Zagraniczne śmieci płyną do Chin, ale te mają problem z rosnącą górą własnych

05.11.2013
Co od lat jest eksportowym „hitem” Stanów Zjednoczonych do Chin? Śmieci. To śmieci pod względem wartości zajmują pierwsze miejsce na liście „towarów”, które Ameryka sprzedaje Chinom, stanowiąc (wartościowo) około 10 proc. amerykańskiej sprzedaży do Państwa Środka.

Wysypisko śmieci w Chinach (fot. Reuters)


Suma tego eksportu wzrosła z 740 mln dol. w 2000 r. do 11,54 mld dol. obecnie Połowa śmieci „made in USA” trafia właśnie tutaj. UE też nie jest w tyle pod tym względem, bo ilościowo wysyła do Chin nawet więcej, niż połowę swych śmieci.

>>zobacz film

Chiny, jednak nie chcą – a raczej nie potrzebują już – aż takiej ilości zagranicznych śmieci, ponieważ mają coraz więcej własnych. Do tego ich import kłóci się z chińskim programem „zielonego rozwoju” polegającym na proekologicznej transformacji lokalnych gospodarek, na co idą miliardy juanów.

W wielu kontenerach ze śmieciami, które przybijały na statkach do portów znajdowano dotąd masę tego, czego nie zamawiano i co nie nadawało się do dalszego przerobu. Teraz kontrole mają być ostrzejsze a kontener zagranicznych odpadów nie może zawierać więcej aniżeli 1,5 proc. śmieci niezdatnych do utylizacji.

Co ze śmieciami zrobi Zachód, dla którego bardziej opłacalne jest wysyłanie ich w świat, zamiast kosztowne przerabianie u siebie? Pewnie więcej takich ładunków będzie przybijać do portów Indii czy Wietnamu. Trzeba jednak zaznaczyć, że import cudzych śmieci długo jeszcze będzie dla Chin ekonomiczną koniecznością, bowiem ich rosnąca gospodarka nadal potrzebuje surowców do przerobu.

Chiny cierpią na deficyt własnych bogactw naturalnych i skazane są, w dużym stopniu, na ich import. Sprowadzanie odpadów do dalszego przerobu ze Stanów Zjednoczonych czy Europy w pewnym stopniu wypełnia surowcowe braki, zaś Zachodowi pozwala pozbyć się góry śmieci. Obie strony są, więc z tego biznesu zadowolone.

Rocznie Chiny sprowadzają prawie 7,5 mln ton plastiku, 28 mln ton papieru i blisko 6 mln ton złomu. 2/3 chińskiego zapotrzebowania na surowce wtórne zaspokajają same Stany Zjednoczone. W chińskich miastach góra śmieci przyrasta rocznie w tempie 10 proc., co widać zwłaszcza na obrzeżach metropolii otoczonych wianuszkiem gigantycznych wysypisk, z których eksploracji żyją tysiące ludzi. Ostatnio pekińska prasa pisze o ich rozżaleniu, gdyż ze swych miejsc pracy wypierani są przez bezwzględnych developerów, którzy na terenach zajmowanych przez wysypiska chcą stawiać nowe osiedla mieszkaniowe.

Warto dodać, że zbieranie, segregowanie i odstawianie odpadów do punktów skupu, to w Chinach biznes, którym nie zajmują się wyłącznie ludzie biedni czy bezdomni. Na każdym pekińskim osiedlu mieszkaniowym jest przynajmniej kilka miejsc przyjmujących surowce wtórne. Także „mobilne” punkty zbiórki wszystkiego, co nadaje się do recyklingu krążą dzień w dzień po miastach. Są to najczęściej napędzane siłą ludzkich mięśni trójkołowe pojazdy, zaopatrzone w wielkie paki, na których przewozi się głównie makulaturę i plastikowe opakowania.

Prawie nie spotyka się typowych śmieciarek. Wszystkie biura, banki i inne instytucje, nawet te przy eleganckiej „Financial Street” w Pekinie oczyszczane są z ton wytwarzanej makulatury i wszelkiego typu innych śmieci, przez tysiące „mrówek”, które codziennie krążą cierpliwie po okolicy, zabierając wszystko, co można odwieźć do punktu skupu.

Media chińskie oszacowały, że średni, dzienny zarobek takiego zbieracza wynosi od 100 do 200 juanów (między 50 a 100 zł), w zależności od obsługiwanego rewiru, a o te najlepsze trwa ostra konkurencja. Mówi się nawet o istnieniu w największych chińskich metropoliach mafii śmieciowych, dla których pracują tysiące małych dostawców.

