• Joanna Janik

Technologia niewystarczająco napędza produktywność

02.11.2018
Wzmocnienie innowacyjności, konkurencyjności, zbliżenie nauki i biznesu, inwestycje w kapitał ludzki oraz zrównoważona gospodarka. Te rozwiązania są warunkami wzrostu produktywności - wynika z konferencji NBP "Tajemnica niskiego wzrostu produktywności w Europie".

Jeśli nie powstrzymamy spadku produktywności, może czekać nas powrót do epoki kamienia – przestrzegali uczestnicy konferencji NBP (Włodzimierz Dąbkowski, NBP)


Przyczyn długotrwale niższego wzrostu produktywności próbowali dociec wybitni ekonomiści i przedstawiciele banków centralnych, którzy spotkali się w Warszawie 26 października 2018 r. To jedno z ważniejszych wydarzeń, organizowanych przez NBP, ma na celu stworzenie forum dyskusji i wymiany doświadczeń dla przedstawicieli instytucji finansowych, świata nauki oraz administracji państwowej na temat gospodarczych i finansowych perspektyw stojących przed Europą Środkowo-Wschodnią.

Biorąc pod uwagę fakt, że tendencje demograficzne w regionie nie mają pozytywnego wpływu na wzrost gospodarczy oraz nie pobudzają wzrostu produktywności, również postęp technologiczny nie staje się wystarczającym bodźcem tego wzrostu. Europa Środkowa nie nadąża za wyzwaniami światowymi, co gorsza wzrost zarobków ewidentnie wyprzedza produktywność. Niezbędna jest szeroka debata, jak tę tendencję odwrócić.

Parowóz i smartfon zmieniły świat

Prezes NBP prof. Adam Glapiński, otwierając konferencję, szczególnie mocno podkreślił, że wydajność uważana jest za jeden z najważniejszych czynników gospodarczych. Niepokoi go bardzo utrzymujący się spadek jej poziomu na naszym kontynencie. Podkreślił, że powinna ona rosnąć co najmniej tak szybko jak PKB per capita.

– Czyż nie żyjemy w najbardziej rozwiniętym pod względem technologii okresie? Jesteśmy otoczeni innowacjami, które zmieniają nasze życie codzienne i teoretycznie pomagają w zwiększeniu produktywności. Tymczasem wydajność pracy nie rośnie tak szybko jak inne wskaźniki, a nawet spada. Czy zatem rzeczywistość jest inna, czy może używamy niewłaściwych metod pomiaru produkcji i produktywności? – pytał prof. Glapiński. Prezes NBP podkreślił, że w świecie makroekonomii padają racjonalne argumenty po obu stronach tego sporu.

– Niektórzy mówią, że najważniejsze wynalazki zwiększające wydajność były wprowadzane między 1870 r. a 1970 r. Smartfon, tablet czy dron, którymi tak często się ekscytujemy, nie zmieniły tak świata jak np. parowóz. Nie powodują one już tak znaczącego przyrostu produktywności. Inni twierdzą, że metody pomiaru są nieodpowiednie, w zły sposób odzwierciedlają zmiany w zatrudnieniu i konsumpcji. Czy zatem ten spadek wydajności jest jedynie zjawiskiem przejściowym, pokryzysowym czy też bardziej strukturalnym? – pytał prezes Glapiński.

Jakie są główne czynniki powodujące to spowolnienie?

– Spadek tempa wzrostu wydajności może wynikać z braków inwestycyjnych lub z negatywnych zmian w jakości pracy. Z jednej strony widzimy jego skalę w gospodarkach rozwijających się, jak i rozwiniętych, a z drugiej strony tego rodzaju spowolnienie wyprzedza tak naprawdę kryzys – dodał prezes NBP, wskazując jednocześnie pole do dyskusji o poprawie życia w dalszej perspektywie.

Nadzieja w robotyce

Prof. Daniel Sichel z Wellesley College podkreślił również, że złe metody pomiaru skutkują zafałszowaniem przyczyn spadku tempa wzrostu produktywności.

– Dopuszczalny jest dość ostrożny optymizm jeśli chodzi o przyszłość. Warto wspomnieć, że tempo wzrostu produktywności w różnych regionach świata spada od ok. połowy XX w., i choć w latach 90. w USA i Wlk. Brytanii wyraźnie odbijało w górę, to obecnie znów spada. Nie tylko złe metody pomiaru są wyłącznie powodem tego zjawiska. Prawdopodobnie jest ich więcej. W różnych krajach spadek tempa wzrostu produktywności przebiega w różny sposób – zauważył Daniel Sichel.

