Ważne projekty wciąż poza budżetami obywatelskimi

16.06.2014
Co najmniej 70 miast i gmin ma już budżety obywatelskie. Będzie ich więcej, wszak to szybki wehikuł zdobywania popularności, a wybory samorządowe już na jesieni. Dlatego ponownie – po roku – przyglądamy się realizacji idei budżetów obywatelskich. Przegląd doniesień internetowych pokazuje, że proces tworzenia budżetów obywatelskich został sprofesjonalizowany przez władze miast.

(infografika Dariusz Gąszczyk)


Warto odnotować, że od czasu ostatniej dużej publikacji o budżetach obywatelskich (BO) na łamach Obserwatora Finansowego (>>Budżet obywatelski, czyli kieszonkowe dla wyborcy) pojawiły się specjalne poświęcone im strony, na których można znaleźć podstawowe informacje i harmonogramy. Przejrzałem kilka. Są dość informacyjne, choć czasem trzeba się doszukać odpowiedzi na tak zdawałoby się proste pytania jak: czy zgłoszenie projektu oznacza, że będzie głosowany i czy wyniki głosowania są decydujące dla wyboru.

Obywatelscy urzędnicy

Nigdzie natomiast nie znalazłem na stronach budżetów obywatelskich informacji jak kwota przeznaczona na BO ma się do wydatków inwestycyjnych, czy wydatków ogółem w danym mieście lub gminie. Okazałoby się wówczas, że są to pojedyncze procenty lub ich ułamki, mało spektakularne z punktu widzenia urzędników, wójtów, burmistrzów czy radnych. Równocześnie można odnieść wrażenie, że informacji na temat BO, procedur, projektów itd. jest znacznie więcej niż informacji o „prawdziwych” budżetach miast i inwestycjach, mimo że tu chodzi o wielokrotnie większe pieniądze. Te ostatnie są zazwyczaj przedstawiane za pomocą uchwał rad, czyli wielostronicowych dokumentów z załącznikami.

Nową instytucją demokracji bezpośredniej niewątpliwie kierują urzędnicy gminni i miejscy. Przygotowują strony internetowe, regulaminy, spotkania i głosowania. Są organizatorami i koordynatorami. Piszą więc, jak to urzędnicy: „Złożony formularz propozycji projektu (zadania), po weryfikacji formalnej dokonanej przez Wydział Rozwoju Miasta, zaopiniowany zostanie przez Zespół Technicznej Oceny Projektów (Zadań). W jego skład wejdą przedstawiciele wydziałów merytorycznych Urzędu Miasta oraz przedstawiciele Zarządu Dróg Miejskich i Zarządu Gospodarki Mieszkaniowej. Opinia Zespołu będzie zawierać m.in. weryfikację kosztorysów i zakresu robót, ustalenie zgodności z miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego, własności gruntów oraz możliwości realizacji projektu (zadania) w danym roku budżetowym”.

I dalej: „do 29 sierpnia ogłoszona zostanie lista projektów dla każdego Obszaru, utworzona przez Zespół Kwalifikacji Projektów (Zadań), w skład którego wejdą przedstawiciele Rady Miejskiej, spółdzielni mieszkaniowych, Prezydenta Miasta, Rady Sportu, Rady Pożytku Publicznego, Powiatowej Społecznej Rady ds. Osób Niepełnosprawnych, Rady Seniorów, Młodzieżowej Rady Miejskiej”.

Nie jest to bardzo zachęcające.

Idea budżetu obywatelskiego niewątpliwie jednak zyskuje na popularności, mimo że Instytut Obywatelski, który bardzo mocno ją promował dwa lata temu, teraz już właściwie się nią nie zajmuje (na stronie Instytutu ostatnie wpisy są sprzed pól roku). Pojawił się natomiast cenny raport Fundacji Batorego autorstwa Dariusza Kraszewskiego i Karola Mojkowskiego opisujący stan budżetów obywatelskich w końcu 2013 roku.

Stan na koniec 2013 r.

Podstawowe ustalenia jeśli chodzi o wielkość budżetów obywatelskich pochodzą w raporcie z zidentyfikowanych 72 przypadków, w których władze miast (radni, burmistrz lub prezydent) podjęły decyzje o powstaniu budżetu obywatelskiego i z 52 przypadków, w których mieszkańcy podjęli już decyzję o wydatkach.

(infografika Dariusz Gąszczyk)

W 2013 roku największą kwotę przeznaczyła na budżet obywatelski Łódź – 20 mln złotych. Z danych autorów wynika, że w 62 miastach budżety obywatelskie miały wartość ponad 150 mln złotych. Dla porównania – sprawdziliśmy, że tylko wydatki miast na prawach powiatu – według danych Ministerstwa Finansów – wyniosły w ubiegłym roku 65,0 mld złotych, w tym 12,4 mld złotych wydatki inwestycyjne. Wydatki wszystkich samorządów wyniosły natomiast 183,8 mld zł, a majątkowe – 35 mld zł. 03Łatwo zatem przeliczyć jak promilowe są w nich udziały budżetów obywatelskich.

W raporcie Fundacji Batorego autorzy porównują kwoty poszczególnych budżetów obywatelskich z wydatkami całkowitymi i wydatkami majątkowymi w tychże miastach i gminach w 2012 roku, ponieważ nie mieli jeszcze danych za rok 2013. Najwyższa relacja w stosunku do wydatków ogółem została odnaleziona w Kętach 3,96 proc. i Kraśniku 2,51 proc. czyli w relatywnie małych miastach. W dużych miastach wskaźnik spadał w okolice 1 procenta i poniżej. Najwyższy był – w tej grupie – w Zielonej Górze 1,17 proc., w Białymstoku, Łodzi, Toruniu i Rzeszowie nieco przekraczał 0,5 proc., we Wrocławiu wyniósł zaledwie 0,08 proc.

Z kolei relacja do wydatków inwestycyjnych najwyższa była w Kraśniku, gdzie budżet obywatelski w wysokości 2 mln złotych stanowił niemal połowę wydatków inwestycyjnych i w Kętach (ponad 25 procent). W wielkich miastach oczywiście wskaźnik spadał na łeb na szyję i tylko w czterech przekroczył 2 procent (najwyższy był w Łodzi 3,74 proc.), a we Wrocławiu wynosił zaledwie 0,33 procent. Autorzy wyłapali też zabawną sytuację w Bydgoszczy, gdzie poprzez zaliczenie pewnych grup środków do budżetu obywatelskiego uczyniono z niego „instrument finansowania już istniejący w miejskiej polityce, tylko przemianowany na popularny termin”.

infographics Dariusz Gąszczyk

Przypadki roku 2014

Co dzieje się w tym roku? Sprawdziłem kilka miast. Pouczający wydaje nam się przypadek Krakowa. Otóż w tym roku na budżet obywatelski w Krakowie przeznaczono 4,5 mln złotych – w tym 1,8 mln zł na dzielnice (po 100 tys. zł) i 2,7 mln zł na zadania ogólnomiejskie. W tym samym czasie na krakowską fanaberię olimpijską wydano w latach 2013-2014, do chwili referendum, 3,6 mln zł., ale koszty wzrosną, bo zerwano umowy z zagranicznymi partnerami. Również minister sportu wspominał coś o odzyskaniu pieniędzy, które przekazał miastu z budżetu centralnego na olimpijskie przygotowania. Dla porządku należy dodać, że 4,5 mln zł to nieco ponad 0,1 procenta wydatków ogółem i 0,6 procent przewidywanych wydatków majątkowych miasta.

Łódź zwiększyła budżet obywatelski do 40 mln złotych. Po 6 milionów otrzymała każda z 5 dzielnic, 10 milionów przeznaczono na projekty miejskie. Przy wydatkach 4,1 mld zł w tym 1,3 mld zł na inwestycje to nadal niedużo, ale wielokrotnie więcej niż w Krakowie. Jest wszakże pewien problem. Po pierwsze miasto przeznaczając 40 milionów na BO dokłada równocześnie setki milionów złotych do budowy niezwykle kosztownego dworca kolejowego (projekt przewiduje m.in. budowę tunelu pod Łodzią i kolej wielkich prędkości). Po drugie, Łódź zadłuża się błyskawicznie. Miejscowa prasa policzyła, że w 2014 roku jej dług wyniesie prawie 4 tysiące złotych na mieszkańca, choć w 2009 roku było to 1400 złotych. Koszty obsługi długu publicznego Łodzi wyniosą w tym roku 136,5 mln złotych, ponad 3 razy więcej niż budżet obywatelski.

Są to słabości występujące nie tylko w Łodzi. Po pierwsze w wielu miastach mieszkańcy tworzą budżety obywatelskie na kredyt. Po drugie, pyta się obywateli de facto o boiska, chodniki czy parki – takie są dominujące propozycje – natomiast nikt ich nie pyta o to, czy chcą mieć lotniska, z których nikt nie chce latać (ostatnio Radom) i będą deficytowe w dającej się przewidzieć przyszłości, operę za kilkaset milionów złotych lub termy bez ciepłej wody. Po trzecie wreszcie, nie przypominam sobie choćby jednego przypadku referendum, w którym władze miasta zapytałyby mieszkańców, czy aprobują zadłużanie miasta na wielką skalę.

Lektura kolejnych budżetów obywatelskich nasuwa także inne skojarzenia. We Wrocławiu na budżet obywatelski w tym roku przeznaczono 20 mln zł. Pouczające jest jednak to, co pozostaje poza budżetem obywatelskim i opinią mieszkańców. Otóż we Wrocławiu część mediów i mieszkańców od dawna krytykuje dofinansowywanie przez miasto zawodowego klubu piłkarskiego Śląsk kwotą od kilku do kilkunastu milionów złotych rocznie. Żeby nie drażnić władze wymyśliły więc, że teraz dotacja będzie przekazywana za reklamy na koszulkach przez spółkę miejską, która zajmuje się przygotowaniami do światowych igrzysk sportów nietypowych (pływanie w monopłetwie, rzut talerzem, przeciąganie liny czy bule), które mają odbyć się we Wrocławiu w 2017 roku. Koszt Igrzysk 130-150 mln zł, do zapłacenia przez wrocławian, których oczywiście nikt nie pytał, czy chcą takich wydatków.

W Warszawie niedługo zacznie się głosowanie nad projektami, których zgłoszono ponad 2200. Łączna kwota środków przeznaczonych do dyspozycji mieszkańców wynosi od 0,5 do 1,1 proc. budżetu poszczególnych dzielnic, w sumie 26 mln zł, od 271 tys. zł w dzielnicy Rembertów do 3 mln na Ursynowie. Dobrym pomysłem jest pokazanie na stronie BO, ile kosztuje 100 metrów bieżących ścieżki rowerowej, posadzenie drzewa, założenie instalacji świetlnej, montaż kosza na śmieci, zakup toalety bezobsługowej, projekcja filmu w plenerze, spotkanie autorskie i dziesiątki innych. Nie zmienia to faktu, że budżet obywatelski to drobiazg w porównaniu z wydatkami na chronicznie opóźnione megainwestycje miejskie (pisałem o tym rok temu).

W Gdańsku do realizacji w 2014 roku wybrano 27 projektów na łączną kwotę ok. 10 mln zł (głosowanie odbyło się w lutym). Z komunikatu o wynikach można dowiedzieć się, że wybrane projekty najczęściej mają wartość od 200 do 500 tysięcy złotych i są to pozycje na ogół standardowe – coś dla szkół, remonty ulic i chodników, nowe boiska, rekreacja i zagospodarowanie terenów. Gdańszczanie wybrali m.in. „siłownię pod chmurką”, remont ulicy i szkoły, park sportu, rekreacji i wypoczynku, budowę boiska, sporządzenie dokumentacji budowy ścieżki biegowo-rekreacyjnej, rewitalizację jaru, miejsca postojowe dla samochodów oraz przejście dla pieszych, opracowanie dokumentacji przebudowy ulicy by była „na miarę XXI wieku – bezpieczna, przyjazna pieszym i kierowcom”. zagospodarowanie terenu w sąsiedztwie stawu, modernizację boiska oraz sali gimnastycznej, wykonanie szkolnej ścianki wspinaczkowej, przywrócenie stanu świetności Teatrowi Leśnemu, skatepark i budowę zadaszeń nad wybiegami dla psów w schronisku dla bezdomnych zwierząt.

W Gdańsku ledwie wybrano projekty na 2014, natychmiast rozpoczęto prace nad kolejnym BO (do wzięcia 11 mln zł). Także w innych miastach lokalne władze dostały popędu. Jedne twierdzą, że po to, by budżet obywatelski nie był wykorzystywany w kampanii przed wyborami samorządowymi. Inni przyspieszają właśnie po to by wpisać go w kampanię.

I jeszcze trzy przykłady. W małym, ale zamożnym Konstancinie-Jeziornej, gdzie wydatki ogółem wynoszą w tym roku 146 mln zł, w tym majątkowe 46 mln zł, wartość zadania proponowanego do budżetu obywatelskiego nie może przekroczyć 100 tys. zł, a łącznie ustalono kwotę na 1,5 mln zł, czyli 1 procent wydatków ogółem i ponad 3 procent majątkowych.

Mniej więcej o połowę niższe wskaźniki są w Rzeszowie. Tam przy wydatkach ogółem 1186 mln zł i wysokich wydatkach majątkowych (437 mln zł) na budżet obywatelski przeznaczono 6,5 mln zł, czyli ok. 1,5 proc. wydatków inwestycyjnych. Podobny wskaźnik relacji do wydatków inwestycyjnych jak w Rzeszowie mamy w Przemyślu, ale to dlatego, że wydatki majątkowe są tam niskie. 1 mln zł budżetu obywatelskiego w Przemyślu, czyli mniej niż w Konstancinie to zaledwie 0,3 procenta wydatków ogółem. Za milion złotych ma powstać park, plac zabaw, doposażone klasy w szkole i zmodernizowane boisko.

Wszystkie te przykłady pokazują, że choć władze samorządowe różnie podchodzą do budżetów obywatelskich, ich wielkości, regulaminów, procedur, to w gruncie rzeczy nawet tam gdzie starają się przeprowadzić je zgodnie z dobrymi praktykami i przeznaczyć w miarę duże środki, nadal jest to raczej pewnego rodzaju zabawa, w której mieszkańcy z przyjemnością uczestniczą.

Przymusu nie będzie

Co dalej z budżetami obywatelskimi? Jesienią zeszłego roku PSL zapowiedział złożenie projektu ustawy na temat przymusowego wprowadzenia budżetów obywatelskich do miast i gmin liczących powyżej 5 tysięcy mieszkańców, na poziomie co najmniej 1 procent wydatków. Dyskusja była dość wątła, zwolennicy budżetów częściej byli przeciw niż za, po czym sprawa umarła śmiercią naturalną – projekt ugrzązł w jakichś konsultacjach i nikt już do niego nie wraca.

Nikt, jak się zdaje, nie podchwycił też groteskowego pomysłu Jarosława Makowskiego z Instytutu Obywatelskiego, by Europa chcąc się uwiarygodnić i zdemokratyzować wprowadziła w euroregionach budżety obywatelskie, a nawet paneuropejski (Makowski napisał, że obywatele Europy mogliby na przykład zgłosić projekt ogólnoeuropejskiego systemu rowerów miejskich).

Dobry budżet obywatelski charakteryzuje się taki cechami – wyliczają Kraszewski i Mojkowski: jest wiążący dla władz, ma przejrzysty, otwarty, umożliwiający dyskusję i angażujący mieszkańców proces tworzenia, jest rozsądnie wysoki i planowany co roku, a nie okazjonalny. Generalnie wydaje się, że cechy te na ogół są przestrzegane, choć brakuje czasem spotkań z mieszkańcami. Ciała urzędnicze decydują o dopuszczeniu projektów według czasem takich uznaniowych kryteriów jak „znaczenie społeczne” bądź „atrakcyjność projektu”. Istnieją też przypadki świadczące o instrumentalnym traktowaniu. Na przykład prezydent Kołobrzegu stwierdził, że dzięki „wrzuceniu” przez niego kwoty pół miliona złotych mieszkańcy mieli okazję „trochę poszaleć” (przykład z raportu fundacji Batorego).

Wydaje się jednak, że mimo słabości budżety obywatelskie stopniowo stają się stałą praktyką, zwłaszcza w dużych miastach. W mniejszych ośrodkach, jak twierdzi samorządowiec, poseł Waldy Dzikowski, praktyka konsultacji inwestycji jest stała. Budżety obywatelskie dotyczą przede wszystkim inwestycji, choć mogłyby także np. finansować programy społeczne, czy zatrudnienie określonych ludzi.

Czasem dzięki możliwości głosowania internetowego frekwencja w głosowaniu na projekty BO jest wyższa niż w wyborach samorządowych. Można jednak przypuszczać, że ich popularność stopniowo przestanie rosnąć, a po pewnym czasie znudzą się obywatelom, tak jak zaczynają się nudzić mediom. Z Google Trends wynika, że szczyt zainteresowania BO przypadał na koniec września ubiegłego roku, a teraz od wielu miesięcy kształtuje się na poziomie od 5 do 20 procent poziomu szczytowego.

Budżety obywatelskie znudzą się obywatelom, bo im więcej projektów zostanie zgłoszonych, tym bardziej będzie rosła liczba mieszkańców rozczarowanych, że ich projekt nie zyskał poparcia. Dostrzegą jednak przede wszystkim, że tak naprawdę decydują o niewielkich pieniądzach w porównaniu z tym co wydają władze. Wybory samorządowe, w których pojawi się temat prawdziwych, setki razy większych budżetów, mogą im to wyraźnie uświadomić.

OF

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test