Długiego rozwoju nie da się zbudować na krótkiej lokacie

14.01.2014
Najważniejsze wyzwanie dla polskiej gospodarki i systemu bankowego polega na tym, żeby z krótkoterminowych strumieni funduszy z UE zbudować długoterminowe, trwałe systemy finansowania rozwoju. Musi to być uzupełnione ofertą skłaniającą Polaków do długoterminowych oszczędności – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Krzysztof Pietraszkiewicz (Fot. A.Barabasz/NBP)


ObserwatorFinansowy.pl: Polskie banki znakomicie przeszły przez kryzys. Zebrały owacje. Ale to już było, wyniki sektora bankowego pogarszają się, co więc dalej?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Musimy dokonać kilku zmian, aby polski system bankowy w najbliższych latach jak najlepiej służył rozwojowi kraju. Staramy się jako bankowcy zidentyfikować nie tylko to, co przyniosło sukces i jest naszą siłą, ale także słabości polskiego systemu bankowego. Ta identyfikacja już pozwala nam na sformułowanie kilku tez i problemów wymagających rozwiązania.

Co jest największą słabością systemu bankowego w Polsce?

Strategicznie to przede wszystkim potrzebna jest nam swoista umowa społeczna dotycząca roli banków w naszej społecznej gospodarce rynkowej. Wierzę, że pozwoliłaby ona uniknąć osłabiania zdolności finansowania rozwoju Polski na skutek populistycznych  działań wymierzonych przeciwko rozwojowi polskiego sektora bankowego.

Słabością jest ponadto utrzymujący się od lat niedobór wewnątrzkrajowych oszczędności. Relacje oszczędności do PKB plasują nas na jednym z ostatnich miejsc w całej Unii Europejskiej. Pod względem kredytów udzielanych przedsiębiorcom zajmujemy ostatnie miejsce. Okazuje się, że zdolność do finansowania przez polski sektor bankowy gospodarki i gospodarstw domowych jest ograniczona. Musimy budować wewnątrzkrajowe źródła rozwoju, bowiem nadmierne opieranie ich na środkach zewnętrznych,  szczególnie w okresie poprzedzającym nasze przystąpienie do strefy euro, byłoby ryzykowne, gdyż może nastąpić zbyt mocna transmisja do nas szoków gospodarczych dokonujących się na rynkach poza naszym krajem.

Ludzie nie chcą jednak zakładać lokat na długie terminy, m.in. dlatego, że banki premiują oprocentowaniem depozyty krótkoterminowe, oszczędności mało stabilne. Jak z tego wybrnąć?

Struktura depozytów w polskich bankach jest zła, bowiem bardzo mała część z nich to depozyty na okresy dłuższe niż jeden rok. Trudno tak niewielką ilością depozytów długoterminowych finansować projekty inwestycyjne, szczególnie wieloletnie.

Jak przebudować tą złą strukturę?

Zaproszenie, wzorem innych krajów, powinno nastąpić ze strony państwa, ponieważ w przeciwnym wypadku nie będą mogły być rozwiązywane ważne problemy społeczne, ale także ważne problemy gospodarcze. Potrzebujemy zbudowania skłonności do oszczędzania, szczególnie długoterminowego na cele mieszkaniowe, emerytalne, edukacyjne i zdrowotne.

Opowiadamy się zdecydowanie za zbudowaniem systemu premiowania za oszczędzanie długoterminowe na cele mieszkaniowe, tym bardziej, że zgodnie z regulacjami międzynarodowymi, ale i ze zdrowym rozsądkiem, aby kupić mieszkanie, powinniśmy gromadzić pewne zasoby w postaci udziału własnego. Dlatego postulujemy jako środowisko bankowe, żeby oszczędności tego typu były zwolnione z podatku od lokat, a oprócz tego należałoby zastosować, podobnie jak u naszych sąsiadów, pewien bonus za systematyczne oszczędzanie, jednakowy dla wszystkich obywateli.

