Rosja: ludzi mamy pod dostatkiem

Jednym ze skutków rosyjskiej inwazji na Ukrainę będzie degradacja rosyjskiej gospodarki, nie tylko w wyniku zastosowania sankcji przez kraje zachodnie, ale z przyczyn wewnętrznych – prowadzenia wyniszczającej polityki demograficznej. Obecne władze Federacji Rosyjskiej w sposób ekstensywny, podobnie jak w okresie ZSRR, zarządzają nie tylko surowcami, ale również własnym społeczeństwem.
Rosja: ludzi mamy pod dostatkiem

(©Envato)

Pomimo, iż Rosja znajduje się na granicy katastrofy demograficznej, władze szykują kolejną, zimową mobilizację. Do końca nie wiadomo ilu mężczyzn, w wyniku pierwszej, „częściowej” mobilizacji, zostało do tej pory wcielonych do wojska. Utajniony siódmy punkt dekretu Putina z 21 września ub.r., w którym ogłoszono mobilizację, podobno zawierał liczbę 1,2 mln mężczyzn. Co jakiś czas w rosyjskich mediach społecznościowych i profesjonalnych pojawiają się informacje o przygotowywanej kolejnej fali „branki” oraz bezwzględności samego „procesu” poboru, szczególnie w oddalonych od centrum jednostkach administracyjnych.

Demografia ekstensywna

Podniesienie jeszcze w 2021 r. wskaźników demograficznych w rosyjskich rodzinach Putin nazwał kluczowym zadaniem dla całego kraju. Powiedział m.in., że „Rosjan powinno być więcej i powinni być zdrowi.” Tymczasem, w oparciu o dane z 2021 r. rosyjska Izba Obrachunkowa stwierdziła, że zagrożona jest realizacja jednego z kluczowych rosyjskich programów społecznych „Narodowe cele rozwoju Rosji do 2030 r.”. Według audytorów nie da się osiągnąć założonych w nim wskaźników: zwiększenia dzietności, zmniejszenia śmiertelności obywateli i podniesienia średniej długości ich życia, która wbrew założeniom, zamiast wzrosnąć w 2021 r. do ok. 72 lat, spadła do 70 lat. W rezultacie założony wskaźnik podniesienia średniej długości życia został usunięty z dokumentu.

Zdaniem rosyjskich demografów negatywny klimat w tym obszarze kształtują 4 czynniki:

  • pandemia koronawirusa (w Rosji odnotowano ok. 1 miliona nadprogramowych zgonów, wg Iriny Kałabichinej, szefowej katedry Populacji, Wydziału Ekonomicznego MGU, pandemia, pod względem oczekiwanej długości życia, cofnęła Rosję do 2011 r.);
  • napaść na Ukrainę;
  • rosnący poziom niepokoju i stresu wśród ludności (wg badań od lutego gwałtownie wzrosła liczba sytuacji stresowych, których doświadczają Rosjanie – wynika z badania WCIOM (Wszechrosyjskiego Centrum badania Opini Publicznej);
  • wpływ sankcji na system opieki zdrowotnej.

Jeszcze wiosną, na posiedzeniu Prezydium Rady Państwa, rosyjska wicepremier Tatiana Golikowa podała dane, z których wynikało, iż w ciągu najbliższych 15 lat liczba osób starych w Rosji wzrośnie o 7 mln osób. Jednocześnie liczba Rosjanek w wieku reprodukcyjnym w ciągu ostatnich 10 lat zmniejszyła się o 4,5 mln i wynosi 7,5 mln na 145-milionową populację. O jedna trzecią zmniejszyła się liczba urodzeń pierwszego i drugiego dziecka, choć wzrosła liczba urodzeń dziecka trzeciego i czwartego (o 6 proc). Ten ostatni wskaźnik, zdaniem wicepremier, jest zasługą prowadzonych od 2007 r. programów socjalnych, w tym wprowadzenia tzw. kapitału macierzyńskiego (jednorazowa forma wsparcia finansowego dla rodzin po urodzeniu pierwszego, drugiego i kolejnego dziecka; wynosi ok. 37 tys. zł), szeregu ulg kredytowych dla rodzin wielodzietnych i innych.

Ale jednocześnie, z opublikowanych w tym samym czasie danych Rosstatu wynika, że liczba urodzeń w FR jest najniższa od czasów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

Znikające mocarstwo światowe

Problem kurczącego się społeczeństwa widoczny jest w Rosji od dawna. Niemieccy uczeni z Berlińskiego Instytutu Ludności i Rozwoju w 2011 r. opublikowali książkę pt. „Zanikające mocarstwo światowe”, w której przedstawili opracowanie demografii przestrzeni postradzieckiej.

Sankcje i rosyjskie mity

Rosja (bez innych republik ZSRR) w 1960 r. zajmowała czwarte miejsce na świecie pod względem liczby ludności. W 2010 r. spadła na dziewiąte miejsce, za Brazylią, Pakistanem, Bangladeszem i Nigerią. W wyniku gwałtownego niżu demograficznego Federacja Rosyjska może do połowy wieku stracić kolejne 25 mln ludzi i tym samym wypadnie z grona dziesięciu najbardziej zaludnionych krajów świata. Wyprzedzą ją Etiopia, Filipiny, Egipt i Meksyk.

W 1991 roku, w przeddzień rozpadu ZSRR, radziecki urząd statystyczny Gosstat, obliczył, że do końca 2015 r. ludność Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (RFSRR) wzrośnie z 148,3 mln do 165,7 mln osób.

Prognoza Gosstatu, przygotowana wspólnie z Państwowym Komitetem Planowania ZSRR, była oparta na analizie statystyk dzietności, umieralności i przyrostu naturalnego. Uwzględniono w niej dane ze spisu powszechnego z 1989 r. i dane demograficzne z 1988 r. Liczbę ludności w 2021 r. wyliczono na podstawie założonej w prognozie tendencji spadku przyrostu ludności.

Dokument zakładał, że przyrost naturalny ludności Rosji będzie się stopniowo zmniejszał. Jeśli w 1988 r. było to 5,3 na 1000 osób, to do 2015 r. wskaźnik ten spadł do około 2,0 przy tej samej migracji, co wcześniej, a w 2021 r. może to być już 1,6 na 1000 osób.

Uwzględniając spowolnienie wzrostu ludności, do końca 2021 r. liczba ta osiągnęłaby co najmniej 169,4 mln osób, czyli wraz z okupowanym Krymem – 171,9 mln obywateli. W rzeczywistości do końca 2021 r., biorąc także pod uwagę wzrost śmiertelności z powodu koronawirusa, liczba Rosjan z trudem przekroczyła 145,6 mln osób i jest to o 25 mln ludzi mniej.

Katastrofa demograficzna jako norma

Korzeni rosyjskich problemów z demografią można upatrywać w skutkach wielkich tragedii społecznych w Rosji w XX w. – rewolucji, latach wielkiego terroru oraz Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Anatolij Wiszniewskij, uznany rosyjski demograf, w artykule dot. demografii okresu stalinowskiego pisze, że katastrofa demograficzna w ZSRR stała się normą.

Jedną z pierwszych przyczyn tego stanu był spadający wskaźnik urodzin.

Na początku XX w. Rosja była krajem o bardzo wysokim wskaźniku urodzin – stan ten trwał do końca lat 20., kiedy to nastąpił gwałtowny spadek. Wprawdzie w 1935 r., na I Zjeździe Wszechzwiązkowego Zjazdu Robotników i Robotnic – Stachanowców, Stalin zapowiadał, że „życie stało się szczęśliwsze”, „liczba urodzeń jest większa”, to jednak prawdziwy współczynnik dzietności był wówczas o prawie 40 proc. niższy niż w 1927 r., a liczba urodzeń dwukrotnie niższa.

