Schronienie przed burzą w 2019 roku

11.03.2019
Co musiałoby się stać, aby był to spokojny rok w gospodarce, finansach i polityce? Musielibyśmy uniknąć materializacji szeregu zagrożeń dla stabilności.

Barry Eichengreen (PS)


Po pierwsze, musiałaby zostać zawieszona wojna handlowa między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. W listopadzie i grudniu 2018 r. rynki finansowe reagowały pozytywnie na każdą zapowiedź wynegocjowanego porozumienia i negatywnie na każdą wzmiankę o wznowieniu działań wojennych. Działo się tak nie bez powodu: cła zakłócające przepływy handlowe i łańcuchy dostaw nie wpływają dobrze na globalny wzrost gospodarczy.

Do tego, jak dobrze wiemy, to, co dzieje się na rynkach finansowych, nigdy nie zostaje tylko na rynkach finansowych. Sytuacja w tym obszarze silnie oddziałuje na poziom zaufania konsumentów i nastroje w przedsiębiorstwach.

Po drugie, gospodarka Stanów Zjednoczonych będzie musiała się rozwijać w tempie co najmniej 2 proc., czyli zgodnie z konsensusem rynkowym przyjętym w oczekiwaniach inwestorów. Jeśli wzrost okaże się istotnie niższy – z powodu słabszego oddziaływania obniżki podatków z grudnia 2017 roku, albo dlatego, że Rezerwa Federalna zdusi ekspansję, albo z jakiegoś innego powodu – na rynkach finansowych pojawią się gwałtowne spadki, co negatywnie wpłynie na poziom zaufania i na stabilność.

Po trzecie, Chiny będą musiały unikać znacznego zaostrzenia swoich problemów finansowych. Skuteczne zarządzanie zadłużeniem przedsiębiorstw na poziomie 160 proc. PKB wymaga nie tylko selektywnej restrukturyzacji zagrożonych kredytów, ale także zwiększenia wartości mianownika we wskaźniku długu do PKB. W obliczu słabego poziomu inwestycji infrastrukturalnych i spadku produkcji przemysłowej, jest coraz mniej prawdopodobne, aby Chiny były w stanie osiągnąć w 2019 roku zakładany przez władze wzrost na poziomie co najmniej 6 proc. W takim razie powolny wzrost i rosnące problemy z zadłużeniem będą się wzajemnie wzmacniać, co negatywnie wpływać będzie na sytuację gospodarczą w Chinach i na większości rynków wschodzących.

Europa musi iść do przodu, jeśli chce uniknąć cofania się. Na razie postęp oznaczać będzie stworzenie wspólnego systemu gwarantowania depozytów dla banków strefy euro, wprowadzenie co najmniej skromnego budżetu strefy euro i zwiększenie zasobów funduszu ratunkowego strefy euro.

Po czwarte, wyborcy głosujący w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego będą musieli zapobiec zwycięstwu prawicowo-nacjonalistycznej większości, wrogo nastawionej do idei integracji europejskiej. Europa musi iść do przodu, jeśli chce uniknąć cofania się. Z powodu istnienia euro Europejczycy nie mają w tej kwestii żadnego wyboru. Na razie postęp oznaczać będzie stworzenie wspólnego systemu gwarantowania depozytów dla banków strefy euro, wprowadzenie co najmniej skromnego budżetu strefy euro i zwiększenie zasobów funduszu ratunkowego strefy euro, czyli Europejskiego Mechanizmu Stabilności. Jeśli jednak bolesne doświadczenia wspólnej waluty w ciągu ostatniego dziesięciolecia nauczyły nas czegokolwiek, to przede wszystkim tego, że takie rozwiązania nie mogą być wmuszane europejskiej opinii publicznej przez elity. Trwała integracja wymaga realnego oddolnego poparcia ze strony obywateli i to poparcie musi być widoczne w sondażach.

Oczywiście spełnienie wszystkich tych warunków nie jest wcale pewne. Ale jeśli zmaterializują się niektóre z nich, zwiększy to prawdopodobieństwo spełnienia pozostałych. Na przykład, jeśli amerykański prezydent Donald Trump zakończy swoją wojnę handlową, poprawią się perspektywy wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych i Chinach. Silny wzrost w tych krajach stworzyłby bardziej przyjazne środowisko zewnętrzne dla Europy, rozjaśniając jej własne perspektywy gospodarcze i wzmacniając szanse wyborcze partii i polityków głównego nurtu.

I odwrotnie, słabe wyniki na jednym froncie pogarszać będą perspektywy na innych. Na przykład rozczarowujący wzrost w Stanach Zjednoczonych skłoniłby prezydenta Trumpa do szukania kozła ofiarnego. Jeśli nie wypadnie na szefa Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella i jego kolegów, to prawdopodobnie zostanie nim prezydent Chin Xi Jinping. W takim razie wojna handlowa zostanie wznowiona, co odpowiednio zaszkodzi wzrostowi i stabilności finansowej w Chinach. A połączenie amerykańskich i chińskich problemów gospodarczych doprowadzi zapewne następnie do spowolnienia tempa wzrostu w innych częściach świata, wzmacniając falę populistycznego sprzeciwu wobec establishmentu politycznego w Europie i gdzie indziej.

Podobnie, jeśli negatywnym szokiem będzie wolniejszy wzrost w Chinach, władze w Pekinie prawie na pewno zareagują, osłabiając juana. To również doprowadziłoby do dalszego zaostrzenia konfliktu handlowego, z negatywnymi skutkami dla całego świata.

Ostatnim warunkiem spokojnego roku są ograniczone rezultaty śledztwa amerykańskiego specjalnego prokuratora Roberta Muellera w sprawie rzekomych przestępstw popełnionych przez rząd Rosji i rodzinny krąg prezydenta Trumpa. To stwierdzenie może się wydać nieco dziwne. W końcu jeśli uważamy, że nieprzewidywalna osobowość amerykańskiego prezydenta, jego destrukcyjne tweety i kontrproduktywna polityka stanowią tak poważne zagrożenie dla stabilności, to jadowity akt oskarżenia ze strony Muellera i jego zespołu, skłaniający Izbę Reprezentantów do wszczęcia procedury impeachmentu, z pewnością powinien być najbardziej bezpośrednią drogą do usunięcia tego niebezpieczeństwa.

Jeśli jednak w raporcie Muellera znajdą się akty oskarżenia wycelowane w dzieci Trumpa – Donalda Trumpa juniora, Erica Trumpa, oraz Ivankę Trump i jej męża Jareda Kushnera – lub w samego prezydenta, wtedy Trump zacznie szaleć, tak jak zawsze, gdy czuje, że musi się bronić. Wśród prawdopodobnych celów jego ataków będą nie tylko Mueller i demokratyczna większość w Izbie Reprezentantów, ale także Rezerwa Federalna, Chiny, Meksyk i inne państwa Ameryki Środkowej i Europy, ponieważ prezydent Trump będzie chciał postawić ekonomiczną zasłonę dymną, aby przykryć swoje polityczne występki. To zaburzy funkcjonowanie rynków finansowych i obniży poziom zaufania wśród inwestorów. Takie zakłócenia mogą trwać bardzo długo, ponieważ mało prawdopodobne jest, że kontrolowany przez Republikanów Senat zagłosowałby za uznaniem Trumpa winnym.

Zamiast dążyć do impeachmentu, Demokraci powinni skupić się na tym, jak mogą pokonać Trumpa w następnych wyborach prezydenckich. Oznacza to przygotowanie odpowiedniej agendy politycznej i wybranie kandydata. Tymczasem możemy tylko trzymać kciuki i być dobrej myśli. Do listopada 2020 roku droga jest wciąż długa.

Barry Eichengreen jest profesorem na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Jego ostatnia książka zatytułowana jest The Populist Temptation: Economic Grievance and Political Reaction in the Modern Era.

Project Syndicate, 2019

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test