Sawicki: mit wolnego rynku obalili sami finansiści

04.03.2011
Żywność drożeje w świecie przede wszystkim dlatego, że jej rynkiem zainteresowały się kapitał spekulacyjne. Wspólna Polityka Rolna Unii Europejskiej w dotychczasowym kształcie jest stagnacyjna, płaci za bycie rolnikiem i gotowość produkcyjną, a nie za produkcję. Trzeba to zmienić – uważa Marek Sawicki, minister rolnictwa.

Marek Sawicki (c) PAP


Obserwator Finansowy: Dlaczego żywność drożeje?

Dwie ostatnie dekady poprzedniego wieku to był czas pewnej stabilizacji na rynkach żywnościowych. Niestety potem, szczególnie od roku 2007, kapitały spekulacyjne,  zaczęły szukać nowych rynków i zainteresowały się surowcami żywnościowymi. Spowodowało to ogromny wzrost cen zboża i mleka w proszku. Wówczas komentatorzy i ekonomiści tłumaczyli, że wzrost cen wynika z rosnącego zapotrzebowania na żywność bogacących się społeczności Chin, Indii i innych krajów rozwijających się oraz z powodu przeznaczania dużych ilości surowców rolnych na biopaliwa.

Nie było tak?

Niedługo jednak potem, chociaż wcale nie ubyło konsumentów, ceny surowców rolnych na rynkach światowych spadły, czasami nawet o 60 proc. Powodem były spekulacje na rynkach na skalę wcześniej nie znaną. W 2010 roku ceny żywności znowu zaczęły rosnąć, chociaż zbiory zbóż były tylko o niecałe 2 proc. mniejsze niż w rekordowym roku 2009. Powód ten sam – spekulacje na rynkach. Jeśli chcemy mieć spokój w krajach arabskich, Indiach, Chinach, świat musi podjąć zdecydowane kroki na rzecz zablokowania spekulacji na rynkach żywnościowych.

Na surowce rolne zawierane są kontrakty terminowe. Dlaczego mielibyśmy akurat te surowce wyłączyć z reguł rynku?

To jest tak samo nieprawda, jak stwierdzenie, że rynki finansowe są wolne i nie wymagają interwencji. Gdy pojawił się kryzys, największe potęgi gospodarcze dokładały do zbankrutowanych systemów bankowych ogromne ilości pieniędzy. Mit wolnego ryku obalili sami finansiści. Jeśli żywność jest za droga, nie z powodu zbyt małej produkcji, ale spekulacji, ludzie wychodzą na ulice. Pszenica ze zbiorów 2010 roku została sprzedana już 15 razy. Są to wirtualne kontrakty, za którymi nie idą dostawy. W handlu artykułami żywnościowymi powinna obowiązywać zasada – jest kontrakt, to jest dostawa. Wtedy ceny żywności spadną.

Powódź w Australii, susza w Rosji i na Ukrainie, teraz w Chinach – nie mają istotnego wpływu na ceny żywności?

To są czynniki psychologiczne, służą jako usprawiedliwienie dla polityków, którzy nie chcą zająć się problemem. Zbiory w Rosji czy Australii mają zbyt mały udział w światowej produkcji, żeby ich spadek o 10 czy 15 proc. mógł zachwiać globalnym rynkiem.

Jakie znaczenie miała dla wzrostu cen żywności zmiana stawek VAT od nowego roku ?

Na pewno była cenotwórczym impulsem, okazją do podnoszenia cen, pewnego rodzaju alibi. Jest jeszcze za wcześnie na orzekanie, na ile przyczyniła się do wzrostu.

Gdy drożeje żywność pojawiają się głosy – niech rząd, a przede wszystkim minister rolnictwa, coś zrobi, żeby ceny żywności spadły. Co może minister rolnictwa?

Minister rolnictwa może bardzo aktywnie występować na forum Unii Europejskiej  o wdrożenie ogólnoeuropejskich rozwiązań dotyczących rynku żywnościowego. W ciągu ostatnich trzech lat kilka razy proponowałem podniesienie cen interwencyjnych w skupie pszenicy. Zapasy trzeba robić gdy zboża są tanie i sprzedać je w gorszych latach. Gdyby w drugiej połowie roku 2009 i pierwszej połowie roku 2010 cena europejskiej pszenicy wynosiła 125 euro, a nie 103 euro, wielu rolników sprzedało by ją w ramach skupu interwencyjnego i nie została by ona wyeksportowana do Afryki czy Azji. Powinniśmy wrócić do mechanizmu robienia zapasów przy cenie gwarantującej rolnikom przynajmniej zwrot kosztów produkcji pszenicy, jęczmienia, kukurydzy.

Potencjał produkcyjny rolnictwa w Europie jest wykorzystywany w 50, w niektórych krajach w 60 proc. Wspólna Polityka Rolna w dotychczasowym kształcie jest stagnacyjna, płaci za bycie rolnikiem i gotowość produkcyjną, a nie za produkcję. Skoro żywności w skali globalnej zaczyna brakować, trzeba zmienić WPR z pasywnej na aktywną.

Unia w poprzedniej wersji WPR płaciła za produkcję i efektem były olbrzymie zapasy zboża, masła, mleka w proszku, mięsa. Unia świadomie od tego odeszła, a pan proponuje powrót do dopłat do produkcji?

Nam nie grozi w najbliższych latach nadprodukcja żywności, jak w latach 80 i 90–tych. Do roku 2050 światowa produkcja żywności musi być niemal podwojona, a polityka rolna UE doprowadziła do tego, że od 30 lat produkcja żywności w Europie nie rośnie, choć na świecie produkcja drobiu wzrosła dwukrotnie, trzody trzykrotnie, a cukru o połowę przy spadku w Europie o 20 proc. Na rynku żywnościowym powinna obowiązywać zasada – jest kontrakt, jest produkcja i dostawa.

W Europie – tez bym chciał zwrócić na to uwagę – obowiązują ponad-standardowe wymagania dotyczące jakości, dbałości o środowisko i o dobrostan zwierząt. Nie powinniśmy pozwalać na import żywności produkowanej z naruszeniem tych zasad.  Gdyby tak było, nie byłoby problemu z nadprodukcją żywności w Europie. Warto wspierać wzrost produkcji żywności w Afryce i Azji, ale nie po to, żeby była na eksportowana do krajów wspierających.

Co pan proponuje – wprowadzić bariery celne?

Ta żywność powinna zostać tam, gdzie jest miliard głodujących i trzy miliardy niedożywionych.

Jakie będą konsekwencje dla europejskich konsumentów? O ile więcej trzeba będzie płacić za żywność w naszych sklepach?

Za 30 lat na świecie trzeba będzie podwoić produkcję żywności. W ubiegłym roku europejscy konsumenci wypowiedzieli się jednoznacznie za dalszym wsparciem dla rolnictwa, tak by było ono coraz bardziej konkurencyjne. Po reformie rynku cukru, przeprowadzonej przez UE, płacimy dzisiaj dwa razy tyle za kilogram. Czy tak ma być i z innymi produktami? Należy pamiętać, że rolnictwo ma swoja specyfikę produkcji, odmienną od innych  gałęzi gospodarki. Tzw. cykl świński to 2-3 lata, a na odbudowę pogłowia bydła trzeba 7 – 8 lat. Musimy nauczyć się patrzeć na nie w perspektywie dziesięcioleci, a nie miesiąca czy pół roku.

Czy WPR powinna być zupełnie zmieniona?

– Po roku 2013 powinna ona być zreformowana, a nie poddana kosmetycznym zmianom. Nie powinno być już takiego zróżnicowania w poziomie wsparcia, ani zakłócania konkurencyjności poprzez różne systemy płatności. Trzeba też uprościć formalności, zmniejszyć biurokrację.

Unia przeznacza 40 proc. swojego budżetu na WPR, a rolnictwo daje tylko 3 proc. unijnego PKB. Jak długo można pakować takie pieniądze w sektor tak niewiele dający?

To obiegowa, nieprawdziwa opinia. Jeśli weźmiemy pod uwagę także żywność przetworzoną oraz usługi dla rolnictwa, to udział sektora rolnego w PKB jest o wiele większy. Jeśli chcemy, żeby żywność była zdrowa i bezpieczna, dostępna czyli sprzedawana po przyzwoitych cenach to mamy do wyboru: albo dofinansujemy zreformowaną Wspólną Politykę Rolną albo dofinansowujemy politykę społeczną. Moim zdaniem lepiej dofinansowywać produkcję żywności i usługi z nią związane niż dawać zasiłki.

WPR spetryfikowała tymczasem sytuację w polskim rolnictwie, zahamowała np. obrót ziemią. Dlaczego wspierać politykę, która hamuje logiczne przemiany?

W ciągu ostatnich ośmiu lat w Polsce ubyło prawie 400 tys. gospodarstw rolnych.  Zniknęło 20 proc. gospodarstw o powierzchni od 1 do 5 ha. Jednocześnie przybyło gospodarstw 30 – 50 hektarowych i większych. Przemiany więc następują. Dzięki WPR i programowi rozwoju obszarów wiejskich mamy kilkaset tysięcy dużych nowoczesnych gospodarstw oraz najnowocześniejsze  w Europie i bardzo konkurencyjne przetwórstwo. Ponad 70 proc. pieniędzy z dopłat jest inwestowanych.  A gospodarstwa do 5 ha zajmują tylko 16 proc. powierzchni uprawnej. One są problemem społecznym, ale nie gospodarczym.

Dlaczego w Polsce jemy duńską i niemiecką wieprzowinę, skoro polskie rolnictwo jest w tak dobrej kondycji?

Tamtejsi producenci wieprzowiny są bardziej konkurencyjni, tak jak taniej drób produkują polskie zakłady. Mamy nadwyżkę produkcji drobiu – ponad 300 tys. ton rocznie. I jednocześnie mamy niedobór mięsa wieprzowego szacowany na około 200 tys. ton i nadwyżkę wołowiny mniej więcej takiej samej wielkości. Widać, że w pewnych dziedzinach jesteśmy bardzo konkurencyjni, a w innych nie nadążamy. Mamy pierwszą w Europie pozycję w uprawie pieczarek, jesteśmy znaczącym eksporterem wyrobów mlecznych, jesteśmy potęgą w owocach miękkich, jabłkach i gruszkach.

Jakie warunki muszą być spełnione, żeby można było zreformować KRUS?

Dziś dla państwa znacznie większym problemem niż KRUS jest ZUS. Reforma, wprowadzana od 1998 roku nie powiodła się. Ten system miał być samowystarczalny już po dziesięciu  latach, a jest dofinansowywany pięciokrotnie więcej niż na starcie.  A wysokość dofinansowania KRUS od 6 lat nie rośnie i wynosi 15,5 – 16 mld złotych, co znaczy, że jego udział w PKB maleje. Nie ma więc  żadnego powodu, żeby rolników z systemu bezpieczniejszego przenosić do gorszego. Jeśli będzie reformowany ZUS, to na pewno równolegle trzeba będzie myśleć o reformowaniu KRUS.

Jest jednak zobowiązanie wynikające z wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Jak będzie wyglądać realizacja?

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego musi być wykonany i na pewno będzie. Ministerstwo Rolnictwa włączy się do prac.  Może jednak warto się zastanowić nad systemowymi zmianami, bo choć Rzecznik Praw Obywatelskich zakwestionował akurat ten przepis w odniesieniu do rolników, to podobna sytuacja ma  miejsce również w innych grupach

Rozmawiał Jan Bazyl Lipszyc

Marek Sawicki jest ministrem rolnictwa


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test