Socjalistyczna II Rzeczpospolita

14.11.2015
W II RP było aż 80 progów podatku dochodowego, a polskie ustawodawstwo socjalne było korzystniejsze dla pracowników niż angielskie czy francuskie – pisze Sławomir Suchodolski w książce „Jak sanacja budowała socjalizm”.

Sławomir Suchodolski "Jan Sancja budowała socjalizm"


Publikację wyróżnia ogrom bardzo ciekawych i mało znanych informacji. Oto na przykład w trzecim rozdziale autor podaje, że w 1929 r. prof. Adam Heydel wyliczył, iż w wolnej Polsce obywatel płacił aż o 70–100 proc. wyższe podatki niż Polacy pod zaborami. Z kolei w 1925 r. ekonomista Jerzy Zdziechowski porównał miesięczne wpływy budżetowe do całego obiegu pieniężnego. W Szwajcarii stanowiły one 2,2 proc., we Francji 6 proc., w Austrii 8 proc., w USA 11 proc., w Szwecji 11 proc., w Czechosłowacji 15 proc., a w Polsce 36 proc.

Dalej Suchodolski cytuje Zofię Lassotównę, która w napisanej w 1937 r. pod kierunkiem prof. Ignacego Czumy pracy seminaryjnej podaje, że łączna suma opodatkowania dla średnio zamożnej rodziny wynosiła około 30 proc. dochodu, a wraz ze składkami na ubezpieczenie 37 proc. Interesujące są także wyliczenia prof. Romana Rybarskiego, który wykazał, że ktoś zarabiający 2 mln zł mógłby zapłacić 1,62 mln zł podatku. Było to możliwe, o ile byłby kawalerem i rentierem, mieszkał w byłym zaborze pruskim, płacił tzw. podatek wojskowy (za zwolnienie ze służby w armii) i do tego 40-proc. podatek dochodowy (dane z 1933 r.).

Państwo regulacji

W 1935 r. obniżono minimalny roczny dochód, który kwalifikował do płacenia podatku, z 2500 zł do 1500 zł. Powyżej tego poziomu było aż 80 progów – fiskusowi oddawano od 1 proc. aż do 50 proc. zarobków. Warto jednak zauważyć, że zdecydowana większość Polaków podatku dochodowego nie płaciła w ogóle, ponieważ średnia roczna płaca wynosiła około 600 zł.

Do tego jednak dochodziły podatki na niektóre towary. Na przykład 1 kg cukru kosztował 1,4 zł (około 14 dzisiejszych złotych), przy czym w 1935 r. podatek na cukier wynosił 43,50 zł na każde 100 kg. Jednocześnie, by poprawić bilans w handlu zagranicznym, polski rząd sprzedawał cukier za granicą po 14 gr za 1 kg. Ekonomista Kazimierz Sokołowski wyliczył, że w 1930 r. dopłacono do eksportu 500 mln zł, z czego 2/3 przeznaczono na dopłaty do węgla kamiennego i cukru.

Samorządy nakładały tzw. podatek od zbytku mieszkaniowego znany także jako podatek od zbędnych izb. Obowiązywał, gdy w mieszkaniu było więcej izb niż mieszkańców. I tak na przykład w Lublinie wynosił on 20 proc. rocznego komornego od jednego „zbędnego” pokoju, od dwóch i trzech 50 proc., a od czterech i więcej – 100 proc.

Inną formą opodatkowania było utrzymywanie przez państwo monopoli, które zawyżały ceny. W budżecie Polski w latach 1938–1939 32 proc. wszystkich dochodów stanowiły właśnie dochody z monopoli. We Francji był to 1 proc. a w Niemczech 2,2 proc.

Polska przejęła po zaborcach monopole spirytusowy, solny, tytoniowy i loteryjny. Później wprowadzono także zapałczany. Planowano kawowy. Utrzymywanie monopoli wymaga dużego wysiłku ze strony państwa. Obywatele nie chcieli przepłacać za zapałki i masowo kupowali zapalniczki z przemytu (te legalne miał wysokie tzw. opłaty stemplowe sięgające 25 zł).

Państwo w II RP intensywnie regulowało ceny. Prezydent Ignacy Mościcki wydał dwa rozporządzenia (w 1926 r. czy w 1928 r.), które dawały rządowi prawo do ustalania cen maksymalnych na przetwory zbożowe, mięso, węgiel, naftę, żelazo, cegły, odzież i obuwie. W 1936 r. premier i minister spraw wewnętrznych Felicjan Sławoj Składkowski wydał okólnik, w którym zapowiedział stosowanie kar administracyjnych wobec osób „spekulacyjnie windujących ceny”.

Rzeczpospolita pracowników

Władze II RP były dumne ze swojego ustawodawstwa socjalnego i podkreślały, że inne kraje powinny się wzorować na Polsce. Mówiono, że polski „socjal” dorównuje skandynawskiemu, a przewyższa angielski czy francuski. Co więcej, Polska nie ratyfikowała większości konwencji międzynarodowych zawieranych pod egidą Międzynarodowej Organizacji Pracy na znak protestu przeciwko temu, że większość bogatych krajów stosowała mniej korzystne przepisy w stosunku do pracowników.

Na samym początku polskiej państwowości ustalono ośmiogodzinny dzień i 46-godz. tydzień pracy. W 1919 r. naczelnik państwa wydał dekret o obowiązkowym ubezpieczeniu chorobowym. Składka wynosiła 6,5 proc. zarobku, zasiłek zaś 60 proc. pensji dla chorującego w domu lub 40 proc., gdy przebywał w szpitalu. Wypłacano go przez 26 tygodni.

Pracownice po urodzeniu dziecka otrzymywały 100 proc. pensji przez osiem tygodni. W 1932 r. Towarzystwo „Liga Pracy” podawało, że koszty funkcjonowania kas chorych w przeliczeniu na ubezpieczonego stanowiły w Polsce 9,46 proc. jego rocznych dochodów. W Czechosłowacji było to 4,5 proc., w Niemczech 1,84 proc., a w Wielkiej Brytanii 0,34 proc.

Dla wielu szokujące mogą być zarobki polityków w II RP. W 1926 r. budżet prezydenta Stanisława Wojciechowskiego wynosił 1,9 mln zł, a jego roczna pensja 120 tys. zł. Przeciętny roczny dochód obywatela w II RP w 1933 r. wynosił 604 zł. Gdyby taką proporcję między a zarobkami głowy państwa i średnią krajową zastosować dzisiaj, prezydent Polski zarabiałby 10 mln zł rocznie.

Autor pisze we wstępie, że inspiracją do książki było spotkanie, jakie Janusz Korwin-Mikke odbył w kwietniu 1990 r. z sympatykami Unii Polityki Realnej. Powiedział na nim, że w II RP budowano socjalizm. Suchodolski był tak zdumiony tym stwierdzeniem, że zaczął czytać na temat polityki gospodarczej Polski w okresie międzywojennym. W 2001 r. otworzył przewód doktorski na Uniwersytecie Gdańskim (temat pracy: „Ekonomiczna Szkoła Krakowska wobec problemu etatyzmu z Polsce w latach 1929–1939”). Praca ostatecznie nie powstała, ale zebrany do niej materiał posłużył do napisania serii artykułów opublikowanych w tygodniu „Najwyższy Czas”, które ostatnio ukazały się w wersji książkowej.

Praca Suchodolskiego to najciekawsza książka o gospodarce II RP, jaka kiedykolwiek trafiła w moje ręce i z pewnością warto ją przeczytać. Ma jednak swoje wady. Przede wszystkim, co autor sam podaje we wstępie, jest pisana „pod tezę”. Nie daje pełnego obrazu sytuacji gospodarczej II RP, bowiem autor wybierał fakty, które zgadzały się z jego przekonaniami, często opatrując je „soczystym” komentarzem. Liczba informacji świadczących o skali interwencji władz w gospodarkę II RP daje jednak do myślenia. Dla wielu może być szokujące, że „socjalistyczny” PRL nie był gospodarczym przeciwieństwem „kapitalistycznej” II RP, lecz raczej jej bardziej radykalną wersją.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły