content

Cicha inflacja

24.01.2019
Przez ostatnie dekady w wielu krajach inflacja stała się tak niska i stabilna, że wydaje się niewidoczna. O ile galopująca inflacja była kiedyś postrzegana jako główny problem ekonomiczny, dzisiaj większość ludzi w krajach rozwiniętych rzadko o niej mówi, czy nawet zwraca na nią uwagę.

Robert J. Shiller (PS)


„Cicha inflacja” jednak wciąż wywiera subtelny wpływ na nasze oceny i może nadal prowadzić do istotnych błędów.

Odkąd bank centralny Nowej Zelandii dał pierwszy przykład w 1989 r., władze monetarne na całym świecie coraz częściej realizują politykę ustalania celów inflacyjnych (lub ich przedziałów), które sięgają znacznie powyżej zera. To oznacza, że decydenci planują mieć inflację, ale stabilną inflację. Słowo, które kiedyś było traktowane jak przekleństwo, jest obecnie ogłaszane publicznie i wymuszana jest powściągliwość.

Central Bank News przedstawia cele inflacyjne dla 68 krajów w tabeli. Celem Europejskiego Banku Centralnego jest roczna inflacja w 2018 r. na poziomie „poniżej, ale blisko 2 proc.”. W Kanadzie, Japonii, Korei Południowej, Szwecji, Zjednoczonym Królestwie i Stanach Zjednoczonych cel inflacyjny na rok 2018 wynosi 2 proc. Chiny i Meksyk ustalają cel rocznego wzrostu cen na poziomie 3 proc. W Indiach i Rosji docelowa stopa wynosi 4 proc. Na Ukrainie i w Wietnamie wynosi ona 5 proc., a w Azerbejdżanie i Pakistanie – 6 proc.

Niektóre kraje miały dwucyfrowe cele inflacyjne. Egipt ustalił cel na 13 proc. plus minus 3 proc. na bieżący rok. Jednakże większość krajów ustaliła swoje cele inflacyjne na 2018 r. w przedziale od 2 proc. do 6 proc.

Warto przełożyć te roczne cele inflacyjne na inflację długoterminową, zakładając, że cel nie zostanie zmieniony w nadchodzących latach. Inflacja na poziomie 2 proc. rocznie oznacza inflację w wysokości 22 proc. w ciągu dekady lub inflację w wysokości 81 proc. w ciągu 30 lat. Takie podejście powoduje, że liczby wyrażone w walucie wyglądają na znacznie większe na przestrzeni czasu, nawet jeśli nic realnie się nie zmienia.

Jest o wiele gorzej, jeśli uwzględnimy stopę inflacji w wysokości 6 proc. Przy tym tempie, ceny wzrosną o 79 proc. w ciągu 10 lat i prawie sześciokrotnie w ciągu 30 lat.

Takie polityki powodują coś w rodzaju wyolbrzymienia aktualnego poziomu w umysłach większości ludzi. Przypuśćmy, że zapytamy kogoś, kto mieszka w tym samym domu przez 30 lat, ile za niego zapłacił. Cena zakupu będzie prawdopodobnie wydawać się śmiesznie niska. Jeśli nie zwracamy uwagi na wpływ inflacji na wszystkie ceny, może się nam wydawać, że żyjemy w niesamowicie pomyślnej nowej erze. W przypadku cichej inflacji można łatwo zapomnieć, że prawda jest o wiele mniej spektakularna.

Bernanke formalnie wprowadził cel inflacyjny w Stanach Zjednoczonych w 2012 r., ustalając roczną stopę na poziomie 2 proc., na którym od tego czasu pozostała.

Jednocześnie, w czasach plotek internetowych i fałszywych wiadomości, dzisiejszy świat może wyglądać jak nieco oderwany od historii. Może to stwarzać poczucie realnego ryzyka.

Cele inflacyjne mają również inne skutki, które wydają się bardziej zaprzątać umysły bankierów z banków centralnych.

W swojej wpływowej książce z 1998 r. „Cele inflacyjne”, Ben Bernanke i jego współautorzy radzili decydentom ogłaszanie docelowej stopy inflacji, ponieważ „komunikuje ona intencje banku centralnego”, co powoduje „zmniejszenie niepewności”. Jak pisali, ogłoszona stopa powinna być zasadniczo dodatnia, ponieważ, gdyby urzędnicy próbowali obniżyć ją do poziomu bliskiego zera, jakikolwiek błąd mógłby spowodować deflację, która „może stanowić zagrożenie dla systemu finansowego i przyspieszyć kurczenie się gospodarki”. Jako Prezes Rezerwy Federalnej w latach 2006-2014, Bernanke formalnie wprowadził cel inflacyjny w Stanach Zjednoczonych w 2012 r., ustalając roczną stopę na poziomie 2 proc., na którym od tego czasu pozostała.

Jednakże zmniejszenie niepewności dotyczącej cen poprzez utrzymywanie celu inflacyjnego na poziomie 2 proc. lub wyższym może faktycznie zwiększyć poczucie niepewności co do zjawisk rzeczywistych, takich jak wartość mieszkań lub inwestycje. O ile można martwić się o deflację na dużą skalę, historyczny związek pomiędzy deflacją i recesją nie jest wcale tak silny. W swojej pracy z 2004 r. ekonomiści Andrew Atkeson i Patrick Kehoe doszli do wniosku, że większość dowodów tej relacji pochodzi z zaledwie jednego przypadku: Wielkiego Kryzysu lat 30. XX wieku.

Tendencja mediów informacyjnych do koncentrowania się na nowych rekordach służy ich krótkoterminowym interesom stwarzania wrażenia, że stało się coś naprawdę ważnego, co uzasadnia uwagę czytelników lub widzów. Ale czasami rekordy są nieco zafałszowane, w szczególności kiedy historia opisywana jest w ujęciu nominalnym i mamy stabilną inflację. W rezultacie nacisk na historyczne rekordy może zachęcić do braku szacunku dla historii i pielęgnować pewien rodzaj mylnego poczucia, że żyjemy w wyjątkowo niepewnych czasach.

Na przykład, czasami rynek akcji ustalał nowy rekord, w górę lub w dół, co nie jest niczym więcej jak wynikiem inflacji. Dnia 5 lutego 2018 roku indeks Dow Jones Industrial Average spadł o 4,6 proc., znacznie poniżej rekordowego spadku o 22,6 proc. z dnia 19 października 1987 r. Ale doniesienia mediów podkreślały, że spadek z 5 lutego był największym w historii jednodniowym spadkiem w kategoriach absolutnych (1.175 punktów na DJIA). Przedstawianie spadku w ten sposób jest mylące i może wywołać paniczną wyprzedaż. Amplituda wahań punktowych na rynku akcji niezmiennie rośnie wraz z ogólną inflacją wszystkich cen.

Iluzja pieniądza ma nawet wpływ na wrażenie „siły” gospodarki, jak gdyby wysoki poziom wzrostu PKB lub hossa na rynku były wskaźnikami zdrowej kondycji czegoś, co nazywane jest gospodarką. Dane dotyczące wzrostu PKB są umownie podawane w kategoriach realnych (skorygowanych inflacją), a dane o bezrobociu wyraża się bez podawania jednostek. Jednakże sprawozdawczość w zakresie mniej więcej co drugiego głównego wskaźnika ekonomicznego nie jest generalnie skorygowana inflacją.

Może się wydawać, że cel inflacyjny w wysokości kilku punktów procentowych może wspierać stabilność i prawdopodobnie tak się faktycznie dzieje. Jednak musimy rozważyć możliwość, że może to prowadzić do subtelnych błędnych interpretacji, które mają odwrotny wpływ na stabilność naszych ocen.

Robert J. Shiller, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2013 r. i profesor ekonomii na Uniwersytecie Yale, jest współautorem, wraz z George’em Akerlofem, książki „Phishing for Phools” („Złowić frajera. Ekonomia manipulacji i oszustwa”).

© Project Syndicate, 2018

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły