Co dalej z euro?

21.02.2019
W ciągu dwóch dekad od wprowadzenia do obiegu euro musiało stawić czoła poważnym wyzwaniom. Do tej pory strefa euro przetrwała nienaruszona, ale przy okazji 20 rocznicy wprowadzenia wspólnej waluty warto zidentyfikować problemy i wyciągnąć wnioski z błędów przeszłości.

Jeffrey Frankel (PS)


Pierwszy krytyczny problem związany był z zastosowaniem wspólnej waluty dla dużej i zróżnicowanej grupy państw. Jak wskazywali amerykańscy ekonomiści, nie spełniały one kryteriów „optymalnego obszaru walutowego”. Państwom członkowskim brakowało w szczególności synchronizacji cykli koniunkturalnych. Funkcjonowanie bez niezależności monetarnej jest o wiele trudniejsze, jeśli potrzeby twojej gospodarki nie są zgodne z potrzebami innych państw w unii walutowej.

Na przykład w latach 2004-2006, z uwagi na bańkę mieszkaniową i przegrzaną gospodarkę, Irlandia potrzebowała polityki monetarnej znacznie bardziej restrykcyjnej niż ta, którą był skłonny prowadzić Europejski Bank Centralny. Państwo to scedowało jednak na EBC decyzje w sprawie rewaluacji swojej waluty lub podniesienia stóp procentowych.

Podobnie było w latach 2009-2013, kiedy w warunkach gwałtownej recesji Irlandia potrzebowała polityki pieniężnej luźniejszej niż ta prowadzona przez EBC, ale nie była w stanie samodzielnie zdewaluować swojej waluty, dodrukować pieniędzy ani obniżyć stopy procentowej.

Drugi błąd polegał na tym, że w pierwszej dekadzie istnienia euro niektóre „peryferyjne” kraje strefy utrzymywały duże deficyty na rachunku obrotów bieżących. W tamtym czasie duży napływ kapitału netto do tych państw postrzegany był jako oznaka podnoszącej efektywność integracji finansowej. Z perspektywy czasu wiemy, że te nierównowagi, wynikające po części ze wzrostu jednostkowych kosztów pracy w peryferyjnych państwach strefy w stosunku do Niemiec, były szkodliwe.

Wiele państw – zwłaszcza Grecja – utrzymywało również duże deficyty budżetowe i wysoki poziom zadłużenia. Tym samym potwierdziły one wcześniejsze obawy bogatszych państw członkowskich – zwłaszcza Niemiec – że zostaną one ostatecznie zmuszone do ratowania swoich rozrzutnych partnerów, dla których gwarancja ratunku stała się perwersyjną zachętą do nieodpowiedzialnej polityki fiskalnej.

Trzeba przyznać, że architekci unii monetarnej w Europie przewidzieli, iż pokusa nadużycia stanowić będzie kluczową słabość systemu. Próbowali temu zapobiec wprowadzając wymóg, aby kraje członkowskie ograniczyły swoje deficyty budżetowe do 3 proc. PKB, oraz uwzględniając klauzulę zakazu przejmowania zobowiązań („no-bail-out”) w Traktacie z Maastricht.

Praktycznie wszystkie państwa członkowskie strefy euro przekraczały pułap 3 proc. deficytu budżetowego.

W praktyce zasady fiskalne okazały się jednak niemożliwe do wyegzekwowania. Praktycznie wszystkie państwa członkowskie strefy euro (w tym Niemcy) wkrótce przekroczyły pułap 3 proc. dla deficytu budżetowego. I choć rządy wielokrotnie twierdziły, że cele fiskalne zostaną osiągnięte w przyszłości, te oczekiwania oparte były na nadmiernie optymistycznych prognozach wzrostu.

Z pewnością nie pomagał tutaj fakt, że po utworzeniu strefy euro rządy mocno zadłużonych państw z peryferii nagle uzyskały możliwość zaciągania pożyczek z praktycznie takim samym oprocentowaniem jak Niemcy. Nawet w Stanach Zjednoczonych bardziej zadłużone stany takie jak Illinois muszą płacić wyższe odsetki w porównaniu do innych stanów.

Niepowodzenie strefy euro w zakresie przeniesienia większej władzy fiskalnej na szczebel ponadnarodowy powtórzone zostało także w obszarze regulacji bankowych. Europejscy ekonomiści przestrzegali, że paneuropejskie regulacje bankowe mają kluczowe znaczenie dla długoterminowej stabilności wspólnej waluty, ale ich głos został zignorowany.