Zadał też pytanie o przyczyny spowolnienia i stwierdził, że z pewnością było wiele czynników, ale wszystkich nie uda się wyjaśnić. Być może tajemnica niskiego wzrostu pozostanie nią na dłuższy czas.

– Nie uda się rozwiązać tajemnicy niskiego wzrostu produktywności. Być może nie dowiemy się nigdy, jakie są tego przyczyny – dodał Sichel. Podkreślił, że aby zwiększać produktywność ważne jest wprowadzanie i stosowanie w gospodarce nowych technologii.

– Obecnie mamy do czynienia z gospodarką cyfrową, z dużą ilością aktywów niematerialnych, wytwarzanych przez takie firmy jak np. Google czy Facebook. Należy lepiej ujmować je w statystykach, aby bardziej odpowiadały rzeczywistości – mówił profesor Sichel.

Uczony uważa, że należy zastosować nowe rozwiązania w obliczu wyczerpujących się dotychczasowych dźwigni wzrostu.

– Zastosowanie robotyki i technologii 3D zmieni obraz świata. Oznacza to m.in. koniec zapasów i łańcuchów dostaw, zamiast ściągać jakąś część z innego kontynentu, wydrukuje się ją na miejscu. Aby przyniosło to efekty, trzeba jedynie wszystkie elementy układanki poskładać, ale to zabiera sporo czasu – zaznaczył Sichel. Jego zdaniem powinno się utrzymywać stabilne otoczenie gospodarcze przy wysokim poziomie konkurencyjności, co ułatwi rozprzestrzenianie i rozwój technologii.

Wzrost wymaga czasu

O wprowadzaniu nowych technologii ogólnego zastosowania i ich wpływie na gospodarkę mówiła też prof. Matilde Mas z Valencian Institute of Economic Research. Podkreśliła, iż na zagadnienie należy spojrzeć globalnie, a istotnym staje się też czynnik czasu.

– Na spadek tempa wzrostu wydajności większy wpływ będzie miało pojawienie się sztucznej inteligencji. Wciąż jeszcze gospodarka cyfrowa nie występuje powszechnie. Jeżeli dokonujemy pierwszej innowacji, to trzeba pamiętać, iż potrzebny jest czas zanim nabierze ona charakteru rynkowego. To nie jest coś, co od razu zaczyna działać – mówiła Mas.

Zdaniem uczonej, podstawą skutecznego zwiększania wydajności oraz jakości pracy jest zbudowanie wysokiej świadomości, motywacji i szkolenie pracowników, a to wymaga czasu.

Wzrostu produktywności nie ma też bez odpowiedniej polityki, co podkreślił Murray Sherwin z New Zealand Productivity Commission.

– W tej debacie nie można nie wspomnieć o podstawach, czyli o polityce fiskalnej, instytucjonalnej i stabilności systemu. Ważna jest geografia ekonomiczna. Bliskość ma znaczenie – podkreślił Sherwin.

Mówca dodał, że istotnymi czynnikami są też polityka konkurencyjności, gdzie zwycięzca bierze wszystko, handel międzynarodowy, struktura przemysłu i sprawny sektor publiczny.

Czy zatem spowolnienie jest tendencją długofalową? – ponownie pytał Romain Duval z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Zaznaczył, że zjawisko spowolnienia nie zachodzi z dnia na dzień. A zatem równie istotny jest wpływ polityki pieniężnej na podniesienie produktywności.

– Wyjściem jest zacieśnianie polityki pieniężnej, gdyż zbyt swobodna przyczyniła się do tego, iż skutki kryzysu tak długo się utrzymywały. Ale trzeba też pamiętać o występujących sprzecznościach pomiędzy efektami długo- i krótkofalowymi. Jeżeli poprawią się inwestycje, to wewnętrzne warunki firmy też ulegną poprawie. Powstanie jednak efekt uboczny, np. zła alokacja kapitału. Istnieją bowiem firmy „zombie”, które choć nie są rentowne, to jednak nie znikają z rynku – stwierdził Duval.

Mówca dodał, że spowolnienie ma cechy strukturalne. Jego zdaniem produktywność będzie coraz lepsza.

