Złe skutki egoizmu gospodarczego

13.02.2019
Egoizm gospodarczy i proces dezintegracji UE wpłyną negatywnie na rozwój Polski – twierdzą autorzy wspólnego raportu DNB Bank Polska i PwC. Ich zdaniem skutki brexitu i wojny handlowej zapoczątkowanej przez USA będą najbardziej dotkliwe dla polskiego przetwórstwa przemysłowego oraz handlu.


Raport zatytułowany „Kierunki 2019. Nowe nadzieje, nowe zagrożenia w dobie rosnącego egoizmu gospodarczego. Skutki dla polskiej gospodarki i przedsiębiorstw” zaprezentowali 13 lutego wspólnie Jacek Socha, wiceprezes firmy doradczej PricewaterhouseCoopers (PwC) i Artur Tomaszewski, prezes DNB Bank Polska.

Odwrót od otwartości

„Jeszcze niedawno powszechnie przyjmowano, że znoszenie barier w światowym handlu przyczynia się do wzrostu dobrobytu. Po upadku ZSRR, reformach w Chinach i ich dołączeniu do Światowej Organizacji Handlu wydawało się, że otwartość gospodarcza nie jest kwestionowana. Ale światowy kryzys lat 2008/2009 spowodował zachwianie zaufania między partnerami handlowymi i pojawił się egoizm gospodarczy” – mówił Artur Tomaszewski, prezes DNB Bank Polska.

Przyspieszenie procesów globalizacyjnych po upadku komunizmu wiązało się z intensyfikacją integracji regionalnej oraz wzrostem otwartości gospodarczej. Globalizacja zaczęła obejmować nie tylko obrót towarów, ale również rynki finansowe, przepływy kapitału, a także migracje ludności. Sytuacja zaczęła się zmieniać po kryzysie finansowym w 2008 roku, na skutek którego globalne PKB spadło w 2009 r. o 1,7 proc. rok do roku, a unijne aż o 4,3 proc.

„Do najwyraźniejszych sygnałów świadczących o odwrocie od otwartości i integracji należy kryzys migracyjny z 2015 roku, a także brexit oraz nowa polityka handlowa Stanów Zjednoczonych – wyjaśniał Tomaszewski. Do tego doszły zmieniające się nastroje obywateli, co znalazło swe odzwierciedlenie w wynikach wyborów parlamentarnych. We Francji dwa lata temu zaskakująco wysoki wynik osiągnął antyeuropejski Front Narodowy, a w Austrii i Włoszech od ubiegłego roku współrządzą partie antyimigranckie.

Wzrost niepewności polityczno-gospodarczej na świecie w ostatnich latach odzwierciedla powyższy wykres. Przedstawiono na nim światowy wskaźnik niepewności (World Uncertainty Index – WUI).

Kryzys migracyjny

Za początek kryzysu imigracyjnego przyjmuje się rok 2015. „Do Europy przybyło wówczas ponad 1,8 mln osób. Należy jednak zwrócić uwagę, że w kolejnych latach liczba ta znacząco spadła: do ok. pół miliona w roku 2016, 200 tys. w roku 2017 i 150 tys. w roku 2018 – mówił Jacek Socha, wiceprezes PwC. „Jednak postawy antyimigranckie utrwaliły się. Odsetek Polaków twierdzących, że Polska nie powinna przyjmować uchodźców z krajów objętych konfliktami wojennymi wzrosła z 21 proc. w maju 2015 r. do 50 proc. w czerwcu 2018 r.” – dodał.

W ciągu kilku lat nastąpiły zmiany w strukturze demograficznej wielu krajów Europy. Jak piszą autorzy raportu, w 1998 r. w UE jeden emigrant przypadał na 230 osób, a w 2015 r. było to już 109 osób. Liczba wszystkich migrantów, którzy przybyli wówczas do Unii Europejskiej sięgała ponad 4,6 mln, co odpowiadało 0,95 proc. jej populacji.

Komisja Europejska twierdzi, że w latach 2015-2016 przeznaczyła na walkę z kryzysem migracyjnym 9,2 mld euro. Same Niemcy oceniają swój dodatkowy wkład na około 0,5 proc. PKB w latach 2016 i 2017. Wydatki te nie powinny być jednak traktowane jako czyste koszty – OECD szacuje, że dodatkowe środki przeznaczone na wsparcie imigrantów już w latach 2016 i 2017 wygenerowały w państwach Europy popyt rzędu 0,1-0,2 proc. PKB.

Brexit czyli straty

Jednym ze skutków kryzysu migracyjnego było referendum w Wielkiej Brytanii w 2016 r., dotyczące pozostania lub wyjścia tego kraju z Unii Europejskiej. Większość Brytyjczyków zagłosowała na „nie” i w konsekwencji 29 marca tego roku kraj ten najprawdopodobniej opuści unię. Trudno obecnie wyrokować jakie będą skutki tego pierwszego w historii wyjścia kraju z UE dla całej Wspólnoty i poszczególnych państw.

Według szacunków PwC, PKB Wielkiej Brytanii w 2020 roku powinno być o 3-5,5 proc. niższe, niż gdyby brexit nie miał miejsca. Z kolei w zależności od scenariusza, Unia Europejska do 2030 roku straci w wyniku brexitu od 13,3 do 63 mld euro, co oznacza spadek PKB o 0,11 do 0,52 proc.

Sprawa kontrolowanego brexitu ostatnio rozbiła się o tzw. backstop czyli mechanizm mający zapobiec problemom na nieistniejącej granicy Irlandii z Irlandią Północną. „Przywrócenie tam granicy jest kwadraturą koła, gdyż stoją tam budynki, zakłady czy stacje benzynowe; jeden z właścicieli takiej stacji mówił , że ma dystrybutory po jednej stronie granicy, a kasy po drugiej” – mówił Socha.

Skutki brexitu dla Polski mają sięgnąć od ok. 0,4 do 0,55 proc. PKB.

W zależności od scenariusza, skutki brexitu dla Polski mają sięgnąć od około 0,4 do 0,55 proc. PKB. W polskim eksporcie nad Tamizę dominują maszyny, urządzenia, sprzęt elektryczny i elektrotechniczny (m.in. komputery), sprzęt transportowy (m.in. samochody i części do nich), a także przetwory spożywcze oraz artykuły przemysłowe. Branże te odpowiadają za 61 proc. całego polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii. „Oznacza to, że producenci działający w sektorach przetwórstwa przemysłowego, transportu i motoryzacji, a także w branży spożywczej mogą odczuć najsilniej utrudnienia w wymianie handlowej z Wielką Brytanią po jej wyjściu z Unii Europejskiej” – wyjaśniał Socha.

Z badań DNB i PwC wynika, że 13 proc. ankietowanych firm uważa, że tzw. twardy Brexit będzie miał duże lub bardzo duże skutki dla ich działalności. W przypadku 60 proc. będzie on niewielki. Zdaniem autorów raportu stosunkowo niewielki odsetek przedsiębiorców, którzy obawiają się brexitu może wynikać z tego, że patrzą na tę sytuację pod kątem swoich partnerów handlowych, uważając, że jeśli nie kooperują z Brytyjczykami, to problem ich nie dotyczy. Tymczasem konsekwencje będą szersze, np. szacuje się, że po twardym brexicie może zostać zlikwidowanych ok. 100 tys. miejsc pracy w niemieckim przemyśle samochodowym. A dostarczycielami podzespołów dla Niemiec są bardzo często firmy z Polski.

Wojna handlowa

Przejawem egoizmu gospodarczego jest też zmiana polityki handlowej Stanów Zjednoczonych i rozpoczęta w 2018 r. wojna celna. Dla USA może ona oznaczać spadek PKB o 0,5 proc. oraz utratę 700 tys. miejsc pracy w szczytowym momencie, który przypada na trzeci kwartał 2019 roku. Ewentualna dalsza eskalacja konfliktu i podniesienie stawek celnych do 25 proc. mogłaby poskutkować dalszym spadkiem PKB o 1,8 proc. w pierwszym kwartale 2020 roku oraz utratą blisko 2,6 milionów miejsc pracy – szacują eksperci PwC.

Przetwórstwo przemysłowe, a zwłaszcza motoryzacja i elektronika to obszary o największej ekspozycji na wymianę międzynarodową, a więc również najbardziej narażone na ograniczenia otwartości państw. – Dlatego to właśnie niemiecki przemysł motoryzacyjny wymienia się jako branżę, która najsilniej może odczuć nową politykę handlową Stanów Zjednoczonych. Polska, jako dostawca półproduktów dla producentów samochodów, również może odczuć skutki wojny celnej – mówi Socha.

W przypadku ankietowanych przez PwC polskich przedsiębiorców i menedżerów prawie jedna czwarta obawia się konsekwencji wojny handlowej zapoczątkowanej przez administrację prezydenta Trumpa.

Spadek otwartości gospodarki

Podatność na skutki dezintegracji UE czy pogłębiającej się wojny handlowej związana jest z otwartością handlową gospodarek. Wskaźnik otwartości handlowej to stosunek obrotów handlowych (sumy eksportu i importu) do wielkości produktu krajowego brutto danego państwa. Eksperci DNB i PwC przenalizowali na jakim poziomie kształtuje się otwartość gospodarcza Polski, Niemiec, Węgier, Francji, USA, Norwegii i Wielkiej Brytanii.

Jak się okazuje najniższy wskaźnik odnotowano w USA (pomiędzy 23-30 proc.), co nie może dziwić, biorąc pod uwagę wielkość rynku wewnętrznego USA. Z kolei na przeciwległym biegunie znajdują się Węgry, gdzie w 2017 roku osiągnął on poziom 192 proc. W przypadku Polski sięga on około 100 proc., ale co ważne w latach 1998-2017 wzrósł aż o 75 proc.

Pomysły takie jak m.in. Unia Europejska dwóch prędkości może pociągnąć za sobą spadek średniego poziomu globalnej otwartości – piszą autorzy raportu. Takiej przyszłości spodziewa się 56,5 proc. badanych. „Obszarami najbardziej zagrożonymi ewentualnymi pogłębiającymi się tendencjami izolacjonistycznymi w Polsce będzie przemysł, zwłaszcza branża motoryzacyjna, maszynowa i meblarska, handel hurtowy i detaliczny, transport i gospodarka magazynowa, a także usługi i działalność biznesowa” – mówi Tomaszewski. „Jednak egoizm gospodarczy i procesy dezintegracji w dłuższej perspektywie nie będą służyć nikomu. Mogą być szczególnie dotkliwe dla gospodarek, które tak jak Polska, rozwijają się co prawda dynamicznie, ale ciągle pozostają daleko za globalnymi liderami” – podsumowuje.

Polscy przedsiębiorcy za globalizacją

W ostatnich latach wyraźnie da się dostrzec, że politycy zmienili podejście do globalizacji i współpracy z sąsiadami. Z ankiety przeprowadzonej przez DNB i PwC wśród największych polskich firm wynika, że aż 65,2 proc. badanych nie dostrzega wśród swoich zagranicznych kontrahentów oznak zniechęcenia wobec współpracy z nimi. Respondenci równie przychylnie postrzegają globalizację – blisko dwie trzecie z nich przyznało, że jest ona zjawiskiem pozytywnym, prowadzi do wzrostu światowego bogactwa i wzajemnego wzbogacania kultur. Co ciekawe, taka odpowiedź była wybierana zarówno w firmach z dużym udziałem kapitału zagranicznego i współpracujących z podmiotami zagranicznymi, jak i wśród tych prowadzących działalność jedynie na terenie Polski.

Aż 91,3 proc. badanych biorących udział w ankiecie DNB i PwC nie uważa, by cudzoziemcy mieli negatywny wpływ na rynek pracy. Jeśli chodzi o unijne sektory najbardziej uzależnione od pracy imigrantów, to w pierwszej kolejności wymienić należy przetwórstwo przemysłowe, w którym 14,1 proc. zatrudnionych to imigranci pochodzący z Unii Europejskiej, a 11,1 proc. – spoza Unii. Oznacza to, że co czwarta osoba pracująca w tym sektorze to obcokrajowiec. Praca imigrantów jest niemal równie istotna w handlu, budownictwie, a także opiece zdrowotnej i pomocy społecznej.

Dane dotyczące pozwoleń na pracę wydanych w Polsce w dużej mierze potwierdzają te wnioski – branżami najbardziej uzależnionymi od cudzoziemców są usługi administrowania i działalność wspierająca, które obejmują między innymi działalność usługową związaną z utrzymaniem porządku w budynkach i zagospodarowaniem terenów zieleni (26,5 proc. wydanych pozwoleń na pracę), przetwórstwo przemysłowe (21,2 proc.), budownictwo (19,5 proc.), transport i gospodarka magazynowa (15,9 proc.).

Najwięcej pozwoleń na pracę wydano w Polsce obywatelom Ukrainy, Nepalu i Białorusi.

W pierwszej połowie 2018 roku najwięcej pozwoleń wydano w Polsce obywatelom Ukrainy (110 075 dokumentów – 74,4 proc. wszystkich wydanych pozwoleń). Poza tym byli to Nepalczycy (9 234 pozwoleń, 6,2 proc.) oraz Białorusi (8 255 pozwoleń, 5,6 proc.). W ponad 70 proc. ankietowanych firm obcokrajowcy stanowią nie więcej niż 5 proc. zatrudnionych, ale już w jednej piątej to od 5 do nawet 50 proc. załogi.

„W Polsce w sektorze: administrowanie i działalność wspierająca, który obejmuje m.in. osoby sprzątające, już co drugi zatrudniony to cudzoziemiec, a w budownictwie – co czwarty” – wyjaśniał Tomaszewski.

Więcej szans czy zagrożeń?

Szanse rosnącej integracji to m.in. osłabienie skutków negatywnych zmian demograficznych w kontekście starzenia się społeczeństw, wzrost skuteczności działań dotyczących zanieczyszczenia środowiska, przepływ informacji i wiedzy do polskiej gospodarki i przejmowanie pozytywnych wzorców przy podziale dochodów (w tym ograniczanie tzw. transgranicznej optymalizacji podatkowej). Zagrożenia to m.in. osłabienie gospodarek państw, których obywatele migrują do Polski, koszty integracyjne imigrantów czy utrzymanie możliwości optymalizacji podatkowej.

Z drugiej strony przedstawiono szanse związane z egoizmem gospodarczym – wśród nich m.in. utrwalenie wysokiej aktywności zawodowej społeczeństwa w kontekście braku konkurencji, zachowanie tożsamości kulturowej i homogeniczności społecznej czy tworzenie własnych nowych technologii. Do zagrożeń zaliczono m.in.: rosnące koszty systemu emerytalnego, potencjalne pogorszenie się struktury zasobów w gospodarce i brak swobodnej i elastycznej alokacji czynników produkcji.

„Jak wiemy świat nie jest czarno-biały, więc zapewne znajdziemy się pomiędzy tymi skrajnymi rozwiązaniami” – stwierdził Socha.

Egoizm gospodarczy to działania, które z globalnego punktu widzenia mają negatywne konsekwencje społeczno-gospodarcze, ale dla danego państwa wydają się one korzystne i są uzasadniane potrzebą ochrony indywidualnych interesów – mówili eksperci DNB i PwC. „Długookresowe skutki tych zmian są trudne do przewidzenia” – komentował Tomaszewski. Jak dodał: „rewolucja technologiczna dziejąca się na naszych oczach przybiera na sile i na pewno będzie stymulowała kolejne zmiany w podejściu do globalizacji i otwartości gospodarczej”.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test