Gwoli sprawiedliwości, te problemy nie wynikają tak naprawdę z błędów popełnionych przez przywódców strefy euro. W rzeczywistości każda próba zajęcia się tymi sprawami spotkałaby się z przytłaczającym sprzeciwem politycznym.

Zarazem przywódcy strefy euro naprawdę sami strzelili sobie w stopę w inny sposób. Na przykład EBC popełnił błąd, podnosząc stopy procentowe w lipcu 2008 roku i dwukrotnie w 2011 roku, pomimo globalnej recesji.

Co więcej, kiedy na początku 2010 roku wybuchł kryzys w Grecji, europejscy przywódcy nie zareagowali skutecznie. Zamiast tego opóźniali odesłanie Grecji do Międzynarodowego Funduszu Walutowego i redukcję greckiego długu, mimo że poziom zadłużenia w relacji do PKB był w tym państwie wyraźnie niezrównoważony, nawet przy założeniu rygorystycznej polityki oszczędności fiskalnych.

W rzeczywistości dążenie do realizacji po 2009 roku polityki oszczędności („austerity”) zakończyło się spektakularną klęską, ponieważ w jej wyniku dochody w krajach peryferyjnych strefy euro spadły o wiele bardziej niż przewidywały wcześniej Komisja Europejska, EBC i MFW.

Nawet pomijając ekonomiczne koszty recesji i polityczne koszty wywołanej przez spowolnienie fali populizmu, polityka oszczędności budżetowych nie osiągnęła swojego celu, jakim było wyprowadzenie państw takich jak Grecja na ścieżkę zrównoważonego zadłużenia. Wręcz przeciwnie, spadek PKB był większy niż jakikolwiek spadek poziomu zadłużenia, w wyniku czego wskaźniki zadłużenia w relacji do PKB rosły jeszcze szybciej.

Realizacja polityki oszczędności budżetowych w czasie kryzysu, wraz z wysokimi wydatkami z pierwszych lat istnienia strefy euro, stanowi przykład procyklicznej polityki fiskalnej. Istotnie, polityka fiskalna Grecji należy do najbardziej procyklicznych na całym świecie. To nie daje strefie euro mocnych podstaw do przetrwania przyszłych kryzysów.

Nie oznacza to oczywiście, że euro nie odniosło żadnych sukcesów. Po pierwsze, przejście z 11 walut narodowych na euro przebiegło bardzo sprawnie. Europejskie kryzysy walutowe z 1992 i 1993 roku, a także niedawne chaotyczne procesy demonetyzacji w innych państwach, pokazują, że pomyślne przejście na wspólną walutę nie było wcale pewne.

Euro szybko stało się drugą na świecie globalną walutą rezerwową.

Drugim wczesnym sukcesem był fakt, że według praktycznie wszystkich miar międzynarodowego wykorzystania, euro natychmiast stało się drugą na świecie globalną walutą rezerwową. Ponadto dążenie do przystąpienia do europejskiego klubu było bodźcem do przeprowadzenia korzystnych reform w wielu aspirujących państwach członkowskich, zwłaszcza krajów Europy Środkowej i Wschodniej, które później weszły do ​​Unii Europejskiej.

Bardziej aktualne pozycje na liście sukcesów obejmują choćby postęp osiągnięty w niektórych krajach peryferyjnych, a zwłaszcza w Hiszpanii, w zakresie redukcji ich poprzednio niekonkurencyjnych jednostkowych kosztów pracy. Prezes EBC Mario Draghi zasługuje na najwyższe oceny za umiejętność utrzymania równowagi między niemieckim naciskiem na dyscyplinę fiskalną i zapotrzebowaniem na akomodacyjną politykę pieniężną ze strony państw śródziemnomorskich. Jego deklaracja z lipca 2012 roku, że EBC zrobi „wszystko, co będzie trzeba”, aby uratować euro, uspokoiła rynki i była ważnym punktem zwrotnym w kryzysie.

Być może najważniejszym sukcesem jest to, że według badań opinii publicznej w ostatnich latach euro uzyskało silne poparcie społeczne, a w listopadzie 2018 roku wspólną walutę popierało 64 proc. obywateli. To daje nadzieję, że unia walutowa przetrwa, a nawet będzie się rozwijać w przyszłości, o ile liderzy strefy euro będą umieli uczyć się na błędach z przeszłości.

Jeffrey Frankel jest profesorem w dziedzinie Akumulacji Kapitału i Wzrostu Gospodarczego na Uniwersytecie Harvarda.

© Project Syndicate, 2019

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły