• Joakim Ruist

Uchodźcy nie będą Europę wiele kosztować, o ile podejmą pracę

19.02.2016
Decydenci polityczni nie są zgodni, jak reagować na napływ uchodźców do Europy. Niepokoi ich m.in. obawa o obciążenia finansowe. Tylko w przypadku Szwecji szacuje się, że w ujęciu netto obecna redystrybucja dochodu od stałych mieszkańców Szwecji do uchodźców, nie licząc osób przybyłych w 2015 r. wynosi 1,35 proc. PKB.

(CC By SA linmtheu)


Obciążenie gospodarcze powstające w następstwie szczodrych programów opracowywanych z myślą o uchodźcach nie jest więc szczególnie duże, szczególnie jeżeli w kraju, do którego przybywają, jak najszybciej zostają oni uczestnikami rynku pracy.

W 2015 r. do Europy trafiło nieco ponad milion uchodźców. Obecny napływ odbywa się na skalę nieznaną wcześniej w historii, a decydenci polityczni nie są zgodni co do tego, jak należałoby reagować na obecny napływ uchodźców do Europy, i nie prowadzą skoordynowanych działań. W wielu krajach z coraz większą niechęcią podchodzi się do kwestii przyznawania azylu. Poza obawami o bezpieczeństwo i zaniepokojeniem, że utracona zostanie tożsamość narodowa, do najistotniejszych powodów należy postrzegane obciążenie finansowe, które miałoby wynikać z przyjęcia wielkiej liczby uchodźców.

Na ile uzasadnione są jednak te obawy? Jakie konsekwencje dla budżetu naprawdę powodują nowi uchodźcy przybywający do Europy?

Ukazało się wiele analiz gospodarczych konsekwencji imigracji w ujęciu ogólnym (zob. omówienie tych prac w: R. Rowthorn, The fiscal impact of immigration on the advanced economies, „Oxford Review of Economic Policy”, 24, 2008 r., s. 560-580), ale z tych publikacji nie można uzyskać wiele informacji o wpływie interesującej nas tu konkretnej grupy, mianowicie przybywających do Europy uchodźców.

Z oczywistych przyczyn wskaźniki mówiące o tym, jak na rynku pracy wypadają imigranci zarobkowi – którzy przybyli z powodu możliwości gospodarczych, jakie byli w stanie wykorzystać – są ogólnie o wiele lepsze od wskaźników informujących o tym, co na tym rynku osiągają uchodźcy. Dlatego w ujęciu netto wnoszony przez uchodźców wkład do finansów publicznych nie przedstawia się tak dobrze jak wkład zapewniany przez imigrantów zarobkowych.

Wyraźnie jest to np. ukazane w raporcie opublikowanym przez Jana Ekberga w 2009 r. (zob. Invandringen och de offentliga finanserna, Rapport till expertgruppen för studier i offentlig ekonomi 2009:3, Finansdepartementet). Ekberg pisze, że w Szwecji przeciętny imigrant wnosił do finansów publicznych dodatni wkład w ujęciu netto mniej więcej do połowy lat 80. ubiegłego wieku, czyli w okresie, kiedy dominowała imigracja z powodów zarobkowych. Jednocześnie jednak zauważa, że w ostatnim trzydziestoleciu, kiedy uchodźcy stanowili większe odsetki imigrantów napływających do Szwecji, wkład przeciętnego imigranta był ujemny.

Co uchodźcy wniosą do budżetu

Z tego powodu w opublikowanej niedawno analizie przedstawiłem pierwsze szacunki redystrybucji budżetu, określające kwoty trafiające konkretnie do imigrantów-uchodźców w przykładowym państwie zachodnim (zob. J. Ruist, The fiscal cost of refugee immigration: the example of Sweden, „Population and Development Review”, 41, 2015 r., s. 567-581). Tym krajem jest Szwecja, państwo europejskie o największej liczbie uchodźców per capita, a przy tym kraj, co do którego dysponujemy należącymi do najlepszych na świecie danymi społeczno-gospodarczymi na poziomie mikro. Gdyby w całej piętnastce państw członkowskich UE z okresu przed rozszerzeniem federacji z 2004 r. liczba imigrantów uchodźców per capita była taka sama jak w Szwecji w latach 2005-2014, łącznie w tych krajach przyjęto by nie 740 tys. uchodźców, jak faktycznie było, lecz 5,9 mln.

Tak więc przy udzielaniu odpowiedzi na pytanie o konsekwencje budżetowe, które wystąpiłyby w innych krajach, gdyby na zasadach uczciwych w stosunku do innych krajów zaczęły przyjmować odpowiednie odsetki napływających obecnie uchodźców – o niewielu z nich można powiedzieć, że robiły tak dotychczas – najlepiej brać pod uwagę doświadczenia szwedzkie, gdyż te wskaźniki mówią najwięcej.

Moje szacunki dokonanej w 2007 r. poprzez szwedzki sektor publiczny redystrybucji dochodu do uchodźców przedstawione są w poniższej tabeli.

W kolumnie (1) zebrano zbiorcze dane o szwedzkich finansach publicznych w tamtym roku; są to mianowicie wszystkie przychody i koszty, odnoszące się do wszystkich mieszkańców.

W kolumnie (2) podano odpowiednie przychody i koszty odnoszące się do uchodźców.

W kolumnie (3) znajdują się przypadające na uchodźców części łącznych wielkości, czyli stosunek wielkości z dwóch poprzednich kolumn. Uchodźcy stanowią 5,1 proc. łącznej populacji. Dlatego gdy w kolumnie (3) znajduje się odsetek wyższy od tej wielkości, oznacza to nadreprezentację uchodźców w danym przychodzie albo koszcie. I odwrotnie – wielkość mniejsza od 5,1 proc. oznacza zbyt małą reprezentację.

 

 

Wynika z tego niezaskakująca konstatacja, że w pewnych rodzajach wydatków publicznych uchodźcy są znacznie nadreprezentowani. Najbardziej uderza fakt, że do uchodźców trafia 55 proc. kwot przeznaczanych na pomoc socjalną, chociaż w łącznej populacji stanowią oni jedynie 5,1 proc. Z pomocy socjalnej korzystało 17 proc. uchodźców, a w całej populacji ten wskaźnik wyniósł tylko 3,3 proc. Z drugiej strony, uchodźcy, z których bardzo duża część należy do przedziału wiekowego od 20. do 59. roku życia, byli niedoreprezentowani w poważnych pozycjach wydatków budżetowych, takich jak emerytury, świadczenia zdrowotne i szkolnictwo.

W sumie szacuje się, że na uchodźców przeznaczono 5,6 proc. łącznych wydatków budżetowych, odsetek nieodbiegający poważnie od tego, jaką część społeczeństwa stanowili. Uchodźcy jednak wypadli znacznie gorzej od reszty populacji pod względem przychodów budżetowych. Ich szacunkowy wkład wyniósł bowiem zaledwie 3,4 proc. łącznych wpływów do budżetu, a dokonało się to przede wszystkim poprzez podatki bezpośrednie i podatki od wynagrodzeń.

Przyczyna jest oczywista: stopa zatrudnienia wśród dorosłych uchodźców była o 20 punktów procentowych niższa niż wśród wszystkich dorosłych. To skutek m.in. kiepskiej znajomości języków, braku umiejętności zawodowych przydatnych na rynku pracy, niższych wskaźników udziału kobiet w sile roboczej itd.

Z zestawienia obu stron równania budżetowego wynika, że w 2007 r. redystrybucja budżetowa w ujęciu netto od mieszkańców niebędących uchodźcami do uchodźców wyniosła prawie dokładnie 1 proc. PKB. Z tej redystrybucji 80 proc. było skutkiem niższych przychodów per capita od uchodźców w porównaniu z całością społeczeństwa, a 20 proc. brało się z wyższych kosztów publicznych per capita.

Gdy te wielkości zostaną przeskalowane tak, aby je dostosować do sytuacji z 2015 r., to obecna redystrybucja dochodu do uchodźców (bez osób przybyłych w 2015 r.) wynosi szacunkowo 1,35 proc. PKB.

Szwecja bardziej szczodra

Jeżeli chcemy wykorzystać te szacunki jako wskaźniki informujące o tym, jakie konsekwencje w innych krajach europejskich może spowodować przyjęcie znacznie większej liczby uchodźców, to powinniśmy zwrócić uwagę, że w większości tych krajów koszty netto per capita prawdopodobnie są nieco niższe niż w Szwecji. Jest tak, po pierwsze, z tego powodu, że szwedzki rynek pracy jest bardzo rozwinięty, mniej na nim miejsc pracy wymagających tylko podstawowych kwalifikacji, a struktura płacowa jest bardziej spłaszczona niż w każdym innym kraju europejskim. Dlatego szczególnie trudno imigrantowi uchodźcy bez niezbędnego wykształcenia ani znajomości języka i kultury znaleźć zajęcie zarobkowe i wnosić wkład do szwedzkich finansów publicznych.

Drugą przyczyną jest to, że szwedzki system państwa opiekuńczego jest szczodrzejszy niż w innych krajach w stosunku do osób, które nigdy w Szwecji nie pobierały regularnego wynagrodzenia z tytułu zatrudnienia. Dlatego bezrobotny imigrant uchodźca otrzymuje w Szwecji z sektora publicznego więcej, niż otrzymałby w większości krajów.

Z tej analizy wynikają dwie istotne konkluzje:

Po pierwsze: Gospodarcze obciążenia powodowane przez szczodre świadczenia przyznawane uchodźcom nie są szczególnie wielkie. Kraje europejskie nie powinny unikać kierowania się moralnym nakazem zapewnienia bezpiecznego schronienia z powodu obaw, że uchodźcy wywołają katastrofę finansową państwa. Gdyby inne kraje zachodnioeuropejskie dorównały Szwecji pod względem stosunku liczby przyjętych uchodźców w ostatnim dziesięcioleciu (bez 2015 r.) do liczby ludności, wobec czego w Europie byłoby obecnie o 5 mln uchodźców więcej, obecny kryzys byłby znacznie mniej poważny. Z mojej analizy wynika, że wiele brakowałoby do sytuacji, w której byłoby to niemożliwe pod względem gospodarczym.

Po drugie: Najlepszą metodą zmniejszenia niewielkiego budżetowego obciążenia wywoływanego przez uchodźców jest jak najszybsze doprowadzenie do tego, aby stali się uczestnikami rynku pracy i w wyniku tego mogli zacząć wnosić wkład do kasy publicznej.

Joakim Ruist jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu w Göteborgu.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w VoxEU.org (tam dostępna jest pełna bibliografia) i można go przeczytać tutaj. Tłumaczenie i publikacja za zgodą wydawcy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test