Rząd ostatnio coraz częściej wspomina o polityce prorodzinnej. Czy taka dźwignia finansowa dla budownictwa mieszkaniowego nie mogłaby być jednym z jej zasadniczych elementów?

Myślę, że w ramach dyskusji nad polityką prorodzinną trzeba rozważać budowanie różnych instrumentów służących finansowaniu nieruchomości w Polsce. Opowiadamy się za powrotem do idei kas oszczędnościowo-budowlanych, które by pozwalały na gromadzenie oszczędności na budowę nowych i modernizację istniejących zasobów mieszkaniowych, a także na kojarzenie trzech rodzajów zasobu finansowego: zgromadzonych przez obywatela oszczędności w kasie, zasobu finansowego poprzez zaciągnięcie kredytu częściowo komercyjnego i zasobu zgromadzonego przez dewelopera.

Wszystko wskazuje na to, że inwestycje mogłyby być realizowane też przez spółdzielnie czy towarzystwa budownictwa społecznego. W tym obszarze musimy zawrzeć szersze porozumienie. Finansowanie mieszkalnictwa w Polsce powinno się odbywać także w formie mieszkań czynszowych, mieszkań na wynajem, aby sprzyjać poprzez budownictwo możliwościom wewnętrznej migracji.

Czy powstanie kas oszczędnościowo-budowlanych wystarczy żeby banki, mające mnóstwo długoterminowych kredytów finansowanych krótkimi depozytami, były w stanie nadal udzielać kredytów hipotecznych?

Ponad 336 mld zł kredytów w polskich bankach to kredyty ponad 20-letnie, udzielane na finansowanie mieszkalnictwa.

A w sensie regulacyjnym?

Niedorozwinięty jest – to kolejna bolączka polskiego systemu bankowego – rynek instrumentów służących do mobilizowania funduszy zarówno krajowych, jak i zagranicznych, które pozwalają refinansować działalność lub służyć bezpośrednio finansowaniu rozwoju. Myślę tutaj o utrudnionym emitowaniu listów zastawnych. Ten system jest niedrożny. Istniejąca regulacja ustawowa, pomimo kilkunastu lat obowiązywania, okazała się nie do końca efektywna. Mamy problem z regulacjami dotyczącymi sekurytyzacji zdrowych aktywów bankowych oraz emisji obligacji przez banki.

W oficjalnych wystąpieniach pojawiają się zapowiedzi ożywienia rynku listów zastawnych. Niewiele jednak dzieje się. Widzi pan tu szansę na zmianę?

Nad pakietem propozycji dotyczących listów zastawnych, sekurytyzacji czy obligacji trwają prace w Radzie Rynku Finansowego pod auspicjami ministra finansów. Podjęte przez KNF parę miesięcy temu prace zostały zakończone i mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach trafią do parlamentu, bo trwają już bardzo długo.

Jeśli widoczna już zmiana koniunktury gospodarczej faktycznie się potwierdzi, to gospodarka zacznie zgłaszać znowu popyt na kredyt. Czy banki są na to gotowe?

Jeśli uda się wprowadzić w porę kilka zmian systemowych to tak. W przypadku wielkich projektów inwestycyjnych potrzebne są krajowe i regionalne programy rozwojowe. Fundamentalnym problemem dla sektora bankowego i gospodarki jest udział banków w finansowaniu innowacyjności i różnych projektów w okresie podwyższonej rynkowej niepewności. Od wielu lat proponowaliśmy jako środowisko bankowe, aby budować w Polsce stabilny system poręczeniowo-gwarancyjny, który pozwala realizować strategiczne zamierzenia gospodarcze w skali kraju lub regionu.

W większości krajów europejskich systemy poręczeniowo-gwarancyjne odgrywają bardzo ważna rolę w szczególności wobec sektora małych i średnich firm. Pozwalają władzom gospodarczym inicjować, gdy zachodzi taka potrzeba, procesy związane z przekształcaniem przedsiębiorstw i z ich restrukturyzowaniem bez wytracania całych aktywów przedsiębiorstw. Te systemy pozwalają także na finansowanie projektów modernizacyjnych przez podmioty posiadające wiarygodność kredytową, które bardzo często przegrywają jednak w konkurencji o kredyt gdyż nie mają dostatecznych zabezpieczeń. Pomóc w takiej sytuacji mogą systemy poręczeniowo-gwarancyjne.

Co proponuje środowisko bankowe?

Opowiadamy się za wypracowaniem stabilnego systemu poręczeniowo-gwarancyjnego. W ciągu ostatnich kilku lat dopracowaliśmy się kilku bardzo dobrych rozwiązań, które warto upowszechniać. Takim bardzo dobrym rozwiązaniem był kredyt technologiczny. To dzięki temu jest realizowanych ponad 700 projektów, mających bardzo wielkie walory rozwojowe. Ponad 70 proc. z nich to rodzime pomysły powstałe na styku przedsiębiorców z uczelniami albo z jednostkami badawczo-rozwojowymi. Wiele produktów powstałych w efekcie tych projektów na pewno zobaczymy w kolejnych latach w obrocie międzynarodowym.

Wielkim sukcesem okazały się zrealizowane przez Krajowy Punkt Kontaktowy przy ZBP projekty powstałe przy współpracy z instytucjami europejskimi w programach ramowych. Dzięki współpracy z KPK siedem instytucji, które weszły do tego porozumienia, banki, firmy leasingowe, fundusze ubezpieczeniowo-gwarancyjne, umożliwiło zrealizowanie kilku tysięcy projektów o łącznej wartości przekraczającej 4 mld zł. Myślę, że to jest wielki sukces, który pokazuje, iż polskie instytucje finansowe potrafią samodzielnie, przy niewielkim wsparciu ze strony państwa, sięgnąć bezpośrednio po środki z Unii Europejskiej.

Czy liczy pan, że nowa perspektywa budżetowa UE stworzy szansę dla sektora bankowego? Rząd zapowiada, że – zamiast dotacji – będą to głównie środki pożyczkowe.

Przewidujemy nasze mocne angażowanie się we współfinansowanie projektów unijnych. W mijającej perspektywie banki wyasygnowały na współfinansowanie projektów unijnych ponad 35 mld zł, co pozwoliło zrealizować projekty na kwotę ponad 135 mld zł. Bardzo nam zależy, żeby było więcej projektów, które służyć będą rozwojowi i będą budować mocną podstawę na kolejne dziesięciolecia. Mniej pomników, więcej silników – a więc takich projektów, które przy udziale środków unijnych pozwalałyby generować dochody. W większej skali potrzebne nam są dobre projekty produkcyjne, związane z innowacyjną gospodarką. Chodzi o to, żeby w Polsce powstawały atrakcyjne miejsca pracy i żeby jak najwięcej osób chciało realizować swoje aspiracje życiowe i zawodowe.

Jaki zasadniczy cel należałoby osiągnąć dzięki funduszom unijnym w kolejnej perspektywie budżetowej?

W okresie najbliższych kilku lat chodzi o to, aby z krótkoterminowych strumieni, jakie pozyskujemy z UE, a także z tych, jakie mamy na rynku krajowym, zbudować długoterminowe systemy finansowania polskiej gospodarki. Tu muszą nastąpić bardzo klarowne decyzje w obszarze energetyki, budownictwa mieszkaniowego, infrastruktury, innowacyjności. Strategicznym wyzwaniem jest powszechny rozwój gospodarki niskoemisyjnej. Z drugiej strony, musi powstać oferta polegająca na tym, żeby nadwyżki finansowe, nadwyżki oszczędności naszych obywateli i przedsiębiorców aktywować tak, żeby służyły unowocześnianiu gospodarki. Po to powinny powstawać krajowe i regionalne programy rozwojowe. Takie programy to swoiste latarnie wyznaczające  obszary pożądanej koncentracji kapitałów, wysiłku inwestorów oraz  kształcenia i mobilizacji zasobów pracy.

