Bez zwiększenia kapitałów banków, Europie grozi marazm

12.07.2013
W Europie odkłada się dokapitalizowanie sektora bankowego. Jeśli szybko nie zwiększy się kapitałów banków to istnieje niebezpieczeństwo, że przy utrzymującej się dłuższy czas stagnacji w gospodarce Unia zacznie popadać w inercję, podobną do tej, jaka nęka Japonię. Do tego pojawi się wiele banków zombie.


Po kryzysie finansowym z lat 2007–2009 w Europie nie przeprowadzono rekapitalizacji największych banków, tak jak zrobiono to w USA. Unijni decydenci polityczni postawili na to, że nastąpi ożywienie gospodarcze, dzięki temu wzrośnie rentowność instytucji finansowych, która pozwoli im stopniowo zwiększać bufory kapitałowe. Nie ma już wątpliwości, że ta strategia nie przyniosła oczekiwanych skutków. Strefa euro pogrążyła się w kolejnej recesji, a spadki notowań akcji wielu banków świadczą o tym, że instytucje finansowe są w fatalnej kondycji.

Średni stosunek wartości rynkowej do wartości księgowej europejskich banków wynosi obecnie około 0,50 (zob. wykres poniżej). Oznacza to, że sporządzane przez księgowych szacunki kapitałów banków są zdecydowanie zbyt optymistyczne, a w księgach rachunkowych kryją się wielkie straty.

Klaas Knot, prezes holenderskiego banku centralnego i członek zarządu Europejskiego Banku Centralnego, stwierdził w niedawnym wystąpieniu, że warunkiem koniecznym odbudowy gospodarki jest uzdrowienie bilansów banków. Knot uważa, że w celu ułatwienia tego procesu trzeba zagwarantować przejrzystość strat ponoszonych przez podmioty sektora bankowego oraz ustanowić procedury kontrolowanej likwidacji złych aktywów.

Jeśli się tego nie zrobi, banki nadal będą prowadzić restrykcyjną politykę kredytową, ograniczając nowe pożyczki. Klaas Knot dodaje, że planowana europejska unia bankowa stworzy możliwość przyspieszenia procesu kontrolowanej likwidacji trujących aktywów.

Testy stresu i gwarancje państwowe

Zgadzamy się z konkluzjami analizy Klaasa Knota. Niestety, droga do utworzenia mechanizmu kontrolowanej likwidacji aktywów bankowych przynoszących straty jest jeszcze daleka. W ostatnich latach przeprowadzono już różnorodne testy stresu. Daniel Hardy i Heiko Hesse wykazali w tym roku, że testy te, sponsorowane przez Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA), nie dały wiarygodnych wyników. W analizach zastosowano bowiem scenariusze zbyt łagodne, co pozwoliło bankom nie ujawniać w pełni strat i ekspozycji na sektory w tarapatach. W dodatku EBA zapowiedział niedawno, że kolejne testy stresu odłoży do 2014 r., aby zaangażować w nie EBC. W założeniach przyjmuje się, że od 2014 r. ten bank ma być jedyną instytucją nadzorującą największe banki strefy euro.

Dotychczas europejski sektor bankowy utrzymywał się głównie dzięki temu, że na wszystkie jego zobowiązania państwa dały „domyślne” gwarancje. Michiel Bijlsma i Remco Mocking z Biura Analiz Polityki Gospodarczej, działającego przy holenderskim Głównym Urzędzie Planowania (Het Centraal Planbureau), ustalili, że w 2012 r. te gwarancje, zapewniające europejskim bankom możliwości finansowania na lepszych warunkach, przełożyły się na korzyści finansowe wynoszące średnio w skali rocznej 0,3 proc. łącznych aktywów banków.

Podstawę tych szacunków stanowiło porównanie różnic między ocenami wiarygodności kredytowej banków w dwóch sytuacjach – gdy istnieje wsparcie rządów w postaci bailoutów i gdy tej pomocy nie ma. Kapitalizacja rocznych korzyści finansowych w wysokości 0,3 proc. wartości aktywów może zapewnić 2 proc. wartości łącznych aktywów. Nalicza się to na podstawie założenia 15-procentowej stopy dyskonta, odpowiedniej w sytuacji, gdy przyszłe zyski banków są niepewne. Ponieważ w strefie euro łączna wartość aktywów podmiotów sektora bankowego wynosi 33 bln euro, mówimy tu o domyślnych gwarancjach w wysokości około 650 mld euro.

