• Anna Mackiewicz

RPP w połowie nowa

14.01.2010
Kim są osoby powołane do Rady Polityki Pieniężnej? Prof. Jerzy Hausner, dr Andrzej Rzońca i prof. Jan Winiecki? Dr Andrzej Bratkowski i prof. Elżbieta Chojna-Duch? Prof. Zielińska-Głębocka? Jakie są ich kariery zawodowe i ideowe wybory? Co osiągnęli, a co przegrali? Który z nich to jastrząb, a który przybrał barwę gołębia?


Już po raz trzeci w historii Sejm, Senat i Prezydent wybierają skład Rady Polityki Pieniężnej, która konstytucyjnie odpowiada za politykę pieniężną w Polsce, czyli między innymi za wysokość stóp procentowych, stabilność waluty i projekcje inflacji.

Pierwszy raz Radę powołano w 1998 roku.

RPP tworzy 10 osób, w tym prezes NBP jako jej przewodniczący. Członkowie Rady wymieniani są co sześć lat, zawsze tym wyborom towarzyszą duże emocje. Choć Rada jest niezależna, to jednak o jej składzie decydują politycy. Ale nawet taki sposób wyboru gwarantuje, że zasiadają w niej znani i cenieni ekonomiści oraz prawnicy, znający się na gospodarce.

Trzech nowych członków Rady powołał Senat: prof. Jerzego Hausnera, dr Andrzeja Rzońcę i prof. Jana Winieckiego.

Sejm powołał swoich trzech kandydatów do RPP: ekonomistę dr Andrzeja Bratkowskiego, byłego wiceprezesa NBP, prawnika prof. Elżbietę Chojnę-Duch, wiceminister finansów, oraz profesor ekonomii Annę Zielińską-Głębocką, posłankę PO.

Przedstawiciele prezydenta Lecha Kaczyńskiego to: prof. Adam Glapiński, prof. Zyta Gilowska i prof. Andrzej Kaźmierczak 

Nowi ludzie RPP

Andrzej Bratkowski

Były wiceprezes NBP, który sprawował nadzór nad pionami badawczymi, statystyki i zarządzania rezerwami walutowymi. Wszedł do Rady  jako kandydat Sejmu z poparciem PO-PSL. Ten zwolennik wolnego rynku i nieingerowania państwa w gospodarkę jest jednym z największych orędowników wprowadzenia w Polsce euro.

Choć Bratkowski, absolwent ekonometrii na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, pełnił wiele wysokich funkcji publicznych, m.in. negocjował zadłużenie Polski z Klubem Londyńskim, oraz robił karierę w świecie finansów –  był np. głównym ekonomistą Pekao i szefem rady nadzorczej BGK  – to do historii gospodarki przeszedł jako ten, który pierwszy zaproponował przyjęcie euro przez Polskę. Razem z Jackiem Rostowskim, obecnym ministrem finansów, ogłosili w 1998 roku propozycję jednostronnego zastąpienia złotego przez unijny pieniądz. Opracowali koncepcję tzw. jednostronnej euroizacji, czyli wprowadzenia euro jeszcze przed wstąpieniem naszego kraju do Unii Europejskiej. Kiedy na łamach „Rzeczpospolitej” opublikowali swój tekst „Zlikwidować złotego”, w środowisku ekonomistów wybuchła nawet więcej niż gorąca dyskusja. Uznano ich za dużo groźniejszych radykałów gospodarczych niż np. Leszka Balcerowicza.

Bratkowski i Rostowski napisali, że chcą już euro w Polsce: „Celem strategicznym Polski jest przystąpienie do Unii Europejskiej, a następnie w możliwie krótkim terminie do strefy euro”. – Mieliśmy wtedy problem z silną aprecjacją złotego, a ponieważ przyjęcie euro wydawało się oczywiste, więc najbezpieczniej było zrobić to szybko. Dałoby to Polsce dużą wiarygodność na zewnątrz, poprawiłoby sytuację eksporterów, obniżyło wysoką inflację oraz koszty kredytu – tłumaczył po latach pomysł euroizacji Bratkowski.

Komentatorzy ekonomiczni podkreślają, że choć Balcerowicz uznał wtedy taki plan za nierealny, to jednak, gdy został prezesem NBP, na swego zastępcę wybrał Bratkowskiego, a Rostowski został jego doradcą. Współpraca byłego prezesa NBP z obecnym członkiem RPP zaczęła się jednak dużo wcześniej. W 1991 roku Bratkowski, już z doktoratem z ekonomii, został jego doradcą w Urzędzie Rady Ministrów w zespole ds. strategii gospodarczej.

Dziś Bratkowski też przekonuje, że wejście Polski do eurolandu jest dla naszej gospodarki korzystne. Jego zdaniem spowoduje, że wzrost PKB będzie o kilka dziesiątych punktu procentowego wyższy niż gdybyśmy do strefy euro nie weszli.

„Jestem zdecydowanym zwolennikiem wejścia do strefy euro i spodziewam się, że na 90 proc. wejdziemy w czasie trwania kadencji obecnej Rady. Wydaje mi się, że będzie to w latach 2014-15 z większym prawdopodobieństwem wcześniejszej akcesji” – powiedział Bratkowski w wywiadzie dla agencji ISB.

Grafik ten może ulec zmianie, bo jak zauważa Bratkowski, istnieją obawy o spełnienie kryteriów z Maastricht, szczególnie wysokości deficytu finansów publicznych. Stąd nawołuje do reform w tym obszarze gospodarki. „Uważam, że do 2012 r. wyjaśni się, czy to kryterium spełnimy i czy poziom deficytu spadnie” – twierdzi zwolennik trzymania finansów publicznych silną ręką, podobnie jak inflacji.

Bratkowski w nowej Radzie widzi siebie wśród tzw. jastrzębi, czyli osób opowiadających się za restrykcyjną polityką. Do takiego grona w starej RPP zaliczany był prof. Dariusz Filar. Tak się składa, że to już drugi raz Filar z Bratkowskim zamieniają się miejscami. Gdy prof. Filar wchodził do Rady, ustąpił Bratkowskiemu fotel głównego ekonomisty Pekao SA.

Jerzy Hausner

Profesor ekonomii, absolwent i wieloletni pracownik naukowy Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. 13 stycznia 2010 r. Senat z rekomendacji Platformy Obywatelskiej powołał go w skład Rady Polityki Pieniężnej.

Podczas debaty senackiej nad wyborem członków RPP Hausner zadeklarował się jako zwolennik przyjęcia w Polsce euro. – Podzielam determinację rządu co do wejścia do strefy euro. Nie wydaje mi się, by kwestia różnicy w rozwoju była decydująca dla tej sprawy, ważniejsza jest dla mnie zdolność do uczestniczenia w konkurencji, która zależy od struktury gospodarki i efektywności, a nie od poziomu rozwoju – mówił Hausner. W jego ocenie złotego na rzecz unijnej waluty porzucimy najwcześniej w 2014 roku.

Hausner trafił do RPP, choć nie jest specjalistą od polityki monetarnej, tylko od ekonomii politycznej i administracji publicznej. To liberał, który nie chce stracić wrażliwości społecznej.

Choć od wielu lat pilnie śledzi i analizuje wskaźniki makroekonomiczne polskiej gospodarki, nie umykają mu z pola widzenia skutki przebudowy kraju, stara się rozumieć wynikające stąd społeczne oczekiwania. Taka eklektyczna postawa sprawia, że Hausner dla jednych jest liberałem, dla drugich lewicowcem. Na własnej skórze odczuł, że połączenie może być bolesne. W 2001 r., jako minister pracy i polityki społecznej, wszedł w skład gabinetu Leszka Millera. Od 2003 r. był już ministrem gospodarki, pracy i polityki społecznej oraz wicepremierem. Ale nawet tak wysokie stanowisko nie pomogło i jego pieczołowicie przygotowywany plan naprawy finansów publicznych legł w gruzach. Lewicowy rząd Leszka Millera nie zdecydował się go wprowadzić w życie właśnie ze względu na zbyt liberalne konotacje. Do dziś ekonomiści z rozrzewnieniem wspominają pomysły Hausnera i żałują, że nie zostały zrealizowane.

Już wtedy rosnące zadłużenie kraju wyglądało groźnie. Ale ograniczanie wydatków państwa nie mogło zawisnąć na sztandarach politycznych rządu lewicy. Mimo że ekonomiści alarmowali, jak szybko i groźnie dług państwa zbliża się do konstytucyjnych progów bezpieczeństwa. Program racjonalizacji wydatków przyjął rząd, ale nigdy nie weszła w życie większość zaproponowanych ustaw, co zniweczyło cały pomysł. SLD uznało, że byłby on zabójczy dla tej formacji politycznej. Hausner zebrał wtedy słowa uznania od przedstawicieli biznesu za samo podjęcie wysiłku i próbę reform. Choć sam podkreślał wówczas publicznie, że nie tylko walka z rosnącym deficytem jest ważna. Równie istotne są problemy związane między innymi z bezrobociem czy służbą zdrowia.

Jego drogi z Sojuszem powoli zaczęły się rozchodzić. Gdy kolejnym premierem został Marek Belka, Hausner zgodził się nadal być wicepremierem i ministrem gospodarki, ale z czasem oddał legitymację partyjną SLD i złożył rezygnację z funkcji rządowych. Zaangażował się w tworzenie wspólnie z Unią Wolności nowej formacji, czyli Partii Demokratycznej. Bezskutecznie startował z jej listy do Sejmu w 2005 r.

Lewica uznała to za zdradę. Nic dziwnego, Jerzy Hausner był z nią związany od dawna. Był szefem doradców wicepremiera Grzegorza Kołodki w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza. Wtedy o Jerzym Hausnerze zaczęto mówić: człowiek lewicy z Krakowa. Z jego opiniami bardzo liczył się Kołodko. Tworzył też grupę doradców ekonomicznych prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Był posłem SLD Sejmu IV kadencji.

Hausner nie związał się ponownie z lewicą. Od kilku lat doradza rządowi Platformy Obywatelskiej. Na jego zlecenie przygotowywał reformę zarządzania kulturą w Polsce.

W jego opinii Ministerstwo Kultury – o czym mówił w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” 10 czerwca 2009 – powinno zarządzać tylko najważniejszymi instytucjami kultury, np. Filharmonią Narodową, Teatrem Narodowym. Wskazywał też, że muzea muszą być w większym stopniu finansowane przez prywatnych sponsorów. Opowiedział się za równym dostępem do publicznych dotacji instytucji publicznych, społecznych i prywatnych oraz finansowaniem ochrony zabytków z kar za samowolę budowlaną i podatku od usług turystycznych.

Działalność Hausnera nigdy nie ograniczała się do polityki. Jest wybitnym nauczycielem akademickim, autorem licznych publikacji prasowych i książkowych; do ciekawszych należy książka napisana wspólnie z socjolog prof. Mirosławą Marody „Jakość rządzenia”.


Elżbieta Chojna-Duch

Profesor prawa, wiceminister finansów. Została przez Sejm wybrana członkiem Rady Polityki Pieniężnej. Za jej kandydaturą opowiadało się PSL.

Choć nie ma klasycznego wykształcenia ekonomicznego, jest wybitnym specjalistą od prawa finansowego, członkiem międzynarodowych stowarzyszeń w dziedzinie finansów publicznych. Prof. Dariusz Rosati, który zasiadał w pierwszej radzie Polityki Pieniężnej, chwali wybór Chojny-Duch. Jego zdaniem pani profesor może poszczycić się dużym doświadczeniem z zakresu finansów i polityki finansowej – była przecież dwukrotnie wiceministrem finansów. Z jej nominacji zadowolony był też prezes NBP, Sławomir Skrzypek.

Elżbieta Chojna-Duch od wielu lat jest obecna w przestrzeni publicznej. Od 2002 do listopada 2007 roku zasiadała w Kolegium Najwyższej Izby Kontroli, była także członkiem m.in. Rady Samorządowej przy Prezydencie RP, Rady Naukowej przy Prezesie NBP oraz zasiadała w Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Bankowego NBP. Była ekspertem komisji sejmowych, Kancelarii Sejmu i Senatu RP.

Od lat prowadzi też zajęcia ze studentami na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Sama zaczynała tam pracę jako adiunkt, by po latach zostać profesorem Katedry Prawa Finansowego.

Jako wiceminister finansów w rządzie PO – z rekomendacji PSL – Chojna-Duch z troską wypowiadała się na temat stanu finansów publicznych. Podkreślała, że aby Polska mogła wejść do strefy euro, potrzebne jest zmniejszenie deficytu finansów publicznych. Według niej zamiana złotego na euro jest korzystna dla naszego kraju, stąd do eurolandu powinniśmy wejść w najbliższym możliwym terminie.

Profesor Elżbieta Chojna-Duch jest uważana za najbogatszą polską urzędniczkę. „Rzeczpospolita” podała, że jej majątek oszacowano na ponad 20 mln zł. Jest między innymi właścicielką pięciu mieszkań o łącznej powierzchni ponad 600 mkw. i 80-metrowego lokalu użytkowego.

Andrzej Rzońca
 
Doktor nauk ekonomicznych, były wiceprezes Forum Obywatelskiego Rozwoju, działającego pod auspicjami prof. Leszka Balcerowicza. Został wybrany przez Senat do Rady Polityki Pieniężnej z rekomendacji PO.
Zaliczany jest do najzdolniejszych przedstawicieli młodego pokolenia polskich ekonomistów. Na swoim koncie ma na przykład prestiżową nagrodę Banku Handlowego, przyznawaną przez Fundację im. Leopolda Kronenberga, staż naukowy w Banku Światowym i Europejskim Banku Centralnym.
Jak przystało na bliskiego współpracownika profesora Balcerowicza – był m.in. jego doradcą w NBP – Rzońca wielokrotnie publicznie zwracał uwagę, że źródłem choroby polskich finansów publicznych są nadmiernie rozdęte wydatki, a nie zbyt niskie podatki. Były wiceszef FOR należy do zwolenników podatku liniowego.
W jego diagnozie obecny stan finansów publicznych jest poważny. – Mieliśmy ze dwa rozdęte budżety za czasów minister finansów Zyty Gilowskiej. Towarzyszyło im obniżenie dochodów sektora finansów publicznych. Gdyby tych rozrzutnych budżetów nie było, obecnie wydatki byłyby niższe o około 20 mld zł, a dochody wyższe o ponad 30 mld zł. Z tego wynika, że mielibyśmy dziurę mniejszą o 50 mld zł – wylicza Andrzej Rzońca. Podkreśla zawsze, że uzdrowienie finansów publicznych jest warunkiem koniecznym osiągnięcia szybkiego rozwoju gospodarczego w kraju.
Opowiada się też za szybkim wprowadzeniem w Polsce euro, przekonuje, że taki ruch oznacza więcej korzyści niż strat.
– Pozbędziemy się wprawdzie własnej polityki pieniężnej, ale koszty tego można minimalizować, poszerzając zakres wolności gospodarczej. Koszty te będą tym mniejsze, im bardziej otwarta na wymianę międzynarodową i konkurencję będzie polska gospodarka. Wtedy mniejsze znaczenie będzie miał popyt krajowy, na który „własny” bank centralny mógłby wpływać – mówił w wywiadzie w „Gazecie Wyborczej” (14. 01. 2010).
Rzońca jest autorem licznych publikacji, jedną z jego najbardziej znanych jest książka „Czy Keynes się pomylił?”.

Jan Winiecki

Profesor ekonomii, doradca ekonomiczny w WestLB Polska. Został powołany przez Senat do Rady Polityki Pieniężnej z rekomendacji PO. Specjalizuje się w makroekonomii i międzynarodowych stosunkach gospodarczych.
Profesor Winiecki jest jednym z bardziej znanych i cenionych polskich ekonomistów zarówno w kraju, jak i na świecie. Był profesorem i kierownikiem Katedry Ekonomii na Europejskim Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą (1994-2003). Wykładał na uczelniach m.in. w Danii, Holandii i Stanach Zjednoczonych. W latach 1990-1995 zasiadał w fotelu prezesa Centrum im. Adama Smitha. Był też dyrektorem wykonawczym w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie.
Winiecki przyczynił się do gospodarczej transformacji Polski jako doradca ekonomiczny „Solidarności” (do 1982 należał do PZPR). Za współpracę ze związkiem zapłacił wyrzuceniem z pracy – Polskiej Akademii Nauk. Po upadku komunizmu został członkiem Doradczego Komitetu Politycznego Prezydenta RP Lecha Wałęsy.
Ostatnio jest o nim głośno w związku ze sporem z prezesem NBP. Szef banku centralnego poczuł się zniesławiony felietonami Winieckiego. Profesor zarzucał mu nieznajomość ekonomii oraz „wydębienie psim swędem” dyplomu doktora. Sąd uznał zarzuty prezesa Skrzypka i skazał w sierpniu ubiegłego roku Winieckiego na 10 tys. złotych grzywny i 20 tys. zł nawiązki na rzecz Caritas Polska. Teraz sprawa wróciła. Sąd odwoławczy uznał, że sąd pierwszej instancji nie powinien kończyć procesu i wydawać wyroku pod nieobecność oskarżonego i jego obrońcy. Gdyby wyrok został utrzymany w mocy, Winiecki nie mógłby zasiadać w Radzie Polityki Pieniężnej. Ustawa o NBP zakazuje pełnienia funkcji członka RPP osobom prawomocnie skazanym.
Prezes NBP Sławomir Skrzypek, w przesłanym mediom oświadczeniu napisał: „W dniu 17 sierpnia 2009 r. przed Sądem Rejonowym w Poznaniu zapadł wyrok skazujący Jana Winieckiego za pomówienie mojej osoby przy wykorzystaniu środków masowego przekazu. Dzisiejsza decyzja Sądu Okręgowego w Poznaniu nie kwestionuje wcześniejszych ustaleń dokonanych przez sąd pierwszej instancji co do istoty sprawy. Zaważyły względy proceduralne, co pozwala mi domniemywać, że ostatecznie sprawa będzie miała pozytywne rozstrzygnięcie. W mojej ocenie, zgromadzony materiał dowodowy nie pozostawia wątpliwości co do winy oskarżonego”.
Teraz od wyroku sądu będzie zależało, czy prof. Winiecki pozostanie w RPP.
 
Anna Zielińska-Głębocka

Wybór prof. Zielińskiej-Głębockiej do Rady był jednak dla części analityków zaskoczeniem. Nazwisko pani profesor rzadko bowiem pojawiało się dotąd w prasie przy okazji komentowania bieżących wydarzeń gospodarczych. Ale ekonomiści bronili tej kandydatury. – To jeden z najpoważniejszych pracowników Uniwersytetu Gdańskiego, jeśli chodzi o dorobek intelektualny. Wybitna specjalistka od integracji europejskiej, spraw związanych ze wspólną walutą euro – przekonywał w „Gazecie Wyborczej” prof. Dariusz Filar, były członek Rady Polityki Pieniężnej tuż po ogłoszeniu, że prof. Zielińska-Głębocka została kandydatką PO do RPP.

Ekonomiści zwracają też uwagę na jej znaczący dorobek naukowy, jest autorką lub współautorką podręczników akademickich, monografii i licznych artykułów naukowych. Wiele prac poświęciła ekonomii Unii Europejskiej, m.in. napisaną wspólnie z Krystyną Gawlikowską-Hueckel „Integracja europejska. Od jednolitego rynku do unii walutowej”. Pod jej redakcją ukazały się też: „Potencjał konkurencyjny polskiego przemysłu w warunkach integracji europejskiej”, czy „Konkurencyjność przemysłowa Polski w procesie integracji z Unią Europejską”.

Prof. Zielińska-Głębocka w nowej Radzie Polityki Pieniężnej będzie należeć do grona zwolenników wspólnej waluty. Chciałaby złotego zamienić na euro jak najszybciej się tylko da. – Uważam, że 2015 rok jest realną datą. Kluczową rzeczą dla Polski jest przygotowanie wiarygodnego planu obniżenia deficytu do 3 proc. PKB. To powinno wystarczyć, aby podjąć decyzję o wejściu do systemu ERM II w ciągu dwóch-trzech lat  –powiedziała Anna Zielińska-Głębocka w wywiadzie dla agencji Bloomberg.

Choć jest orędownikiem szybkiego wejścia do strefy euro – bo wspólna waluta oznacza szybszy wzrost PKB, mniejsze ryzyko kursowe dla firm – to jednak zawsze podkreśla, że unijny pieniądz nie jest cudownym lekiem na wszystkie choroby naszej gospodarki. – Wspólna waluta musi być skorelowana ze zdrową polityką makroekonomiczną czy strukturalną – mówiła w wywiadzie dla Redakcja.pl.

Jako ekonomistka rozumie i broni zasady niezależności banku centralnego. Stąd w 2006 roku podpisała głośny list profesorów przeciw politycznej nagonce na ówczesnego prezesa NBP Leszka Balcerowicza.

Prof. Zielińska-Głębocka od lat jest też aktywna politycznie. W ławach sejmowych zasiada już drugą kadencję.

W Gdańsku, z którym związana jest od lat, nazwisko Głębocka jest dobrze znane, także dlatego, że pani profesor jest wdową po prof. Robercie Głębockim, rektorze Uniwersytetu Gdańskiego, który w stanie wojennym musiał zrezygnować z pełnienia tej funkcji, a za rządów Jana Krzysztofa Bieleckiego  został ministrem edukacji narodowej.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test