Donald Trump odkrywa Amerykę

11.03.2017
Jak żyć z zadłużeniem, aby nie krępowało rozwoju gospodarczego jak na przykład w Grecji, jakie skutki może przynieść planowana na marzec podwyżka stóp procentowych w USA i kto zwycięży — Donald Trump czy Ameryka, zastanawiają się analitycy.
kostka


Administracja prezydenta Trumpa wciąż nie jest kompletna i kolejni kandydaci na stanowiska (między innymi ministra pracy, wiceministrów skarbu czy w zarządzie Federalnej Rezerwy) odpadają z powodu braku zaangażowania Białego Domu w ich wspieranie. Dzieje się tak, bo Donald Trump odkrywa Amerykę. Jak przypomina Barry Eichengreen z kalifornijskiego uniwersytetu Berkeley, amerykański system polityczny jest tak skonstruowany, aby uniemożliwić gwałtowne i na wielką skalę zmiany systemowo-polityczno-gospodarcze. Dbają o to amerykańskie instytucje, takie jak Kongres, służba cywilna, władze stanowe i sądownictwo.

Eichengreen wyjaśnia, jak instytucjonalny porządek blokuje uruchomienie przyrzeczonych cięć podatkowych, wycofanie reformy ubezpieczeń zdrowotnych (tzw. Obamacare) i sprawia, że nawet minister skarbu mianowany przez Trumpa jest sceptyczny wobec jego flagowych idei. Co wobec tego zrobi prezydent USA? Zdaniem Eichengreena to, co robi każdy populista — będzie starał się odwrócić uwagę publiczną.

Nie Donald Trump, ale wciąż Janet Yellen zdecyduje o tym, czy Ameryka w najbliższych dwóch latach przyspieszy gospodarczo, pisze ekonomista Economic Policy Institute. Josh Bivens wykazuje, że jeśli USA osiągną w 2017 roku pełne zatrudnienie, będzie to skutkiem wprowadzania przez Federalną Rezerwę stóp procentowych stopniowo i powoli. Stanie się tak, jeśli Donald Trump nie podporządkuje Rezerwy, co – jak wskazują nierealne projekcje wzrostu gospodarczego – chce zrobić.

USA największy problem w handlu ma z Niemcami, oświadczył Peter Navarro, szef Rady ds. Handlu w Białym Domu, prezentując w minionym tygodniu przed Krajowym Stowarzyszeniem Ekonomistów Biznesu oraz w artykule dla Wall Street Journal uzasadnienie, dlaczego administracja Trumpa chce rewidować umowy handlowe. Deficyt amerykański zamyka się kwotą 2 mld dol. dziennie. Największy jest z Niemcami i wynosi 65 mld dol. rocznie. Ekonomista American Enterprise Institute Dalibor Rohac ostrzega, że amerykańskie propozycje są niezdrowo merkantylne i Navarro myli księgową relację między PKB a eksportem netto z faktycznym ekonomicznym połączeniem. Propozycje Navarry mogą drogo kosztować strefę euro. To, że Niemcy mają nadwyżkę w handlu, oznacza, że są eksporterem netto kapitału. Ściganie Niemiec po to, by obniżyć deficyt amerykański, będzie uderzało w niemieckie wytwórnie w USA.
Jeżeli taryfy uderzą w Niemcy, najsilniejszą gospodarkę euro, to tym bardziej uderzą w kraje biedniejsze, które są od Niemiec zależne gospodarczo. Eur, aby bronić się przed taryfami, zaostrzy politykę monetarną i strefa może się rozsypać.

Nieoczekiwanie wywody Petera Navarro chwali komentator redakcji Bloomberga, która zazwyczaj ma odmienne poglądy na gospodarkę (i politykę) niż Donald Trump. Tym razem Noah Smith przekonuje, że idea redukcji deficytu jest dobra (bo deficyt obciąża przyszłe pokolenia), podobnie jak przywrócenie do USA prac w „łańcuchach dostawczych ”. Choć sposób, w jaki Navarro chce to zrobić, czyli przez taryfy importowe,  nie jest dobry. Lepiej byłoby stworzyć warunki od re-shoringu, uważa publicysta Bloomberga.

Czy podwyżka stóp procentowych dokonana przez Federalną Rezerwę odbije się na Europie? Stopy procentowe  w USA i w Europie (od 2000 w strefie euro) były przez 20 lat zmieniane niemal równocześnie. Zazwyczaj amerykańska Rezerwa zmieniała stopy pierwsza, a Europejski Bank Centralny wkrótce po niej. Dopiero w minionych dwóch latach strefa euro odcięła się od Ameryki. Zdaniem Benoit Mojon z Banque de France pozwoliła na to niekonwencjonalna polityka monetarna EBC, która opiera się na trzech zasadach — prognostycznych wytycznych, zakupów aktywów i utrzymywaniu długoterminowych rezerw płynności. Ta tendencja będzie się utrzymywać za prezydentury Trumpa, co z kolei wzmacnia monetarną niezależność strefy euro.

Inni ekonomiści z Banque de France odkrywają, jak można żyć z zadłużeniem powszechnym w Europie i na świecie. Ich kalkulacja pokazuje, które kraje w najbliższych 25 latach będą się lepiej miały, używając obligacji indeksowanych w relacji do PKB zamiast tradycyjnego długu w zagranicznych i własnych walutach. Tego rodzaju gwarancje podwiązane do realnego wzrostu gospodarczego są używane już od lat 90. XX wieku przy restrukturyzacji krajowego zadłużenia w Grecji, Argentynie, czy na Ukrainie. Jak dotąd jednak instrumentu takiego nie używano na rynkach finansowych.

Autorzy wskazują, że tak indeksowanie obligacje lepiej stabilizują wskaźnik zadłużenia, koszty odsetkowe zmieniają się wraz z nominalnym PKB jedynie poprzez indeksację tego, kto daje zlecenie, a samo oprocentowanie nie jest indeksowane na nominalnym PKB.

Wobec planów administracji Donalda Trumpa i Republikanów o wycofaniu regulacji bankowości  autorzy z Brookings Institute przypominają, że w zawirowaniu zdarzeń „upiekło się” agencjom ratingowym. Nie dotknęły ich reformy, choć były przewidziane ustawą Dodda-Franka. Agencje analizują i oceniają dla inwestorów stan kredytowy instytucji, sektorów i krajów. Ich indolencja i brak profesjonalizmu w ocenie rynku kredytów mieszkaniowych w USA były jednym z głównych czynników, które wywołały kryzys w 2008 roku. Dlatego autorzy analizy podkreślają, że obciążenie agencji prawną odpowiedzialnością za ich oceny powinno być wprowadzone.

Jak ogromny wpływ mają oceny agencji ratingowych, pokazuje przykład Brazylii, która w ich ocenie jest nieatrakcyjnym miejscem dla inwestycji. Głównie z powodu wysokich (obecnie ponad 14 proc.) stóp procentowych. Do czego to doprowadziło? W minionym roku Brazylia utraciła kolejne 10 proc. inwestycji zagranicznych i brazylijska gospodarka, nie dość że już w kryzysie i nękana aferami korupcyjno-politycznymi, wpadła w jeszcze głębszą dziurę. W 2015 roku skurczyła się o 3,8 proc., a w ubiegłym roku spadła o dalsze 3,6 proc., co jest najgłębszą zapaścią w historii kraju. Ekonomiści nie widzą też wzrostu w roku bieżącym, co zostawia 13 mln ludzi nadal bez pracy, rekordową liczbę bankructw i agencje dalej degradujące atrakcyjność inwestycyjną kraju.

Jak prowadzi się lobbing w Ameryce Donalda Trumpa, pokazuje przykład Carla Icahna. Ten 82-letni inwestor od początku popierał obecnego prezydenta, który zapowiadał przywrócenie przemysłowi naftowemu należnego w USA miejsca. Trump już wycofał prawo zakazujące trucia rzek odpadami przemysłowymi, a jego minister ochrony środowiska oficjalnie zakwestionował przekonanie, że dwutlenek węgla truje atmosferę.

Carl Icahn przygotował kolejne uderzenie. Jako że jest zaangażowany w przemysł naftowy, posiadając m.in. 82 proc. udziałów w rafinerii CVR Energy, przedstawił właśnie prezydentowi do podpisu projekt unieważnienia prawnie obowiązujących standardów mieszania paliw. Zostały one wprowadzone przez George’a W. Busha dla lepszej ochrony środowiska, a za ich przestrzeganie Icahn i cały przemysł płacą krocie. Jedna z instytucji rządowego „watchdoga”, Public Citizen, zażądała od ustawodawców śledztwa w tej sprawie. Redakcja Bloomberga zacytowała natomiast badania wskazujące, że osiem największych naftowych firm świata (wydobywających i przetwarzających ropę w sposób tradycyjny) zatruwa ziemię i powietrze bardziej niż całe Stany Zjednoczone.

I wreszcie dobra wiadomość dla Donalda Trumpa — Chiny przyznały wstępnie Trumpowi biznesmenowi 38 znaków handlowych (trademark), co pozwala prezydentowi i jego rodzinie rozwijać całą serię przedsięwzięć – od hoteli i klubów golfowych do firm ochroniarskich i konsjerż. Pod warunkiem, że nikt nie zgłosi obiekcji przez najbliższe 90 dni.


Tagi


Artykuły powiązane