Szykuje się nowe becikowe

04.02.2015
W ciągu trzech lat wydatki na zasiłki macierzyńskie podwoiły się. Rządowa propozycja nowelizacji ustawy o świadczeniach rodzinnych proponuje dalszy ich wzrost. Proponuje też zburzenie dotychczasowego porządku ubezpieczeniowego, zapowiadając m.in. wprowadzenie minimalnego zasiłku macierzyńskiego oraz czterokrotną podwyżkę świadczeń rolników, bez ruszania ich składek.

(infografika Dariusz Gąszczyk/ CC by Nana B Agyei)


„Dłużej niż Polacy z dziećmi po narodzinach mogą zostać w domu tylko Szwedzi” – tak Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej zachwala zmiany przeprowadzone w polityce rodzinnej w 2013 roku. Napisano tak w uzasadnieniu do kolejnej nowelizacji ustawy o świadczeniach rodzinnych. Uzasadnienie omawia kolejną propozycję nowelizacji ustawy. Proponuje się w niej nowy zasiłek (choć świadczenia tego tak się nie nazywa) – 1 tys. zł miesięcznie przez rok dla każdej rodziny (matki lub ojca) nawet gdy rodzice nie płacili składek, czyli nie mają prawa do urlopu rodzicielskiego i świadczeń z tym związanych. Do świadczenia mają być uprawnieni m.in. bezrobotni, studenci i osoby na umowach cywilno-prawnych, a także samozatrudnieni, którzy nie płacą dobrowolnych składek na ubezpieczenie chorobowe. To konsekwencja zapowiedzi premier Ewy Kopacz.

Jak jest obecnie

Do tej pory zasada była prosta: prawo do płatnego urlopu macierzyńskiego, a właściwie rodzicielskiego i do świadczeń z nim związanych mają wszystkie osoby, które płacą obowiązkowe lub dobrowolne składki na ubezpieczenie chorobowe. Składka ta jest obowiązkowa dla pracowników, ale już dobrowolna dla osób samozatrudnionych i osób na umowach zlecenia. Dobrowolność tego ubezpieczenia nie oznacza, że każdy kto ma jakieś dochody może zacząć płacić składkę. Przepisy są tak skonstruowane, że dobrowolnie od choroby może się ubezpieczyć tylko ta osoba, która musi obowiązkowo płacić składki emerytalną i rentową. Nie mogą więc tego zrobić na przykład studenci, bo umowy zlecenia z nimi podpisane nie podlegają w ogóle ubezpieczeniom. Nie może także ktoś kto płaci dobrowolne ubezpieczenia emerytalne i rentowe.

Od roku opieka nad narodzonym dzieckiem (albo wziętym na wychowanie, jeśli ma ono mniej niż 7 lat) może wyglądać tak (pisząc ogólnie, bo są wyjątki dla rodzin, którym urodzą się bliźnięta, czy trojaczki, czworaczki):

– 20-tygodniowy urlop macierzyński (14 tygodni po porodzie zarezerwowanych jest tylko dla matki. Jeśli po tym czasie zdecyduje się na powrót do pracy, pozostałe 6 tygodni urlopu wykorzystuje ojciec dziecka);

– 6-tygodniowy urlop macierzyński dodatkowy dla jednego z rodziców, mogą go dzielić między siebie;

– 26-tygodniowy urlop rodzicielski dla matki lub ojca bezpośrednio po wykorzystaniu dodatkowego urlopu macierzyńskiego;

– 2-tygodniowy urlop ojcowski przeznaczony jest dla ojców–pracowników. Przysługiwać ma niezależnie od urlopu macierzyńskiego, na którym przebywa mama dziecka. Należałoby wykorzystać do czasu ukończenia przez dziecko 1. roku życia.

To, w jakiej wysokości wynagrodzenie będzie otrzymywać mama (lub tata) na urlopie macierzyńskim podstawowym i urlopach dodatkowych zależeć ma od spełnienia dwóch warunków:

Po pierwsze od wysokości wynagrodzenia (lub przychodu w przypadku samozatrudnionych, zleceniodawców i przedsiębiorców) od których płacili składki na ubezpieczenia społeczne przez rok przed otrzymaniem świadczenia. Kwota ta ma być podstawą wymiaru, od której oblicza się wysokość zasiłku macierzyńskiego. Mama lub tata dostawać ma w czasie urlopu podstawowego zasiłek wart 100 proc. wymiaru podstawy (po odjęciu części składek ubezpieczeniowych),

Po drugie od terminu w jakim ktoś zdecyduje z ilu części urlopu zamierza skorzystać. Jeśli decyzję o pozostaniu z dzieckiem przez rok w domu rodzice podejmą w ciągu 14 dni po porodzie (lub przyjęciu na wychowanie) to otrzymają zasiłek w wysokości 80 proc. Jeżeli zdecydują się później, to ich dodatkowy zasiłek wyniesie 60 proc. podstawy wymiaru (czyli kwoty, od której płacone były składki).

