Systemy emerytalne będą się zmieniać permanentnie

04.07.2012
W ocenie OECD tylko ciągłe zmiany systemów emerytalnych gwarantują w miarę przyzwoite świadczenia. W ich ewolucji zaznaczają się na świecie dwie wyraźne tendencje. Wydłużanie wieku uprawniającego do kończenia aktywności zawodowej oraz przesuwanie środka ciężkości zabezpieczenia na starość ze źródeł publicznych na prywatne.

(CC BY-NC-ND HelpAge)


O ile modyfikacje systemu w Polsce zgodne są z pierwszym światowym trendem, o tyle niedawne ograniczenie roli i możliwości Otwartych Funduszy Emerytalnych mocno kontrastuje z drugim kierunkiem zmian wprowadzanych w krajach Zachodu.

Potwierdzenie takiej oceny przynosi najnowszy raport emerytalny OECD (OECD Pensions Outlook 2012). Zaleca on wydłużanie okresów aktywności zawodowej i rozszerzanie zakresu indywidualnej zapobiegliwości, czyli m.in. emerytur ze środków prywatnych.

Skazani na dłuższe życie

W państwach uczestniczących w pracach OECD nadal dominuje 65 lat jako wiek przechodzenia mężczyzn na emeryturę. Jest tak w połowie, tzn. w 17 krajach członkowskich. W 14 krajach także kobiety muszą ukończyć 65 lat, żeby uzyskać prawo do świadczeń. Jednak zarysowuje się już nowa dominanta. W 14 krajach (mężczyźni) i w 12 (kobiety) rozpoczął się proces przesuwania granicy do 67 lat, lecz na tym zapewne się nie skończy.

Dwa państwa wyznaczyły nowe cele. Od 2013 r. we Włoszech będą stosowane aż trzy kryteria ustalania momentu przechodzenia pracowników w stan spoczynku. Do wieku i stażu pracy dołączy kategoria niezależna od woli zainteresowanych – tzw. dalsze oczekiwane trwanie życia. Im statystycznego życia będzie więcej, tym bardziej leciwi będą świeżo upieczeni emeryci. Również w Danii mówi się dziś o wprowadzeniu, gdzieś w trzeciej dekadzie stulecia, kryterium dalszego trwania życia.

Z symulacji wynika, że w 2050 r. w obu tych krajach przeciętny wiek przechodzenia na emeryturę mógłby wynieść niemal 69 lat. Równoległa droga wydłużania efektywnego czasu pracy prowadzi poprzez utrudnianie przechodzenia na tzw. wcześniejsze emerytury.

Dorównać Grekom stopą zastąpienia

Przytrzymywanie ludzi przy warsztatach i biurkach nie wystarczy. Dłuższa praca łagodzi nieco obecne i perspektywiczne dysproporcje, lecz mimo to w systemach publicznych brakuje środków do pełnego pokrycia zobowiązań emerytalnych. Gdy świata zachodniego niemal nie widać zza góry jego długów, pożyczanie przez państwa na wypłaty bieżących emerytur przestaje wchodzić w grę.

Zmusza to do obniżki świadczeń emerytalnych w proporcji do wynagrodzeń z pracy, czyli do zmniejszania relacji nazwanej stopą zastąpienia. W publicznych systemach emerytalnych wynosi ona obecnie (brutto) od paru procent w Chile i Meksyku do prawie 77 proc. w Austrii. Gdy zaś wyeliminować ekstrema, to najczęściej sięga ona w bogatych krajach OECD 30 – 40 proc.

Są jednak tacy, których przeciwności losu jakby się nie imają. Do chwili obecnej (raport został opublikowany 11 czerwca 2012 r.) kłopotów z systemem emerytalnym zdaje się nie mieć Grecja. Według obowiązującego tam nadal stanu prawnego, młody człowiek rozpoczynający pracę ma prawo liczyć, że po przejściu na emeryturę otrzyma, w ramach publicznego, składkowego systemu solidarnościowego, świadczenie netto w wysokości 110 proc. swojego ostatniego wynagrodzenia netto. Nie dziwią zatem żądania Greków, domagających się od reszty strefy euro i Europy, zaprzestania gadki o potrzebie oszczędności, refom i temu podobnych neoliberalnych wymysłach.

W Europie kontynentalnej, kopiującej francuski i niemiecki model etatystyczny, nie jest tak dobrze jak na wybrzeżach Morza Egejskiego, ale i tam los emeryta zależy przede wszystkim od systemów stworzonych i egzekwowanych przez państwową biurokrację. W połowie pierwszej dekady XXI wieku 87 proc. dochodu gospodarstwa emeryckiego we Francji pochodziło ze środków publicznych. W okolicach 80 proc. udział ten oscylował w Belgii, Austrii, Polsce i na Słowacji. W Niemczech było to 75 proc. Niemieccy emeryci i emerytki uzupełniali portfele przede wszystkim dochodami z kapitału (15 proc.).

Polscy emeryci dorabiali do tego co przynosi listonosz głównie pracą, a wpływy z kapitału stanowiły symboliczny 1 proc. Jednak również w Europie kontynentalnej model podatkowy, zwany dla niepoznaki solidarnościowym, zaczyna oddawać pole.

Z prywatną dokładką

Już w 13 państwach OECD obowiązkowym lub prawie obowiązkowym rozwiązaniem, mającym zapewnić dodatek do emerytury „państwowej”, wypłacanej przez odpowiedniki ZUS/FUS, są tzw. emerytury prywatne. Najtrafniej jest przy tym oceniać stopień upowszechnienia prywatnych planów emerytalnych w procentach pracującej populacji w wieku produkcyjnym. Wykluczenie niepracujących studentów lub małżonków ma sens ponieważ nie mają oni na ogół własnych środków, umożliwiających finansowanie udziału w takich planach.

Absolutnym liderem w OECD jest w takim ujęciu Australia, gdzie 85,7 proc. pracujących jest objętych jakąś formą prywatnej emerytury. Na przeciwnym biegunie jest Hiszpania ze wskaźnikiem 18,6 proc.

W Polsce rolę prywatnego uzupełnienia emerytalnego zaczyna odgrywać OFE., które w 2011 r. zostało pozbawione kłów, padając ofiarą niedoborów budżetowych, będących z kolei następstwem hulaszczych wydatków kolejnych ekip rządowych w nowym tysiącleciu. Obecnie w OFE jest prawie 55 proc. pracujących. Całe szczęście, że udział w OFE jest ciągle obowiązkowy, bo przy dobrowolności przystępowania lub możliwości wypisania się, po huraganie czarnej propagandy sprzed roku, w systemie tym pozostałyby niedobitki.

W niektórych krajach prawny obowiązek odkładania na prywatną emeryturę został zastąpiony rozwiązaniem polegającym na automatycznym zapisywaniu wszystkich pracujących (ang. auto-enrolment) do prywatnych funduszy emerytalnych oraz jednoczesnym zapewnieniu każdemu możliwości wyjścia. Wypisanie się może być łatwe, lecz może też być najeżone przeszkodami. W Nowej Zelandii system taki nazywa się KiwiSaver i obejmuje ok. 55 proc. populacji pracujących. Antypody są przykładem dobrego działania takiego rozwiązania, natomiast we Włoszech, gdzie wprowadzono je od 2007 r., nie przyniosło ono widocznych efektów.

Auto-enrolment do prywatnych przedsięwzięć emerytalnych ruszy w październiku br. w Wielkiej Brytanii jako kolejny element tamtejszych reform emerytalnych. Brytyjczycy spodziewają się, że nowy mechanizm zwiększy udział zatrudnionych objętych dodatkowym zabezpieczeniem. Obecnie wskaźnik ten wynosi na Wyspach 43,3 proc.

Zła passa funduszy

Fundusze inwestycyjne gromadzące i pomnażające oszczędności, przeznaczane przez zapobiegliwych obywateli obowiązkowo, automatycznie lub na ochotnika na dodatkowe (lub główne) emerytury, nie cieszą się od kilku lat dobrą prasą. Powodem są spadki wartości jednostek uczestnictwa w funduszach emerytalnych. W najgorszych przypadkach dochodzi do sytuacji, że do wypłaty na świadczenia emerytalne pozostaje mniej niż suma wpłat liczona po wartościach nominalnych.

OECD zebrała dane z 22 państw. W okresie od grudnia 2007 do czerwca 2011 r. średnioroczna stopa zwrotu funduszy emerytalnych wyniosła dla tej grupy minus 1,6 proc. Jest to wskaźnik realny uwzględniający inflację. W dłuższym okresie 2001 – 2010 było nieco lepiej, bowiem oszczędności gromadzone na funduszach emerytalnych przyrastały średniorocznie o 0,1 proc. w ujęciu realnym.

W krótszym okresie Polska ustąpiła jedynie Chile, gdzie stopa zwrotu była najwyższa. W długim okresie brylowały dwa solidne państwa z bardzo solidnymi gospodarkami: Dania i Niemcy.

(Opr. D. Gąszczyk/ CC By desbyrnephotos)

W ferworze nagonki na opłakane lub najwyżej mierne wyniki prywatnych funduszy emerytalnych prezentowana jest z gruntu fałszywa alternatywa, odwołująca się do rzekomo bezpiecznych i sprawnych systemów publicznych. Przeciwstawianie zabezpieczeń finansowanych ze środków publicznych i prywatnych ma bardzo mało sensu, ponieważ systemy publiczne wrosły (niestety) w rzeczywistość.

Warto jednak zauważyć, że trwający już kilka lat tumult określany kryzysem bardziej odbił się na finansach państw, niż na prywatnych biznesach. W dodatku, jeśli firmy i ludzie tracą pieniądze, to przecież nie przybywa podatków i składek, z których finansowane są „państwowe” emerytury. Niedobory podatkowe można wprawdzie uzupełnić wagonami banknotów z wolnego dodruku, ale to rozwiązanie dla szczególnie wyrafinowanych amatorów. Z trudem skrywana satysfakcja z niepowodzeń prywatnych przedsięwzięć emerytalnych nie świadczy zatem dobrze o zdolnościach intelektualnych jej wyrazicieli.

Tajemnica xe

Publiczne emerytury małe, a prywatne też pod znakiem zapytania, a żyć się chce staruszkom. W Polsce z wielkim niedowierzaniem ze strony publiczności ruszył system IKZE. Skrót oznacza Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego. Pewna firma popularyzuje je przemawiającym do wyobraźni zapisem xe .

Polskie IKZE to niepełna kopia niemieckich emerytur Riestera (Riester-Rente). Nazwa pochodzi od nazwiska byłego ministra pracy w socjaldemokratycznym gabinecie kanclerza Gerharda Schrödera, za sprawą którego w 2001 r. wprowadzono system zachęt do indywidualnego oszczędzania na emerytury. Emerytury Riester-Rente mają być uzupełnieniem do świadczeń z systemu publicznego i z funduszy emerytalnych. W Niemczech zacząć można już od wpłacania po 5 euro miesięcznie. Dotyczy to gospodarstw domowych o najniższych dochodach. W 2001 r., który był rokiem debiutu, do systemu przystąpiło 2,5 proc. Niemców w wieku produkcyjnym, lecz na koniec 2010 r. była to już ponad jedna czwarta tej populacji.

Zapoznanie się z zasadami Riester-Rente ujawnia skąd czerpali inspirację autorzy rodzimych IKZE. W obu bliźniaczych rozwiązaniach podstawą są subsydia lub ulgi podatkowe dla oszczędzających na emerytury.

W Niemczech od 2008 r. dotacja dla osoby, która odłożyła na Riester-Rente co najmniej 4 proc. dochodu z roku minionego, wynosi 154 euro. Za każde dziecko przysługuje po 185 euro dotacji. Osobom osiągającym wysokie dochody bardziej opłaca się skorzystanie w ulgi podatkowej. Zachęta w IKZE polega na odpisach podatkowych, co oznacza, że z państwowego wsparcia – przeciwnie niż w Niemczech – nie mogą skorzystać najubożsi (przy małych oszczędnościach korzyści podatkowe będą mniejsze od opłat pobieranych przez firmy prowadzące inwestycje i rachunki). Przyczyna jest zrozumiała – państwo niemieckie stać na znacznie więcej.

Badacze z OECD wskazują, że rozwiązania, uwarunkowania, potrzeby, podłoże kulturowe, dominujące wzorce są tak różne w różnych krajach, że nie należy tworzyć na siłę rankingów systemów emerytalnych. Znacznie pożyteczniejsze jest uświadamianie ludziom, że najbardziej trwałą cechą obecnych i przyszłych rozwiązań emerytalnych, a właściwie jedyną, która przetrwa przez następne dekady, będzie permanentna zmiana.

Przetrwanie w dobrostanie przy ciągłych zmianach wymaga doskonałej orientacji i to jest najważniejsze wskazanie dla tych, którzy niezmiennie orientują się przede wszystkim na ZUS.

Jan Cipiur


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły