Węgry wybrały obligacje zamiast kredytu z MFW

18.02.2013
Z nieoczekiwanie dużym zainteresowaniem spotkały się nowe węgierskie obligacje państwowe denominowane w dolarach 12 lutego. W ciągu jednego dnia sprzedaży oferty zakupu 4 razy przekroczyły łączną wartość emisji, która została ustalona na poziomie 3,25 mld dol.

Fundusz Templeton Marka Mobiusa ma w portfelu 10 proc. wszystkich węgierskich długów. (Fot. PAP)


Emisja została przeprowadzona we współpracy z BNP Paribas, Citigroup, Deutsche Bank i Goldman Sachs. Wypuszczono dwa rodzaje papierów. Zachętą dla inwestorów był godziwy zarobek. Rentowność pięcioletnich papierów o całkowitej wartości 1,2 mld dolarów jest stała (4,125 proc.). Takie samo rozwiązanie przyjęto w „dziesięciolatkach” za ponad 2 mld dol. oprocentowanych według stałej stopy w wysokości 5,375.

Koszty długu węgierskiego są teraz wyższe o – odpowiednio – 335 i 345 punktów bazowych w porównaniu z amerykańskimi obligacjami państwowymi z tym samym terminem zapadalności.

Dziesięcioletnie dolarowe obligacje Węgrzy wyemitowali poprzednio niecały rok temu. Wówczas uplasowano papiery o wartości 5 mld dol., ale koszt pożyczki był wyższy niż obecnie, bowiem oprocentowanie wyniosło 6,25-6,375 proc. W tym samym mniej więcej czasie (22 stycznia) Rumunia wyemitowała swoje trzyletnie obligacje na sumę 150 mln euro z rentownością w wysokości 3,25 proc., a Polska (również w styczniu) sprzedała sześcioletnie obligacje o wartości 1 mld euro w zamian za 1,705 proc. rentowności.

Lutowa emisja wypełnia lukę po „mitycznym” już kredycie z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, którego nie było. Problem polega na tym, że pieniądze z MFW byłyby tańsze o 1-1,5 punktów procentowych. Rząd węgierski woli zatem obciążać droższym długiem bardzo płytkie kieszenie obywateli niż sięgać do zasobów Funduszu.

Kluczem takiego wyboru jest suwerenność, która zdaniem władz mogłaby ucierpieć przy bardziej zażyłych relacjach z MFW. Premier Węgier Viktor Orbán chce bowiem za wszelką ceną kontynuować swoją politykę gospodarczą, którą lubi nazwać niekonwencjonalną, albo wręcz rewolucyjną.

Władzom sprzyja relatywna poprawa sytuacji Węgier na rynkach. Wskaźnik ryzyka węgierskich długów państwowych wyrażony ceną tzw. credit default swap (CDS) spadł w dniu plasowania przez Budapeszt nowych obligacji do 290 punktów bazowych, podczas gdy jeszcze tydzień wcześniej wynosił 303 punkty. Znaczy to tyle, że za ubezpieczenie 10 milionowego kredytu dla państwa węgierskiego trzeba byłoby zapłacić 290 tys., a nie 303 tys. dolarów. W innym ujęciu, ryzyko zaprzestania w ciągu pięciu lat obsługi węgierskich długów rynek ocenia na 18 proc. Rok temu kurs CDS na dług węgierski sięgał 460 punktów.

Państwowa Centrala Obsługi Długów Państwowych planuje w tym roku kolejne emisje na łączną sumę następnych ok. 4,75 mld dol., przy czym niekoniecznie w walucie amerykańskiej. Eksperci uważają jednak, że mogą to być plany na wyrost, bowiem rząd jest – przynajmniej chwilowo – w dość dobrej sytuacji finansowej. Dużym sukcesem okazały się obligacje państwowe denominowane w euro, skierowane do ludności. Sprzedano ich do końca minionego roku za 1,3 mld euro.

W kwocie tej są też tzw. obligacje premium w euro. Od listopada 2012 r. Węgrzy wykupili ich za ponad 100 mln euro. Zachętą jest ruchome oprocentowanie wynoszące 2,5 punktu procentowego powyżej średniej inflacji w strefie strefy euro, co efektywnie daje obecnie 4-5 procent. Oprócz przychodów z długów rząd ma w zanadrzu 3,2 mld euro własnego depozytu w banku narodowym.

Sprzedaż obligacji denominowanych w euro nie wpłynęła negatywnie na oszczędności ludności w forintach. Wartość państwowych papierów dłużnych denominowanych w forintach i kierowanych do osób fizycznych też znacznie wzrosła i w grudniu przekroczyła 1000 mld forintów.

Ciemna plama na tym obrazie to pogarszająca się pozycja banków komercyjnych, które działają na rynku ogałacanym z pieniędzy przez rząd. Kolejnym ciosem dla prywatnego sektora bankowego może być ustawa dająca Centrali Obsługi Długów Państwowych prawo gromadzenia depozytów ludności. Rząd zobowiązał już ministra Gospodarki do przygotowania właściwego projektu.

