Banki, którym pomaga rząd ograniczają działalność międzynarodową

25.02.2011
Więzy krwi stały się częścią debaty o kryzysie finansowym lat 2007-2009. Także w Polsce. Argument ten był używany w procesie ustalania przyszłości Banku Zachodniego WBK. Ostatecznie przejmuje go hiszpański Santander, ale w kręgach rządowych było sporo zwolenników wchłonięcia tego banku przez instytucję z przewagą krwi rodzimej – PKO BP. Warto się temu przyjrzeć w czasie, gdy o kilku bankach Europie znów mówi się, że mogą zmienić właściciela.

(CC BY-NC-SA winterofdiscontent)


Przesłaniu, że „bliższa koszula ciału niż sukmana” wierzymy bez sprzeciwu. Nie różnimy się w tym od innych nacji. Anglosasi mawiają np. że dobroczynność rozpoczyna się w domu, a krew nie woda. Czy więzy krwi mają jednak znaczenie w biznesie bankowym? Intuicja podpowiada, że tak. Jednak intuicja, to pojęcie odrzucane w merytorycznych dyskursach.

Światło na to zagadnienie rzuca praca dwóch badaczy. Ralph De Haas jest starszym ekonomistą w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR), a Neeltje Van Horen starszym ekonomistą w De Nederlandsche Bank (DNB). Wyniki ich analiz zostały opublikowane przez EBOiR pt: „Running for the exit: international banks and crisis transmission.

Zagraniczne pożyczki i kredyty bankowe, po wzroście w 2007 roku do ponad 500 mld dol., spadły do nieco ponad 100 mld dol. w 2008 r. (za N. Cetorelli i L. Goldberg –„ Global Banks and International Shock Transmission: Evidence from the Crisis”). W wyniku kryzysu łączne bankowe przepływy międzynarodowe zmniejszyły się zatem około pięciokrotnie. Zagregowane dane globalne nie są jednak najlepszym materiałem do poszukiwań skomplikowanych zależności. De Haas i Van Horen uznali, że wielkie agregaty skupiające informacje o najróżniejszych formach międzynarodowej aktywności bankowej nie dają pojęcia o różnicach w podejściu różnych banków do różnych krajów, a także nie uwzględniają okoliczności stojących za jednym, czy drugim kredytem (np. siła i rodzaj zabezpieczenia). Dlatego ograniczyli swe pole badawcze do transgranicznych pożyczek konsorcjalnych.

Według Dealogic Loan Analytics, po upadku Lehman Brothers, w okresie od września 2008 r. do września 2009 r., zagraniczne pożyczki konsorcjalne (syndicated cross-border lending) zmniejszyły się przeciętnie o 53 proc. w porównaniu z czasami przedkryzysowymi zdefiniowanymi jako okres od stycznia 2005 r. do lipca 2007 r.

Z porównania tych okresów wynika, że aż 16 państw doświadczyło spadku zagranicznego finansowania bankowego w tej postaci o ponad 75 proc., w 19 spadek ten wynosił od 50 proc. do 75 proc., w 11 – od 25 proc. do 50 proc., a w pięciu krajach spadek był mniejszy niż 25 proc. Grupa krajowych sektorów bankowych cieszących się dużym lub zupełnie małym wzrostem w kategorii syndicated cross-border lending była znacznie skromniejsza i liczyła raptem dziewięć państw.

Ekonomiści z EBOiR i DNB przypomnieli tezy innych autorów zajmujących się skutkami kryzysu finansowego. Pominąwszy czynniki makroekonomiczne (takie jak np. różnice stóp procentowych) w literaturze podkreśla się, że w kryzysie ucierpiały szczególnie te krajowe sektory bankowe, które były najbardziej zależne od finansowania w dolarach amerykańskich, najmniej zyskowne, najbardziej narażone na bankructwa swoich klientów, z nieciekawą historią notowań swoich akcji. Wykazywano także, że w okresie kryzysu czynnik podażowy ważył na rozmiarach pożyczek dla krajów rozwijających się bardziej niż popyt ich sektorów bankowych. Pojawiła się ponadto teza, że pożyczki i kredyty płynęły węższym strumieniem do tych państw, gdzie banki najmniej znały swoich pożyczko- i kredytobiorców.

W ujęciu odwrotnym, w okresie kryzysu utrzymanie finansowania na poziomie zbliżonym do przedkryzysowego wychodzi lepiej tym bankom, które są w sensie geograficznym i wzajemnych więzi bliżej swoich klientów, dobrze ich znają poprzez relacje ustalone we wcześniejszych transakcjach, a także cieszą się dorobkiem powiązań i współpracy z lokalnymi bankami.

