Uczciwy jak Polak

19.07.2019
Nieważne, czy żyjemy w tym czy innym kraju, jesteśmy uczciwsi niż się nam wydaje, a już Polacy to niemalże esencja uczciwości. Jedynie Szwajcarzy, Holendrzy i trzy narody skandynawskie cnotę tę kultywują lepiej od nas, ale za nami są za to aż 34 nacje.

fot. Envato


Wprawdzie nie o ranking narodowy w badaniu chodziło, ale świadom rodzimych kompleksów pospieszyłem ten właśnie, marginalny w istocie, aspekt wyciągnąć na wierzch, po to po prostu, żeby w biadoleniu naszym powszechnym było nam choć przez moment odrobinę lepiej.

W artykule o uczciwości obywatelskiej na świecie („Civic honesty around the world”) Alain Cohn et al. opublikowali w magazynie Science wyniki z badania polegającego na podłożeniu w miejscach publicznych i prywatnych w 355 miastach z 40 państw w sumie ponad 17 tysięcy portfeli. W podstawowym badaniu portfele były w dwóch gatunkach – bezgotówkowe i wprost przeciwnie, przy czym pieniądze w tych drugich były małe (równowartość 13,45 dol.), ale tak przeliczone na walutę lokalną, aby odpowiadały sile nabywczej w danym kraju. Obserwowano, czy wrócą do rzekomych, bo wykreowanych właścicieli, czy zwinięte zostaną przez znalazców.

Wbrew oczekiwaniom laików i profesjonalnych ekonomistów, niemal wszędzie na świecie, im więcej pieniędzy w portfelu, tym większe było prawdopodobieństwo zwrotu zguby.

Większa suma wraca do właściciela

Wskaźnik zwrotu dla portfeli bez drobnej pieniężnej wkładki wyniósł 40 proc., a dla tych z wkładką – 51 proc. Różnica to wyraźna i istotna. W krytycznym podejściu zauważyć jednak można, że kilkanaście dolarów nie jest przecież warte ryzyka utraty twarzy, gdyby wyszło na jaw, że znalazca połasił się na czyjąś własność.

W przypadku portfeli bez pieniędzy wskaźnik zwrotu wyniósł 46 proc., dla małej gotówki – 61 proc., a dla dużej gotówki aż 72 proc.

Dlatego przeprowadzono kolejne badanie już tylko w USA, Wielkiej Brytanii i Polsce, w którym w podrzucanych portfelach były już znaczniejsze kwoty o równowartości 94,15 dol. Wyniki prób, którym poddano mieszkańców tej trójki krajów były lepsze niż dla całej grupy 40 państw. W przypadku portfeli bez pieniędzy wskaźnik zwrotu wyniósł 46 proc., dla małej gotówki – 61 proc., a dla dużej gotówki aż 72 proc.

Dla rozproszenia wątpliwości rozpatrzono potencjalne czynniki zakłócające, czemu posłużyło odpowiednie ułożenie i przeprowadzenie badania (szczegóły w oryginale publikacji). Uznano na tej podstawie, że wyższa uczciwość znalazców większej gotówki nie wiąże się z obawami o prawne konsekwencje zatrzymania dla siebie cudzej własności. Okazało się również, że zwracane portfele nie były uprzednio opróżnione z pieniędzy – zdarzyło się tak tylko w niecałych 2 proc. przypadków. Na podstawie specjalnych badań ankietowych nie znalazła potwierdzenia hipoteza, że wyższe znalezione kwoty są zwracane w oczekiwaniu bardziej znaczącej nagrody dla znalazców.

Zdjęcie dziecka lub pupila wzmaga wrażliwość

Co za tym kieruje niespodziewanie uczciwymi ludźmi? Ocena dodatkowych danych skłoniła autorów do wniosku, że nieoczekiwane zachowania znalazców są wynikiem mieszanki altruizmu i niechęci do postrzegania siebie w złodziejskich szatach. Podstawą do wysnucia takich konkluzji były kolejne próby, którym poddano Amerykanów, Brytyjczyków i Polaków.

Poza elementem gotówkowym, zawartość wszystkich ponad 17 tysięcy podrzuconych portfeli była identyczna. W użytym modelu, który nie wymagał otwierania dla dostrzeżenia co jest w środku, były trzy wizytówki rzekomego właściciela z adresem e-mail, lista zakupów spożywczych do zrobienia oraz klucz.

W kolejnym etapie z niektórych portfeli usunięto klucze. Chodzi o to, że klucze są bezwartościowe dla znalazcy (poza mailowym, na wizytówce niebyło żadnych „regularnych” adresów, domowych, czy służbowych). Zwrot portfeli z kluczami i pieniędzmi był o 9,2 proc. bardziej prawdopodobny niż w przypadku portfeli bez kluczy. Wynik ten koresponduje z rezultatami podobnego eksperymentu przeprowadzonego w 2009 r. w Edynburgu. Tam szansa zwrotu znalezionego portfela wzrastała bardzo znacząco, gdy w jego przegródkach było zdjęcie małego dziecka, milusiego zwierzaka, albo starszej pary.

Na podstawie ankiety przeprowadzonej w trzech wymienionych krajach badacze doszli także do wniosku, że uczciwość ma związek z potencjalnym poczuciem winy w przypadku zaboru czyjegoś mienia. Ogólna reguła miałaby mówić mianowicie, że wyższe korzyści materialne wraz z rosnącą kwotą przywłaszczonych pieniędzy powodują wzrost kosztów psychologicznych, które mogą przerosnąć marginalną korzyść ekonomiczną z nieuczciwości.

Wiadomo, że na straży obrotu gospodarczego stoi prawo, siła przymusu państwa, długofalowe korzyści z dotrzymywania umów, jak również nierówny zazwyczaj potencjał partnerów (bogatszy i silniejszy może więcej), ale wpływ ma także wewnętrzny mechanizm psychiczny polerowany od małego zasadami etyki i moralności. G. Goodwin, J. Piazza i P. Rozin („Moral Character Predominates in Person Perception and Evaluation”, 2013) potwierdzają w tym kontekście, że jako ludzie bardziej cenimy cechy moralne takie jak uczciwość od zalet niezwiązanych z moralnością w postaci np. inteligencji, czy poczucia humoru.

Kłam mniej, żyj lepiej!

Konkluzje zespołu pod kierunkiem prof. Cohna z Uniwersytetu Michigan okazały się rozbieżne z dominującym raczej przekonaniem, że człowiek człowiekowi wilkiem zwłaszcza, jeśli napotkają dwaj obcy jakiś ochłap do schrupania. Indagowani przez badaczy respondenci sądzili bowiem, że im więcej znalezionych pieniędzy, tym mniejsza jest szansa na zwrot czyjejś zguby. Ankietowani nie zauważyli również jak istotny jest jednak czynnik awersji do złodziejstwa.

Co znamienne, zwykli zjadacze chleba nie są w błędnych w ocenach wcale gorsi od luminarzy. Przepytano mianowicie grupę czołowych w swych krajach 279 ekonomistów i także oni ocenili uczciwość ludzi gorzej niż pokazało badanie.

Im mniej kłamiemy, tym zachowujemy lepsze zdrowie, zarówno psychiczne jak i fizyczne.

Anita E. Kelly i Lijuan Wang z amerykańskiego Uniwersytetu Notre Dame twierdzą, że zauważyli związek między uczciwością zdefiniowaną tym razem jako unikanie kłamstw i kłamstewek, a zdrowiem. W ramach projektu pn. Nauka Uczciwości (Science of Honesty) dwójka ta przeprowadziła kilka lat temu 10-tygodniowy eksperyment, którego wyniki sugerują, że im mniej kłamstw, tym lepsze zdrowie (zwłaszcza psychiczne, ale też fizyczne), wskutek poprawniejszych relacji z bliźnimi. Przeciętnie rzecz ujmując, wysiłek w postaci większego dawkowania prawdy nie byłby wyczerpujący, bowiem inni badacze (Kashy & DePaulo oraz Serota, Levine, & Bolster) zmierzyli, że Amerykanie kłamią 1-2 razy dziennie lub 11 razy tygodniowo. Wystarczyłoby zatem kłamać dwa razy mniej i cierpieć nieco mniej na zdrowiu.

Badanie zespołu Alaina Cohna nie obala filaru jakim dla klasycznych modeli ekonomicznych jest zasada racjonalnego interesu własnego, która mówi, że przy innych czynnikach niezmiennych, uczciwość ulega osłabieniu wraz z rosnącym oddziaływaniem czynników materialnych sprzyjających nieuczciwości. Nie podważa także reguły, że dbamy wprawdzie o interes innych, ale nigdy tak dobrze, jak o swój własny. Gdyby było inaczej, to wartość czynów korupcyjnych i wszelkich nielegalnych przepływów finansowych szacowna w skali świata na 1300 mld dol. rocznie, czy wartość tzw. luki vatowskiej w Polsce, byłaby o wiele mniejsza. Z drugiej strony okazuje się jednak także, że potrafimy zadziwić samych siebie, a naszym uczciwym – od czasu do czasu – postępowaniem rządzą mało jeszcze poznane prawidła.

Podczas przeglądu źródeł korespondujących z tematem natknąłem się na pracę pt. „Nieuczciwość uczciwych” (The Dishonesty of Honest People, Mazar et al., 2008). Rozpoczyna ją motto, które brzmi mało optymistycznie i chyba nieźle oddaje stan rzeczy, więc świetnie nadaje się ostatnie zdanie – „Ludzie zachowują się wystarczająco nieuczciwie, żeby na tym zarobić, lecz także wystarczająco uczciwie, żeby nie mamić samych siebie w kwestii swej własnej uczciwości”.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test