Z funduszy UE budujemy drogi, ale nie przedsiębiorczość

19.09.2014
„Pierwszorzędny z czynników drugorzędnych” – tak o roli funduszy europejskich we wzroście gospodarczym mówi prof. Stanisław Gomułka. Korzyścią jest niewątpliwie rozwój infrastruktury. Bilans dla firm jest zdecydowanie gorszy. Nowe programy operacyjne, które właśnie negocjujemy w Brukseli, tylko tę dysproporcję utrwalą.

(infografika Dariusz Gąszczyk)


W latach 2014-2020 Polska ma dostać z budżetu UE 120 mld euro. Oczywiście przy nierealnym założeniu, że wykorzystamy 100 proc. środków. Pomijamy tez zwykle około 30 mld euro naszej składki członkowskiej.

Z owych 120 mld euro około 32 mld euro pochłania Wspólna Polityka Rolna, a więc głównie dopłaty bezpośrednie dla rolników. 82,5 mld euro to pula przeznaczona na fundusz spójności, z czego na same programy operacyjne 76,9 mld euro. 60 proc. tej sumy na pięć krajowych programów operacyjnych i jeden ponadregionalny (Polska Wschodnia), 40 proc. na 16 programów regionalnych, prowadzonych przez województwa.

To właśnie 76,9 mld euro na programy operacyjne w funduszu spójności najczęściej mamy na myśli mówiąc „fundusze europejskie”. Szczegółowe warunki ubiegania się o te pieniądze negocjujemy właśnie z Komisją Europejską.

Przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju byli na najlepszej drodze do zakończenia negocjacji programów krajowych, ale Komisja Europejska „przypomniała” sobie, że 16 listopada odbywają się w Polsce wybory samorządowe, rzucono więc wszystko i od 22 września do końca października przedstawiciele polskich województw będą negocjować programy regionalne. Dopiero po nich na stół wrócą programy krajowe. Komisji trudno się dziwić, że wszystkie wątpliwości chce wyjaśnić jeszcze z obecnymi samorządowcami, ale taki kalendarz sprawia, że mogą być oni bardziej ulegli aby szybko zamknąć negocjacje i w blasku fleszy ogłosić pierwsze konkursy tuż przed wyborami.

Jeśli negocjacje programów ogólnopolskich zostaną zamknięte w listopadzie także można się spodziewać, że pierwsze konkursy zostaną ogłoszone już w tym roku, urzędnicy zachowawczo mówią jednak, że bardziej prawdopodobny jest I kwartał 2015 roku. Przez cały kolejny rok jest czas na rozliczenie starej perspektywy wydatkowej więc większe projekty z nowej pojawią się najpewniej dopiero po 2016 roku, kiedy „oswoimy” się z nowymi warunkami wydawania pieniędzy. Im bliżej 2020 roku tym projekty powinny być większe i bardziej przemyślane (>>więcej w materiale video).

Najbardziej oczywistym celem wydatków jest infrastruktura. W nowych budżecie na lata 2014-2020 na ten cel pieniędzy może być jeszcze więcej niż w poprzednim. Co prawda program Infrastruktura i Środowisko jest mniejszy – 27,4 mld euro w cenach bieżących zamiast 28,3 mld euro, ale samorządy maja do dyspozycji aż 31,2 mld euro (40 proc. całego funduszu spójności, dotychczas było to 25 proc.).

(infografika: Dariusz Gąszczyk)

Samorządowcom nie podoba się, że Unia kończy ze wsparcie dla budowy dróg gminnych i powiatowych. To konsekwencja wyboru polskiego rządu. Zdeterminowany wójt, który mimo wszystko chciałby budować nową drogę będzie musiał rozliczyć ją inaczej. Droga lokalna będzie mogła być sfinansowana, jeśli będzie częścią szerszego projektu: rewitalizacji terenu albo podłączenia nowej inwestycji pod główne szlaki komunikacyjne. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Elżbieta Bieńkowska była minister infrastruktury i rozwoju zapowiadała, że najważniejsze jest dokończenie podstawowej sieci dróg ekspresowych do końca 2020 roku. Z autostrad kończone mają być dwa fragmenty: odcinek A1 od Częstochowy do Tuszyna oraz autostrada A18 na Dolnym Śląsku – od A4 w kierunku Berlina.

Zmienią się także programy krajowe. Najważniejszą z szufladek ogólnopolskich jest „Infrastruktura i środowisko”. W filmie promocyjnym GLOBUS na stronach Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju istota tych funduszy wytłumaczona jest następująco – mamy czystą białą kartkę, na której wprawna ręka rysuje drogę, most, stację kolejową i produkujące prąd wiatraki.

Drugi pod względem wielkości jest program Inteligentny Rozwój (8,6 mld euro z Brukseli plus nasz wkład własny powinny dać około 10 mld euro).

4,7 mld euro przeznaczona na program „Wiedza, edukacja i rozwój”. Te pieniądze trafiają głównie na uczelnie wyższe, ale około ćwierć miliarda euro rozdysponuje także do PARP na przygotowanie dwóch projektów – Krajowych Ram Kwalifikacji oraz Rejestru Usług Rozwojowych. Szczególnie ten drugi wydaje się sensowny, bo pozwoli ograniczyć liczbę firm szkoleniowych, które powstały tylko po to żeby organizować średnio przydatne kursy za pieniądze unijne. Teraz firmy będą musiały być wpisane na specjalną listę, a efekty ich pracy będą oceniane.

2,2 mld euro może wynieść maksymalna dotacja z budżetu UE na program „Polska cyfrowa”. Te pieniądze pójdą na elektroniczną administrację i dopłaty dla firm telekomunikacyjnych, które będą tworzyć sieć internetu szerokopasmowego w całej Polsce.

2 mld euro przeznaczono wreszcie na program ponadregionalny – Polska Wschodnia. To dotacje na projekty dla najsłabiej rozwiniętych województw – warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, lubelskiego, świętokrzyskiego i podkarpackiego.

Nawet pobieżny przegląd tej listy pozwala zauważyć, że są na niej rzeczy ważne i mniej ważne, bezpośrednio sprzyjające rozwojowi i takie, które mają bardziej charakter pomocy socjalnej. Tezy, że środki europejskie były impulsem do rozwoju infrastruktury, który ma pozytywny wpływ także na wzrost gospodarczy nikt jednak nie kwestionuje.

11 167 km zbudowanych lub zmodernizowanych dróg, w tym 1355 km autostrad i dróg ekspresowych, 1661 km linii kolejowych, 462 oczyszczalnie ścieków oraz 651 inwestycji w odnawialne źródła energii – to statystyka kończącej się perspektywy 2007-2013. Za tymi liczbami kryje się budowa sporych odcinków autostrad A1, A2 i A4, obwodnice Wrocławia i Poznania, rozbudowa oczyszczalni ścieków w Warszawie czy wreszcie budowa drugiej linii metra. W tym ostatnim przypadku z 5,9 mld złotych aż 3,1 mld to szacunkowa kwota dofinansowania z UE.

– Środki z UE w obszarze infrastruktury odegrały zasadniczą rolę. Ciężko sobie wyobrazić tę skale inwestycji bez pieniędzy europejskich. To ważne, bo niedorozwinięta infrastruktura mogła hamować inwestycje krajowe i zagraniczne, a co za tym idzie wzrost gospodarczy – ocenia prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.

– Trzeba jednak widzieć fundusze europejskie we właściwej skali. Polska wydaje na inwestycje ponad 20 proc. PKB czyli ponad 300 mld złotych rocznie. To głównie inwestycje krajowe zarówno prywatne jak i publiczne. Fundusze unijne odpowiadają tylko za 10 proc. tej sumy – przypomina prof. Stanisław Gomułka.

O wiele ważniejszym od pieniędzy z Brukseli czynnikiem wzrostu gospodarczego są zatem reinwestowane zyski polskich firm, z których przecież nie wszystkie dotacje biorą. W nowej perspektywie tych przedsiębiorstw może być jeszcze mniej, bo kryteria naboru wiele z nich wykluczą już na starcie. Preferowane będą prawdopodobnie konsorcja nauki i przemysłu, firmy małe i średnie poszukujące wsparcia na badania i rozwój albo na inwestycje w ochronę środowiska, które dodatkowo wpasują się w specjalizacje regionalne i nie będzie dla nich przeszkodą to, że z czasem część środków może nie być już dotacjami, a instrumentami zwrotnymi. Na znaczące pieniądze praktycznie nie mają szans firmy duże i te zarejestrowane na Mazowszu.

To drugie ograniczenie wynika z zasad udzielania pomocy regionalnej. Na Mazowszu będzie to maksymalnie 15 proc., a od 2018 roku tylko 10 proc. wartości projektu. W Małopolsce będzie to 35 proc. a w województwie podkarpackim 50 proc. Kwoty te wynikają wprost z zamożności polskich regionów względem średniej unijnej. Nie da się ukryć, że przy takim podziale administracyjnym Polski firmy z mazowieckiego tracą na bliskości bogatej Warszawy.

Generalnie jednak wszystkim będzie trudniej.

– Wiele zmian jakie wprowadzono w regulacjach ubiegania się o finansowanie przez przedsiębiorców można oceniać jako niekorzystne, gdyż wpływają one na skomplikowanie procesu aplikowania o dofinansowanie lub na zmniejszenie atrakcyjności uzyskanego dofinansowania – ocenia Szymon Żółciński, partner w dziale doradztwa europejskiego Crido Taxand, jednej z licznych firm, która zarabia na pomocy przedsiębiorcom w pisaniu wniosków o dotacje.

W badaniach i rozwoju, motywie przewodnim nowej perspektywy, może się jednak kryć największy problem. Polega na tym, że jeśli jakaś firma wymyśli rzeczywiście innowacyjny proces lub technologię to jej szybkie wdrożenie może być bardziej opłacalne od pisania wniosków o dotacje i czekania na zwrot kosztów.

– W naszym przedsiębiorstwie wdrożyliśmy technologię zastosowania spalin w dalszym etapie procesu produkcyjnego co skutkuje oszczędnościami na gazie ziemnym około 3 mln złotych rocznie. Gdybyśmy czekali z realizacją nawet pół roku to potencjalna korzyść z uzyskania wsparcia europejskiego mogłaby być niższa niż efekty, które osiągnęliśmy dzięki szybkiemu wdrożeniu – mówi Krzysztof Urban, dyrektor ds. rozwoju w Ceramice Tubądzin.

Stąd już tylko krok do wniosku, że fundusze europejskie na innowacyjność mogą być zmarnowane na ryzykowne projekty, które na wolnym rynku by się nie obroniły. Owszem z takiego dotowanego ryzyka może powstać drugi Skype albo Google, ale gwarancji nie ma.

Doświadczenie pokazuje, że nie ma także co liczyć na realizację naprawdę dużych przedsięwzięć z udziałem środków europejskich. „Preferowane są projekty szybkie, z reguły małe lub średnie (ze względu na czas realizacji) i o niskim ryzyku opóźnień w realizacji. Zazwyczaj są to też projekty, które absorbują względnie duże alokacje środków w stosunku do uzyskiwanych produktów” – oceniali praktykę przyznawania dotacji autorzy raportu „Kurs na innowacje. Jak wyprowadzić Polskę z rozwojowego dryfu” z prof. Jerzym Hausnerem na czele. Nowa perspektywa finansowa raczej nie zrewolucjonizuje podejścia urzędników i tę ocenę trzeba będzie powtórzyć.

– Szacujemy, że w latach 2004-2013 około 20 proc. średniorocznego wzrostu było efektem realizacji przedsięwzięć współfinansowanych z funduszy europejskich – mówił wiceminister infrastruktury i rozwoju Marceli Niezgoda podczas konwentu marszałków województw.

– Fundusze unijne to pierwszorzędny z czynników drugorzędnych, odpowiadający za góra 10 proc. wzrostu gospodarczego – podsumowuje prof. Stanisław Gomułka.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test