Sukcesy w zasypywaniu przez władze ich potrzeb finansowych długiem ma swoją ciemną stronę. W styczniu 2013 r. wartość węgierskich długów państwowych podskoczyła na drugi w kolejności najwyższy poziom w swojej historii, niewidziany od listopada 2011r. Łączne długi państwa sięgnęły 21 187,8 miliardów forintów. W ciągu minionego roku państwowe długi w forintach wzrosły o 1953 miliardów forintów, tj. o 19 procent, a w samym tylko styczniu o 400 miliardów do 12 446 mld forintów.

Jak wydać, tylko zobowiązania zaciągane i rozliczane w forintach wzrosły, natomiast dewizowe spadły przez 12 miesięcy z 9587,3 mld forintów do 8326 mld forintów w styczniu br., choć w pierwszym miesiącu 2013 r. wzrosły znowu o 100 miliardów.

Jest to zbieżne z staraniami rządu, który dąży do obniżki udziału długów dewizowych w długach państwowych. Wynosi on obecnie nieco poniżej 40 procent, podczas gdy jeszcze dwa lata temu było to 47 proc. W opinii ekspertów, optimum leży podobno w okolicach 25 proc. udziału zobowiązań w walutach obcych w zobowiązaniach ogółem. Złośliwi obserwatorzy sugerują, że powiększając proporcję udziału obligacji denominowanych w forintach, rząd chce wykorzystać „zalety” procesów inflacyjnych.

Inflacja psuje wprawdzie pieniądz, ale pomniejsza też zobowiązania z tytułu długów. Jakąś rolę grają też bieżące względy prezentacyjne – przy dzisiejszym wysokim udziale długów dewizowych spadek wartości forinta znacznie powiększa zobowiązanie Węgier przeliczane na forinty.

Rośnie także dług państwowy ujmowany w proporcji do PKB. Wskaźnik ten wynosi obecnie aż 78,5-79 procent. Jest to smutna wiadomość dla Węgrów, którym w chwili upaństwawiania w 2011 r. blisko 3000 miliardów forintów zgromadzonych w prywatnych funduszy emerytalnych obiecywano m.in. że dzięki temu spadnie stopa zadłużenia kraju. I rzeczywiście spadła – do równowartości 77 proc. PKB w 2011 r. Jak widać, był to spadek mocno przejściowy.

Władze nie powinny mieć jednak kłopotów z regulowaniem zapadających w tym roku zobowiązań dewizowych na łączną kwotę 6,3 mld euro, w tym prawie 4,7 mld euro na rzecz MFW i ok. 1,7 mld euro z tytułu wygasających obligacji. Na spłatę pójdą wpływy z lutowej emisji obligacji dolarowych i z następnych tegorocznych emisji plasowanych na rynku globalnym i wewnętrznym. Do tego dochodzi 400 milionów euro nowych kredytów od instytucji międzynarodowych. Różnica między sumą wygasających zobowiązań dłużnych do uregulowania, a nowymi długami zaciąganymi w celu finansowania zadłużenia ma wynieść w tym roku 731 mld forintów, co oznacza dalszy wzrost zadłużenia państwa.

Największym wygranym na zmaganiach Węgrów z ich zadłużeniem jest Mark Mobius, szef Templeton Emerging Markets Group (TEMG), która poprzez 10 funduszy inwestycyjnych zarządza aktywami o wartość 50 mld dol. Grupa ta ma w swoim portfelu 10 proc. wszystkich węgierskich długów o wartości nie mniejszej (po przeliczeniu wg bieżących kursów) niż 2000 mld forintów. TEMG to tylko część imperium.

Jeśli uwzględnić zaangażowania przedsięwzięć Templetona we wszystkich 150 krajach, to wynoszą one razem ok. 700 mld dolarów, czyli niemal sześciokrotność rocznego PKB Węgier. Tylko w drugim półroczu 2012 r. niezrealizowany zysk funduszy Templeton na papierach węgierskich przekroczył 1,3 mld dolarów. Zysk pozostał niezrealizowany ponieważ po tym jak w zeszłym roku węgierskie długi zostały zaszeregowane w ratingach do kategorii śmieciowych, Templeton nie zastąpił wygasających papierów nowymi obligacjami węgierskimi, ale też nie wystawił do sprzedaży zapadających zobowiązań.

Gdyby na rynek trafiły węgierskie papiery bardzo marnej jakości, Templeton mógłby położyć Węgry na łopatki. Budapeszt musiałby podjąć bardzo kosztowną interwencję, aby obronić się przed niewypłacalnością. Na razie nikt nie wie jakie są „węgierskie” plany Templetona. Można spekulować, że w interesie jego funduszów jest trzymanie tych obligacji w portfelu: mają bardzo wysoką rentowność, a nad Węgrami czuwa jeszcze przecież Bruksela.

Ze sporego zainteresowania węgierskimi obligacjami państwowych w dolarach można wyciągnąć wniosek, że inwestorzy amerykańscy mają silniejszą wiarę w możliwości węgierskiej gospodarki, niż ich koledzy po europejskiej stronie Atlantyku. Spadek PKB wyniósł w 2012 r. 1,7 proc., produkcja przemysłowa zmniejszyła się o 6 proc., udział inwestycji w PKB obniżył się do 15 proc., mniejsze jest spożycie ludności, banki przygniecione ciężarami fiskalnymi ograniczyły akcję kredytową. Jest gorzej niż źle, a główna nadzieja, że to Amerykanie mają rację.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły