Sępy zwyciężyły z dłużnikami

10.09.2013
Decyzja amerykańskiego sądu apelacyjnego może wywrócić dotychczasowy porządek na globalnym rynku dłużnym, a nawet spowodować, że USA przestaną być postrzegane jako dobre miejsce do emisji obligacji. W wyniku procesu zakwestionowano podstawową zasadę współczesnego kapitalizmu – że kiedy wierzyciel nie może spłacić dłużników, potrzebne jest nowe otwarcie.

Joseph Stiglitz


Problem zaczął się 12 lat temu, kiedy Argentyna nie miała wyboru i musiała zdewaluować swoją walutę oraz ogłosić niewypłacalność. W ramach systemu określonego obecnym orzeczeniem sądu, kraj wpadłby w niekontrolowaną spiralę spadkową, jaką teraz przeżywa Grecja i inne kraje europejskie. Bezrobocie wzrosłoby gwałtownie, a zaciskanie pasa, zamiast przywrócić równowagę fiskalną, po prostu pogłębiłoby kryzys.

Ale wtedy dewaluacja i restrukturyzacja długu zadziałały. W kolejnych latach, do czasu wybuchu globalnego kryzysu finansowego w 2008 r., roczny wzrost PKB w Argentynie wynosił 8 proc. lub więcej i należał do najwyższych na świecie. Byli wierzyciele także skorzystali z tego odbicia. Przeprowadzając przełomową operację Argentyna wymieniła bowiem stary dług na nowy – po kursie 30 centów i nieco więcej za dolara – plus obligacje indeksowane o PKB. Im bardziej Argentyna rosła, tym więcej płaciła swoim byłym wierzycielom.

Interesy Argentyny i jej wierzycieli były więc zbieżne; obu stronom zależało na wzroście. Był to odpowiednik amerykańskiego postępowania upadłościowego, tak zwanego „Rozdziału 11”, w ramach którego dług zamieniany jest na akcje, a obligatariusze stają się nowymi udziałowcami. Ponieważ restrukturyzacja długu często oznacza konflikt interesów, kraje tworzą sądy upadłościowe, aby rozstrzygać rodzime spory.

Niestety, w skali międzynarodowej takie instytucje nie istnieją. Niegdyś więc kontrakty z dłużnikami były wymuszane siłą, o czym Meksyk, Wenezuela, Egipt i wiele innych krajów boleśnie przekonało się na przełomie XIX i XX w. Po kryzysie argentyńskim administracja prezydenta George’a W. Busha zawetowała propozycję stworzenia mechanizmu restrukturyzacji długu państwowego. W efekcie nie ma nawet prób stworzenia uczciwego i skutecznego sposobu zmiany struktury zobowiązań.

Biedne kraje są zazwyczaj w beznadziejnej sytuacji negocjując z wielkimi bankami, wspieranymi przez potężne rządy ich macierzystych państw. Często presja na spłatę odsetek jest tak silna, że po kilku latach kraje te znowu stają się niewypłacalne.

Ekonomiści z entuzjazmem zareagowali na pomysł Argentyny, która by uniknąć takiego scenariusza zaproponowała głęboką restrukturyzację i emisję obligacji indeksowanych o wzrost PKB. Jednak kilka „sępich” funduszy – w szczególności fundusz hedgingowy Elliott Management, kierowany przez miliardera Paula E. Singera – dostrzegły w przypadku Argentyny szansę na wielki zarobek, kosztem tamtejszych obywateli. Kupiły stare obligacje za ułamek ich wartości, a potem, na drodze prawnej, próbowały zmusić Argentynę do spłaty całości zadłużenia.

Amerykanie mogą teraz zobaczyć, jak firmy finansowe przedkładają swój interes nad potrzeby swojego kraju – i świata. Sępie fundusze wyniosły uwielbienie chciwości na nowy poziom. Ich strategia sądowa wykorzystywała standardową klauzulę umowną (tzw. pari passu), która gwarantuje, że wszyscy wierzyciele będą traktowani tak samo. To nieprawdopodobne, ale nowojorski Sąd Apelacyjny dla Drugiego Okręgu uznał, że jeżeli Argentyna spłaci całość swoich należności wobec tych, którzy zaakceptowali restrukturyzację długu, będzie musiała również zapłacić całość sępom. Jeżeli to orzeczenie się utrzyma, nikt nigdy więcej nie zaakceptuje restrukturyzacji długu. Nie będzie żadnego nowego początku – ze wszystkimi nieprzyjemnymi konsekwencjami takiego postawienia sprawy.

Gdy wybucha kryzys dłużny, zazwyczaj wini się dłużników. Pożyczali za dużo. Jednak wierzyciele są winni w równym stopniu – udzielali zbyt wielu nierozsądnych kredytów. To oni powinni być ekspertami od zarządzania ryzykiem i w tym sensie odpowiedzialność spoczywa także na nich. Ryzyko upadłości albo restrukturyzacji długu zmusza wierzycieli, by uważniej podejmowali swoje decyzje kredytowe.

Konsekwencje błędnego pojmowania sprawiedliwości mogą być odczuwalne przez długi czas. W końcu jaki kraj rozwijający się, mając na uwadze długoterminowe interesy swoich obywateli, będzie chciał przepuścić obligacje przez system finansowy USA, skoro amerykańskie sądy – tak jak wiele innych elementów systemu politycznego – przedkłada interesy finansowe ponad interes publiczny?

Kraje te powinny się dobrze zastanowić, zanim uwzględnią klauzulę pari passu w przyszłych kontraktach, albo przynajmniej muszą upewnić się, jakie jest jej znaczenie. Takie kontrakty powinny również zawierać klauzulę pozwów zbiorowych, która uniemożliwiałaby sępim funduszom torpedowanie restrukturyzacji długu. Kiedy odpowiedni odsetek wierzycieli zgodzi się na restrukturyzację długu (w przypadku Argentyny było to ponad 90 proc.), inni nie będą mieli innego wyjścia niż na to przystać.

Pokrzepiający jest fakt, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy, amerykański Departament Sprawiedliwości i organizacje pozarządowe walczące z nędzą wspólnie zaprotestowały przeciwko działaniom sępich funduszy. Zasmuca natomiast to, że sąd w swojej decyzji zignorował ich argumenty.

Dla przedstawicieli rynków rozwijających się i wschodzących, którzy żywią urazę do państw uprzemysłowionych, to kolejny dowód na nieefektywność globalizacji, która służy tylko bogatym krajom (a w szczególności interesom ich sektora finansowego).

Po globalnym kryzysie finansowym oenzetowska Komisja Ekspercka ds. Reformy Międzynarodowego Systemu Finansowego i Monetarnego wezwała do stworzenia skutecznego i uczciwego systemu restrukturyzacji zadłużenia. Tendencyjne i ekonomicznie szkodliwe orzeczenie amerykańskiego sądu pokazuje, dlaczego pilnie potrzebujemy takiego systemu.

© Project Syndicate, 2013


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły