Więcej niż dobry zwrot z inwestycji w drzewa

31.05.2018
Dziewięć na każde 10 osób na świecie oddycha zanieczyszczonym powietrzem – szacuje Międzynarodowa Organizacja Zdrowia WHO. Mieszkańcy miast zaczęli pozywać władze za brak skutecznej walki ze smogiem. I wygrywają. Co może zrobić miasto? Niewiele, ale jedno może – sadzić drzewa.


Sadza, pyły i inne brudy oddziałują powoli, ale na swój sposób skutecznie – WHO twierdzi, że nieczyste powietrze stoi za siedmioma milionami przedwczesnych zgonów rocznie. Co roku umiera ok. 60 mln ludzi (57 mln ludzi w 2015 r.), a więc zanieczyszczenia powietrza są powodem ok. 12 proc. zgonów. To dużo. Niezwykle rzadko zabijają bezpośrednio – uderzają w postaci nowotworów płuc, udarów, ataków serca, chronicznych chorób układu oddechowego.

Mało wspólnego z rzeczywistością ma jednak szerokie przekonanie, że zanieczyszczenia szkodzące ludziom pochodzą przede wszystkim z kominów fabrycznych i rur wydechowych. Jeśli wierzyć ustaleniom prof. Richarda E. Peltiera z University of Massachusetts, w USA najwięcej bardzo szkodliwego dla ludzi drobiazgu pylnego PM 2,5 (tzw. pył zawieszony, czyli aerozole atmosferyczne o średnicy do 2,5 mikrometra) jest efektem pożarów, głównie lasów (1,7 mln ton rocznie). Kolejnym pyło-twórcą jest rolnictwo (orka, zbiory) – 988 tys. ton, potem kurz – 964 tys. ton. Spalanie na cele energetyczne zajmuje dopiero czwarte miejsce – 726 tys. ton, transport jest w Ameryce piąty pod tym względem – 339 tys. ton. Potem różne mniejsze źródła – razem 335 tys. ton i procesy przemysłowe – 285 tys. ton.

Wobec bardzo szybkiego przyrostu demograficznego, coraz wyższych potrzeb energetycznych ogółem i per capita oraz bezwzględnej dominacji tradycyjnych źródeł energii opartych na spalaniu związków węgla, nie ma na to dictum ani błyskawicznego, ani jednoczynnikowego remedium. Zamiast zachłystywania się nadziejami na cudowne technologie, w miejsce skupiania uwagi oraz środków niemal wyłącznie na OZE, skuteczniejsze byłoby podejście wszechstronne, holistyczne, które pozwala widzieć i różne przyczyny, i różne drogi wyjścia z problemu. Mniej może czasem spektakularne, albo czasu więcej wymagające, ale skuteczne.

Sadźmy drzewa, a odpłacą się z naddatkiem

Rzecz niby powszechnie wiadoma, oczywista wręcz: drzewa filtrują, śmiercionośny dwutlenek węgla w tlen zamieniając. Amerykański zespół naukowców postanowił więc zmierzyć oddziaływanie drzewostanu na dobrostan ludzi. Skorzystał w tym celu z narzędzi informatycznych pn. „i-Tree Tools” analizujących m.in. zdjęcia lotnicze. Oprogramowanie pozwala zliczać drzewa, mierzyć ich wysokość, rozmiary koron, obszar pokryty liśćmi. Na tej podstawie przekazuje dane służące wpływom drzewostanu na oczyszczanie powietrza, absorpcję wody, optymalizację potrzeb energetycznych wszelkich budowli, tłumienie hałasu, zapylanie roślin, zaspokajanie potrzeb rekreacyjnych itp.

Każdy dolar wydany na sadzenie drzew w metropoliach zapewnia coroczny zwrot z inwestycji w wysokości 2,25 dol.

Na podstawie badań, które objęło 35 z 45 tzw. mega miast, z których każde zamieszkuje ponad 10 mln ludzi, dr Dawid Nowak z USDA Forest Service, prof. Theodore Endreny ze State University of New York i Scott Maco z Davey Institute oszacowali, że każdy jeden dolar wydany na sadzenie drzew w metropoliach zapewnia coroczny zwrot z inwestycji w wysokości 2,25 dol. Innymi słowy, wydajesz na drzewa milion dolarów, możesz spodziewać się każdego następnego roku różnorodnych, choć trudnych do uchwycenia korzyści długoterminowych w kwocie ponad dwukrotnie większej.

10 wielkich miast na pięciu kontynentach poddano szczególnie wnikliwej analizie. Pozwoliła ona na ocenę, że 1 km2 miejskiej pokrywy z drzew przynosił statystycznemu mieszkańcowi 83 dolary oszczędności (kwota ujęta w dolarach PPP uwzględniającej różnice w sile nabywczej Egipcjanina z Kairu i, na przeciwnym biegunie, Kalifornijczyka z Los Angeles, USA). W przeliczeniu na 1 km2, bezwzględne oszczędności na kosztach leczenia ze skutków zanieczyszczeń miałyby wynosić 930 tys. dol., na magazynowaniu nadmiernej wody – 20 tys. dol., a na energii zużywanej do ogrzewania i chłodzenia – 478 tys. dolarów.