Cały biznes składa się, bowiem z długiego łańcucha pośredników, z których dopiero ci najwięksi odstawiają ciężarówkami przebrane i posegregowane śmieci do wielkich sortowni i punktów skupu. Śmieciowa branża w Chinach to, co najmniej kilka mln miejsc pracy dla ludzi o niskich kwalifikacjach, którym byłoby trudno znaleźć zatrudnienie gdzie indziej. Przeciętny Chińczyk „wytwarza” dziennie 1,4 kg śmieci, z czego 50 proc. jest utylizowanych. Dla porównania w innych państwach Azji wygląda to następująco: Japonia 1,1 kg – 50 proc., Korea Płd 1,04 kg – 44 proc., Tajwan 0,4 kg – 47 proc.

Aż 70 proc. chińskich śmieci to odpady kuchenne. Cierpi na tym miejska kanalizacja, gdyż wielu mieszkańców oraz właścicieli punktów gastronomicznych wyrzuca resztki jedzenia bezpośrednio do ulicznych studzienek, które notorycznie są zapychane. Coś, co nazywamy świadomością ekologiczną jeszcze w Chinach nie istnieje. Wśród 20 najbardziej zanieczyszczonych miast świata 16 znajduje się właśnie w Chinach. Chodzi głównie, o jakość powietrza, ale np. częste palenie śmieci w ogromnych dołach, czy domowych piecach także się do tego przyczynia.

W Chinach, jednak, jak do wszystkiego, w tym gospodarki śmieciowej – postanowiono podejść eksperymentalnie. W tym roku w mieście Tai’an w prowincji Shandong wybudowano wzorcową spalarnię śmieci, 16 wielkich sortowni i 5 tys. punktów ich zbiórki. Mieszkańcy zostali objęci akcją mającą uświadomić korzyści płynące z racjonalnej gospodarki odpadami. Do „uświadamiania” zaprzęgnięto miejscowych uczniów i studentów. Celem eksperymentu jest ekologiczne pozbycie się wszystkich wytwarzanych rocznie w Tai’anie śmieci i danie przykładu innym metropoliom.

Władze Pekinu ogłosiły właśnie, że do 2015 r. ok. 90 proc. powstałych w ciągu roku miejskich śmieci będzie unieszkodliwionych. Chińskie miasta stać na budowę np. nowoczesnych spalarni, ale zwykle informacja o tego typu inwestycjach jest kontestowana i oprotestowywana przez lokalnych mieszkańców. Ludzie obawiają się, że spalarnia jeszcze bardziej pogorszy, jakość powietrza w ich okolicy.

Chińskie media obwiniają za ten stan rzeczy także lokalne władze, które nie zwykły przed podjęciem podobnych decyzji przeprowadzać jakichkolwiek konsultacji społecznych. Decydują się na nie dopiero wtedy, kiedy protesty stają się głośne i donoszą o nim media. Na poprawę jakości powietrza wyłożono pod koniec roku dodatkowe 5 mld juanów (ok. 2,5 mld zł), które trafią m.in. do Pekinu i pobliskiego Tianjinu, gdzie sytuacja staje się coraz gorsza.

W stolicy kraju w sierpniu i październiku poziom zanieczyszczenia był krytyczny. Smog nad chińską stolicą przy niesprzyjających wiatrach potrafi utrzymywać się nawet przez kilka dni zaś widok ludzi z maseczkami na twarzy jest coraz częstszy. Właśnie to jest głównym powodem spadku liczby zagranicznych turystów odwiedzających Pekin, szacowanego w tym roku na 15 proc. Już w pierwszych 7 miesiącach tego roku widoczne było spore tąpnięcie. Stolicę Chin odwiedziło w tym czasie 2,51 mln gości ze świata (mniej o 14,7 w porównaniu rok do roku) – mimo, że wprowadzono dla nich ułatwienia wizowe. Doniesienia światowych mediów o fatalnym stanie powietrza i środowiska w Państwie Środka zrobiły zatem swoje.

>>więcej: WSJ China

Warto też pamiętać, że niedawno dokonał się w Chinach ważny przełom, bowiem pierwszy raz w historii liczba mieszkańców miast (53 proc.) przewyższyła liczbę mieszkańców wsi. Najbliższe 20 lat, jak przewidują chińscy demografowie z Centrum Badań nad Rozwojem, będzie okresem dalszego szybkiego wzrostu liczby ludzi przenoszących się z obszarów wiejskich do miast. Szacuje się ją na ok. 300 mln. W roku 2030 w miastach Chin zamieszkać ma 1 mld ludzi – przewiduje Instytut Rozwoju Miast i Środowiska Chińskiej Akademii Nauk we wspólnym raporcie z Programem Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju

Góra śmieci w chińskich miastach będzie zatem przyrastać szybciej niż dotąd a koszty ratowania środowiska naturalnego wzrosną jeszcze bardziej. Szacuje się, że pochłoną one mniej więcej (a raczej więcej) 10 proc. PKB Chin. Chińska gospodarka będzie miała co dźwigać.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły