Ukraina porządkuje gospodarkę by zachęcić inwestorów

01.02.2011
Ukraina, to dziś miejsce znacznie trudniejsze do inwestowania niż jeszcze kilka lat temu. Polskie firmy są zmęczone tym rynkiem, a poziom obrotów handlowych rośnie znacznie wolniej niż wymiana z Białorusią. Ekipa prezydenta Wiktora Janukowycza, który w czwartek przylatuje do Polski, przygotowała pakiet reform gospodarczych, które powoli zaczynają być wprowadzane w życie.

WIktor Janukowycz CC-SA Igor Kruglenko


O perspektywach polskich firm na Ukrainie rozmawiamy z Jackiem Piechotą, prezesem Polsko–Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

Obserwator Finansowy: Czego się pan spodziewa po wizycie prezydenta Ukrainy w Polsce?

Jacek Piechota: Chcielibyśmy zaprezentować krytyczny głos polskich przedsiębiorców o ukraińskich realiach gospodarczych, i przekonać go, że nie ma lepszych ambasadorów danego kraju niż zadowoleni inwestorzy, którzy tam zainwestowali. W pewnym momencie na Ukrainie działały aż trzy ośrodki z założenia zajmujące się inwestorami zagranicznymi, a de facto nikt się nimi nie zajmował. Nowa ekipa ten stan, przynajmniej organizacyjnie, uporządkowała. W czasie spotkania w Polsce Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych ma podpisać porozumienie z Komitetem ds. Inwestycji Zagranicznych Ukrainy. Bardzo liczymy na to, że nowa struktura problemami przedsiębiorców z zagranicy na Ukrainie będzie się zajmować poważnie i co najważniejsze – skutecznie.

Czy Ukraina ma teraz jakieś zachęty dla inwestorów zagranicznych?

Praktycznie nie ma. Ukraina wciąż podchodzi do kapitału zagranicznego z dużym dystansem, z nastawieniem, że to inwestor robi swoje interesy, więc dodatkowe ulgi byłyby przesadą. Jednym z priorytetów, jakie określa sobie nasza Izba, jest przekonanie prezydenta Janukowycza, że takie szczególne preferencje dla inwestorów są konieczne, podobnie jak wywiązywanie się z zobowiązań wobec przedsiębiorców.

Czy widać już efekty programu reform gospodarczych, który przygotowała ekipa prezydenta Janukowycza? Co się może zmienić?

To przemyślany pakiet reform, niosący zapowiedź wielu strategicznych zmian, jak rozwiązania problemu kwestii własności ziemi, co jest sprawą kluczową dla inwestorów. Krokiem w dobrym kierunku jest nowy kodeks podatkowy, który wszedł w życie 1 stycznia tego roku. Zakłada on sukcesywne obniżanie podatków obciążających przedsiębiorców i całą działalność gospodarczą. To co jest niezmiernie ważne dla przedsiębiorców z Polski, ale także wszystkich innych – kodeks wprowadza automatyzm w zwrocie VAT-u i odpowiedzialność skarbu państwa za jego nieterminowy zwrot. W miejsce korupcyjnego procederu odzyskiwania VAT-u za wysokie prowizje wprowadzono oprocentowane obligacje skarbu państwa. To też krok w dobrą stronę, chociaż zrozumiałe, że wszyscy woleliby zwrot zaległości w gotówce. Nie jesteśmy w sposób szczególny dyskryminowani, wszystkich problemy te uderzają jednakowo. Zaległości Ukrainy w zwrocie tego podatku sięgają kilkunastu miliardów hrywien.

Przedsiębiorcy narzekają na koszmarną biurokrację ukraińską. Mogą być jakieś zmiany na lepiej?

Zapowiadane są: ograniczanie administracji publicznej, decentralizacja uprawnień, uproszczenie struktur, które mają znaczenie przy prowadzeniu działalności gospodarczej. Tyle teorii. To są pierwsze tygodnie funkcjonowania nowych rozwiązań, ale już mamy sygnały, że administracja skarbowa paraliżuje proces zwrotu VAT-u, zaskarżając wnioski przedsiębiorców. Administrację podatkową rozlicza się z efektywności ściągania pieniędzy do budżetu. W Polsce na początku lat 90. także posiłkowaliśmy się, jako państwo, nie zwracanym w terminie VAT-em, ale na Ukrainie ten proces trwa zdecydowanie za długo. A jest tak, bo do tej pory nie było woli żeby cokolwiek zmienić. Ukraina ma wciąż złą strukturę gospodarki, większość PKB tworzy przemysł ciężki, hutnictwo, energetyka, górnictwo, metalurgia. Nie liczy się praktycznie sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Kryzys w szczególny sposób obnażył słabość i niekonkurencyjność ukraińskiej gospodarki.

Czy Polsce jest potrzebny wielki europejski projekt, jakim jest Partnerstwo Wschodnie, by móc współpracować ze Wschodem?

Ten program nie zmienia realiów współpracy naszych przedsiębiorców z Ukrainą. Bardziej chodziło o to, by zaangażować Unię do wspierania projektów na Wschodzie. Program już na etapie tworzenia został okrojony ze środków finansowych i ograniczony, jeśli chodzi o dostęp dla małego i średniego biznesu. Przedsiębiorcy nie odczuwają praktycznie istnienia tego programu. Finansowo skończyło się na 600 mln euro, ale po rozbiciu tej kwoty na kraje i priorytety, szczególnie dotyczące infrastruktury granic i energetycznej – dla przedsiębiorców niewiele zostało.

Czyli jeśli cię dany rynek na Wschodzie interesuje, to musisz sobie radzić sam?

