Bank Wells Fargo dał szefom po kieszeniach

06.03.2017
Bank Wells Fargo pozbawił osiem osób ze ścisłego kierownictwa tej instytucji premii za 2016 r.  Odebrano im także pulę akcji banku przyznanych w formie bonusów za 2014 rok.

Licząc wg bieżącej wartości rynkowej akcji Wells Fargo jest drugim największym bankiem świata po JPMorgan Chase. (CC By Mike Mozart)


Rada Dyrektorów wielkiego banku Wells Fargo & Co. z siedzibą w San Francisco pozbawiła osiem osób ze ścisłego kierownictwa premii gotówkowych za 2016 r. W ramach procedury claw back, czyli „wyrywania pazurami” odebrana im została także „pewna” pula akcji banku przyznanych wcześniej w formie bonusów za rok 2014.

Wg nieoficjalnych informacji, claw back objął mniej więcej połowę akcji przekazanych tej ósemce w ramach premiowania ich wcześniej pracy w roku 2014, który – jak dziś wiadomo – był dla banku rokiem bardzo słabym.

Wg nieoficjalnych informacji, claw back objął mniej więcej połowę akcji przekazanych tej ósemce w ramach premiowania ich wcześniej pracy w roku 2014, który – jak dziś wiadomo – był dla banku rokiem bardzo słabym.

W tle tej wyczekiwanej przez amerykańską opinię publiczną decyzji stoi afera z otwarciem w Wells Fargo przez pazernych i chytrych zarazem pracowników ponad dwóch milionów lipnych rachunków bankowych. Koszty utrzymywania nieznanych sobie rachunków „równoległych” ponosili klienci kont właściwych, bo drobne w sumie opłaty za „utrzymywanie” tych pierwszych odpisywano z tych prawdziwych i naprawdę czynnych. Korzystał bank, ale głównie pracownicy zajmujący się sprzedażą usług banku, pobierając za „sukcesy” w zwiększaniu liczby rachunków tłuste prowizje i nagrody.

Wells Fargo – historia od szeryfa do cross-sellera

Wg nieoficjalnych informacji, claw back objął mniej więcej połowę akcji przekazanych tej ósemce w ramach premiowania ich wcześniej pracy w roku 2014, który – jak dziś wiadomo – był dla banku rokiem bardzo słabym.

W tle tej wyczekiwanej przez amerykańską opinię publiczną decyzji stoi afera z otwarciem w Wells Fargo przez pazernych i chytrych zarazem pracowników ponad dwóch milionów lipnych rachunków bankowych. Koszty utrzymywania nieznanych sobie rachunków „równoległych” ponosili klienci kont właściwych, bo drobne w sumie opłaty za „utrzymywanie” tych pierwszych odpisywano z tych prawdziwych i naprawdę czynnych. Korzystał bank, ale głównie pracownicy zajmujący się sprzedażą usług banku, pobierając za „sukcesy” w zwiększaniu liczby rachunków tłuste prowizje i nagrody.

Dotychczas, w ramach kajania się i bicia w piersi bank zawarł ugodę z władzami, godząc się na zapłatę 185 mln dolarów kary. Byłemu prezesowi (John Stumpf) i szefowej sektora bankowości detalicznej Carrie Tolstedt (oboje już na emeryturze) zdołano unieważnić ok. 60 mln dolarów wynagrodzeń, ale pozostało im na kontach i w różnych „schowkach” znacznie, znacznie więcej.

Obecne kary, bo inaczej tych decyzji nazwać nie można, mają łączny wymiar finansowy w wysokości ok. 32 mln dolarów. Jak na Wells Fargo to kwota drobna, ale mimo wszystko znacząca, bowiem konsekwencje ponoszą tym razem osoby, których nie wiązano z aferą, a przynajmniej nie wiązano bezpośrednio. W owej ósemce jest m.in. obecny, urzędujący od września 2016 r. prezes Timothy Sloan, który był przedtem, tj. w trakcie oszukańczej działalności pracowników, dyrektorem operacyjnym Wells Fargo.

Poza prezesem wśród napiętnowanych są: dyrektor finansowy (CFO) John Shrewsberry, szef zarządzania majątkiem i inwestycjami, szef płatności, szef od innowacji i rozwiązań wirtualnych, szef administracji, szef odpowiadający za ocenę ryzyka i główny radca banku. Rada Dyrektorów uzasadniła, że konsekwencje finansowe dla części kierownictwa nie są wyrazem przekonania o ich winie, lecz mają odzwierciedlać ich odpowiedzialność za całokształt wyników banku oraz uszczerbek na reputacji instytucji. Licząc wg bieżącej wartości rynkowej jego akcji (276 mld dol.), Wells Fargo jest drugim największym bankiem świata po JPMorgan Chase (ok. 300 mld dol.).

W ramach sprzątania po aferze pozbyto się nie tylko prezesa Stumpfa i Carrie Tolstedt nadzorującej tzw. komunalne ramię banku, gdzie z wykorzystaniem danych osobowych klientów wykreowano dwa miliony fałszywych rachunków, ale także ok. 5300 zwykłych urzędników i menedżerów bankowych. Wśród zwolnionych znaleźli się jednak również tzw. sygnaliści (whistle blowers), którzy usiłowali zwrócić uwagę szefostwa na niecny proceder.

Decyzja nadzoru korporacyjnego Wells Fargo jest istotna, bo jeszcze jesienią 2016 r. media amerykańskie nie wierzyły, że metoda claw back może w ogóle zostać zastosowana. Być może zatem jest to kolejny kroczek w kierunku przełamywania niewypowiadanego nigdy na głos przekonania, że banki to taki biznes, że ma być bezpieczny i solidny, ale jeszcze lepiej gdy zyskowny o wiele bardziej niż każdy inny. Płacimy zatem szefom ile się da i jeszcze więcej górką, tak jak kierowcom Formuły 1, bo wierzymy, że radzą sobie z bolidem. Gdy zderzą się z bandą lub jeszcze gorzej, to bank się nie zawali, ale będzie na kogo zwalić winę. Ten obwiniony odstąpi od swej obrony, bo rekompensata za milczenie tudzież złą sławę dziś i w historii jest aż nazbyt hojna.

Rzecz jasna, obraz powyższy naszkicowany jest bardzo grubą kreską, ale nie ma w literaturze przekonujących badań potwierdzających rzekomą konieczność lub słuszność płacenia zarządom banków (i innych gigantów) kwot już naprawdę astronomicznych. Przypadek Wells Fargo jest być może kroczkiem na drodze do odwrócenia tej złej tendencji, szkodliwej również dla samych banków i ich pozycji w społeczeństwie.

Nowa uprząż dla prezesów

Nacisk opinii społecznej, a za nią regulatorów sprawia, że właściciele banków, nieśmiało bo nieśmiało, sięgać zaczynają po broń płacowo-premiową, co jeszcze w niedalekiej przeszłości w ogóle nie wchodziło w grę.

Deutsche Bank jest na drodze do sfinalizowania ugody z wymiarem sprawiedliwości USA, w ramach której wypłaciłby amerykańskiemu fiskusowi tytułem rekompensaty za „toksyczne” kredyty hipoteczne ok. 7,2 mld dolarów. DB przyznał się także do udziału w manipulacjach na rynku kruszców. Są też podejrzenia w sprawie jego udziału w łamaniu sankcji przeciw Rosji i w praniu pieniędzy na zlecenie rosyjskich oligarchów. W odpowiedzi na burzę polityczną, finansową i medialną Deutsche Bank ogłosił w styczniu, że jego dyrektorzy zarządzający i inni pracownicy wysokiego szczebla nie otrzymają premii indywidualnych za rok 2016, motywując to szybującymi wydatkami na prawników i innymi czynnikami negatywnie wpływającymi na zyski. Oświadczenie jest wprawdzie nie zanadto „wyrywne”, ale może z innych banków nadejdą kolejne.

JPMorgan Chase wmieszał się z kolei aferę „londyńskiego wieloryba” (London whale). Nazwa to powtórzenie przezwiska tradera operującego w Londynie, który w 2012 r. wygenerował ze swym zespołem 6,2 mld dolarów strat na transakcjach indeksami swapów kredytowych (credit swap indexes). Prezes Jamie Dimon pozbawiony został w następstwie połowy swego rocznego wynagrodzenia za 2012 r. Sam ogłosił, że w wyniku procedury claw back bank odzyskał od winowajców 100 mln dolarów.

Pensja Dimona jest skromniutka (1,5 mln dolarów za 2016 r.), ale jego pełne (z bonusami) wynagrodzenie za tenże rok wyniosło już 28 mln dol. Ten prezes w ogóle jest dobrym szefem, bo w lipcu minionego roku ogłosił podwyżki dla personelu. 18 tysięcy amerykańskich pracowników z najniższym wynagrodzeniem zarabia 10,15 dol. na godzinę, czyli aż (!) o 3 dolary więcej niż płaca minimalna w USA. Dochodzą do tego bonusy warte średnio 11 tysięcy rocznie na głowę. W ciągu trzech lat stawka godzinowa wzrośnie do 12-16,5 dol. Rekordowy zysk JPMorgan Chase wyniósł w ostatnim roku finansowym 24,7 mld dol.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test