Elementarzem w relacjach bank-klient jest tzw. „twarda” informacja składająca się głównie z danych pochodzących ze sprawozdań finansowych, notowań giełdowych, analiz rynkowych, porównań z konkurentami itp. Istotny jest jednak także dostęp banków do tzw. miękkich informacji o swoich zagranicznych klientach. Miękki, bo trudny do zmierzenia i potwierdzenia może być np. sygnał w jakim kierunku zmierzają interpretacje miejscowego prawa podatkowego. Takiej miękkiej informacji mogą udzielać pracownicy lokalnej spółki, czy oddziału banku. Jednak liczy się też jej przepływ – tym gorszy, im więcej szczebli pośrednich w centrali i wyższy poziom podejmowania decyzji. Zatem istnienie spółki, filii, czy oddziału w oddali od centrali banku może zmniejszyć przeszkody w relacjach wielkich banków z klientami w odległych krajach, jednak nie daje gwarancji skrócenia dystansu zarówno w sensie geograficznym, jak i biznesowym.

Aż nadto widoczne są przykłady trzymania banków przez władze państwowe na postronku pomocy publicznej. Gdy Royal Bank of Scotland otrzymał gwarancje rządowe na istotną cześć swoich aktywów, zadeklarował, że w ciągu dwóch następnych lat zwiększy akcję kredytową o 50 mld funtów, a portfel pożyczek krajowych (dla klientów z Wysp Brytyjskich) urośnie o 20 proc. Francuskie banki, którym w kryzysie pomagało państwo musiały powiększać sumy kredytów i pożyczek krajowych o 3-4 proc. rocznie, natomiast ING ogłosił, że w zamian za wsparcie rządowe zwiększy finansowanie holenderskich podmiotów o 32 mld dol.

De Haas i Van Horen wyodrębnili dane nt. cross-border syndicated lending ze 118 banków z 36 państw rozwiniętych i rozwijających się. Uwzględnione przez nich banki koncentrowały ponad 90 proc. globalnego rynku transgranicznych pożyczek konsorcjalnych dla podmiotów prywatnych. Badacze zbudowali model ekonometryczny uwzględniający:

– zmienne zależne: zmiany wielkości i liczb tego rodzaju transakcji w państwach rozwiniętych i rozwijających się;

– zmienne informacyjne: odległość w kilometrach między bankiem a jego klientem, istnienie lub nie filii/oddziału w państwie korzystającym z zagranicznego finansowania konsorcjalnego, udział finansowania krajowego mierzony średnią liczbą banków krajowych uczestniczących w międzynarodowych konsorcjach pożyczkowych, doświadczenie mierzone liczbą pożyczek udzielonych przez banki zagraniczne w danym kraju w ustalonym okresie przed kryzysem;

– zmienne kontrolne: ekspozycja na ryzyko obliczona dla każdej pary bank-kraj jako relacja niespłaconych pożyczek konsorcjalnych do całości aktywów w chwili upadku Lehman Brothers, wypłacalność ujęta w formie wskaźnika kapitał/aktywa, płynność oceniana na podstawie relacji płynnych aktywów do depozytów powiększonych o inne formy finansowania krótkookresowego, wsparcie państwa w postaci zastrzyków kapitałowych, gwarancji, czy przejmowania przez sektor publiczny trujących aktywów bankowych.

Okazało się że finansowanie ponadgraniczne jest stabilniejsze, gdy banki wiodące w konsorcjach są obecne w kraju-pożyczkobiorcy w tym sensie, że spadek liczby i wielkości pożyczek konsorcjalnych jest tam mniejszy i mniejsze jest prawdopodobieństwa całkowitego wstrzymania tego rodzaju finansowania. Efekt obecności na miejscu (subsidiary effect) jest donioślejszy w krajach rozwijających się. Zdaniem autorów jest to konsekwencja mniejszej w tych krajach dostępności „twardych” informacji nt. sytuacji potencjalnych pożyczkobiorców. Wysiłki lokalnych pracowników banków międzynarodowych pozwalają zaś zmniejszyć deficyt wiedzy.

Wyraźny jest wpływ odległości. Im większy jest dystans między stronami umowy, tym większe prawdopodobieństwo zupełnego wstrzymania finansowania, a relatywnie małe oddalenie od klienta wpływa na wzrost finansowania.

W przypadku państw rozwiniętych dystans oddziałuje silniej od obecności w danym kraju, co współgra z intuicyjnym przekonaniem, że istnienie wysoko ustawionego standardu informacyjnego sprawia, że z biura w City można bez problemu załatwiać kontrakty dotyczące rynku amerykańskiego, niemieckiego, francuskiego, czy holenderskiego. Nie przeczy temu obecność wielkich banków we wszystkich największych centrach finansowo-bankowych, bo to wynika z zupełnie innej kalkulacji.

Odległość między stronami ma negatywny wpływ nie tylko na wielkość finansowania, ale także na stabilność relacji. Redukcja kredytów udzielonych klientom oddalonym od swych banków na średni dystans ustalony w badaniu była o 28 proc. większa w porównaniu z grupą klientów położonych najbliżej swoich banków. Szczególny wpływ czynnika odległości ujawnia się także, gdy porównać jego siłę z mocą oddziaływania innych czynników. Zwiększenie odległości o wartość jednego odchylenia standardowego prowadziło do dodatkowego spadku rozmiaru kredytów o 35 proc., podczas gdy odjęcie jednego odchylenia standardowego w danych dotyczących wypłacalności zmniejszyło kredyty jedynie o 4 proc.

Kolejny istotny czynnik to współpraca zagranicznych banków z miejscowymi. W porównaniu z przypadkami zupełnego braku współpracy z partnerami krajowymi w okresie przedkryzysowym, redukcja finansowania w okresie kryzysowym była o 13 proc. mniejsza gdy współpraca taka odbywała się wcześniej na poziomie średnim.

Podobny jest wpływ doświadczenia banków na obcych rynkach. Im więcej udzieliły tam pożyczek w przeszłości, tym mniejszy spadek finansowania w czasie kryzysu (o 21 proc. w zestawieniu średniego doświadczenia z małym lub całkowitym brakiem takowego). Oddziaływanie doświadczenia jest wszakże słabsze od oddziaływania współpracy z krajowymi bankami oraz odległości. Podobnie jak w przypadku czynnika obecności (w określonym kraju) wpływ doświadczenia ujawnia się wyraźniej przy finansowaniu klientów z państw rozwijających się.

De Haas i Van Horen zwracają uwagę, że ich badanie dostarcza silnego materiału dowodowego na istnienie w czasie kryzysu ujemnej korelacji między wsparciem rządowym a rozmiarami ponadgranicznej działalności kredytowej, co współgra jednocześnie z ich większym skupieniem się na rodzimym rynku. Redukcja zagranicznych pożyczek konsorcjalnych była o 9 proc. silniejsza w grupie banków wspartych w kryzysie przez rządy. To potwierdzałoby domniemanie o wpływie więzów krwi na działalność bankową. Trzeba jednak pamiętać, że istnieje zależność czysto ekonomiczna. O wsparcie publiczne zabiegały i zabiegają banki w złej sytuacji. Nie ma zatem nic dziwnego w tym, że ograniczają one akcję kredytową w czasie, gdy muszą czyścić swoje bilanse i stukać o pomoc do władzy gdy wewnętrzne porządki nie wystarczają.

Nikt nie dziwiłby się rządom, które warunkują swoje wsparcie nakazem koncentrowania się na rodzimej gospodarce, zwłaszcza że zabójcze mogłyby się okazać informacje, że podatki zbierane w czasie kryzysu „wysyłane” są za pośrednictwem ratowanych banków za granicę.

Na podstawie przytoczonej pracy, ale też na podstawie innych badań, nie da się ani udowodnić, ani zaprzeczyć tezie, że więzy krwi są czynnikiem ograniczającym bankowe przepływy gotówki przez granice w czasie kryzysów finansowych. Jej wyniki dostarczają natomiast skutecznej amunicji do użytku przeciw wszelkim ortodoksjom.

Nie da się prawdopodobnie wyznaczyć jedynie słusznego udziału kapitału obcego w miejscowym rynku bankowym, zwłaszcza jeśli ten rynek był niemal pozbawiony kapitału, jak to było w Polsce w ostatniej dekadzie XX wieku. Nie jest dobrym rozwiązaniem sięganie do państwowej kiesy lub sejfów banków kontrolowanych przez skarb państwa w celu „renacjonalizacji” części sektora bankowego. Prędzej, czy później, wyjdzie to bowiem bokiem i państwu, i bankom, i gospodarce.

Lepiej strzec się dopalaczy. Niech krajowe banki rozpychają się w sektorze bazując na własnych zasobach rosnących tym szybciej im sprawniej i mądrzej działają, co uczenie nazywa się wzrostem organicznym. Gospodarka mniej się będzie trzęsła w trudnych okresach, gdy silniejsza będzie współpraca z międzynarodowym sektorem bankowym i jego liderami, gdy coraz wyższe będą standardy informacyjne, gdy więcej będzie obecnych w Polsce oddziałów, filii, przedstawicielstw i w końcu spółek banków działających na całym świecie. I tak się powoli dzieje, co znaczy, że wcale z nami nie jest tak źle.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test