• Marek Chądzyński

Rostowski: samorządy powinny się odchudzić

20.04.2011
Wyższa tegoroczna wpłata z zysku NBP prawdopodobnie nie obniży dodatkowo deficytu finansów publicznych wyliczanego według metodologii unijnej. - Nie przypadkowo dodatkowego zysku z NBP nie ujęliśmy w naszym liście do komisarza Rehna, w którym przedstawiliśmy działania dotyczące konsolidacji finansów publicznych – mówi w wywiadzie Jacek Rostowski, minister finansów.

Jacek Rostowski, minister finansów (Fot. PAP)


Obserwator Finansowy: NBP wpłaci do budżetu 6,5 mld zł zysku z ubiegłego roku. To prawie 4 mld zł więcej, niż zapisano w ustawie budżetowej. Czy można już powiedzieć, że deficyt budżetowy będzie niższy i wyniesie 36 mld zł, a nie 40, 2 mld zł jak planowano?

Jacek Rostowski: Można powiedzieć, że będzie niższy, bo cały dodatkowy zysk będzie przeznaczony na obniżenie deficytu i długu. Zresztą deficyt wykonany zawsze jest niższy niż w ustawie budżetowej, bo w ustawie jest zapisany dopuszczalny limit, którego nie mamy prawa przekroczyć. Ale jest za wcześnie, by już powiedzieć, o ile lepsze od planu będzie wykonanie tegorocznego budżetu.

Polsce łatwiej będzie teraz wyjść z procedury nadmiernego deficytu? Lepsze wykonanie budżetu w 2011 roku ułatwi ten proces?

Według reguł ESA 95, jakie są stosowane w Unii Europejskiej do wyliczania poziomu deficytu finansów publicznych, dodatkowy zysk z NBP prawdopodobnie nie będzie uwzględniony. To się jeszcze ostatecznie rozstrzygnie, ale nie jestem w tej kwestii optymistą. Nie przypadkowo dodatkowego zysku z NBP nie ujęliśmy w naszym liście do komisarza Rehna, w którym przedstawiliśmy działania dotyczące konsolidacji finansów publicznych.

Dlaczego ten zysk nie może być uwzględniony – czy dlatego, że w dużej części jest efektem rozwiązania rezerwy na ryzyko kursowe?

Głównie dlatego.

Według planu rządu już w 2012 roku Polska obniży deficyt finansów do 3 proc. PKB. Są jednak instytucje, które wątpią w realizację takiego scenariusza. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ogłosił prognozę, według której dopiero w 2015 roku uda się nam zejść z deficytem poniżej 3 proc. PKB…

Ta prognoza nie uwzględnia zmian, które wprowadziliśmy lub ogłosiliśmy w ramach procesu konsolidacji finansów publicznych. Tymczasem one nastąpią i będą oddziaływały w kierunku obniżenia deficytu. Pytania o prognozy MFW należałoby raczej kierować do nich. Nic więcej na ten temat nie mogę powiedzieć.

Te działania to, jak rozumiem, przede wszystkim ograniczenie transferów do OFE i wprowadzenie reguły ograniczającej wzrost wydatków o inflację plus 1 pkt proc. Ministerstwo chciało też radykalnie ograniczyć możliwości zadłużania się samorządów. Czy resort podtrzymuje te plany? Po ich ogłoszeniu samorządy ostro protestowały.

Oczywiście , że podtrzymujemy nasz plan, który zakłada wprowadzenie limitów na wielkość deficytów jednostek samorządu terytorialnego. To, że wzbudza on kontrowersje mnie nie zaskakuje: nikt nie lubi, jak mu się nakłada plany oszczędnościowe.

Samorządy mają chyba trochę racji, kiedy mówią, że ograniczy im to możliwości inwestycji.

Radziłbym im więc zacząć ograniczać wydatki na wzrost płac.

Na to też mają argument: dostają nowe zadania, więc muszą zatrudniać kolejnych urzędników i im płacić.

Od dłuższego czasu samorządom nie przekazano żadnego zadania, które wcześniej realizowane było przez administrację centralną. Tylko w wypadku takiego przesunięcia jednostkom samorządu terytorialnego należałyby się dodatkowe środki. To, że samorządy mają nowe obowiązki wynika z przyjmowania nowych ustaw. I to chyba normalne, administracja centralna też je dostaje. My jednak rozumiemy, że to dla niektórych gmin i miast jest jakiś problem. I w związku z tym w naszej propozycji wprowadzimy rozwiązania, które miałyby ulżyć samorządom.

W jaki sposób?

Gdy propozycje trafią do konsultacji wtedy będzie można o tym mówić. W wielu przypadkach to postulaty zgłoszone przez same samorządy.

Czy wprowadzenie limitów na wielkość deficytu nie ograniczy możliwości wykorzystywania przez samorządy środków z UE?

W żaden sposób. Argument, że trzeba będzie zwiększać deficyt po to, żeby podejmować inwestycje unijne jest fałszywy, bo wydatki na współfinansowanie tych inwestycji nie będą powiększały wydatków ogółem. Niezrozumiałe jest traktowanie inwestycji z UE jako jakiegoś potencjalnego zagrożenia, a nie szansy rozwoju. Samorządy muszą zrozumieć, że nadchodzi czas, kiedy trzeba będzie tak gospodarować dostępnymi pieniędzmi, aby móc zapewnić współfinansowanie. Mówiąc obrazowo: nie można ciągle mówić, że nie chce się zrzucić wagi, bo istnieje zagrożenie, że spadnie masa mięśniowa. Zima się skończyła – czas się odchudzić, żeby pozbyć się tłuszczyku i wzmocnić mięśnie.

Ministerstwo Finansów przygotowując aktualizację wieloletniego planu finansowego założyło jednak, że dynamika inwestycji publicznych będzie zwalniać, za to przyspieszą inwestycje prywatne. Kiedy to nastąpi?

Myślę, że już w tym roku. Nie wiemy dokładnie, w którym momencie to się zacznie, ale jestem spokojny. Na ogół nie jestem skory do prognoz, ale w tym przypadku – skoro już widzimy przyspieszenie w gospodarce światowej – w 2012 roku wzrost inwestycji prywatnych powinien być już wyraźny. W tym kontekście nasza prognoza wzrostu PKB w wysokości 4 proc. w 2012 roku jest na pewno konserwatywna.

Chyba nie mogła być inna, skoro prace nad przyszłorocznym budżetem rozpoczęły się już w kwietniu.

To nie dlatego. Nasze podejście w tym względzie zawsze było konserwatywne.

Rząd przyjął już założenia do budżetu na 2012 rok. A kiedy zajmie się całym projektem ustawy budżetowej?

Będziemy chcieli to szybko zrobić, ale unikam określania dokładnych dat. Scenariusz, w którym budżet zostanie uchwalony jeszcze przed wakacjami parlamentarnymi nadal obowiązuje.

Jak MF chce pogodzić wprowadzenie reguły wydatkowej z zapowiedziami podwyżki dla nauczycieli?

Reguła dotyczy całości wydatków. Środki na ewentualną podwyżkę dla nauczycieli byłyby częścią tej puli, którą łącznie będzie można podnieść o inflację plus 1 proc.

A więc ktoś dostanie mniej. Kto?

Nie zamierzam podczas tej rozmowy pisać ustawy budżetowej.

Zapytam inaczej: jak wytłumaczy Pan pracownikom sfery budżetowej zamrożenie ich płac w przyszłym roku, gdy jedna z grup zawodowych jest wyraźnie faworyzowana przez rząd?

Podwyżki dla nauczycieli trzeba traktować jako inwestycję w kapitał ludzki, w edukację naszych dzieci. Ostatnie wyniki badań PISA [Programme for International Student Assessment, badanie OECD pokazujące, jak zmieniają się umiejętności piętnastolatków w kilkudziesięciu krajach świata – przyp. M.Ch.] potwierdzają, że jakość edukacji w Polsce się znacząco poprawia. I że warto inwestować w ten sektor. Oczywiście w miarę możliwości budżetowych. Nikt nie ma wątpliwości, że sytuacja w 2012 roku będzie trudna i będziemy musieli trzymać budżet pod rygorystyczną kontrolą.

W takim razie jakie są szanse na wprowadzenie ulgi podatkowej na dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne?

Nie ma takiej możliwości, póki podlegamy procedurze nadmiernego deficytu.

A nie trzeba będzie korygować planów budżetowych, gdy okaże się np., że po rewizji danych o imporcie w 2010 roku dynamika PKB była niższa, niż wszyscy myśleli?

Po pierwsze, za statystykę bilansu płatniczego odpowiada niezależny bank centralny, więc tak naprawdę nie jest to pytanie do mnie. Po drugie, nawet w przypadku rewizji danych o bilansie nie ma powodu, żeby sądzić, spowoduje to rewizję dynamiki wzrostu gospodarczego. Nawet jeśli import był wyższy, niż pokazywały to do tej pory statystyki, to jest bardzo prawdopodobne, że wynikało to z konsumpcji nierejestrowanej. A to oznacza, że konsumpcja krajowa nie zmieniłaby się, więc i wzrost PKB był taki sam. W ogóle cała ta dyskusja związania z bilansem płatniczym wydaje się przesadnie emocjonalna.

Przygotowując budżet na przyszły rok ministerstwo z pewnością przyjęło jakiś scenariusz prowadzenia polityki pieniężnej. Jaki on jest?

Zakładamy, że polityka pieniężna będzie prowadzona tak, żeby osiągnąć cel inflacyjny i że będzie się to odbywało w taki sposób, by nie wywoływać szoków. Wierzę, że NBP działa sprawnie, aby ograniczyć inflację bez silnych negatywnych efektów na PKB. I myślę, że słusznie tak zakładamy.

Inwestorzy zagraniczni mają w swoich portfelach polskie papiery skarbowe warte 142 mld zł. To najwięcej w historii. Czy tak duże zaangażowanie nie stanowi jakiegoś czynnika ryzyka?

Nie sądzę. To po prostu pokazuje, że jest duży popyt na nasze obligacje. Mamy w tym roku szczególnie niskie potrzeby pożyczkowe brutto w porównaniu z rokiem 2010. Wynoszą one 158 mld zł w tym roku, a w 2010 wynosiły 185 mld złotych. To oznacza, że podaż obligacji jest stosunkowo mała. I dzięki szybkiej konsolidacji finansów publicznych będzie daje maleć.

Duże zainteresowanie z zagranicy będzie się utrzymywać?

Nie widzę powodu, żeby było inaczej.

Rozmawiał Marek Chądzyński


Tagi


Artykuły powiązane

test