Zasiłek ma być wypłacany na dziecko. Ojciec może go otrzymywać pod warunkiem, iż nie pobiera go matka.

Konstrukcja zasiłku macierzyńskiego dla rolników w KRUS jest inna. To jednorazowe świadczenie, wypłacone po urodzeniu dziecka (lub przysposobieniu go) w wysokości czterech podstawowych emerytur rolniczych. W 2014 roku wynosił on nieco ponad 3,3 tys. zł.

Świadczenia macierzyńskie otrzymują również osoby podlegające branżowym systemom zabezpieczenia społecznego, które nie płacą składek, ale mogą liczyć na świadczenia z budżetu państwa (głównie chodzi o służby mundurowe oraz prokuratorów i sędziów).

Jak ma być

Propozycja nowelizacji ustawy o świadczeniach rodzinnych burzy i tak wątły porządek ubezpieczeniowy.

Po pierwsze: wprowadza nowe świadczenie rodzicielskie w wysokości 1 tys. zł wypłacane przez 52 tygodnie (odpowiednio więcej w przypadku bliźniąt lub trojaczków) dla każdej rodziny (przede wszystkim chodzi o matki), która urodziła lub przysposobiła małe dziecko. Dostanie je pod warunkiem, że nie była ubezpieczona bo w uzasadnieniu do projektu napisano, że świadczenia rodzicielskiego nie będą mogły otrzymać osoby uprawnione do zasiłku macierzyńskiego. Nie dostaną go także ci rodzicie, którzy mają prawo do świadczeń z tytułu urodzenia dziecka w innych systemach niż powszechny system ubezpieczeniowy (m.in. funkcjonariusze służb mundurowych). Jeżeli jeden z rodziców będzie uprawniony do zasiłku macierzyńskiego, drugiemu z rodziców nie będzie przysługiwało świadczenie rodzicielskie. Świadczenie rodzicielskie ma być przyznawane niezależnie od dochodu rodziny.

Po drugie: jeśli ktoś jest ubezpieczony (w ZUS lub w KRUS) i jego zasiłek macierzyński wyniesie mniej niż 1000 zł to zostanie ono podniesione do 1000 zł miesięcznie. Tak samo ma być w przypadku służb mundurowych. Propozycja ta ma zapobiec sytuacji, w której zasiłek macierzyński (wynikający z kwoty, od jakiej odprowadzane są składki) byłby niższy od nowego świadczenia rodzicielskiego.

Po trzecie: zmienić się ma konstrukcja zasiłku macierzyńskiego wypłacanego przez KRUS. Nie będzie to już świadczenie wypłacone jednorazowo i wynikające z wysokości podstawowej emerytury rolniczej (jej czterokrotność), ale wypłacane przez rok (52 tygodnie) w wysokości 1 tys. zł miesięcznie.

Nowe rozwiązania mają zacząć obowiązywać już od przyszłego roku.

Konsekwencje finansowe

Rządy (Donalda Tuska i Ewy Kopacz) chwalą się, że zmiany w polityce rodzinnej (wydłużenie różnych świadczeń dla ubezpieczonych do roku) już przyniosły pożądane efekty. W 2014 roku (jak wynika z informacji zawartej choćby w uzasadnieniu do nowelizacji) z nowych urlopów rodzicielskich skorzystało już 295 tys. rodziców. Z dedykowanego wyłącznie dla ojców, dwutygodniowego urlopu ojcowskiego skorzystało 120 tys. mężczyzn.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego od stycznia do października 2014 r. w Polsce urodziło się 318,7 tys. dzieci. To o 4,6 tys. więcej niż w tym samym okresie 2013 r. Szacuje się, że całym roku mogło urodzić się ok. 380 tys. dzieci, o 20 tys. więcej niż wcześniej przewidywano.

Nie ma niestety w uzasadnieniu do projektu nowelizacji informacji jak drogie ma to być przedsięwzięcie. Informacje na ten temat można odszukać w planach finansowych Funduszu Ubezpieczeń Społecznych z zeszłym i z tego roku. W samym tylko FUS wydatki na zasiłki macierzyńskie w ciągu czterech lat (od 2012 roku) wzrosły prawie dwukrotnie: z 3,7 mld zł do planowanych 7,3 mld zł w 2015 roku.

Co więcej to właśnie w funduszu chorobowym (z którego wypłaca się świadczenia związane z macierzyństwem) najszybciej zwiększa się deficyt. W FUS wystarcza zbieranych składek na świadczenia tylko w jednym funduszu: wypadkowym. Dziura finansowa w pozostałych trzech: emerytalnym, rentowym i chorobowym wyniesie w 2015 roku ponad 52 mld zł w stosunku do planowanych składek.

(infografika: Dariusz Gąszczyk)

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przygotowało ocenę skutków regulacji. Popatrzmy najpierw na koszty. Proponowane zmiany mają rocznie kosztować nieco ponad 1,2 mld zł (w ciągu dziesięciu lat ponad 13,8 mld zł). Według ministerstwa w 2016 roku z proponowanych rozwiązań skorzysta 124,5 tys. osób. W tym ponad 74 tysiące będą to ludzie dziś nieubezpieczeni, a pozostali to ubezpieczeni (albo korzystający z systemów zabezpieczenia budżetowego), którym zostaną podniesione zasiłki macierzyńskie do 1 tys. zł. Na wypłatę nowego świadczenia rodzicielskiego przeznaczonych ma być ok 893 mln zł. Pozostałe pieniądze potrzebne będą na podwyższenie istniejących zasiłków. W tym, przewidywane koszty zmiany świadczeń rolniczych to ponad 219 mln zł. W 2017 roku na wyższe świadczenia dla ubezpieczonych w KRUS przewidziano 267 mln zł.

Dlaczego tak dużo? Projektodawca chciał zapewne zapobiec znanemu z przeszłości problemowi „matek ostatniego kwartału” (chodzi o gorszą sytuację rodzin, w których dzieci urodzą się tuż przed zmianą regulacji). Dlatego prawdopodobnie wpisał możliwość korzystania z nowych świadczeń także w przypadku kobiet, które urodzą dzieci pod koniec 2015 roku. Resort szacuje więc, że nowy, o cztery razy wyższy zasiłek macierzyński otrzyma ok. 21 tys. osób związanych ubezpieczeniowo z KRUS.

Warto przy tym przypomnieć, że w 2015 roku dotacja budżetowa do KRUS wyniesie ponad 17 mld zł, a spodziewany przypis ze składek to niespełna 1,5 mld zł.

W ocenach skutków regulacji (OSR) ministerstwo  skrupulatnie wpisało „koszt dwóch etatów, w związku z obsługą realizacji ustawy po stronie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w wysokości 0,15 mln zł od 2016 r. (2 razy 5833,64 zł wraz z kosztami pracodawcy razy 13)”. Gorzej z większymi sumami. Nie wiadomo skąd (przynajmniej czytając ten dokument) wezmą się pieniądze na nową odsłonę polityki rodzinnej.

Informacja ministerstwa jest bardzo niekompletna. W części tabeli ukazującej wpływ proponowanych zmian na sektor finansów publicznych pusto jest w rubrykach: budżet państwa, jednostki samorządu terytorialnego i pozostałe jednostki. Kwoty roczne pojawiają się nagle przy „wydatkach ogółem”, choć we wszystkich tabelach wyżej (czyli właśnie w budżecie, JST i pozostałych) znajduje się 0.

Na zadane wprost pytanie skąd mają być pieniądze na zmiany ministerstwo udzieliło enigmatycznej odpowiedzi, ze: „zgodnie z art. 4 i art. 7 ustawy, podwyższone kwoty świadczeń zostaną zrefundowane z budżetu państwa. Natomiast świadczenie rodzicielskie jest rozwiązaniem w ramach systemu świadczeń rodzinnych finansowanych z odpowiedniej rezerwy celowej budżetu państwa.” Odpowiedź jest więc równie przejrzysta jak OSR. Oznacza, że koszty zmian muszą wziąć na siebie wszyscy podatnicy.

Polityka rodzinna jest priorytetem rządu, prezydenta Bronisława Komorowskiego, będzie też zapewne kolejnych ekip, bez względu na to kto wygra wybory parlamentarne. Jak dotychczas przybiera ona formę coraz droższych świadczeń, które zwiększają deficyt budżetowy. Istnieje spore prawdopodobieństwo niedoszacowania skutków finansowych zaproponowanych rozwiązań. I to z dwóch powodów. Po pierwsze w Polsce może zacząć rodzić się więcej dzieci. Po drugie przy takiej konstrukcji nowych świadczeń motywacja do dobrowolnego ubezpieczania się chorobowego dla samozatrudnionych gwałtownie może zmaleć.

Nie sposób w tej sytuacji nie nabrać podejrzenia, że zaproponowany projekt jest wstępem do rządowej kampanii przed wyborami parlamentarnymi. To taka zawoalowana „kiełbasa wyborcza”. Pomysł nowego świadczenia rodzinnego przypomina becikowe bis, z tą różnica, że teraz miałoby ono być wypłacane nie jednorazowo, ale przez rok. Prowadzić to będzie do zwiększenia obciążeń finansowych osób pracujących i płacących podatki. Zamiast tego może warto zastanowić się nad innymi rozwiązaniami np. nad zwiększeniem kwoty wolnej od podatku w przypadku matek, które zatrudniają opiekunki dzieci, albo oddają je pod opiekę do prywatnych placówek?

Na stronie www Ministerstwa Pracy nie ma na razie pism przesłanych przez inne resorty, ani przez organizacje pracodawców czy związki zawodowe w ramach konsultacji społecznych (trwają one od 7 stycznia). Na pewno jednak pojawią się. Ciekawe co dla opiniujących będzie ważniejsze: potencjalne korzyści socjalne, czy rzeczywiste koszty finansowe. To może być pasjonująca lektura.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test