W Polsce brakuje projektów biotechnologicznych

10.05.2011
Postawiliśmy na studentów, bo niebardzo wierzymy w kadrę naukową. Najwyżej 5 proc. krajowych naukowców interesuje się możliwością skomercjalizowania wyników swoich badań. Firmy powstają i biotechnologia się rozwija, ale pomysły nie wychodzą od ludzi świata nauki lecz biznesu. To oni odgrywają wiodącą rolę, także w finansowaniu projektów. Nie wierzę w granty unijne – mówi Tadeusz Pietrucha, szef Biotech Consulting.

W Polsce działa zaledwie pięć firm pracujących nad wynalezieniem nowoczesnych leków. (CC By-NC-ND Sanofi)


Obserwator Finansowy: Ile mamy firm biotechnologicznych w Polsce?

Tadeusz Pietrucha: Łącznie około 60.

Jak wypadamy z tą liczbą na tle innych krajów?

60 to niewiele więcej niż ma Estonia, gdzie mieszka 1,2 mln obywateli. Na tle innych krajów, na przykład Węgier, także wypadamy gorzej.

Czy to pieniądze nadal są przeszkodą dla rozwoju tej branży?

Moim zdaniem nie największą. Największym problemem jest brak dobrych projektów. Większość projektów badawczo-rozwojowych prowadzonych na uczelniach nie nadaje się do niczego, 99 proc. z nich rozmija się z rzeczywistością.

Czy widzi Pan szanse w następnej perspektywie budżetowej Unii, która ma być skierowana na podniesienie innowacyjności?

Według mnie są dwa czynniki, które mogą rozkręcić biotechnologię w Polsce: potencjał ludzki i potrzeby wynikające z rozwoju cywilizacyjnego. Biotechnologia wchodzi już do wielu działów gospodarki – leki, energia odnawialna, biopaliw, ochrona środowiska.

Może Pan dokończyć zdanie? Kraj dobry do naśladowania, to…

USA. Od nich możemy się nauczyć najwięcej. Tam rozwój biobiznesu dzieje się naturalnie. Ludzie widzą w tym biznes, a państwo im nie przeszkadza próbując pomagać kolejnymi przepisami. To jest też rynek, na którym warto oferować swoje produkty i usługi, ale najpierw trzeba zwiększyć siłę przebicia. Dlatego wspólnie z Czechami i Węgrami chcemy zawiązać stowarzyszenie, które pozwoli nam, jako jeden podmiot, reprezentować nasz region i naszą ofertę w świecie. Z jednej strony możemy oferować specjalistyczne usługi, które u nas są tańsze, a z drugiej – produkty, nad którymi pracują nasze firmy.

Organizuje Pan już po raz 10 kongres biotechnologiczny BioForum. Czy po dekadzie widzi Pan wymierne rezultaty tych spotkań?

Kiedy organizowaliśmy po raz pierwszy to na sali było 17 osób, dzisiaj spodziewamy się około 1300 osób – w tym przedstawicieli firm z kraju i z zagranicy oraz studentów. Wielu studentów z pierwszych spotkań wraca do nas już jako pracownicy firm, którzy realizują projekty badawczo rozwojowe. W cieniu BioForum powstało w Polsce co najmniej kilka nowych firm biotechnologicznych, m.in. chyba najbardziej znana, czyli Mabion. Firmy zaczęły współpracować ze sobą i z jednostkami badawczymi. Przyznam, że na początku sam się nie spodziewałem takich efektów. Nastawialiśmy się bardziej na naukowców, ale szybko okazało się, że to nie naukowcy są motorem rozwoju biobiznesu. Nie chcę oczywiście uogólniać, bo znam wielu takich, który są nastawieni na wdrażanie w życie wyników swoich prac badawczych, ale są wciąż w mniejszości.

To jaka ich część – procentowo – jest zainteresowana współpraca ze sferą biznesu?

Deklaratywnie – bardzo wielu, niemal wszyscy, ale realnie może jest ich 5 proc. My celowo postawiliśmy na studentów, bo niebardzo wierzymy w kadrę naukową. Są chwalebne wyjątki, ale w zasadzie od docenta w górę mało kto rzeczywiście serio myśli o komercjalizacji. W duchu wielu z nich myśli, że lepsza pewna pensja, niż niepewna działalność komercyjna z własnym biznesem. Na szczęście jest coraz więcej młodych ludzi, którzy widzą dla siebie ścieżkę kariery alternatywną w stosunku do tradycyjnej i trochę skostniałej ścieżki naukowej.

A po czym Pan poznaje, że to tylko puste deklaracje?

Bo kiedy zaczyna się rozmawiać o konkretach, to ci ludzie się wycofują. W nauce jest dość łatwo mówić, że coś, jakiś projekt, ma ogromne znaczenie i potencjał, ale my pytamy konkretnie: na czym ten potencjał polega? Czy zostały zabezpieczone prawa własności? Czy projekt rzeczywiście był przygotowywany do wdrożenia? Bardzo często okazuje się, że nawet w projektach, które uzyskały finansowanie, bo rokowały, jako nadające się do przeniesienia na płaszczyznę wolego rynku, badacze też tak naprawdę wcale nie wykazali w tym zakresie niezbędnej determinacji.

A może chodzi nie o to, że naukowcy się boją o pensję, tylko, że w Polsce nie ma czego komercjalizować, że nie ma dobrych projektów.

Niestety, to jest wniosek, który płynie z naszego rynku. I im wcześniej sobie to uświadomimy, tym lepiej dla nas. Firmy powstają i biotechnologia się rozwija, ale te pomysły nie wychodzą od ludzi świata nauki lecz najczęściej są kreowane przez ludzi biznesu. To oni odgrywają wiodącą rolę. Czyli inaczej niż w Stanach, gdzie za większością start-upów biotechnologicznych stoją naukowcy.

Jakie źródło finansowania jest najważniejsze dla polskiej biotechnologii?

Zdecydowanie prywatne. Ja nie wierzę w granty unijne.

A New Connect, gdzie pojawiło się wiele firm z tego sektora poszukujących finansowania?

New Connect może spełnić bardzo pozytwną rolę w w rozwoju tego sektora, ale przynajmniej jak dotąd, jest bardzo mało aktywny w tym obszarze. To co państwo mogłoby zrobić w tym zakresie, to inaczej ukierunkować pomoc. Zamiast dawać pieniądze obciążone całą masą nieżyciowych przepisów i biurokracją – zwolnić z opłacania składek do ZUS. To jest wielkie obciążenie dla firmy, która nie zarabia, wyłącznie wydaje pieniądze, bo na tym polega rozwój firmy i nowego produktu. To by dało zdecydowanie lepsze, bardziej wymierne rezultaty.

Czyli pieniądze dla firm zamiast na projekty badawcze na uczelniach?

Inaczej: pieniądze na projekty przy równoprawnym traktowaniu partnerów. Nie dawałbym preferencji uczelniom czy instytucjom badawczym. U nas wiele spraw próbuje się sformalizować, a to nie pomaga. Centra innowacji, czy inkubatory innowacyjności, które próbuje się tworzyć przez publiczną zapowiedź lokalnego samorządowca nie będą działać dobrze. W ogóle nie będą działać. Za to działają tam, gdzie po prostu powstanie kilka firm, gdzie spotkają się ludzie z pomysłami, jak w Łodzi, Wrocławiu, Krakowie, Warszawie. Jeśli pozwolimy przedsiębiorcom rozwijać ich pomysły, to one będą procentowały – tak samo, jak w każdej innej dziedzinie.

Rozmawiała Katarzyna Mokrzycka

Tadeusz Pietrucha jest założycielem Biotech Consulting, firmy która wspiera rozwój biotechnologii w Polsce.


Tagi


Artykuły powiązane

test