Od nowego roku nowe regulacje unijne dotyczące sektora bankowego stają się obowiązujący prawem. Bardzo zabolą sektor bankowy?

Wielkim wyzwaniem, jeśli chodzi o wdrożenie dyrektywy CRD IV i rozporządzenia CRR, jest przygotowanie polskiej bankowości spółdzielczej do sprostania nowym wymogom. Trzeba tutaj z całą rozwagą podejść do uwag zgłaszanych przez polską bankowość lokalną, pamiętając, że przez ostatnie 20 lat bankowość ta była mobilizowana do budowy funduszy własnych, a w bardzo wielu bankach nie wypłacono ani złotego dywidendy.

W efekcie nowej regulacji dotyczącej banków spółdzielczych i banków zrzeszających w Polsce powinny funkcjonować różne typy bankowych zrzeszeń: z instytucjonalną ochroną, czyli IPS, z dość dużym poziomem integracji, oraz z bardziej luźnym systemem, zwanym zrzeszeniem zintegrowanym. Ustawodawca powinien przewidywać także możliwość funkcjonowania samodzielnie przynajmniej kilku banków spółdzielczych o zasięgu krajowym, żeby banki miały wybór jednego z trzech układów, Takie rozwiązanie byłoby optymalne.

Bankowość spółdzielcza nie ma prostego dostępu do rynków kapitałowych, a ewentualne stabilizowanie funduszy przez emisję obligacji powinno być ograniczone, gdyż jest kosztowne i nie do końca naprawdę stabilne. Nie bałbym się tego, żeby w ramach poszukiwań docelowego modelu bankowości w Polsce wzmacniać polskie lokalne instytucje finansowe. One bowiem okazały się, wspólnie z bankiem PKO BP, BGK i Bankiem Pocztowym, bardzo ważnym partnerem dla polskich przedsiębiorców w czasie zawirowań na międzynarodowych rynkach finansowych. To ważna lekcja z kryzysu.

Przybywa nowych unijnych regulacji sektora bankowego. Czy są to rozwiązania, które zapobiegną kryzysom w przyszłości?

Na początku kryzysu stawiana była teza, że wielkie instytucje finansowe trzeba podzielić, że należy oddzielić bankowość uniwersalną od bankowości inwestycyjnej, że banki powinny zredukować działalność oddaloną od finansowania sfery realnej. W świetle niektórych działań podejmowanych w ostatnich dwóch latach można mieć wątpliwości, czy te deklaracje pozostają realne. Niektóre instytucje finansowe w niektórych krajach są nadal zbyt wielkie, pojawiają się też na nowo praktyki polegające na oferowaniu produktów niezrozumiałych dla regulatorów czy zarządów banków, nie mówiąc o klientach.

Czyli lekcji nie będzie?

Opowiadam się za bardzo konsekwentnym wyciagnięciem wniosków z kryzysu i dostosowaniem regulacji, dokonaniem pewnych przekształceń regulacyjnych. Niepokoją mnie w tym kontekście  opóźnienia w tworzeniu systemów ochrony depozytów oraz systemów restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji banków.

Jak się mają nowe unijne regulacje bankowe do problemów polskiego sektora bankowego?

Mamy problem w zastosowaniu w praktyce zasady proporcjonalności. Polskie instytucje finansowe są niewielkie, ale nawet w ramach polskich instytucji są też bardzo małe. Trzeba zrobić wszystko, żeby zasada proporcjonalności była wprowadzona w praktyce, bowiem niektóre regulacje krajowe czy europejskie nie mogą być stosowane jednakowo dla banku, który ma zasięg globalny, i dla takiego, który ma zasięg gminy. Nie ma powodu, żeby niektóre banki niszowe podejmowały się spełnienia wszystkich regulacji, które nawet na pierwszy rzut oka nie przystają do profilu działalności danego banku.

Rozmawiał Jacek Ramotowski

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test