Europa przegrywa z Afryką w mobilnych płatnościach

25.09.2012
Ktoś kto obserwuje nowinki techniczne w przypadku mobilnych płatności w Europie może czuć się jak bohater filmu „Dzień świstaka". Od lat padają zapowiedzi, że kolejny rok będzie przełomowy, a gdy rok ów się kończy pojawiają się kolejne obietnice przełomu. Od strony technicznej wszystko jest gotowe, ale mobilne płatności od lat drepczą w miejscu. Nie to co w Afryce.


Nie inaczej jest w tym roku. Firma badawcza Juniper Research w swych najnowszych prognozach szacuje, że w 2017 roku na całym świecie m-płatności – zakupy z wykorzystaniem technologii NFC, a także przesył pieniędzy na odległość – osiągną wartość 1,3 biliona dolarów.

Przełomem nie stała się Olimpiada

Wiele obiecywano sobie po londyńskich Igrzyskach Olimpijskich. Visa, jeden z ich sponsorów igrzysk propagowali w Londynie wspólnie z Samsungiem, koreańskim producentem telefonów komórkowych i brytyjskim bankiem Lloyds TSB płacenie za drobne zakupy, kawę, czy hamburgera telefonem komórkowym wyposażonym w technologię NFC. To miał być przełom.

– Płatności mobilne już niedługo odmienią proces dokonywania płatności na całym świecie, a w dniach poprzedzających Igrzyska Olimpijskie London 2012, w ich trakcie i po nich zrewolucjonizują to, jak płacimy – przekonywał Mike Regnier, dyrektor działu rachunków osobistych i kart kredytowych banku Lloyds TSB.

Wtórowała mu Sandra Alzetta, szefowa działu płatności mobilnych organizacji Visa Europe. – Przyszłość należy do technologii mobilnych, a gotówka będzie coraz mocniej wypierana przez urządzenia mobilne takie jak smartfony – z których będziemy korzystać, by zarządzać pieniędzmi, robić zakupy i płacić. W ramach naszego partnerstwa z firmą Samsung zaprezentujemy w tym roku wiele korzyści związanych z przyszłością płatności, w tym przede wszystkim bezpieczeństwo, wygodę, szybkość i elastyczność – mówiła.

W Londynie wszystko działało. Gdy polscy dziennikarze uczestniczący w testach wrócili do domu okazało się, że w naszych sklepach, czy kawiarniach teoretycznie przygotowanych do obsługiwania mobilnych płatności NFC, bo obsługujących płatności kartami zbliżeniowymi, mogą zrealizować tylko co którąś transakcję.

Samo NFC w telefonie komórkowym nie jest już nowością. Dostawcy technologii działające rozwiązania prezentowali już w 2005 roku. Pierwszy telefon z NFC – Nokia 6131 – wszedł do sprzedaży rok później. Osoby odpowiedzialne za strategie operatorów komórkowych dość szybko uznały, że wprowadzenie mobilnych płatności w technologii NFC do oferty sieci komórkowych może być źródłem dodatkowych przychodów.

Niemrawe poszukiwanie sojuszników

I w tym momencie zaczęły się schody związane z wyborem metody wprowadzenia płatności i budową sojuszy, które miałyby zaoferować usługę. Dla potrzeb PR ukuto teorię, że jedną z głównych barier wstrzymujących implementację jest brak dostatecznej liczby modeli telefonów obsługujących NFC, a tymczasem producenci po prostu czekali na sygnał, że jest na nie zapotrzebowanie.

Najprostszym dla konsumenta rozwiązaniem byłoby „przypięcie” zainstalowanego w telefonie modułu NFC do konta klienta u operatora. Tego samego, na którym naliczane są bieżące opłaty za usługi telekomunikacyjne.

Druga wygodna dla konsumenta droga, to „powiązanie” modułu NFC z bankowym kontem osobistym klienta. Aby to było możliwe operator musiałby mieć podpisaną umowę z bankami. Nie jednym, czy dwoma, jak to było podczas testów takiego rozwiązania, ale jeśli nie ze wszystkimi, to przynajmniej ze zdecydowaną większością, w tym wszystkimi największymi.

Trzecia droga, to udział w procesie transakcji takich organizacji jak Visa, czy MasterCard. To jednak oznacza, że mamy w portfelu, a w zasadzie w telefonie kolejną kartę. Kartę, której być może nie potrzebujemy, bo mamy już w portfelu pełniącą takie same funkcje kartę zbliżeniową.

Czwarta możliwość to połączenie mobilnego portfela za pomocą specjalnych aplikacji z już istniejącymi kartami klienta. Tą drogą chce iść Google w swym rozwiązaniu Google Wallet.

We wszystkich tych przypadkach pozostawała jeszcze kwestia wyposażenia sklepów i innych punktów obsługi w urządzenia umożliwiające przeprowadzenie transakcji po stronie sprzedawcy. Te pojawiły się, gdy banki wraz z Visą i Mastercard wprowadziły karty zbliżeniowe. I to one zdeterminowały ekosystem niezbędny do wdrożenia mobilnych płatności na Starym Kontynencie.

– By mobilne płatności odniosły sukces konieczne jest spełnienie dwóch warunków. Miliony sprzedawców muszą mieć odpowiednie terminale oraz muszą się zmienić przyzwyczajenia i zachowania klientów oraz zobaczyć jakie korzyści mają płacąc telefonem, a nie kartą – twierdzi David Messenger z American Express.

