Start-upy w przemyśle mają sens

29.06.2017
Przy takiej ilości pieniędzy, jakie będą w Polsce do wydania na start-upy, będzie brakowało dobrych projektów. A doświadczonych zespołów do ich selekcji jest nie więcej niż 20. To daje 300 inwestycji rocznie; więcej, jeśli otworzymy się na zagranicę - mówi Maciej Balsewicz z funduszu bValue.

Maciej Balsewicz (Fot. bValue)


ObserwatorFinansowy.pl: Każdego dnia roboczego od 2018 do 2021 roku będziemy mieli w Polsce do zainwestowania w start-upy średnio 3,1 mln zł, policzył Marek Dietl w rozmowie z „Pulsem Biznesu”. Znajdzie się aż tyle dobrych projektów?

Maciej Balsewicz: Sama idea stymulowanych przez państwo inwestycji w start-upy jest oczywiście słuszna, ale obawiam się o jej skalę. Po pierwsze, żeby uruchomić duże środki publiczne, trzeba je połączyć z prywatnymi, a z doświadczenia wiem, że kapitału prywatnego, który byłby skłonny zainwestować w projekty na tak wczesnym etapie rozwoju, jest ograniczona pula. Po drugie, ograniczona jest liczba doświadczonych zespołów inwestycyjnych. Po trzecie, przy takiej ilości pieniędzy będzie fizycznie brakowało aż tylu dobrych, rokujących start-upów.

Trochę mnie pan zaskoczył. Myślałem, że jako zarządzający funduszem venture capital powie pan, że pieniędzy jest jeszcze za mało.

Ja oczywiście kibicuję ofensywie finansowania start-upów, ale mam też świadomość ograniczeń polskiego rynku. Mój zespół ocenia 50 projektów miesięcznie, ale rocznie inwestujemy w 10-15 start-upów. I takich doświadczonych zespołów, które mają na bieżąco odpaloną maszynę do selekcji, jest nie więcej niż 20. To zaś daje w najlepszym razie 300 inwestycji rocznie. Oczywiście może być więcej jeśli otworzymy się na zagranicę, albo jeśli mniej doświadczeni zarządzający będą wybierać mniej rokujące projekty. To drugie niesie jednak za sobą ryzyko zniechęcenia się prywatnych inwestorów, którzy jak wspomniałem, są dobrem deficytowym.

Może to kwestia tego, w jakie start-upy się inwestuje. Na stronie internetowej bValue można przeczytać, że fundusz jest zainteresowany rozwiązaniami Przemysłu 4.0. Czemu nie portalami społecznościowymi albo usługami B2B?

Zauważyliśmy, że przy handlu internetowym czy przy portalach społecznościowych obowiązuje zasada „zwycięzca bierze wszystko”. Pozostali są skazani na długi ogon. Start-upy z tych obszarów wymagają ogromnego kapitału i jeszcze większego szczęścia. Oczywiście każdy chciałby wyhodować jednorożca, czyli firmę, której wycena przekracza miliard dolarów, ale jednorożce to rzadkie zwierzęta. Lepiej nie tracić kapitału, ale zainwestować go w konkretny model biznesowy małej firmy, która dzięki swoim pomysłom może ułatwić produkcję firmie dużej i przynieść jej konkretne oszczędności. Stąd pomysł na szukanie start-upów z szeroko pojętego Przemysłu 4.0.

Macie już jakieś inwestycje w tej dziedzinie? Z Krajowym Funduszem Kapitałowym zainwestowali państwo w trzy start-upy, które w obszarze Przemysłu 4.0 nie działają.

Z KFK faktycznie nastawiamy się na działalność bardziej internetową, mamy już jednak wydzielony fundusz inwestujący w rozwiązania przemysłowe i wkrótce pewnie ogłosimy 5-6 projektów. Dziś jeszcze nie mogę podać nazw.

Zastanawiam się, kim są ludzie mający pomysły z dziedziny Przemysłu 4.0. Stereotypowo start-upowcy przesiadują przecież z komputerami w kawiarniach i nigdy nie byli w żadnej fabryce.

Generalnie takie rozwiązania rodzą się na styku uczelni technicznych i działów B+R firm. Start-upy tworzą bądź to studenci bądź pracownicy działów badawczo-rozwojowych firm, którzy widzą, że w ich miejscu pracy adopcja nowych technologii postępuje wolno, więc próbują wyjść z jakimś swoim pomysłem na szerszy rynek.

Niemiecka giełda chce inwestować w polskie start-upy

Na co  fundusz patrzy, inwestując – poza biznesplanem?

Przede wszystkim na zespół. Często jest tak, że przychodzą do nas zespoły z dobrym pomysłem, ale brakuje im np. dobrego handlowca i tylko przez to projekt odpada.

Co z kolei fundusz może zaoferować idealnemu zespołowi z dobrym pomysłem?

My wskazujemy kierunki rozwoju, jednocześnie dzięki naszym kontaktom możemy łatwo dotrzeć do firm, które przetestują czy dany proces usprawnienia produkcji działa w praktyce, nie tylko w teorii. Firmy też nie zawsze mają czas patrzeć na rynek technologii, albo testować idee o różnej wiarygodności. Zainteresowaliśmy się dwoma start-upami robotycznymi, które wdrożyły testowe rozwiązania magazynowe i okazało się, że to się sprawdza. Nam pozwoli to w te start-upy zainwestować, im pozwoliło nawiązać wartościowe relacje z dużą firmą.

Przemysł 4.0 to składowa dziewięciu technologii. Które z nich mają największy potencjał w polskich fabrykach?

Nauczyłem się, by niczego z góry nie zakładać. Bardzo interesowały mnie np. roboty autonomiczne, ale okazało się, że to jest sektor zbyt daleko odsunięty od potrzeb polskich firm, albo inaczej – zespoły, z którymi rozmawiałem nie były w stanie zaproponować rozwiązania, które faktycznie znacząco ulepszyłoby produkcję. Odwrotnie jest z big data – tu korzyści są oczywiste, ale zespołów mało i dotrzeć do nich niełatwo. Zmierzam do tego, że technologia ma drugoplanowe znaczenie, pierwszoplanowe są korzyści z usprawnienia produkcji.

Czy Przemysł 4.0 może zmienić polską gospodarkę?

On już ją powoli zmienia. Mam wrażanie, że polscy przedsiębiorcy są bardziej otwarci na zmiany niż duże firmy niemieckie, które hasło Przemysłu 4.0 wymyśliły. Do dużej firmy niemieckiej ciężko się dostać bez referencji, a już tym bardziej przetestować prototyp. Nasi przedsiębiorcy nie mają zaś z eksperymentowaniem większych problemów.

Nowe rozwiązania będą łatwo skalowalne poza Polską?

Z Przemysłem 4.0 jest tak, że jest oczywiście dużo trudniejszy do skalowania niż start-upy działające tylko w internecie, ale jak już to się dokona, to będzie znacznie trwalsze skalowanie. Nie będzie tak, że z tygodnia na tydzień moda na jakąś metodę produkcji przemija, albo musimy zwijać fabrykę, bo ktoś zainwestował o wiele większy od nas kapitał.

Chyba, że ktoś pracuje na Przemysłem 5.0.

Na pewno cały czas w przemyśle poszukuje się jak najlepszej wydajności. Jeszcze do niedawna modne było przenoszenie produkcji zagranicę, teraz coraz więcej firm wraca, bo technologia na tyle staniała, że ma to już mniejszy sens. Ten proces opakowano po prostu w marketingową nazwę Przemysłu 4.0.

Polska chyba skorzystała z bycia na wcześniejszym etapie – nasze firmy nie zdążyły się przenieść za granicę, zatem nie muszą wracać.

Tak, my jesteśmy wcześniej. Polskie firmy wciąż zdobywają nowe rynki, wciąż mają przewagę w postaci taniej siły roboczej, w miarę dobrej jakości, często pomaga nam jeszcze kurs walutowy. To dobre paliwo kiedyś się jednak skończy i wtedy i będą zmuszone do szukania swojej przewagi w technologii, a czy ona będzie opakowana w nazwę Przemysłu 4.0 czy 5.0 to nie ma większego znaczenia.

Rozmawiał Marek Pielach

Maciej Balsewicz – partner zarządzający w funduszu bValue, który finansuje start-upy w regionie CEE (głównie z obszaru e-commerce, fintech i nowoczesnego przemysłu). Poprzednio związany z Grupą Integer i PineBridge Investments. Ukończył Akademię Ekonomiczną w Poznaniu oraz Management Program na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test