„Spadek liczby urodzeń w kraju, który wkroczył na ścieżkę industrializacji i urbanizacji, jest procesem naturalnym. W stalinowskim ZSRR uderzające jest ogromne tempo spadku liczby urodzeń. Aby zachowania demograficzne całych pokoleń zmieniły się niemal natychmiast, ludzie musieli przeżyć niesamowity szok. Takim szokiem dla większości ludności w ZSRR były wydarzenia przełomu lat 20. i 30. XX w.: przymusowa kolektywizacja, wywłaszczenia i głód. W pewnym sensie szok ten był znacznie silniejszy niż szok pierwszej wojny światowej i wojny domowej, rewolucja i porewolucyjne zniszczenia. Po ich zakończeniu ludność szybko wróciła do starych norm zachowań demograficznych i rodzinnych, a szok początku lat 30. doprowadził do nieodwracalnych zmian” – pisze Anatolij Wiszniewski.

By powstrzymać spadek dzietności wprowadzono restrykcyjny zakaz aborcji, który nie przyniósł oczekiwanego efektu, wojna także spowodowała nowy gwałtowny spadek liczby urodzeń. Stalin postanowił jeszcze bardziej dokręcić śrubę. Pod koniec wojny, w 1944 r. wydano dekret podnoszący status zarejestrowanego małżeństwa i jednocześnie utrudniający rozwody. Z drugiej strony starano się także podnieść prestiż macierzyństwa poprzez wprowadzenie rządowych odznaczeń dla matek rodzin wielodzietnych i zapewnienie im szeregu świadczeń.

W okresie 1925–2000 całkowity współczynnik dzietności w Rosji spadł z 6,8 dziecka na kobietę – do 1,21, czyli o 5,59 dziecka; 71 proc. przypada na lata 1925–1955 – „epokę stalinowską”.

Również liczba zgonów – choć oficjalnie ogłaszano o jej zmniejszeniu, była znacząco wyższa: ogólna śmiertelność ludności ZSRR w 1930 r. wynosiła nie 18–19, ale 27 promili (‰); a w 1935 r. jego wartość wynosiła odpowiednio nie 16, ale około 21 promili (‰). W przybliżeniu taki sam jak w ZSRR był wówczas ogólny wskaźnik umieralności w Rosji (27,3 promila  w 1930 r. i 23,6 promila w 1935 r.).

Druga grupa katastrofalnych strat demograficznych epoki stalinowskiej związana jest z głodem. Według stosunkowo niedawnych szacunków, w ZSRR wynosiły one 7–7,5 mln, w Rosji – 2,2 mln osób. Ale to był inny głód, powojenny. Był skutkiem suszy z 1946 r., która rozpoczęła się w grudniu i trwała do żniw 1947 r. Według niektórych szacunków straty ludzkie w wyniku tego głodu w ZSRR wyniosły około 1 mln osób.

Trzecim źródłem katastrofalnych strat demograficznych, które stało się znakiem rozpoznawczym całej epoki stalinowskiej, są represje polityczne.

Liczba ofiar represji, w tym spowodowanych nimi przedwczesnych zgonów, idzie w miliony, ale ich dokładna liczba wciąż nie jest znana. Jak podaje A. Wiszniewski „w latach 1930–1953 pod zarzutem kontrrewolucji i zbrodni państwowych organy sądowe oraz pozasądowe wydały wyroki i decyzje wobec 3 778 234 osób, z czego 786 098 rozstrzelano”, ale jego zdaniem możliwe jest, że dane te są zaniżone. „Gułag rozkwitł w latach 30., istniał oraz uzupełniał się w latach wojny i nie zniknął nawet po jej zakończeniu. Co więcej, pod koniec wojny masowe represje ponownie się nasiliły i nie ustały aż do 1953 r. Ogólna liczba więźniów w więzieniach, koloniach i obozach na początku lat 50. zbliżała się do 2,8 mln osób.

Rosja w sankcyjnych okowach

Największa katastrofa demograficzne to straty poniesione przez ZSRR w czasie II wojny światowej. I tutaj też pierwotnie podawano zaniżone liczby – ok. 7 mln poległych, by ukryć rzeczywistą skalę strat. Według ostatnich sowieckich szacunków, podanych przez M. Gorbaczowa w maju 1990 r., rzeczywista liczba strat sięgnęła 27 mln ludzi. Na początku wojny ZSRR liczył ok. 195 mln ludzi – strata wynosiła wiec ok. 14 proc. przedwojennej ludności.

Luki demograficzne

Po raz pierwszy echo demograficzne Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (pojawienie się ogromnych dysproporcji między różnymi pokoleniami, a także kobietami i mężczyznami) odnotowano podczas spisu ludności z 1959 r. 40-letnich mieszkańców RFSRR (pokolenie młodych weteranów) było prawie o połowę mniej niż 30-latków, a mężczyzn w wieku 35–60 lat było prawie o połowę mniej niż kobiet.

Jeszcze w Imperium Rosyjskim, zgodnie ze spisem z 1897 r., na 1000 kobiet przypadało 992 mężczyzn, zaś według wyników spisu z 1959 r. liczba mężczyzn na 1000 kobiet zmniejszyła się do 641. Dopiero 20 lat później, w 1979 r., sytuacja zaczęła się poprawiać: na 1000 kobiet przypadało wówczas 784 mężczyzn.

W 1959 r. nastolatków w wieku 13–17 lat (którzy urodzili się w czasie wojny) było 2,5 razy mniej niż dzieci starszych i młodszych. W latach 60. pokolenie to dorosło, stało się rodzicami i powstała kolejna luka demograficzna – „dzieci wojny”. Wprawdzie „demograficzne echo wojny” słabnie, ale widać wynikającą z niej zależność: „luki” w liczebności populacji pojawiają się co 25–30 lat.

Echa katastrof narodowych

Według spisu opublikowanego przez Rosstat w 2021 r. liczba 20-letnich Rosjan jest prawie o połowę mniejsza niż 35-latków. Podobna dysproporcja występuje wśród osób w wieku 50–55 lat i 75–78 lat. Wojna zaburzyła też proporcje płci w rosyjskim społeczeństwie.

„Dzisiaj dotarło do nas trzecie echo wojny – kolejny zauważalny spadek liczby 20-letnich Rosjan. Takie doły demograficzne mogą powtarzać się cyklicznie przez ponad dekadę. Ma to ogromny wpływ na nie tylko przyrost naturalny, ale także na dynamikę starzenia się Rosjan. Obecnie wśród ludności w wieku produkcyjnym dominuje pokolenie starsze (urodzeni na przełomie lat 60. i 70.) oraz osoby w wieku średnim (urodzeni w latach 80.). I stosunkowo mało młodej, sprawnej populacji. Dla gospodarki to źle, bo w dobie szybko zmieniających się technologii potrzeba młodszych i bardziej energicznych kadr” – wyjaśniła Helena Jegorowa, kierownik laboratorium naukowego Rosyjskiego Uniwersytetu Ekonomicznego im. G. Plechanowa, , w rozmowie z portalem strana2020.ru, poświęconemu spisowi powszechnemu.

Jeśli wcześniej w Rosji wskaźnik urodzeń wynosił 26,9 na tysiąc, to już w latach 60. spadł do 23,2 na tysiąc. W latach 70. trend ten został wzmocniony przez przejście od tradycyjnej rodziny wielodzietnej do bardziej nowoczesnej, z małą liczbą dzieci.

„Spadek liczby urodzeń i falowa struktura ludności prowadzą do przejściowego wzrostu obciążenia ludności sprawnej i deficytu wnuków: obecnie na dwóch lub trzech dziadków przypada jeden wnuk, a w idealnym wariancie ten stosunek powinien być równy” – podsumowuje Helena Jegorowa.

Konsekwencją kolejnej luki demograficznej będą dwa ważne dla życia społeczeństwa momenty: spadek liczby aktywnych konsumentów różnych produktów i usług oraz niedobór młodych ludzi na rynku pracy – mówi Eugenia Szamis, założycielka i koordynator ośrodka badawczego RuGenerations – Teoria pokoleń w Rosji.

Ile to będzie kosztowało

Agresja na Ukrainę i mobilizacja zbiegły się w czasie z „demograficznym echem” lat 90., kiedy to luka demograficzna była głębsza niż w czasach II wojny światowej.

Jak twierdzi Bloomberg wojna i mobilizacje grożą kolejną katastrofą gospodarczą. Agencja cytuje rosyjskiego demografa Igora Jefremowa z Instytutu im. J. Gajdara, który uważa, że jeśli wojna nie zostanie zakończona, to w 2022 r. Rosja może odnotować tylko ok. 1,2 mln urodzeń, podczas gdy jednocześnie, średnio rocznie notuje się 2 mln zgonów (w pandemicznym 2021 r. – było to 2,5 mln osób). Jego zdaniem głównym czynnikiem spadku liczby urodzeń będzie praktycznie zanik horyzontu planowania dla większości rodzin: jedni odłożą narodziny dzieci, inni stracą tę szansę. „Ponadto wpływ będzie tym silniejszy, im dłużej będzie trwała mobilizacja” – mówi Jefremow. Do połowy 2024 r. liczba urodzeń może spaść do 1 mln, zaś współczynnik dzietności do 1,2. Takie wskaźniki odnotowano w Rosji tylko raz, pod koniec epoki Borysa Jelcyna, w latach 1999–2000.

Agencja przytacza słowa niezależnego ekonomisty Aleksandra Isakowa, który twierdzi, że czynnik demograficzny, w tym emigracja, spadająca dzietność i straty militarne odpowiadają za jedną czwartą utraconego przez Rosję potencjału wzrostu PKB, który przed wojną szacowano na 2 proc., a po jej rozpoczęciu – na 0,5 proc.

W grupie wiekowej 20–39 lat, czyli w wieku poborowym znajduje się ok. 20 mln ludzi, a w grupie 20-29 lat – mniej niż 8 mln – podaje Władymir Gimpelson, ekonomista Wyższej Szkoły Ekonomicznej, w rozmowie z niezależnym, rosyjskim portalem TheBell. Jest to najbardziej produktywna dla gospodarki grupa mężczyzn, o zmniejszonej liczebności, która jednocześnie obarczona została najcięższymi zagrożeniami: straty wojenne, emigracja.

Wydajność pracy różni się w zależności od grupy wiekowej: wzrasta do około 40 roku życia, po czym przestaje rosnąć, a następnie maleje. Wojna i mobilizacja dotyczą właśnie tej najmłodszej grupy, która znajduje się na rosnącej krzywej swojej produktywności. Oznacza to, że nie osiągną szczytu swojej produktywności, co przełoży się na produktywność zagregowaną i odpowiednio na PKB.

Gimpelson podkreśla, że brak jest danych mówiących ilu mężczyzn uciekło przed mobilizacją, a ilu zostało wysłanych na front. Jego zdaniem, jeśli przyjąć, że struktury siłowe zmobilizowały w pierwszym rzucie 300 tys. to jest to strata ok. 0,5 proc. wszystkich zatrudnionych, ale jeśli przyjąć, że ich wkład w tworzenie PKB jest zbliżony, to jest to strata 0,5 proc. PKB. Jeśli mobilizacja obejmie większą grupę mężczyzn – to wskaźnik potencjalnej utraty PKB będzie odpowiednio większy.

Zdaniem Gimpelsona konsekwencje wojny będą wieloaspektowe –ekonomiczne, demograficzne, technologiczne, polityczne, społeczne i inne. I nie będą to tylko efekty krótkookresowe, ale również średnio- i bardzo długookresowe.

(©Envato)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Jest nas więcej, ale się starzejemy

Kategoria: Analizy
Polska może zakończyć przyszły rok z większą liczbą urodzeń niż zgonów, ale będzie to bardzo wyjątkowa sytuacja, bo generalnie w sposób naturalny będzie nas ubywać – wynika z prognoz ogłoszonych przez Organizację Narodów Zjednoczonych.
Jest nas więcej, ale się starzejemy

Kryzys urodzeń to kryzys gospodarki

Kategoria: Analizy
Zasoby ludzkie to największy atut każdego z państw, które rywalizują o tytuł tego najbardziej rozwiniętego. Technologiczna przewaga czy zasoby surowców nie wystarczą, bo bez nowych pracowników nie da się utrzymać tempa wzrostu. W przypadku Polski problem z dzietnością z roku na rok się pogłębia, a nie wygląda na to, by coś miało się poprawić.
Kryzys urodzeń to kryzys gospodarki