Smartfony i tablety spowszedniały – czas na coś nowego

07.02.2014
Dane o sprzedaży smartfonów i tabletów w 2013 roku pokazują, że producentom gadżetów elektroniki użytkowej potrzebny jest już nowy gadżet, który napędzi koniunkturę, tak jak w przeszłości zrobiły to iPod, iPhone i iPad.

(infografika Darek Gąszczyk/CC BY-NC-SA by Ninja M)


– Czy Apple nadal jest spółką wzrostową – to pytanie, zadane przez analityka Timowi Cookowi, prezesowi Apple na styczniowej konferencji podsumowującej wyniki kwartalne spółki, dobrze oddaje nastroje rynku dotyczące przyszłości czołowych producentów elektroniki użytkowej.

Rynek pędzi, Apple pełznie

Pytanie sprowokowane zostało danymi o sprzedaży iPhone i iPad. Sprzedaż tych urządzeń wzrosła i była rekordowa, ale wzrost był słabszy niż całego rynku. Analitycy byli rozczarowani tym, co ogłosił zarząd Apple – w przypadku iPhone’ów sprzedaż była niższa od oczekiwanej.

W ubiegłym roku – według szacunków firmy badawczej IDC – na świecie sprzedano 1 mld 822 mln telefonów komórkowych (wzrost o 4,8 proc. w porównaniu z 2012 rokiem), w tym 1 mld 4 mln smartfonów (wzrost o 38,4 proc.). Sprzedaż tabletów analitycy IDC oszacowali na 217 mln sztuk (wzrost o 50,8 proc.) i jak podkreślili, była ona niższa od ich prognoz.

Apple, który koncentruje się na produkcji smartfonów i tabletów z najwyższej półki odnotował wzrost sprzedaży iPhone’ów o 12,9 proc. do 153,4 mln sztuk, a iPadów także o 12,9 proc. do 74,2 mln sztuk. Samsung – arcyrywal Apple – który sprzedaje urządzenia w praktycznie każdym segmencie rynku, dostarczył w ubiegłym roku 313,9 mln smartfonów (wzrost o 42,9 proc. ) i 41,1 mln tabletów (wzrost o 149,1 proc.).

– Dwoma głównymi trendami napędzającymi wzrost sprzedaży smartfonów są urządzenia z dużymi ekranami oraz tanie smartfony. Kluczowe dla wzrostu są tanie urządzenia – twierdzi Ryan Reith z IDC.

Tanie smartfony znajdują nabywców głównie w krajach rozwijających się, w tym na dwóch największych rynkach świata, czyli w Chinach i Indiach.

Inni eksperci dodają, że w Ameryce Północnej i Europie smartfony, w tym te z najwyższej półki cenowej, spowszedniały i w zasadzie posiada je każdy, kto chce je mieć. Podobnie jest w krajach rozwiniętych z tabletami. A to oznacza, że rynki są tam nasycone.

Na dodatek urządzenia z najwyższej półki dostarczane przez konkurujących ze sobą producentów są bardzo podobne do siebie nie tylko pod względem parametrów technicznych ale także wzornictwa, zaś różnice między modelami kolejnych generacji nie są na tyle duże, by zachęcać do natychmiastowej zmiany smartfonu, czy tabletu na nowszy. Inaczej rzecz ujmując, rynkiem wymiany, który w krajach rozwiniętych jest głównym źródłem popytu nie rządzi zasada, że kupujemy urządzenie nowej generacji, tylko dlatego, że nas na to stać i jest ono nowsze. Takie podejście konsumentów powoduje, że tempo wzrostu najdroższych, a więc najbardziej rentownych dla producentów smartfonów i tabletów wyraźnie zwalnia.

Towar masowy, więc z Azji

Na rynku smartfonów i tabletów, podobnie jak na rynku komputerów PC, dominują nastawieni przede wszystkim na masowego klienta producenci z Azji. Koreańskie, chińskie, czy tajwańskie firmy szukają też dla siebie miejsca w najwyższym segmencie rynku. Jedni – jak Acer, Asus, Huawei, HTC czy Samsung – postawili na samodzielną budowę rozpoznawalnej globalnie marki. Inni – jak Lenovo – rozpoznawalną jedynie lokalnie markę w globalnej ekspansji wspierają kupionymi brandami.

W 2005 roku IBM, jeden z ówczesnych czołowych producentów komputerów PC zdecydował się sprzedać ten dział swojego biznesu i skoncentrować się na bardziej dochodowych przedsięwzięciach. Dział kupiło mało wówczas znane Lenovo przejmując jednocześnie świetnie rozpoznawalną zarówno w świecie biznesu, jak i wśród klientów indywidualnych markę ThinkPad. Dziś Lenovo jest największym na świecie producentem PC.

W tym roku Lenovo najpierw ogłosiło, że kupuje od IBM dział produkujący serwery, a w kilka dni później, że nabędzie od Google firmę Motorola Mobility, producenta smartfonów. Ta druga transakcja dla Lenovo oznacza umocnienie pozycji na rynku smartfonów, na który ta chińska firma weszła dopiero w tej dekadzie i zdobycie dobrze rozpoznawalnej w Amerykach Północnej i Południowej marki. Dla Google, który jest producentem Androida, najpopularniejszego na świecie systemu operacyjnego wykorzystywanego w urządzeniach mobilnych, transakcja ma wiele wymiarów.

Uwalniając się od sprzętowego biznesu w półtora roku po zamknięciu transakcji jego przejęcie Google poprawia relacje z dostawcami komórek i tabletów z systemem operacyjnym Android, w tym zwłaszcza z Samsungiem. Jak powiedział Larry Page, współzałożyciel i prezes firmy „transakcja umożliwi Google koncentrację na innowacyjności w ekosystemie platformy Android z korzyścią dla użytkowników smartfonów na całym świecie”. Google zachował większość patentów, które miała Motorola Mobility, czyli nadal ma to, co było celem ogłoszonej w sierpniu 2011 roku i zamkniętej dziewięć miesięcy później transakcji kupna producenta smartfonów. Jest też trzeci aspekt – pozbywając się Motorola Mobility Google zatrzymał dział zajmujący się rozwojem produktów, w tym projektem Ara, czyli opracowaniem modułowego smartfonu, który użytkownik składałby – jak z klocków Lego – stosownie do swoich potrzeb i wymagań.

Rynek potrzebuje nowego pomysłu

Czwarty wymiar to sygnał dla rynku: niech produkcją smartfonów, które naszym zdaniem nie jest już wzrostowym i lukratywnym biznesem zajmą się ci, którzy uczynią z tego masowy biznes, my skoncentrujemy się na nowych rzeczach, które naszym zdaniem będą szybko rosły.

W grę wchodzi np. e-galanteria, jak inteligentne zegarki, czy okulary; tzw. internet rzeczy, czyli urządzenia komunikujące się między sobą (np. systemy inteligentnej elektroniki domowej); roboty (zajmuje się nimi osiem z dwunastu firm przejętych przez Google w grudniu 2013 roku i styczniu 2014 roku); samochody niepotrzebujące kierowcy, czy auta podłączone do mobilnego internetu (connected cars – ang.) i umożliwiające podróżnym stały dostęp do globalnej sieci oraz oferowanych z jego wykorzystaniem usług.

Czy wśród tych rzeczy jest coś co przyniesie przełom na rynku podobny do tego, jaki dokonały iPod, iPhone, czy iPad? Trudno to przewidzieć. Branża elektroniki użytkowej zdaje się stawiać przede wszystkim na e-garderobę. Tu – jeśli zostaną rozwiązane problemy i wątpliwości prawne związane z używaniem – hitem mogą być inteligentne okulary, takie jak Google Glass.

Coś w zanadrzu ma podobno Apple. Tak przynajmniej od jakiegoś czasu twierdzi jego szef Tim Cook. Rynek spekuluje, że może być to iTelewizor, albo coś z e-galanterii np. iZegarek z rozbudowanymi funkcjami związanymi z dbałością o zdrowie i kondycję fizyczną. Ta ostatnia opcja ma sporo zwolenników, którzy zwracają uwagę, że jesienią 2013 roku koncern z Cupertino najpierw zatrudnił Bena Shaffera (w firmie Nike odpowiadał za projektowanie nowych produktów, w tym e-garderoby), a potem ogłosił, że w połowie 2014 roku w zarządzie Apple zasiądzie Angela Ahrendts, szefowa brytyjskiego ekskluzywnego domu mody Burberry.

Eksperci nie wykluczają, że nowa wielka rzecz (next big thing – ang.) związana będzie ze zmianą sposobu obsługi znanych już urządzeń. Na przykład smartfon, czy tablet z elastycznym, odpornym na mechaniczne uszkodzenia ekranem sterowany głosem i gestami.

Producenci elektronicznych gadżetów wiele nadziei wiążą z connected cars. Jak podkreślają eksperci, w samochodzie, czy tego chcemy, czy nie, spędzamy sporą część dnia i przeniesienie do kokpitu auta wielu funkcji ze smartfonów – np. nawigacji z aktualnymi informacjami o korkach i innych utrudnieniach w ruchu, czy odbierania i wysyłania z użyciem głosu SMS – powinno znacząco ułatwić nam życie i uwolnić ręce.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test