Zmiany klimatu wyzwaniem dla biznesu

18.03.2019
Do niedawna niewiele firm analizowało na poważnie ryzyka biznesowe związane z globalnym ociepleniem. Tymczasem te ryzyka już się materializują. Zmusza to biznes do przekierowania inwestycji na walkę ze skutkami zmian klimatu. Oby nie było za późno.

Topniejący lodowiec Collins na Antarktydzie Źródło: Envato


Ta wiadomość wstrząsnęła w marcu miłośnikami włoskiej oliwy. Anomalie pogodowe sprawiły, że zbiory oliwek we Włoszech były o 60 proc. mniejsze niż w zeszłym sezonie i najsłabsze od ćwierć wieku. To oznacza drastyczny wzrost cen i konieczność importu oliwy z zagranicy. Na wiosnę zeszłego roku właściciele włoskich gajów oliwnych musieli zmierzyć się z niespodziewanymi przymrozkami, latem borykali się z wyniszczającą suszą, a jesienią z niezwykle intensywnymi opadami deszczu. Na spadku zbiorów stracili ponad miliard euro. Nie tylko dla producentów oliwy stało się jasne, że skrajne warunki, będące dotkliwym już skutkiem postępujących zmian klimatycznych, mają konkretny wymiar finansowy.

Coraz więcej firm oraz inwestorów uznaje ryzyka środowiskowe, takie jak susze, pożary czy powodzie jako bardziej zagrażające ich biznesowi niż chwiejność rynków, cyberprzestępstwa, czy geopolityczne zawirowania.

Ryzyko zmaterializowane

Kwestie klimatyczne i środowiskowe zdominowały ranking największych globalnych ryzyk przygotowany przez Światowe Forum Ekonomiczne przed ostatnim szczytem w Davos. Eksperci i liderzy przepytani na użytek rankingu są zgodni, że ekstremalne zjawiska pogodowe, migracje spowodowane zmianami klimatycznymi i katastrofy naturalne są najprawdopodobniej tym, z czym będziemy musieli się zmierzyć jeszcze w tym roku. W ten sposób dyskusje i ustalenia rozpoczęte w 2015 r. na szczycie klimatycznym w Paryżu zyskują praktyczny wymiar. O ile bowiem w trakcie szczytu 200 państw ustaliło, że muszą zmniejszyć emisje, i zachęcać do tego sektor prywatny i publiczny, aby zapobiec dalszemu globalnemu ociepleniu, mało kto zaczął te ustalenia faktycznie wdrażać.

Dopiero, gdy niektórzy – jak włoscy producenci oliwy – zaczęli dostrzegać skutki zmian klimatu na własnej skórze – pojawiła się refleksja: – co będzie dalej? Ostatnie dane Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu przy ONZ wskazujące, że jeśli nie zaczniemy natychmiast działać, między 2030 a 2052 r. temperatura podniesie się globalnie o 1,5 stopnia Celsjusza, nie pozostawiają złudzeń. Taki poziom ocieplenia spowoduje nieodwracalne straty i zwiększy gwałtownie ryzyka związane z bezpieczeństwem i zdrowiem ludności, zasobami wody i wzrostem gospodarczym. Ryzyka, które już się materializują.

W 2018 r. katastrofy naturalne i anomalie pogodowe spowodowały – jak szacuje firma reasekuracyjna Munich RE – straty w skali globalnej w wysokości co najmniej 160 miliardów euro. Firma konsultingowa Control Risks przewiduje, że w 2019 r. straty będą dużo wyższe. Jak wynika z najnowszego raportu kancelarii Clyde & Co, odpisy roczne ubezpieczycieli, uwzględniając inflację, wzrosły od lat 80. ubiegłego wieku do ostatniej dekady z 10 do 55 miliardów dolarów. Jest to w dużej mierze skutkiem strat z powodu zdarzeń wynikających z anomalii pogodowych, których liczba w tym czasie wzrosła trzykrotnie.

Davos: Zmiany klimatu najważniejszym ryzykiem

Zagrożone dostawy

Klimatyczne ryzyka w biznesie dotyczą kilku zasadniczych obszarów. Najważniejszy to łańcuchy dostaw. Z raportu Uniwersytetu Maryland i producenta oprogramowania Resilinc wynika, że zaburzenia stabilności łańcuchów dostaw spowodowane anomaliami pogodowymi w 2017 r. podwoiły się w stosunku do 2016 roku. I nie dotyczy to jedynie krajów rozwijających się, gdzie infrastruktura jest często kiepskiej jakości, ale głównie Stanów Zjednoczonych. Gospodarka amerykańska coraz gorzej radzi sobie ze skutkami huraganów i ponosi coraz większe koszty. Przekonała się o tym m.in. firma energetyczna z Kalifornii – Pacific Gas and Electric, która została zarzucona pozwami o wartości odszkodowań 7 mld dolarów za skutki pożaru Camp Fire w listopadzie ubiegłego roku. I choć wina firmy, której grozi teraz bankructwo, jest w tym przypadku dwuznaczna, nie ma wątpliwości, że – jak mówi Alison Martin, szef ryzyka w Zurich Insurance Group: „Teraz już nikt nie pyta, czy wierzysz w zmiany klimatyczne, ale jak walczysz z ich skutkami”.

Czym innym jest jednak bezpośrednia walka firm ze skutkami zmian klimatycznych, a czym innym walka z samymi zmianami klimatu. Ta pierwsza wymaga szukania nowych zasobów. Jak w przypadku Coca-Coli, której głównym ryzykiem stanie się niedobór wody i musi znaleźć sposób na jej oszczędzanie i odzysk do ponownej produkcji. Korporacja wdrożyła już w 2005 r. specjalny system wczesnego ostrzegania przed zagrożeniami dla jej łańcucha dostaw. Innym przykładem jest IKEA, która z obawy o rosnącą skalę wylesiania na skutek pożarów, szuka nowych materiałów z recyklingu. Walka z ociepleniem wymaga z kolei ogromnych nakładów na zmiany w źródłach energii i użytkowaniu ziem uprawnych, bezemisyjność infrastruktury transportowej i konstruowanie budynków czy systemów przemysłowych. Do tej walki trudno jednak zmusić te branże, które wciąż nie odczuwają zmian na własnej skórze.

Presja inwestorów

Częściowo wzięły się za to organizacje międzynarodowe i rządy, ustalając przepisy zmuszające niektóre branże do zmian, jak np. ustalając zaostrzone limity emisji dla statków, samochodów, czy elektrowni. Tam, gdzie w grę nie wchodzą (jeszcze) szczególne klimatyczne przepisy, jak np. w korzystającej głównie z outsourcingu „lekkiej” branży odzieżowej czy spożywczej, naciskać zaczynają bardziej długofalowi inwestorzy. A to wpływa na uwzględnienie zmian klimatycznych w strategii coraz większej grupy firm. I tak, jeszcze dekadę temu ledwie 5 proc. firm wybierających się na amerykańską giełdę w jakikolwiek sposób analizowało wpływ zmian klimatu na swoją działalność. Dziś szczegółowe analizy w raportach przedstawia ok. 15 procent debiutantów. Jak np. powracający na Wall Street producent kultowych dżinsów Levi’s, który w dokumentach rejestrowych szczegółowo omawia ryzyka związane z dostawami z bawełny, których uprawy będą coraz bardziej narażone na katastrofy naturalne.

Generalnie, rolnictwo, a co za tym idzie – przemysł spożywczy – należy do sektorów najbardziej narażonych na zmiany klimatu. A jednocześnie do tych, które najbardziej się do tych zmian przyczyniają.