Przyszłość ze szklanej kuli

Ana Fontoura Gouveia z Banco de Portugal również podkreśliła wpływ firm „zombie”, które nie przynoszą zysków, na całą gospodarkę, a co za tym idzie tempo wzrostu produktywności. Stwierdziła, że gdyby wszystko działo się prawidłowo to takie firmy bardzo szybko zostałyby wyeliminowane z rynku.

– Na spowolnienie wzrostu produktywności można spojrzeć z punktu widzenia ograniczeń w ich rozprzestrzenianiu. Firmy nie korzystają z tego w równym stopniu ponieważ silniejsze przedsiębiorstwa te nowoczesne rozwiązania zagarniają dla siebie. Spółki tzw. maruderzy nie są w stanie dołączyć do liderów, a to powoduje pogłębienie się przepaści między nimi – zauważyła Gouveia. Zwróciła też uwagę na negatywną rolę, jaką firmy „zombie” odgrywają na rynku i ten wpływ może niepokoić.

– Po pierwsze, są mniej produktywne niż inne firmy, a im jest ich więcej w danej gospodarce tym łączna produktywność się obniża. Po drugie wpływają niekorzystnie na zdrowe spółki. Pochłaniają bowiem kapitał, zasoby ludzkie, robią tłok na rynku, prowadzą do obniżenia cen. Niestety, od lat obserwuje się wzrost liczby tych spółek w gospodarkach. Jednym z kluczowych obszarów powinien być zatem sektor finansowy i polityka pieniężna – stwierdziła Gouveia. Zwróciła również uwagę na kwestię braku płynności.

– Złe uregulowania dotyczące utraty płynności i niewypłacalności nie stymulują wyjścia firm „zombie” z rynku. Tylko odpowiednie uregulowania prawne pozwalają, aby zniknęły one na dobre – dodała.

Ana Rincon-Aznar z National Institute of Economic and Social Research w Londynie podkreśliła, że słabość produktywności, którą np. obserwuje się w Wielkiej Brytanii, jest obecnie powszechna w każdej branży i w każdym regionie.

– Spada produktywność prawie w całym Zjednoczonym Królestwie. Inwestycje nie są dopasowane do rynku pracy – podkreśliła.

Karsten Staehr z Tallinn University of Technology jest zaniepokojony nierównością regionalną i sporym zróżnicowaniem produktywności w poszczególnych obszarach. Mówił też o tym, że przewidywanie przyszłości ze szklanej kuli, jest szczególnie trudne. Wymienił jednak kilka czynników mających wpływ na poziom produktywności.

– Potrzeba więcej firm innowacyjnych, więcej lepiej wykształconych ludzi, więcej inwestycji w badania i nowe technologie oraz w pracowników, a także przywracanie do pracy osób będących już na emeryturze – podkreślił Staehr. Żartował, że ma nadzieję, iż spadek produktywności w Europie Środkowo-Wschodniej da się zatrzymać i uniknąć powrotu do epoki kamienia. Jednocześnie pocieszył, że gdyby jednak miało do tego dojść, to przecież w tamtym okresie prawie każdy mieszkał nad morzem, każdy miał futro i każdy jadł ostrygi.

Podczas wszystkich dyskusji panelowych podkreślano, że złe pomiary, źle dobrane narzędzia pomiarowe utrudniają wyjaśnienie całości zjawiska niskiego wzrostu produktywności. Trzeba być pewnym, że narzędzia mierzą to, co powinny mierzyć. Zwrócono uwagę, iż niski wzrost wydajności może mieć też poważne negatywne konsekwencje – m.in. sprzyja rosnącej nierówności dochodów, osłabia społeczną spójność i niszczy poczucie wspólnoty. W wyniku postępu zawsze pojawiają się jacyś przegrani i tym przegranym trzeba koniecznie pomagać, bo tylko wtedy strategie wzrostowe zyskują szerokie poparcie polityczne oraz społeczne, a co za tym idzie stają się skuteczne.

Dlatego trzeba znaleźć nowe rozwiązania w obliczu wyczerpujących się dotychczasowych dźwigni wzrostu. Istnieje szereg zjawisk, które w przyszłości mogą zaowocować wzrostem wydajności pracy. To m.in. sztuczna inteligencja, wprowadzanie robotów, chmury obliczeniowe, nowe platformy usługowe.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test