Słabości południa Europy to nie wina Niemiec

11.12.2013

Euro, niemiecki podatnik i niska inflacja -z tego trójkąta pasują do siebie tylko dwa boki. Dlatego Niemcy w którymś momencie mogą być zmuszone podjąć dramatyczną decyzję: czy wybierają euro czy własny model gospodarczy – mówi Paweł Świdlicki, analityk Open Europe.

Paweł Świdlicki


Obserwator Finansowy:  Czy uda się pogodzić główne postanowienia umowy koalicyjnej w Niemczech – zwiększenie wydatków o 23 mld euro i obietnicę niepodwyższania podatków?

Paweł Świdlicki: CDU mocno walczyła o utrzymanie podatków. Ma pewnie w pamięci, że jej poprzedni koalicjant – FDP obiecał ich obniżki, a gdy nie dotrzymał słowa nie dostał się do parlamentu. W obliczu zwiększonych wydatków niepodwyższanie podatków nie będzie jednak łatwe. Krążą nawet słuchy, że oprócz oficjalnej umowy istnieje także tajny aneks, który zakłada, że za parę lat podatki mogą wzrosnąć, choć oczywiście byłaby to ostateczność i decyzja skrajnie niepopularna.

Na razie Wolfgang Schäuble deklaruje, że pod względem budżetowym wszystko się spina.  Niemcy stać na 23 mld euro dodatkowych wydatków w latach 2014-2017.

Niemiecka gospodarka jest teraz w na tyle dobrej kondycji, że do budżetu mogą wpływać dodatkowe dochody i skoro minister finansów twierdzi, że to wszystko się sumuje, nie będę się spierał. Przypomnę tylko, że wcześniej Schäuble równie mocno deklarował, że rząd będzie już tylko spłacał swoje długi, a nie zaciągał nowe, ale rozumiem, że wybory mogły zmienić tę sytuację.

Płaca minimalna na poziomie 8,50 euro za godzinę od 2015 roku i obniżenie wieku emerytalnego z 67 do 63 lat to jednak dość radykalne postanowienia. Niemcy staną się drugą Francją?

Nie zgodzę się, że to radykalne postanowienia, a przynajmniej nie takie które zaskoczyłyby CDU. Oni byli przygotowani na postulat płacy minimalnej. Co prawda CDU wyobrażało ją sobie na poziomie regionalnym i sektorowym, a zwyciężyła jedna stawka. To oczywiście sukces SPD, ale już wyjęcie z niej niektórych zawodów jest osiągnięciem CDU. Zaskoczeniem jest faktycznie obniżenie wielu emerytalnego, bo to działanie w przeciwnym kierunku niż zmiany w całej Europie, zmiany które rząd niemiecki bardzo popiera.

Były to zatem negocjacje równego z równym mimo, że CDU/CSU zdobyły 41,5 proc. głosów w wyborach, a SPD 25,7 proc.

Tak. SPD wynegocjowała wiele, ale można to wytłumaczyć jej doświadczeniami z poprzedniej wielkiej koalicji. SPD dużo na niej straciła i teraz od początku mówiła: „słuchajcie, czeka nas referendum wśród naszych członków i jeżeli ta umowa nie będzie dla nich atrakcyjna to jej w ogóle nie będzie”. Taka taktyka jak widać się opłaciła.

Czy te wszystkie zmiany sprawią, że niemiecka machina gospodarcza trochę zwolni? Czy to jest odwrócenie słynnej Agendy 2010 Gerharda Schrödera?

Pojawiły się takie głosy. Dzień po podpisaniu umowy „Die Welt” na pierwszej stronie pisał, że „Niemcy to już nie jest model dla Europy” i że ciężko teraz będzie nakłaniać do reform inne kraje, skoro Berlin sam reformy cofa. Ja bym tego aż tak nie oceniał. Dla mnie to wciąż złagodzenie reform, a nie ich odwrócenie.

Liczby to potwierdzają. Nawet po wprowadzeniu zmian nadwyżka na rachunku obrotów bieżących Niemiec spadnie o około 0,5 punktu procentowego – poniżej 6 proc. PKB, ale to nadal będzie 6 proc. PKB. To chyba najlepszy dowód na nierównowagę w strefie euro.

Rzeczywiście można zakładać, że strukturalnie w strefie euro mało się zmieni i nowa koalicja w Niemczech nie będzie miała w tej sprawie więcej chęci reformatorskich niż stara.

Warto się jednak zastanowić na czym ta nierównowaga w strefie euro polega. Obrazek, w którym Niemcy zalewają swoim eksportem całą Europę jest uproszczeniem. To kraje Południa strefy euro nie produkują wystarczająco dużo dóbr i usług, które mogłyby sprzedawać Niemcom. Dlatego też większa inflacja albo większe płace w Niemczech Europy niewiele zmienią, bo problemem jest głównie konkurencyjność Południa.

Gdyby strefę euro znowu należało ratować to wielka koalicja z większością w parlamencie zdolną zmienić konstytucję jest chyba plusem.

W takiej sytuacji skrajnej to faktycznie mogłoby pomóc. Jeśli jednak sprawy będą przebiegać dotychczasowym trybem i istnienie euro nie będzie zagrożone to nie spodziewam się większych zmian. Trudno sobie wyobrazić niemiecki rząd, który zgadza się na to żeby Europejski Bank Centralny prowadził tak luźną i niekonwencjonalną politykę jak Bank Anglii, trudno sobie wyobrazić niemiecki rząd, który godzi się na uwspólnotowienie długów w strefie euro. To są granice, które być może będą przekroczone tylko w razie absolutnej konieczności ratowania euro.

A można sobie wyobrazić, że Niemcy nie ratowaliby euro?

Zawszę mówię, że problem z Niemcami i strefą euro można opisać w formie trójkąta: jest euro, jest niemiecki podatnik i niska inflacja. Z tego trójkąta można wybrać tylko dwa boki, z jednego zrezygnować. Niemcy w którymś momencie mogą być zmuszone podjąć dramatyczną decyzję: czy wybierają euro czy niemiecki model gospodarczy.

Mówiliśmy już, że Niemcy wbrew receptom, które dają innym zwiększą wydatki. Czy przełoży się to na lepsze wyniki polskich eksporterów, dla których to najważniejszy rynek?

Tak, dla polskiej gospodarki to jest dobra wiadomość. Polska ma więcej produktów, które Niemcy chcą kupować niż kraje Południa strefy euro. Niemniej ogólnie zła sytuacja w unii walutowej Polsce także by nie sprzyjała.

Czy Niemcy wpłyną na zaostrzenie polityki klimatycznej UE? W umowie koalicyjnej zapisano cel 55-60 proc. energii ze źródeł odnawialnych do 2035 roku.

To dobre pytanie. Niemcy mogą do tego dążyć, ale opór będzie silny. Tu w Wielkiej Brytanii trwa właśnie dyskusja nad kosztami gospodarczymi polityki klimatycznej, wiem że polski rząd też jasno broni narodowego interesu w Brukseli jeżeli chodzi o politykę energetyczną i klimatyczną. Zresztą Komisja Europejska przygląda się temu, że same Niemcy stosują dopłaty dla najbardziej energochłonnych przedsiębiorstw, które mają wyrównać ich konkurencyjność. Nie da się dłużej ukrywać, że ambitna polityka klimatyczna jest po prostu bardzo droga.

A można ją w jakiś sposób urynkowić? Podobno Berlin rozważa system aukcyjny dotyczący OZE

To może być rozwiązanie, ale całego miksu energetycznego nie sposób oprzeć tylko na OZE. W wielu innych krajach Europy odpowiedzią może być energia jądrowa, ale w Niemczech, szczególnie od czasów Fukushimy, to polityczne tabu. Niewykluczone więc, że Niemcy też będą korzystać z energii jądrowej, ale importowanej z Francji lub Czech.

Czy umowa koalicyjna zostanie bez problemu zaakceptowana przez zgromadzenia obu partii, a Angela Merkel w drugiej połowie grudnia ponownie zostanie zaprzysiężona na urząd kanclerza?

Pewnie tak. Sondaże wskazują, że wśród członków SPD jest zdrowa większość, zbliżająca się do 70 proc. Gdyby SPD się nie zgodziło alternatywą są nowe wybory, które według badań opinii publicznej CDU/CSU mogłyby wybrać już samodzielnie. Z drugiej strony wybory są zawsze trochę loterią i chadecy nie mają pewności. Dlatego w niemieckim systemie politycznym, opartym na kompromisach, o zaakceptowanie tej umowy nie powinno być trudno.

Rozmawiał Marek Pielach

Paweł Świdlicki jest analitykiem londyńskiego think-tanku Open Europe od 2011 roku. Przedtem pracował w City. Specjalizuje się w niemieckiej polityce wewnętrznej oraz polityce i gospodarce krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Absolwent historii Uniwersytetu w Leicester i nauk politycznych w Uniwersytecie w Nottingham. Spędził także rok na Uniwersytecie w Regensburgu w Niemczech.


Tagi


Artykuły powiązane