Jest jeszcze jeden warunek sukcesu – wszyscy uczestnicy procesu, czyli banki, organizacje obsługujące karty oraz operatorzy muszą współpracować, by powstał szerokodostępny dla klientów standard płatności. Jak podkreślał na ubiegłorocznej konferencji NFC Payments USA  Damian Balsen z Nokii, wszyscy oni muszą zrozumieć, że nie są właścicielami klienta. – Konsument jest swoim właścicielem i to on wybiera sobie bank i operatora, z którego usług korzysta – mówił Damien Balsen.

Prostota ułatwia działanie

W Afryce w mobilnych płatnościach wykorzystuje się prostsze niż NFC rozwiązania – SMS o podwyższonej płatności, kody USSD. W Polsce używane są one w sieciach komórkowych m.in. do sprawdzania stanu konta usług przedpłaconych, a u niektórych operatorów także do uruchamiania/kupowania usług; kilka firm za ich pomocą sprzedaje bilety komunikacji miejskiej oraz umożliwia płacenie za parkowanie. Czasami wykorzystywane są też specjalne aplikacje.

Prostota technologiczna afrykańskich systemów oraz to, że w porównaniu czy to z Europą, czy to z USA tylko nikły procent mieszkańców Czarnego Kontynentu korzysta z usług bankowych sprawia, że popularność m-płatności szybko rośnie. Z danych prezentowanych przez Ericsson Consumer Lab wynika, że spośród ok. 120 mln osób mieszkających w Tanzanii, Ghanie i RPA jedynie 40 mln korzysta z banków, zaś ok. 90 mln ma dostęp do telefonu komórkowego, a tym samym – potencjalnie dostęp do m-płatności.

– Nikt nigdy nie zachęcał mnie do otwarcia konta bankowego. Natomiast do korzystania z finansowych usług mobilnych zachęcają wszyscy – mówi uczestniczący w badaniach Ericsson Consumer Lab 40-letni mężczyzna z Tanzanii i podkreśla, że banki są dobre do obsługi dużych pieniędzy, a w przypadku małych kwot sprawdzają się usługi mobilne.

Usługi oferują zarówno operatorzy komórkowi, jak i wyspecjalizowane firmy. Przykład Nigerii pokazuje, że póki jest to rynek usług nieregulowanych rozwój jest szybki (w 2011 roku wartość mobilnych płatności wzrosła trzykrotnie). Nałożenie przez bank centralny Nigerii obowiązku uzyskiwania zezwolenia na takie usługi znacząco przyhamował jego wzrost.

Szczególnie ciekawym afrykańskim rynkiem m-płatności jest Kenia. Mobilne płatności za pomocą SMS w 2007 roku wprowadził na rynek Safaricom, operator komórkowy z grupy Vodafone. W kraju, w którym mieszka 38 mln osób działa zaledwie kilkaset oddziałów banków. To sprawia, że sukces święci system M-Pesa, który pozwala Kenijczykom z łatwością rozliczać się bezgotówkowo. A przy okazji system jest poważnych źródłem przychodów Safaricom. W zakończonym 31 marca roku finansowym prowizje od transakcji z wykorzystaniem systemu stanowiły ok. 16 proc. przychodów operatora.

M-Pesa współpracuje z ponad 25 działającymi w Kenii bankami. Dzięki temu możliwe są przelewy zarówno z konta M-Pesa na konto bankowe, jak i w drugą stronę. Pieniądze z konta M-Pesa można wypłacać w ponad 700 bankomatach, a także u 39 tys. agentów operatora. Ci ostatni przyjmują także wpłaty gotówki na konta M-Pesa. Ponad milion Kenijczyków płaci za pomocą systemu płaci rachunki za prąd, czy wodę. M-Pesa pozwala płacić za zakupy w sklepach, a także kupować bilety.

– Sukces systemu M-Pesa stworzył podstawy alternatywnych metod płatności w Kenii – stwierdzono w przygotowanym przez MasterCard raporcie o zaawansowaniu krajów świata w mobilnych płatnościach.

W analizowanych przez Ericsson Consumer Lab krajach Afryki Subsaharyjskiej dużą popularnością cieszyło się używanie komórki do przesyłania pieniędzy na odległość, m.in. dlatego, że jest szybsze niż w przypadku banków. W RPA część użytkowników komórek otrzymuje dzięki usługom mobilnym wynagrodzenia (wpływają na ich konto u operatora, a nie w banku). Z kolei w Tanzanii, gdzie mobilne usługi finansowe są bardzo popularne, za jego pomocą wiele osób płaci rachunki za prąd. Wielu ankietowanych podkreśla, że mobilny portfel sprawia, że są mniej narażeni na niebezpieczeństwo kradzieży pieniędzy, zwłaszcza podczas podróży.

Oczekuje się, że nie tylko Afryka, ale także Azja będzie wielkim rynkiem dla m-płatności. Już można mówić o ich sukcesie na Filipinach. W najbliższych latach spodziewana jest ich eksplozja w Chinach. Wkrótce na terenach wiejskich, gdzie mieszka 50 proc. użytkowników telefonii komórkowej w Państwie Środka ma ruszyć pilotaż usługi, w którym mają uczestniczyć trzy banki i trzej operatorzy komórkowi. Na chińskich wsiach – podobnie jak w Afryce – tylko niewielki procent mieszkańców korzysta z usług bankowych, a same banki nie są zainteresowane uruchamianiem swoich oddziałów. Program, który jest nadzorowany przez bank centralny, przewiduje, że pojedyncza transakcja będzie mogła mieć wartość do 1000 juanów (nieco ponad 150 dolarów), a suma rocznych transakcji nie może być wyższa niż 10 tys. juanów.

Tomasz Świderek


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test