Banki czy inwestycje – co jest problemem Europy?

30.06.2014
Najpierw dwa teksty pisane z różnych pozycji, ale konkluzje podobne: w Europie nie dojdzie do ożywienia gospodarczego bez restrukturyzacji banków przywalonych złymi kredytami. Natomiast dla FT problemem są nie tyle banki , co niedostateczne inwestycje. A ponadto w przeglądzie ciekawych opinii i wiadomości z kraju i świata warto przeczytać m.in. eseje Nialla Fergussona o historycznym boju sieci z hierarchią i Josepha Stiglitza o ersatz kapitalizmie oraz obejrzeć zdjęcia chińskiego miasta duchów.
kostka3


prasaW Daily Telegraph przytomna analiza słabości europejskiej gospodarki. Deflacja i recesja grożą nie dlatego, że  nie ma czy za  słabe jest luzowanie ilościowe, lecz dlatego, że banki europejskie zalane złymi kredytami ratując się zmniejszają akcję kredytową. Nawoływania do QE na większa skalę, gdyby okazały się skuteczne,  służyłyby jedynie inwestorom i bankierom do wzbogacenia, a politykom do odroczenia niezbędnych reform i decyzji.

Howard Davies – brytyjski ekonomista i bankowiec centralny – w Project Syndicate też pisze  o europejskich problemach. Niestety Europa nie potrafi zajmować się kilkoma sprawami na raz, więc teraz pochłonięta była wyborami przewodniczącego Komisji Europejskiej. Tymczasem to co jest jej potrzebne  to silni liderzy, którzy potrafią stworzyć wizję nowej Europy, a nie tylko powtarzać zaklęcia o jeszcze ściślejszej Unii, doprowadzą do ożywienia gospodarczego i rozwiążą problemy banków i unii bankowej, bez czego ożywienia nie będzie.

makroekonomiaInaczej akcenty rozkłada Wolfgang Munchau w FT. Nadal mamy do czynienia z przyspieszoną spłatą długów przez gospodarstwa domowe i korporacje, przez  co inwestycje w Europie są 18 procent niższe niż przed kryzysem. Dosypanie pieniędzy  bankom  nie zwiększy inwestycji, jeśli nie ma popytu. Rozwiązaniem mogłyby być wspólne euroobligacje inwestycyjne wykupione przez EBC, a środki zostałyby przeznaczone na  inwestycje infrastrukturalne.

rynki-finansoweBank Rozliczeń Międzynarodowych opublikował raport roczny, w którym ostrzega przed rynkową euforią i zastanawiającym braku związku między sytuacją gospodarczą, a rynkami. Zamiast inwestować firmy wolą robić buy-back, albo angażować środki w fuzje i przejęcia – uważa BIS.  Świat zalany jest pieniądzem, a długi prywatne i publiczne rosną. Banki centralne powinny uważać, by nie wpaść w pułapkę zbyt wolnego i zbyt późnego podwyższenia stóp procentowych. Deflacja nie musi być nieszczęściem, nie musi oznaczać Wielkiego Kryzysu. Przeciwnie, w historii, wiele okresów obniżających się cen było równocześnie czasem wzrostu gospodarczego. Omówienie zerohedge wykorzystuje informacje FT i Bloomberga, a także zawiera link do  pdf raportu ( 256 stron).

Ładny pomysł, kto wygrałby puchar świata w wolności gospodarczej. Oczywiście to w zgrabnej formule ranking wolności Heritage dla 16 drużyn, które wyszły z grup eliminacyjnych. Ale  też i warto sprawdzić wyniki. Na razie w meczach o awans do ćwierćfinału  3 do 1 dla krajów z większą wolnością gospodarczą. Jeszcze gdyby Chile wygrało karne z Brazylią…

zegarTekst do czytania  na weekend, ale niestety znalazłem go dopiero w niedzielę – esej Nialla Fergusona: „Sieć czy hierarchia”, o trwającej od setek lat walce centralizacji z decentralizacją. Wydawałoby się, że w dobie komunikacji internetowej sieć wygrywa, ale pointa jest dość  smutna. Hierarchiczne struktury przechwycą sieć dla swoich interesów.

Joseph Stiglitz o tym, że nierówności nie są nieuniknione. Dobra diagnoza „ersatz kapitalizmu”. Co z nim zrobić? Konkluzje jak na Stiglitza dość zaskakujące: dobrym początkiem byłoby sprawienie, by rynki działały jak rynki, a nie były manipulowane przez bogatych. Dalej jednak już standard: „Trzeba skończyć z przywilejami dla spekulantów, korporacji i bogaczy”. W jego tekście bardziej czarnym ludem są nie ci, którzy decydują, czyli politycy, lecz ci, którzy zabiegają o swoje interesy i  jedynie korzystają z decyzji polityków.

wideoNa deser niesamowite zdjęcia miasta duchów – dzielnicy zbudowanej na modłę Manhattanu w Tjianjin,  liczącym ponad 14 milionów mieszkańców mieście 125 kilometrów na południowy-wschód od Pekinu.  Nie ma chętnych na wieżowce. Natomiast to i inne miasta duchów pokazują efektywność chińskiego kapitalizmu państwowego, tak chwalonego przez niektórych.

Chińczycy mają miasto duchów, my lotnisko duchów w Radomiu. „28.06.2014 (IAR). Radomskie lotnisko cywilne przyjmuje dziś gości z całej Polski. Piloci korzystają z okazji, bo można lądować za darmo, bez zbędnych formalności i złożonego wcześniej planu lotu. (…). Każdy, kto zechce tu wylądować, może to zrobić bezpiecznie – zapewnia Grzegorz Tuszyński z Portu Lotniczego „Radom”. Na miejscu jest straż pożarna i służby lotniskowe. Radomski port jest czternastym lotniskiem w Polsce. W tej chwili spółka prowadzi negocjacje z przewoźnikami i szykuje się do poważnych inwestycji- budowy drugiej płyty postojowej i przedłużenia drogi startowej. Pierwsze samoloty wylądują tam prawdopodobnie na jesieni”.  Na razie jednak wszystko wskazuje, że nie wylądują – nie ma chętnych, ani pasażerów, ani linii lotniczych. Na Okęcie w Warszawie jedzie się z Radomia niewiele ponad godzinę.

prasa
makroekonomia
rynki-finansowe
zegar
wideo

Tagi


Artykuły powiązane