Największą pozycję stanowią zaś korzyści ze zjawiska jako się rzekło oczywistego – przechwytywania przez drzewa dwutlenku węgla. Mediana dla mega-miast wyniosła 7,9 mln dol. rocznie.

Powyższych danych nie trzeba traktować dosłownie. Główną wartością badania jest określenie rzędu wielkości korzyści z miejskiego drzewostanu, zgodnie z psującą ekonomię zasadą, że co niepoliczone to niedoceniane.

Drzew nigdy nie za dużo, choć zdarzają się negacjoniści. Jeden z nich to nowy członek amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska (EPA) prof. Robert Phalen z University of California w Irvine, który uznał „współczesne powietrze za zbyt czyste dla optymalnego zdrowia”. Powiedział, co wiedział, ale nie był w swoim idiotycznym podejściu najbardziej radykalny. Prezydent Ronald Reagan stwierdził w 1981 r. podczas oficjalnego wystąpienia, że „drzewa zanieczyszczają bardziej niż samochody”.

Nowy członek amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska, prof. Robert Phalen z University of California, uznał „współczesne powietrze za zbyt czyste dla optymalnego zdrowia”.

Nawet zjawisko, które zachodzi w Wielkich Górach Dymnych (na styku Tennessee i Karoliny Północnej) nie usprawiedliwia szerzenia „złej nowiny”. Pasmo swą nazwę zawdzięcza częstym mgłom zasnuwającym ich połacie, a powstającym wskutek obfitości optycznie czynnych (tj. ulegających szybkiemu utlenieniu w obecności światła) związków chemicznych: terpenów i izoprenów, uwalniających się z mnogości żywicznych drzew porastających te góry. W czasie częstych tam upałów procesy te przyspieszają, a izopreny stają się katalizatorem błyskawicznej przemiany tlenków azotu w ozon, który wysoko w stratosferze chroni Ziemię przed promieniowaniem ultrafioletowym, lecz płożąc się nisko w formie tzw. smogu fotochemicznego jest trujący.

Ronald Reagan usłyszał dzwony, ale nie zapytał, w którym kościele biją. Ozon powstaje w temperaturach powyżej 25 stopni C. z rozkładu związków azotu, których źródłem w obecnych warunkach są przede wszystkim spaliny samochodowe oraz działalność rolnicza. Drzewa mają swój minimalny udział w tworzeniu ozonu, ale obarczanie ich winą za pogorszenie stanu środowiska jest niedorzeczne.

W Polsce drzewa i lasy cieszą się estymą. To raczej wrażenie niż pewnik. Nie było u nas szczegółowych badań, więc dane nt. miejskich drzewostanów są szczątkowe. Zarząd Zieleni m.st. Warszawy wie np., że cała zieleń zajmuje ok. 40 proc. powierzchni stolicy, a parki w granicach miasta mają łącznie ok. 800 hektarów. Czynny jest program Zielone Ulice przewidujący posadzenie 18 tys. nowych drzew wzdłuż największych ulic miasta. Coraz częściej sadzone są dorodne już drzewa w wieku 6-10 lat o obwodzie 16-18 cm i wysokości sięgającej niekiedy siedem metrów. Dzięki aplikacji „Milion drzew” miasto włącza mieszkańców do wskazywania miejsc nowych nasadzeń. Na tym polu jest więc lepiej niż gorzej.

Drzewo do pieca

Wciąż jednak szybciej wycinamy niż nasadzamy. Żeby las czy park „wyprodukować” potrzeba lat. Żeby go spalić wystarczy jeden sezon grzewczy.

Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) oszacowała, że w 2016 r. ok. 5 proc. zapotrzebowania świata na tzw. energię pierwotną zostało zaspokojone w formie „tradycyjnej biomasy stałej (litej)”, czyli drewna, słomy, ale także krowich placków. Udział biomasy wydaje się niewielki, ale jest ciągle dwa razy wyższy niż udział tzw. źródeł odnawialnych. Na brudne (bo emitujące sadze i inne szkodliwe czynniki) „kuchenne paliwa przydomowe” pochodzące ze zbiórki chrustu lub wycinki drzew zdanych jest na stałe ok 2,5 mld ludzi, czyli 1/3 globalnej populacji. Czy ogniska i paleniska da się zastąpić w rozsądnym czasie przenośnymi kuchenkami indukcyjnymi zasilanymi energią np. słoneczną? To też kosztuje, np. położenie infrastruktury.

W Polsce, według Instytutu Badań Strukturalnych, problemy z ogrzaniem domu, dostępem do ciepłej wody lub energii elektrycznej ma aż 12 proc. populacji. Wiąże się najczęściej z brakiem pieniędzy (to tzw. ubóstwo energetyczne). Stąd m.in. niechęć do pozbywania się tzw. kopciuchów, spalanie śmieciowych paliw, zimowy smog w setkach miast.

Ciekawe jednak, że zanieczyszczenia powietrza z powodu spalania domowego doskwierają zarówno na biegunach biedy, jak na biegunach bogactwa. Doradczyni Duńskiej Rady Ekologicznej Kare Press-Kristensen przywołuje dane, według których w okresie 2000-2015 domowe spalanie drewna wzrosło tam dwuipółkrotnie. Pewnie także dlatego, że podatki na wszystko są tam wysokie lub bardzo wysokie, a na drewno zerowe. Wprawdzie palenie drewnem zaspokaja jedynie 3 proc. zużycia energii pierwotnej w Danii, to do zanieczyszczenia kraju pyłem drobnocząsteczkowym przyczynia się w 2/3.

No to może biopaliwa? Parę dekad temu świat rozwinięty poszedł nierozważnie tą drogą, za Brazylią, i zaczął wdrażać na szeroką skalę tzw. biopaliwa w formie etanolu i estrów dodawanych do benzyny i oleju napędowego w domniemanym celu poprawy stanu środowiska. Biopaliwa miały zmniejszać relatywne zużycie paliw konwencjonalnych, ale czynią wielkie szkody na innych polach. Produkowane są ze zbóż, rzepaku, oleju palmowego. Na etanol przerabia się 38 proc. amerykańskich zbiorów kukurydzy.

Do jej uprawy zużywa się ogromnych ilości nawozów sztucznych produkowanych z gazu ziemnego, monokultury wyjaławiają glebę i niszczą przyrodniczy dobrostan, pod uprawę palm wycina się lasy tropikalne, a z powodu zagrożenia smogiem zabrania się latem w USA sprzedaży paliw z 15-procentową domieszką etanolu. W kontekście biopaliw wdrażanych z uporem także w UE i Polsce warto nawoływać do wszechstronnej analizy korzyści i z drugiej strony – skutków negatywnych.

Jedni chcą ciepła, inni chłodu

I jeszcze jeden przyczynek uzasadniający namowę do unikania stereotypów, uogólnień i tzw. jedynie słusznych rozwiązań, które z czasem okazują się nie tak wspaniałe, jak się wydawało. Jeśli świat utrzyma marsz naprzód, to w perspektywie środowiskowej szczególnie niebezpieczne będzie coraz szybsze ograniczanie ubóstwa energetycznego w nierozwiniętych rejonach świata zamieszkałych przez większość globalnej populacji. Tak się składa, że są to jednocześnie ziemie najcieplejsze.

Jeśli nie nastąpi rewolucyjny przełom w OZE emancypacja energetyczna Afryki, Azji i Ameryki Płd. zwiększy zużycie paliw tradycyjnych

IEA ocenia w tym kontekście, że jakieś 1,6 mld klimatyzatorów zainstalowanych na całym świecie zużywa wraz z wiatrakami ok. 1/5 całej energii wykorzystywanej we wszelkich budynkach. W innym ujęciu klimatyzacja odpowiada za 1/10 całkowitej konsumpcji energii przez ludzkość. Już za dwie dekady zużycie prądu do chłodzenia powietrza ma być trzy razy większe.

Jeśli nie nastąpi istotny, a właściwie rewolucyjny przełom w OZE będących ciągle na bardzo wczesnym etapie szczenięcym, to emancypacja energetyczna Afryki, Azji i Ameryki Płd. wymagała będzie wyższego lub/i efektywniejszego zużycia paliw tradycyjnych.

Wbrew dominującemu poglądowi i w oderwaniu od osobnego problemu opłacalności utrzymywania i rozwoju górnictwa węglowego w Polsce, podkreślić trzeba, że długo jeszcze łatwiej, taniej i efektywniej będzie u nas produkować prąd w wielkich elektrowniach spalających węglowodory, niż opierać się na taniejących, ale nadal bardzo drogich OZE w powijakach.

Ciepłem w smog

Nie zamyka to drogi przed wymuszaniem modernizacji spalania domowego odpowiedzialnego za smogi. Pełnomocnik premiera ds. programu „Czyste powietrze” zapowiedział ostatnio, że do końca roku uchwalona będzie ustawa o kotłach na paliwa stałe oraz normach ich jakości. Potem przyjdzie kolej na egzekwowanie przepisów, co będzie uciążliwe, mało udane i kosztowne.

Ogół jednak zwykle wie swoje i zdania zmieniać nie lubi. Gdyby szło o zakład w sprawie szerszej aprobaty dla propagowania ostrożności w uznawaniu rzekomych oczywistych prawd ekologicznych, które z oczywistością mają mało wspólnego, to nie postawiłbym złamanego szeląga.

Prędzej zaryzykowałbym parę groszy stawiając na drzewa rosnące, nie palone.

Skupianie się na jednym wrogu lub uleganie modom nie doprowadzi do poprawy, a często po prostu szkodzi. Dbałość o środowisko i zapobieganie skutkom jego dewastacji to nie koncert na fortepian lub na fagot solo, a dzieło na orkiestrę wielką, której każdy muzyk to wirtuoz, lecz w pojedynkę symfonii Beethovena nie ugra.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły