Robotyzacja straszy w Polsce

03.11.2014
Polecam świetną analizę zawodów i miejsc pracy w Polsce zagrożonych przez robotyzację i automatyzację. Ponadto w przeglądzie informacji i analiz z kraju i świata o kolejnym raporcie klimatycznym, gospodarce chińskiej, skutkach kryzysów finansowych, problemach Deutsche Banku. Ze spraw krajowych porównanie Szczecina i Wrocławia, a na koniec pouczający krach na rynku marihuany.
kostka


wiadomosciWarszawski Instytut Studiów Ekonomicznych przygotował analizę zagrożeń automatyzacją i robotyzacją różnych zawodów „Czy robot zabierze Ci pracę?”. Autorzy opracowania Maciej Bitner, Rafał Starościk i Piotr Szczerba, oszacowali ekonometrycznie prawdopodobieństwo mechanizacji, automatyzacji lub robotyzacji ponad 130 zawodów według klasyfikacji europejskiej (ponad 900 według amerykańskiej). „Otrzymane rezultaty wskazały nam na silną zależność pomiędzy stopniem rozwoju gospodarczego danego państwa, a udziałem zagrożonych zawodów w rynku pracy. Polska znajduje się w ogonie rankingu, co sygnalizuje potencjalnie wysokie koszty społeczne procesów dostosowawczych, o ile nie zostaną podjęte odpowiednio wcześniej środki zaradcze”.

Najbardziej podatne na automatyzację miejsca pracy:  robotnicy w przetwórstwie spożywczym, pracownicy administracyjni, pracownicy obrotu pieniężnego, pomoce i sprzątaczki domowe, biurowe, hotelowe, maszyniści kolejowi, kasjerzy, operatorzy maszyn górniczych, monterzy, kierowcy ciężarówek i autobusów (wszystkie wielkie koncerny samochodowe plus Google prowadzą prace nad automatycznym kierowaniem pojazdami), pracownicy usług ochrony.

W sumie w Polsce jedna trzecia miejsc pracy znajduje się w zawodach uznanych za zagrożone automatyzacją i robotyzacją. Horyzont czasowy analizy to 20 lat, tamże lista zawodów najmniej zagrożonych, którą otwierają dyrektorzy generalni i wykonawczy, oraz bardzo ciekawe korelacje porównujące zagrożenia miejsc pracy w poszczególnych państwach Unii Europejskiej. Mniej zagrożone są kraje, które mają większe nakłady na badania i rozwój, a także bardziej zaawansowaną rewolucję teleinformatyczną.

wywiady

Nie bój się robotów. To mogą być nasi najlepsi przyjaciele – twierdzi z kolei komentator Reutersa na przykładzie małej piekarni w Austrii zwracając uwagę na pożytki, jakie czasami niesie z sobą nieefektywność.

 

 

przemyslWydaje się, że świat coraz mniejszą uwagę przywiązuje do raportów klimatycznych ONZ. W niedzielę ogłoszono kolejny, dla porządku podajemy link do Bloomberga, bo mało kto o nim napisał. Dokładność prognoz jest taka: panel przewiduje wzrost temperatury do końca stulecia od 0,3 do 4,8 stopnia, a podwyższenie poziomu oceanów o 26 do 82 centymetrów. Mimo to autorzy jak zawsze przekonują, że ograniczenie a potem likwidacja emisji do końca stulecia, jest niezbędna, a może być korzystna ekonomicznie. Niektórzy ekonomiści im wierzą, o czym świadczy też tekst prof. Michaela Spence’a.

pieniadzeInwestycje bez rujnowania budżetów sugeruje Jean Pisani Ferry w Project Syndicate. Ma to być możliwe głównie przez Europejski Bank Inwestycyjny. Zachęca też, by rządy zaczęły w inwestycjach podejmować większe ryzyko. W tekście mnóstwo zwyczajowych zastrzeżeń, że czasami z tych państwowych inwestycji wychodzą „białe słonie”, więc trzeba jest starannie dobierać, uważać, żeby nie wypierały prywatnych, były efektywne.

wiadomosciZerohedge zebrał informacje, co się aktualnie dzieje z chińską gospodarką. Najciekawsze są wykresy z materiałów Bank of America pokazujące, że kontrolowane hamowanie gospodarki trwa już w niektórych kategoriach trzeci a nawet czwarty rok, jest łagodne, a wyniki są ciągle po stronie wzrostu, tylko, że nieco mniej dynamicznego niż kiedyś.

 

finanse-publiczneChristina i David Romerowie opublikowali artykuł wskazujący, że spadek aktywności gospodarczej w czasie kryzysu finansowego nie musi być bardzo głęboki, a odbudowa gospodarki po kryzysie – powolna. Spadki są przeciętnie licząc umiarkowane i często tylko przejściowe. Tyler Cowen daje link do artykułu i do omówienia, w którym replikuje Kenneth Rogoff, współautor słynnego artykułu z 2009 roku, w którym razem z Carmen Reinhardt na podstawie analiz historycznych stawiał właśnie tezy o głębokich kryzysach finansowych i powolnej odbudowie gospodarek.

rynki-finansoweThe Economist obszernie opisuje kłopoty niemieckiego giganta Deutsche Bank, który już zapłacił 4,5 mld dol. kar i odłożył na kolejne 4,1 mld dol. Trudno mówić nawet o zyskach, w ubiegłym roku zarobił zaledwie 0,9 mld dol. przy aktywach 1,6 biliona, co daje zwrot z aktywów na poziomie 0,04 procent. Wskaźnik kapitalizacja do aktywów netto wynosi 0,6, dwa razy niżej niż amerykańskich konkurentów Goldman Sachs i JP Morgan.

pracaInteresująca obserwacja z Forbes. Otóż jak wynika z analiz Fundacji Kauffmana w USA niemal wszystkie miejsca pracy w latach 1988-2011 w sektorze prywatnym powstały w firmach mających mniej niż 5 lat. Politycy na ogół mówią o małych firmach jako skutecznych twórcach miejsc pracy. Tymczasem od wielkości ważniejszy jest wiek firm. To tłumaczy dlaczego QE i pompowanie pieniędzy na rynek przez FED miało tak słaby efekt, jeśli chodzi o nowe miejsca pracy. Bo pieniądze trafiały w końcu głównie do firm już od dawna istniejących na rynku. Te z kolei, zwłaszcza notowane na giełdzie, zyski przeznaczały na dywidendy i na skup własnych akcji, a nie na inwestycje.

finanse-publiczne - KopiaKrzysztof Rybiński porównał Szczecin w stagnacji i dynamiczny Wrocław pod względem rozwoju gospodarczego, budżetów, zadłużenia etc. Zadłużanie się nie koniecznie daje efekty rozwojowe, podobnie jak korzystanie z funduszy europejskich i renta geograficzna (Szczecin jest nad morzem i bliżej Berlina). Szczecin wykorzystał więcej środków europejskich niż Wrocław, a równocześnie wskaźniki rozwoju w ostatniej dekadzie ma gorsze. Zabrakło stabilnej strategii rozwoju. Teraz zarówno miasta rozwijające się, jak znajdujące w stagnacji muszą szukać nowego modelu rozwoju, bo oparty na wzroście zadłużenia wyczerpał się.

wkaznikiCiekawy wpis znanego blogera giełdowego Trystero o krachu na rynku małych spółek związanych z legalnym rynkiem marihuany w USA. „Z artykułu Hedegaarda [dziennikarza który sam zainwestował w te spółki i opisał swoja klęskę – przyp. PA] inwestorzy mogą wyciągnąć kilka niezwykle cennych lekcji. Po pierwsze, każda hossa, każda bańka spekulacyjna rodzi swoich guru (tak jak każdy krach rodzi swoich), a poleganie na ich wiedzy rynkowej może być bardzo naiwną strategią. Po drugie, media społecznościowe są fatalnym miejscem na szukanie rekomendacji inwestycyjnych. Po trzecie, myślenie grupowe może uniemożliwić inwestorom podejmowanie rozsądnych decyzji, zwłaszcza gdy w grupie wytworzyły się silne więzy emocjonalne, lojalność. Inwestorzy powinni ostrożnie podchodzić do uczestnictwa w inwestycyjnych grupach dyskusyjnych, także tych internetowych”.

wiadomosci
wywiady
przemysl
pieniadze
wiadomosci
finanse-publiczne
rynki-finansowe
praca
finanse-publiczne - Kopia
wkazniki

Tagi


Artykuły powiązane