym mieszkańcom zapewnić.

– To nie znaczy jednak, że samorząd musi je sam realizować. Można sobie wyobrazić, że każda usługa publiczna będzie świadczona przez podmiot prywatny, a dlaczego tak się dzieje rzadko? Pierwszy powód, to obawy samorządowców przed prokuratorem, nagminne doszukiwanie się – przez różne organy i opozycję – niegospodarności, działania wbrew interesowi publicznemu w prywatyzacji mienia komunalnego czy wspólnych przedsięwzięciach samorządów i firm prywatnych. Samorządom nie daje się prawa do ryzyka, które jest czymś naturalnym przy umowach o charakterze gospodarczym – uważa Andrzej Porawski, dyrektor Związku Miast Polskich.

Drugą przyczyną według dyrektora Porawskiego są niesprzyjające regulacje prawne albo przeregulowanie niektórych branż. Widać to dobrze na przykładzie mieszkań komunalnych, gdzie ochrona lokatorów jest posunięta do granic absurdu i bardzo utrudnia racjonalne gospodarowanie. To z kolei zniechęca potencjalnych inwestorów do kupna przedsiębiorstw zarządzających gminnymi kamienicami. W tym momencie dochodzimy do kolejnej przyczyny: chętnych do kupna gminnych firm nie ma zbyt wielu. Zdarza się i tak, że gmina wystawia na sprzedaż swą firmę i nie znajduje na nią kupca.

Samorządowcy, troszcząc się o przyszłe głosy wyborców, nie chcą się też narażać na ich niezadowolenie. Często trudno ich przekonać, że prywatyzacja firm komunalnych leży w ich interesie. Tym bardziej, że sprzedaży gminnych firm sprzeciwiają się na ogół ich załogi, związki zawodowe i opozycja w radzie gminy czy powiatu. Nastroje podgrzewa opozycja, wystarczy, że postraszy, iż po sprzedaży firmy wodociągowej podskoczą ceny wody. Wszyscy natychmiast są przeciw i nikt się nie zastanawia nad tym, że nawet sprywatyzowana firma musi każdą podwyżkę cen usług uzgadniać z samorządem.

To, że samorządy sprzedały większość swych spółek, zajmujących się wywozem śmieci, wynikało z faktu, że ta branża nie była poddana żadnym regulacjom i zapanowała w niej ostra konkurencja. Samorządowe firmy zaczęły przegrywać walkę o rynek ze spółkami prywatnymi. Nie było ryzyka, że sprzedaż gminnej firmy doprowadzi do wzrostu cen za wywóz śmieci więc samorządy prywatyzowały je bez zahamowań.

Trochę inaczej było w przypadku firm ciepłowniczych, których 40 proc. przeszło już w ręce prywatne. Ceny reguluje i zatwierdza Urząd Regulacji Energetyki – to było furtka, która umożliwiła prywatyzację – nie obawiano się, że prywatny właściciel podniesie ceny –  i jednocześnie ją wyhamowała. URE przez długie lata przy zatwierdzaniu cen ciepła nie chciał w nich uwzględniać potrzeb inwestycyjnych przedsiębiorstw ciepłowniczych. To z kolei zniechęcało prywatnych inwestorów.

– Wpływ regulacji prawnych na tempo prywatyzacji przedsiębiorstw komunalnych jest duży, bo one wpływają na sytuację ekonomiczną tych firm. Gdy dwa lata temu rząd zapowiedział, że wprowadzi tzw. podatek śmieciowy, bardzo zmieniający warunki działania firm zajmujących się gospodarką odpadami, sprzedaż komunalnych przedsiębiorstw z tej branży od razu wyhamowała. Gmina Kobierniki chciała niedawno sprzedać swój zakład utylizacji odpadów. Potencjalni inwestorzy uwzględnili koszt podwyższonego ryzyka związanego z zapowiadanymi zmianami prawa i zaoferowali takie warunki kupna, które dla tamtejszego samorządu były nie do zaakceptowania – ocenia Kazimierz Łątkowski.

Samorządy z prywatyzacji nie zrezygnowały  – i tego nie zrobią – głównie dlatego, że potrzebują kapitału na inwestycje. Gdańsk pieniądze uzyskane ze sprzedaży firmy ciepłowniczej przeznaczył na budowę oczyszczalni. Opole z wpływów za przedsiębiorstwo energetyki cieplnej chce wybudować nowy most na Odrze.

Eksperci spodziewają się przyspieszenia prywatyzacji firm komunalnych w najbliższych latach. Z jednej strony wiele samorządów jest na granicy dopuszczalnego zadłużenia, notuje deficyt i nie ma wystarczających środków na inwestycje. Ich trudną sytuację finansową widać choćby po tym, że w ostatnim czasie znacząco zwiększyły liczbę wystawianych na sprzedaż nieruchomości. Niestety, nie sprzedają się one zbyt dobrze. Wyczerpuje się już także część dotacji unijnych na inwestycje samorządowe. A to główne źródło finansowania gminnych projektów. Na dodatek w kolejnej perspektywie budżetowej UE dotacje mają być zastąpione pożyczkami. Należy też dodać, że kosztami dostosowania Polski do wymogów unijnych (np. ekologicznych na poziomie oczyszczania ścieków) są obciążone także samorządy. W umowie akcesyjnej Polska zobowiązała się na przykład, że przestanie wpuszczać do rzek nieoczyszczone ścieki. Wypełnienie tylko tego jednego obowiązku ma kosztować firmy wodociągowo – kanalizacyjne do 2015 r. około 60 mld zł. Ich obecni właściciele, czyli samorządy, nie są w stanie tego sfinansować. Ogromne potrzeby inwestycyjne są także w firmach ciepłowniczych, komunikacji miejskiej i gospodarce mieszkaniowej.

Prywatyzacji będzie sprzyjał jeszcze jeden czynnik: przepisy, które regulują działalność firm komunalnych, z roku na rok się poprawiają. Przykładem niech będzie zmieniona ustawa o partnerstwie publiczno – prywatnym. Ta ustawa w nowym kształcie ułatwia prywatyzację przedsiębiorstw komunalnych, która będzie polegać nie na ich sprzedaży, ale przekazywaniu w dzierżawę bądź zarządzanie firmom prywatnym.

– Szczególnie firmy infrastrukturalne posiadają ogromny majątek trwały. Dlatego ich kupno wymaga wyłożenia wielkich sum. W latach 90. zagraniczni inwestorzy byli do tego skłonni, bo zależało im na wejściu na polski rynek. Dziś już nie wyłożą takich kwot – mówi Kazimierz Łątkowski Business Expert.

Potwierdzeniem tego jest choćby niedawna publiczna wypowiedź Pascala Bonne, prezesa polskiego oddziału koncernu Dalkia, aktywnie inwestującego w samorządowe firmy ciepłownicze. Bonne zasugerował, że polskie samorządy przy prywatyzacji usług komunalnych powinny częściej niż dotąd sięgać po umowy operatorskie, polegające na przekazywaniu prywatnym firmom w zarządzanie lub w dzierżawę gminnego majątku. Taki model jest bardzo popularny w Niemczech i Francji, gdzie samorządy wolą takie umowy od klasycznej prywatyzacji, czyli sprzedaży swoich firm.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test