Istnieją polskie instrumenty wsparcia polskich przedsiębiorców, którzy chcą rozwijać kontakty handlowe ze Wschodem. Gospodarzem tego programu jest Bank Gospodarstwa Krajowego, który realizuje rządowy program wsparcia eksportu, współpracuje przy nim z Korporacją Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Ministerstwo Gospodarki z marszałkami województw realizuje dziś program budowy centrów obsługi inwestorów i eksporterów. Można tam będzie otrzymać analizę danego rynku, branży, wskazówki co do potencjalnych partnerów. Zejście z poziomu ministerstwa na poziom regionów jest bardzo dobrym krokiem. Inna kwestia, to sytuacja w krajach, które mogą być interesujące dla naszych inwestorów. Ukraina jest w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej. Po kilku latach raczej markowanych ruchów niż rzeczywistych reform jest dziś bardzo trudnym miejscem do prowadzenia biznesu.

Trudniejszym niż dwa, czy pięć lat temu?

Tak, ale jest szansa na zmiany. Prezydent Janukowycz przygotował program reform, zaczyna wdrażać określone rozwiązania, ale do normalności jest tam jeszcze bardzo daleko. Na Ukrainie działa prawie 1200 firm z polskim kapitałem, zainwestowały tam blisko miliard dolarów – to sporo, jak na potencjał polskiej gospodarki. W 2009 roku wymiana handlowa z Ukrainą załamała się, nasze obroty z Ukrainą spadły o 50 proc. W zeszłym roku zaczęły znów rosnąć. Dziś widać jednak wśród przedsiębiorców bardzo duże zmęczenie ukraińskim rynkiem. Zupełnie inaczej jest na Białorusi, która jest inaczej zarządzana. Oceniamy negatywnie, to co dzieje się tam dzieje w sferze politycznej, w kategoriach demokracji, ale jeśli chodzi o tło działalności biznesowej, to jest o wiele, wiele lepiej niż na Ukrainie. W gospodarce jest porządek. Przedsiębiorcy, którzy mają porównanie, chwalą sobie białoruski rynek. Na bardzo wysokim poziomie są regulacje, które chronią prawa inwestorów. Obroty handlowe z Białorusią cały czas rosną. Bardzo ciekawym krajem jest Kazachstan, ale problem leży po polskiej stronie – mamy niewielkie zdolności do inwestowania na tamtym rynku. Poszukiwanie, wydobycie i przeróbka ropy, czy gazu, to wyzwanie dla wielkich przedsiębiorców. Jeśli zaś chodzi o dobra konsumpcyjne, to wielkim konkurentem są Chiny, bezpośredni sąsiad Kazachstanu. Bliskość Chin powoduje, że polskim firmom trudno jest się lokować na tamtym rynku. Pod tym względem Ukraina jest bardziej osiągalna dla małych i średnich polskich firm. Muszą one jednak mieć świadomość, że Wschód, to nie są jakieś białe plamy, to są dobrze spenetrowane rynki i trzeba mieć dobrą ofertę żeby móc na nich zaistnieć. Byle czego się nie sprzeda.

Czy polskie firmy mają szansę wygrać na ukraińskim rynku z konkurentami z Zachodu?

Mamy przewagę i odległości i mentalności – lepiej rozumiemy słowiańską naturę i dostrzegły to nawet zachodnie firmy, które zatrudniają coraz więcej menedżerów z Polski, bo ich praca przynosi lepsze rezultaty niż kolegów z Zachodu. Niemiec, Francuz czy Anglik w warunkach Kijowa długo nie wytrzymuje, a Polacy dają sobie świetnie radę. Słabą stroną polskich partnerów jest gorsze skoordynowanie działań, bo mamy tu do czynienia z tradycyjną konkurencją między MSZ i ministerstwem gospodarki, z brakiem zorganizowania przedsiębiorców, z samodzielnymi działaniami, często nie popartymi rzetelną analizą rynku, czy sprawdzeniem ukraińskiego partnera. Do tej pory nasze firmy inwestowały głównie na Ukrainie Zachodniej, a bogatsza jest wschodnia część tego kraju. Tam naprawdę jest co robić i w co inwestować. Wschód jest bogatszy, ma bardziej rozwinięty przemysł, a jednocześnie większe otwarcie na modernizacje i inwestycje w rozwój zaplecza produkcyjnego. Warto rozważyć projekty w sektorze energetycznym, meblarskim, budowlanym, artykułów konsumpcyjnych, farmaceutycznym, czy tradycyjnie rolnym.

Czy polskie i ukraińskie instytucje finansowe, które mogą pomóc w prowadzeniu biznesu współpracują dziś ze sobą?

BGK współpracuje z jednym z ukraińskich banków, który uczestniczy w programie wsparcia polskiego eksportu. W sferze formalnej mamy bardzo wiele porozumień: umowę o współpracy, komisję międzyrządową, odbywa się wiele spotkań i konferencji, ale wdrażanie uzgodnionych rozwiązań po ukraińskiej stronie było dotychczas niemal zerowe. Rząd pani premier Julii Tymoszenko bardzo wiele obiecywał, ale moim zdaniem zrobiono więcej złego niż dobrego. Kiedy zaczął się kryzys pierwszą decyzją, jaką podjęto było objęcie ochroną ciężkich, niekonkurencyjnych sektorów: specjalne stawki przywozowe, specjalne cła itp. Wszystko w interesie oligarchów, a kosztem pozostałych przedsiębiorców i społeczeństwa. Zły kierunek, który ugruntowywał złą strukturę gospodarki. W gruncie rzeczy ten kryzys bardzo pomógł Ukrainie – udowodnił, że nie da się dłużej tak trwać.

Rozmawiała Katarzyna Mokrzycka

Jacek Piechota jest prezesem Polsko–Ukraińskiej Izby Gospodarczej


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test