Zmiana po Cyprze

Położenie europejskich banków znacznie się pogorszyło w tym roku, gdy Jeroen Dijsselbloem, holenderski minister finansów i przewodniczący eurogrupy, oświadczył, że w całej strefie euro należy od tej pory dążyć do stosowania rozwiązania przyjętego na Cyprze. Mianowicie, ratować bankrutujące instytucje finansowe bez sięgania po pieniądze podatników. Wolfgang Schäuble, niemiecki minister finansów, wyraził niedawno podobne przekonanie. Powiedział, że „chciałby zapewnić, że angażowanie podatników w ratowanie banków stanie się raczej działaniem wyjątkowym niż regułą”. Stwierdził też, że „trzeba jak najprędzej opracować wiarygodne unijne zasady angażowania wierzycieli”.

Banki już są obciążone ogromnymi, nieujawnianymi stratami, jakie generują złe aktywa. Wielu obserwatorów szacuje straty na co najmniej kilkaset miliardów euro. Powoduje to niskie notowania akcji banków. Gdy doda się do tego utratę obecnych atutów umożliwiających pozyskiwanie finansowania na korzystnych warunkach, sytuacja stanie się fatalna.

Na rynkach finansowych zrozumiano komunikat Jeroena Dijsselbloema. Dowodem jest spadek notowań akcji wielu instytucji finansowych, zaobserwowany po jego wypowiedzi. Bardzo niskie ceny akcji banków spowodują, że niezmiernie trudno będzie im dokonać rekapitalizacji samodzielnie poprzez emisję akcji lub obligacji wymiennych na akcje. Częściowo także dlatego, że emisje akcji doprowadziłyby do dalszego rozwodnienia wartości „domyślnych” gwarancji państwowych.

Niskie notowania akcji prowadzą więc do tego, że kurczą się możliwości banków pozyskania kapitału przez emisje nowych akcji, a do tego być może będą musiały one zdecydować się na obniżone ceny emisyjne. Bardzo niewiele największych banków europejskich zbiera obecnie kapitał emitując nowe akcje, niewątpliwie wstrzymuje je świadomość, że nie leży to w interesie udziałowców. Do wyjątków należy działanie Deutsche Banku, który w kwietniu zebrał poprzez nową emisję prawie 3 mld euro, a Commerzbank zamierzał pozyskać 2,5 mld euro w wyniku majowej emisji akcji z prawem poboru, po znacznie obniżonej cenie.

Czas ujawniać straty

Pilnie trzeba zacząć ujawniać straty w bilansach, aby nie dopuścić do rozprzestrzenienia się w Europie banków zombie, podobnych do tych, które podtrzymuje się przy życiu w Japonii. Aby to ułatwić, w naszym przekonaniu, należy szybko przeprowadzić nowe, drobiazgowe testy stresu, podobne do nakazanych przez amerykańskie instytucje nadzoru w 2009 r. Naturalnie sytuacja finansowa większości rządów europejskich jest znacznie gorsza niż Stanów Zjednoczonych w 2009 r., więc Europa musi zmierzać do rekapitalizacji banków drogą pod pewnymi względami odmienną od obranej wcześniej w USA.

Po pierwsze, wiarygodny test stresu powinien doprowadzić do ustalenia strat ukrytych w bilansie każdego banku, a także określenia prawdopodobnego kosztu wycofania się państw z domyślnych gwarancji spłaty wszystkich zobowiązań.

Biorąc pod uwagę wymogi kapitałowe postawione przez międzynarodowe agencje nadzoru finansowego, szacuje się, że spowoduje to poważne niedobory kapitału. Ostatnio brytyjski Urząd Nadzoru Finansowego (FSA) przeprowadził testy stresu w tamtejszych bankach. Ujawniły one, że mniej więcej o 50 mld funtów trzeba obniżyć łączną wielkość podanych przez banki kapitałów własnych wymaganych przepisami.

To oznacza, że bankom brakuje 25 mld funtów. Należy przypuszczać, że te szacunkowe niedobory kapitałowe (25 mld funtów) naliczono przy zastosowaniu dość łagodnych kryteriów, które w większości wynikają z założenia, że w Wielkiej Brytanii utrzymane zostaną jednak gwarancje państwowe. W innych państwach Europy skrupulatne testy stresu zapewne również wykażą poważne niedobory kapitału.

Po drugie, agencje nadzoru muszą ocenić, czy można zlikwidować niedobory kapitału, zdobywając pieniądze na międzynarodowych rynkach lub z pomocą rządów. Jeżeli nie, bo dodatkowego kapitału potrzeba znacznie więcej, należy natychmiast rozpocząć procedurę kontrolowanej likwidacji i restrukturyzacji, narzucając pewne straty wierzycielom nieposiadającym zabezpieczeń (model cypryjski).

Podstawą prawną tej kontrolowanej likwidacji i restrukturyzacji byłaby ustawa o interwencji, którą w części państw europejskich być może trzeba przyjąć w pilnym trybie legislacyjnym. W przeciwieństwie do cypryjskich, większość banków europejskich w znacznym stopniu jest finansowana przez właścicieli obligacji, toteż można przeprowadzić rekapitalizację poprzez narzucenie strat posiadaczom podporządkowanych i zwykłych papierów dłużnych, bez ruszania depozytów oszczędnościowych.

Po trzecie, gdy niedobory kapitałowe są stosunkowo niewielkie, agencje nadzoru mogą się zdecydować na zastosowanie modelu amerykańskiego. Oznaczałoby to, że banki musiałyby w wyznaczonym czasie przeprowadzić emisję akcji zwykłych na międzynarodowych rynkach kapitałowych, po czym włączyłyby się rządy, aby zapewnić resztę koniecznego kapitału.

Od stresu do systemu

To, jak w Europie zostanie przeprowadzone dokapitalizowanie kłopotliwych banków, wpłynie bezpośrednio na formę przyszłej europejskiej unii bankowej. Jeżeli wiele banków zostanie rekapitalizowanych poprzez obciążenie stratami wierzycieli nieposiadających zabezpieczeń, na przykład posiadaczy podporządkowanych i zwykłych papierów dłużnych, zapewne będzie to miało wpływ na konstrukcję wspólnego mechanizmu kontrolowanej likwidacji, który będzie decydował o zakresie udziału wierzycieli w programach ratunkowych wdrażanych przy przyszłych likwidacjach aktywów banków z państw UE.

Opracowany zgodnie z tymi zasadami wspólny mechanizm ułatwi osiąganie porozumienia co do zakresu upoważnień planowanej, przyszłej, europejskiej agencji, zajmującej się kontrolowaną likwidacją aktywów bankowych. Trzeba także wspomnieć o tym, że przyjęcie zasady, zgodnie z którą wierzyciele nieposiadający zabezpieczeń mieliby ponieść większość strat banków w tarapatach, doprowadzi do tego, że europejscy podatnicy tylko w ograniczonym zakresie finansowaliby straty. Także dzięki wykorzystania Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (ESM) oraz przyszłego europejskiego funduszu, powołanego w celu przeprowadzania kontrolowanych likwidacji.

W Europie zdecydowanie za długo odkładano rekapitalizację sektora bankowego. Istnieje niebezpieczeństwo, że stagnacja w gospodarce utrzyma się przez długi okres. Jeśli więc nie zwiększy się kapitałów banków, Europę zacznie ogarniać bezwładność, podobnej do tej, która nęka Japonię. Do tego pojawi się wiele banków zombie.

Uwaga redakcji. Zawierająca mniej szczegółów technicznych wersja tego artykułu została opublikowana 6 maja 2013 roku przez „Financial Times” pt. Banish the threat from Europe’s zombie banks.

Prof. Harald Benink wykłada bankowość i finanse na holenderskim Uniwersytecie w Tilburgu, jest członkiem zespołu Ośrodka Badań Ekonomicznych CentER (Centre for Economic Research).

Prof. Harry Huizinga wykłada ekonomię międzynarodową na Uniwersytecie w Tilburgu, jest członkiem zespołu Centrum Badań Polityki Gospodarczej (CEPR).

Artykuł ukazał się w VoxEU.org (tam dostępna jest pełna bibliografia).


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test