Zasadami pomocy regionalnej UE strzeli sobie w stopę

05.02.2014
Gdy od 1 lipca zaczną obowiązywać wytyczne w sprawie pomocy regionalnej na lata 2014–2020, o pomoc publiczną będzie bardzo trudno małym i średnim firmom, a dla dużych jej otrzymanie będzie graniczyć z cudem. Wielu inwestorów poszuka miejsc, w których wyśrubowane normy nie istnieją.

(infografika Darek Gąszczyk/ CC BY-NC-SA by @Doug88888)


Urzędnikom Unii Europejskiej wciąż jeszcze wydaje się, że to Bruksela wytycza szlak, którym podążają inni. Dlatego tworzą wyśrubowane przepisy dotyczące ochrony środowiska, choć wiele krajów albo sobie nie zawraca tak mocno głowy dziurą ozonową (Chiny) – co oznacza, że unijne wysiłki idą na marne – albo znajdują dużo lepszy sposób na ratowanie środowiska (Japonia). Pomocy publicznej Unia też chce innych uczyć, ale lekcję dostaną głównie jej kraje członkowskie, które inwestorzy zaczną po prostu omijać.

Wytyczne w sprawie pomocy regionalnej na lata 2014–2020, które wchodzą w życie 1 lipca 2014 r., są może korzystne dla Polski pod względem dopuszczalnego poziomu pomocy, ale wszystkim członkom UE obrywa się po równo, jeśli idzie o prawo do jej otrzymania. W skrócie: pomoc publiczną będzie bardzo trudno otrzymać małym i średnim firmom, a dla dużych będzie to graniczyć z cudem.

– Głównym celem Komisji przy zmianie wytycznych było zapewnienie, by pomoc regionalna oferowana przez państwa członkowskie przyczyniała się do spójności gospodarczej i socjalnej w UE oraz by zminimalizować powodowane przez nią zakłócenia. Jedną z zasad nowych wytycznych jest zapewnienie większej efektywności wydatków publicznych. Pomoc państwa ma się lepiej przysłużyć wszystkim. Oznacza to ograniczenie pomocy do niezbędnego minimum (takiego, które zagwarantuje przeprowadzenie inwestycji) – mówi Antoine Colombani, rzecznik KE ds. konkurencji.

Pogoda nie dla bogaczy

Najmniejszą pomoc tradycyjnie będą mogły otrzymać przedsiębiorstwa w regionach „c”, czyli najbardziej rozwiniętych częściach krajów. W Polsce to tylko województwo mazowieckie. Szczególnie trudno będzie dużym przedsiębiorcom. Jeśli będą chcieli otrzymać pomoc publiczną, ich inwestycja początkowa będzie musiała być związana z wytwarzaniem nowego towaru lub usługi (inny musi być czterocyfrowy kod numeryczny w statystycznej klasyfikacji działalności gospodarczej NACE). Jak zapewnia Antoine Colombani, wytyczne nie podają definicji „nowych produktów i usług”, będzie to oceniane w sposób pragmatyczny.

– To i tak dobrze, bo były plany, by żadnej inwestycji dużej firmy w regionach „c” nie obejmować pomocą publiczną – pociesza Marek Sienkiewicz z Deloitte.

KE chce, by pomoc publiczna w regionach „c” była dozwolona jedynie wtedy, gdy są dowody, że bez niej nie byłoby inwestycji.

– Komisja uważa, że w przypadku dużych przedsiębiorstw w regionach „c” pomoc może być faktycznie zachętą dla inwestycji w nową działalność lub w inwestycje początkowe, które dywersyfikują istniejące firmy – twierdzi Antoine Colombani.

Na Mazowszu z pomocy publicznej korzystał np. Procter & Gamble, który ma na warszawskim Targówku fabrykę pieluszek. W momencie budowy była ona największa w regionie. Jeśli firma będzie chciała w przyszłości skorzystać z pomocy publicznej, zamiast pieluch będzie musiała otworzyć tu produkcję np. proszku do prania. W przypadku giganta jak P&G jest to możliwe, na ogół jednak zamyka to drogę inwestorom. Gdy rząd szukał chętnego na byłe zakłady FSO, oferował grant i zwolnienia podatkowe w specjalnej strefie ekonomicznej. W 2012 r., gdy wokół FSO kręciła się Magna, Rada m. ST. Warszawy uchwaliła program zwalniający z podatku od nieruchomości w dzielnicy Praga-Północ inwestora, który wyda 100 mln euro i stworzy 1 tys. miejsc pracy, w tym 35 w obszarze B+R. Jeśli żaden koncern motoryzacyjny nie pokaże się przed lipcem, nie skorzysta z tych atrakcji.

>>zobacz: Będzie coraz trudniej konkurować o inwestycje zagraniczne

– Pewnie inwestor będzie mógł skorzystać z jakiejś pomocy publicznej, ale czy z największej kwotowo regionalnej pomocy na inwestycje, bardzo wątpliwe. Taki plan miałby problem z wpisaniem się w odpowiednią kategorię inwestycji początkowej. Nie byłby „utworzeniem nowego zakładu”, czyli absolutnym greenfieldem, a nabycie aktywów od upadającego lub upadłego podmiotu możliwe jest tylko wtedy, kiedy nowa działalność byłaby zupełnie inna od tej prowadzonej wcześniej. Do tego dochodzi przekonujące uzasadnienie efektu zachęty oraz zakaz delokalizacji miejsc pracy w ramach UE (badany również w kontekście planów na dwa lata od zakończenia inwestycji). Z tej perspektywy, biorąc pod uwagę aktualne nasycenie zdolności produkcyjnych nowych samochodów, w Europie trudno sobie wyobrazić uruchomienie nowej fabryki bez wpływu na zmniejszenie wolumenu produkcji, a tym samym skali zatrudnienia w innym europejskim zakładzie – mówi Rafał Pulsakowski z PwC.

Sprawa nie dotyczy tylko Żerania.

– To może przesunąć inwestycje naszej branży do Turcji – ocenia Dariusz Banach z Toyota Motor Manufacturing Poland, która ma zakład silników w Jelczu–Laskowicach oraz silników i skrzyń biegów w Wałbrzychu.

Z drugiej strony: dlaczego akurat dwa lata? W najbardziej spektakularnym przykładzie delokalizacji fabryk do Polski amerykański Dell najpierw dostał najwyższą w historii pomoc publiczną w Polsce (50 mln euro), gdy w 2006 r. zdecydował się na inwestycję, a w 2009 r. ogłosił, że zamyka zakład w Limerick.

– Komisja będzie patrzeć na dwie rzeczy: czy firma zamknęła taką samą lub podobną działalność w Europejskim Obszarze Gospodarczym w ciągu dwóch lat poprzedzających złożenie wniosku o pomoc lub czy firma ma zamiar zamknąć taką działalność w ciągu dwóch lat od zakończenia inwestycji. Komisja uważa, że nie ma większego sensu pytać firmy o plany dotyczące inwestycji i relokacji w dłuższym horyzoncie czasowym – mówi Antoine Colombani.

Utrudnienie z ułatwieniem

Jest też zmiana, która utrudni życie także małym i średnim przedsiębiorcom. Dotychczas tzw. efekt zachęty, czyli udowodnienie, że bez pomocy publicznej do inwestycji w ogóle by nie doszło, musiały przedstawiać tylko duże firmy. Teraz alternatywy będą musieli przedstawiać wszyscy.

KE proponuje dwa scenariusze: a) bez pomocy publicznej inwestycja nie byłaby wystarczająco rentowna i b) pomoc ma kompensować „ograniczenia i koszty netto wynikające z lokalizacji w danym obszarze”. Pierwszy scenariusz dla większości firm odpada – trudno sobie wyobrazić przedsiębiorców, którzy w ogóle myślą o nierentownych inwestycjach. Drugi oznacza, że pomoc wyniesie maksymalnie tyle, o ile więcej firma wyda na projekt w lokalizacji, w której dostanie pomoc publiczną! Pod uwagę należy wziąć koszty administracyjne, transportu, szkoleń czy różnice płac.

– Teraz także MSP będą musiały przedstawiać alternatywne scenariusze, tyle, że bez dokumentów na ich poparcie. W ich przypadku maksymalny poziom pomocy to intensywność w danym regionie, która nie podlega dalszym ograniczeniom związanym z zasadą tzw. dodatkowego kosztu netto obowiązującego dużych przy kalkulacji efektu zachęty – wyjaśnia Rafał Pulsakowski.

W regionach „a” (w Polsce wszystkie poza województwem mazowieckim) „wystarczy” dowieść, że bez pomocy publicznej firmie nie opłacałoby się zainwestować w istniejącą fabrykę, co doprowadziłoby do jej zamknięcia. Dużym będzie o tyle trudniej, że będą musieli pokazać dokumenty na poparcie alternatywnego scenariusza. To oznacza więcej pracy dla firm konsultingowych.

– Analiza efektu zachęty będzie musiała przede wszystkim liczyć proporcjonalność pomocy, czyli zapewniać ograniczenie pomocy do niezbędnego minimum. Poprzez porównanie pełnych kosztów realizacji inwestycji w alternatywnych lokalizacjach faktyczna wysokość dofinansowania będzie wprost uzależniona od wspomnianego dodatkowego kosztu netto, czyli odpowiedzi na pytanie: o ile droższa jest inwestycja w miejscu, w którym staramy się o pomoc regionalną, i dlaczego tylko pomoc w takiej wysokości i takiej formie jest w stanie zrekompensować te różnice – wyjaśnia Rafał Pulsakowski.

Bruksela tłumaczy: trzeba sprawić, żeby pomoc była przyznawana wyłącznie wtedy, gdy jest decydująca.

– Przepisy dotyczące efektu zachęty nie powinny jednak tworzyć skomplikowanych reguł i prowadzić do zniechęcenia lub opóźnień w rozpoczęciu inwestycji, zwłaszcza w przypadku MSP. Dlatego wytyczne przewidują uproszczone przepisy dotyczące efektu zachęty w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw. Nie wymagają przedstawiania alternatywnego scenariusza. Projekt wyłączeń blokowych przewiduje kolejne uproszczenia dla MSP – mówi Antoine Colombani.

Do niedawna wydawało się, że już gorzej być nie może, ale uważna lektura nowych wytycznych przyniosła kolejne złe wieści. Okazuje się, że z pomocy publicznej wyłączeni będą producenci przetwarzający produkty rolne w produkty rolne (czyli np. mięso, przetwory z mięsa, kawę, herbatę, przyprawy, paszę, oleje, przetwory z warzyw i owoców). W specjalnych strefach ekonomicznych w Polsce działa kilkudziesięciu przedsiębiorców korzystających ze zwolnień podatkowych. Przy inwestycjach, które zrealizują po 1 lipca 2014 r., na żadne przywileje nie będą mogli liczyć. Przedsiębiorcy zaskoczeni, ministerstwo rolnictwa nie komentuje sprawy, prezesi stref przyznają, że nie zauważyli na czas problemu.

Wytyczne wchodzą w życie za niecałe pół roku.

(Dane z listopada 2013 r.; infografika Darek Gąszczyk)

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test