Udział CO2 wydzielanego do atmosfery przez rolnictwo stanowi 15-20 proc. całkowitej emisji tego gazu pochodzącej z działalności ludzi. Nowoczesne, intensywne rolnictwo wymaga o wiele większego zużycia energii, niż tradycyjne metody uprawy roli, ponieważ do wykonywania większości prac (uprawa ziemi, zbiór, transport ziarna, stosowanie pestycydów) używa się maszyn. Intensywna uprawa terenów rolniczych i wycinanie lasów powodują znaczące zwiększenie emisji. Całkowitą emisję gazów cieplarnianych, związaną z gospodarką rolną, można byłoby zmniejszyć do roku 2020 aż o 35 proc. poprzez zmianę stosowanych masowo metod agrotechnicznych, co oczywiście wiąże się z kosztami.

Dla inwestorów niefrasobliwość większości przedsiębiorstw w kontekście oceny skutków zmian klimatu staje się coraz bardziej ryzykowna. Jak w przypadku choćby linii lotniczych, które na razie z własnej woli nie robią wiele, by zmniejszyć swoją emisyjność, a przecież katastrofy klimatyczne wpływać będę w dużym stopniu również na tę branżę (opóźnione, bądź odwołane loty, trudniejsze warunki podróży, większe niebezpieczeństwo itd.). Z tego powodu część z nich zaczyna wywierać nacisk na biznes, grożąc wycofaniem się z inwestycji. Szczególnie, że raportowanie ryzyk związanych wprost ze zmianami klimatu nie jest obowiązkowe. W USA w 2017 r. specjalna grupa robocza ds. klimatycznej sprawozdawczości finansowej stworzyła pod auspicjami międzynarodowej Rady Stabilności Finansowej wytyczne dotyczące takiego raportowania, ale jest ono całkowicie dobrowolne. W tej sytuacji, jak podkreśla Rowan Douglas z firmy brokerskiej Willis Towers Watson: „Zimna logika rachunkowa podważa sensowność kosztownego zarządzania ryzykami klimatycznymi”. Nawet, jeśli ryzyko klimatyczne rośnie, premie ubezpieczeniowe i koszty kredytu, czyli kluczowe wskaźniki, do których odnosi się ekonomia, nie wzrosły znacząco. Polisy są sprzedawane na ogół na rok, więc nie uwzględniają na razie przyszłych skutków zmian klimatu.

Uwzględniają je za to coraz częściej agencje ratingowe oraz inwestorzy. Największy fundusz emerytalny na świecie – norweski Norges Bank Investment Management, z aktywami wartymi 1 bilion euro, ogłosił, że zrobi wszystko, by zmusić firmy do ograniczania emisji. Jak? Wycofując się z inwestycji w firmy energetyczne korzystające z węgla. Od 2013 r. inwestorzy wycofali łącznie aktywa warte ponad 6 bln dolarów z funduszy związanych z paliwami kopalnymi, a setki korporacji wprowadziło dobrowolne strategie inwestycji w czystą energię. Następne w kolejce „dezinwestycyjnej” będą zapewne linie lotnicze, które odpowiadają za 2 proc. światowych emisji CO2.

W marcu 40 inwestorów skupionych w Transition Pathway Initiative (m.in. BNP Paribas), z aktywami wartymi 13 bln dol., ogłosiło wyniki badania 20 największych linii lotniczych przeprowadzonego przez London School of Economics Grantham Research Instutute.  Linie te – jak wynika z raportu – robią zdecydowanie za mało, by ograniczać emisje. BNP Paribas, podobnie jak Royal Bank of Scotland, wycofały się już wcześniej z finansowania nowych elektrowni korzystających z węgla. Teraz pod naciskiem inwestorów z Wielkiej Brytanii, zrzeszonych w ShareAction, do podobnego kroku namawiany jest bank HSBC, do którego ci wystosowali list żądający wycofania finansowania budowy nowych elektrowni węglowych w Azji. Paradoksalnie, wcześniej HSBC obiecał, w ramach postanowień ze szczytu w Paryżu, że do 2025 r. przeznaczy 100 mld dol. na finansowanie projektów, które przyczyniają się do redukcji emisji.

Drogi klimat europejski

Zielone zachęty

To pokazuje dwuznaczność w realizacji strategii ochrony klimatu, które na koniec weryfikuje wciąż krótkookresowy rachunek ekonomiczny. Nawet sami „proklimatyczni” inwestorzy nie są spójni w swoich decyzjach. Wspomniana już inicjatywa ShareAction wykazała, że te same firmy z indeksu FTSE100, które podejmują działania na rzecz ochrony klimatu, nie przywiązują wagi do tego, w co inwestują pieniądze ich pracownicze fundusze emerytalne. Z raportu „Czy pracownicy zyskają? Ochrona funduszy emerytalnych przed zmianami klimatu” wynika, że fundusze emerytalne należące do członków FTSE100 są bardzo narażone na ryzyka klimatyczne. Tylko HSBC i RBS stosowały automatycznie wykluczenia firm wysokoemisyjnych.

Jeszcze mniej popularne jest celowe (pozytywne) inwestowanie w przedsięwzięcia służące ochronie klimatu. Jako przykład podaje się marokańską, państwową spółkę Masen, która miała ogromny problem ze znalezieniem finansowania dla ogromnej elektrowni słonecznej. Ma ona zapewnić krajowi 70 proc. energii odnawialnej w jego miksie energetycznym do 2030 roku. Firma musiała zapewnić inwestorom szereg ulg inwestycyjnych oraz zagwarantować odbiór całej energii, żeby przekonać ich do wyłożenia środków na inwestycję. Innym sposobem na przyciąganie inwestorów jest emisja zielonych obligacji, których pionierem (państwowym) była Polska, która w 2018 r. wyemitowała takie obligacje o nominale miliarda euro. Głównym celem emisji jest finansowanie projektów korzystnie wpływających na środowisko.

Dotąd “zielony” dług emitowały głównie prywatne firmy i międzynarodowe instytucje finansowe. Według szacunków Climate Bonds Initiative w tym roku wartość emisji dojdzie do poziomu 100 mld dolarów, choć na dzień dzisiejszy pewna jest kwota 75,3 mld dolarów. Najwięcej środków z emisji „zielonych obligacji” inwestuje się obecnie w transport określany jako niskoemisyjny, czyli przede wszystkim w koleje, ale również w odnawialne źródła energii (OZE). Najwięcej takich projektów zrealizował Europejski Banki Inwestycyjny (EBI). Do 2020 roku z udzielanych pożyczek EBI aż 35 proc. ma mieć formę zielonych obligacji. W sprawę zaangażował się też Bank Światowy.

Klimatyczni pionierzy

Powołana przy ONZ Komisja ds. Biznesu i Zrównoważonego Rozwoju (Business and Sustainable Development Commission) szacuje, że w ten sposób można uruchomić inwestycje warte łącznie 12 bln dolarów. Inwestycje jednych firm mogą bowiem uruchomić na zasadzie kuli śniegowej poczynania konkurentów. W taki dokładnie sposób rozwija się na przykład rynek samochodów elektrycznych. Zgodnie z elektrycznym trendem podążają już firmy logistyczne. Największa z nich – DHL – założyła, że do 2050 r. jej operacje będą całkiem bezemisyjne. Kupiła też firmę StreetScooter produkującą pojazdy elektryczne i zainwestowała we własną elektryczną ciężarówkę. W przyszłości będzie być może korzystać wyłącznie również z bezemisyjnego transportu morskiego lub lotniczego.

Do czego mogą zmusić firmę klienci mitygujący ryzyko klimatyczne? Tak było w przypadku producenta nawozów Yara International, na zamówienie którego powstał już autonomiczny i elektryczny kontenerowiec, który zastąpi 40 tys. kursów samochodów z silnikiem diesla w ciągu roku.
Wychodząc z założenia, że takich klientów będzie więcej, niektóre firmy już mogłyby zamienić swoje ryzyko biznesowe w inwestycyjną szansę. Z korzyścią dla klimatu.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test