Na poluzowaniu polityki pieniężnej w Chinach mają zyskać zwykli obywatele

03.07.2012
Obniżenie do 3, 25 proc., po raz pierwszy od 2008 r., jednorocznej stopy procentowej przez Ludowy Bank Chin nie było zaskoczeniem – wszystko, byle tylko utrzymać wzrost gospodarczy. W III kwartale spodziewane są kolejne obniżki. Bank centralny postanowił też dać bankom komercyjnym większą swobodę w ustalaniu oprocentowania depozytów i kredytów.

(CC By epSos.de)


Analitycy twierdzą, że punkt ciężkości w chińskiej polityce makroekonomicznej przesunął się z kontroli inflacji na stymulowanie wzrostu.

Inflacja, wg oficjalnych danych, wyraźnie w Chinach słabnie (w maju wyniosła 3 proc.) . Jeszcze lepsze dane dotyczą czerwca, w którym wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI), czyli główny wskaźnik inflacji, wynieść ma tylko ok. 2, 4 proc. (jeszcze w marcu wynosił 3, 6 proc.). Wiele wskazuje na to, iż uda się osiągnąć tegoroczny cel inflacyjny wyznaczony na poziomie 4 proc. Spełniły się, więc przewidywania, że Chiny, wprawdzie ostrożnie, ale jednak, będą rozluźniać politykę pieniężną i zwiększać podaż kredytów.

Decyzji o obniżeniu stóp towarzyszyła kolejna, którą uznano za sporą niespodziankę. Bank centralny postanowił dać bankom większą swobodę w ustalaniu przez nie oprocentowania depozytów i kredytów. Ma to być jeden z kroków liberalizujących dotychczasową politykę pod tym względem.

Dotąd chińskie banki komercyjne nie mogły oferować stawek oprocentowania depozytów wyższych, niż wynosi stopa referencyjna. Chińscy ciułacze w zasadzie nie mieli więc większego wyboru, jeśli chodzi o poszukiwanie konkurencyjnie oprocentowanych lokat.

Xia Bin były członek Komitetu ds. Polityki Pieniężnej  banku centralnego uważa, że w Chinach, zapoczątkowano właśnie reformę mechanizmu stóp procentowych. Ma ona, jego zdaniem, być rodzajem testu dla banków, na ile będą potrafiły wykorzystać stworzone im możliwości wprowadzania innowacyjnych produktów i konkurowania o klientów.

Przeciętny Chińczyk nie miał, jak dotąd, zbyt wielu możliwości pomnażania oszczędności, albo przynajmniej łagodzenia strat powodowanych przez inflację. Wielu, posiadających większe zapasy gotówki inwestowało na rynku nieruchomości. Jednak w skutek polityki schładzania tego rynku i spadku cen, ten sposób pomnażania kapitału stał się bardzo ryzykowny. Na chińskiej giełdzie także trudno było w ostatnim czasie zarobić, a raczej wprost przeciwnie. Spadek zaufania do giełdowych inwestycji zbiegł się dodatkowo z aferami polegającymi na wykorzystywaniu w giełdowym obrocie poufnych danych. Podobnie było w przypadku otwartych akcyjnych funduszy inwestycyjnych, które poprzedni rok zamknęły ponad 20 proc. stratami.

Lokaty w chińskich bankach, zarówno te długo, jak i krótkoterminowe, były dotąd oprocentowane poniżej poziomu inflacji, która – przypomnę – wyniosła w zeszłym roku 5, 4 proc. Tutejsze banki oferują oprocentowanie lokat, od mniej więcej 3, 1 proc., w przypadku trzymiesięcznych, do 3, 5 proc., gdy powierza się bankowi pieniądze na cały rok. Lokaty dwuletnie oprocentowane są na poziomie ok. 4, 5 proc., trzyletnie 5 proc., a pięcioletnie 5, 5 proc.

Tak, więc trzymanie oszczędności w chińskim banku realnie uszczupla ich wartość, tyle, że nie ma praktycznie żadnej alternatywy. Co innego najbogatsi, którzy próbują, oprócz wspomnianych już nieruchomości, lokować pieniądze na rynku sztuki, kamieni szlachetnych – np. nefrytu i jadeitu (te kamienie, jako lokata, cieszę się w Państwie Środka większą popularnością niż złoto), albo nawet… czosnku, czy herbaty. To jednak zupełnie inna kategoria klientów, aniżeli przeciętny ciułacz.

Wg tegorocznego raportu opublikowanego przez 16 banków notowanych na tutejszej giełdzie – w zeszłym roku w Chinach spadł wzrost depozytów, który wyniósł 11, 2 proc., w porównaniu z 17, 6 proc. w roku 2010.  Jednak, mimo to, chińskie banki i inne instytucje finansowe, w przeciwieństwie do ich klientów, narzekać nie mogły. W roku 2011 zarobiły blisko 198 mld dolarów – więcej o ponad 38 proc., liczone rok do roku. Większość tych zysków przypadła na banki komercyjne.

W Chinach, o czym już pisałem na przykładzie miasta Wenzhou, będącego „laboratorium” chińskich przeobrażeń rynkowych, bardzo rozwinięty jest system lokat i pożyczek prywatnych, z którego korzysta sektor MŚP. Szacuje się, że tylko w tym mieście wolny kapitał do zagospodarowania w ten sposób wynosi ok. 100 mld dolarów. W regionie Pekinu, jak wynika z szacunków samego Ludowego Banku Chin, firmy para-bankowe działające w szarej strefie udzieliły kredytów na ponad 380 mld dolarów. Biznes jest intratny, co skłania firmy, jak i co bogatszych Chińczyków, do udzielania pożyczek tym, dla których kredyt w banku jest z wielu powodów nieosiągalny.

Pożyczki takie oprocentowane są zwykle na poziomie 100 proc. w skali roku, lub wyższym, ale nie brakuje na nie chętnych. Wiele firm (bywa, że i osób prywatnych) korzystających z takiego wsparcia finansowego, na skutek np. wzrostu kosztów działalności gospodarczej w Chinach, splajtowało jednak, a ich właściciele pouciekali przed wierzycielami.

Chiński rząd postanowił jednak nie zakazywać takiej działalności, przeciwnie – zapowiedział ostatnio otwarcie systemu bankowego dla kapitału prywatnego i, de facto, zalegalizowanie podziemia pożyczkowego, o którym tu powszechnie wiadomo. Władze liczą, że jego ucywilizowanie i objęcie regulacjami prawnymi, przyśpieszy rozwój sektora bankowego, a firmom pożyczkowym działającym dotąd poza prawem, lub na jego granicy, otworzy nowe możliwości.

Trwa aktualnie eksperyment z dopuszczeniem prywatnych instytucji finansowych do legalnego rynku (wiele przepisów prawnych jest w trakcie tworzenia). Sam premier Chin Wen Jiabao zapowiedział rozbicie monopolu państwowych banków, i zmuszenie ich do większej konkurencji. Dodał, że bankom tym, nie będzie już tak łatwo zarabiać pieniędzy, jak do tej pory.

Dotąd, bowiem, duże banki, w tym komercyjne, unikały udzielania mniejszym firmom kredytów obarczonych sporym ryzykiem. Wystarczyły im wielkie państwowe przedsiębiorstwa niezagrożone upadkiem. Nie wysilały się też specjalnie, jeśli chodzi o proponowanie klientom indywidualnym atrakcyjnych sposobów oszczędzania pieniędzy (inne sprawa, że ograniczone przez bank centralny nie miały za bardzo ku temu formalnych możliwości).

Stworzenie szansy wejścia na rynek bankowy kapitałowi prywatnymi, ma zapoczątkować powstawanie w Chinach dużych banków prywatnych, które (na co liczą chińskie władze) z czasem okrzepną, stając się poważnymi graczami na skalę międzynarodową. Dotąd, chiński rząd bardzo nieufnie patrzył na wolną grę na rynku bankowym, a światowy kryzys finansowy sprzed kilku lat, umocnił go tylko w przekonaniu, iż postępuje słusznie. Jednak teraz wszystko wskazuje, że wybrano kurs na ostrożną liberalizację tego sektora, o ile, reformatorski zapał nie osłabnie.

Na zwyciężył pogląd, że trzeba zalegalizować prywatną działalność finansową, dać jej szansę wyjścia z podziemia i przyciągnąć do udziału w reformie instytucji finansowych. Nie da się ukryć, że chodzi też o to, aby mieć nad nią jakąś kontrolę.

Liu Yuanchun ekspert i wiceszef Głównej Szkoły Handlowej przy Uniwersytecie Ludowym w Chinach, jeden z twórców wdrażanej reformy, uważa, że pomoże ona przełamać istniejące granice biznesowe w kraju. Następny w kolejce do przeprowadzenia podobnych zmian jest Shenzhen  – miasto, w którym udanie zapoczątkowano w komunistycznych Chinach  przemiany rynkowe (to tu powstała w 1980 roku jedna z pierwszych specjalnych stref gospodarczych).

Podkreślmy jednak, że nie brakuje również w Państwie Środka głosów, iż właśnie brak odgórnych uregulowań i ów „dziki” kapitalizm, przyczyniły się do ekonomicznego rozkwitu kraju. Teraz, dodajmy, ze względów społecznych, jak i wymogów międzynarodowych, nie da się ich już dłużej tolerować w takiej formie, jak dotychczas, czego chińskie władze są świadome.

Wyraźne oznaki, że w chińskim systemie bankowym idzie ku nowemu pojawiły się dość szybko. Oto, już kilka tutejszych dużych banków ogłosiło, że przymierza się do obniżki cen kredytów hipotecznych dla osób fizycznych kupujących nieruchomości w Pekinie. Rabat w oprocentowaniu ma wynieść od 15 do 20 proc. liczony od dotychczasowej ceny pieniądza (kredyty hipoteczne w Państwie Środka oprocentowane są na poziomie ok. 6 proc.) . W Chinach dobra praca, zwłaszcza na państwowej posadzie i wysoka pozycja społeczno-zawodowa, gwarantują różne przywileje np. w postaci dostępu do wyjątkowo korzystnie oprocentowanego kredytu mieszkaniowego, którego nie otrzyma w banku przeciętny klient. To firma zatrudniająca bierze na siebie spłatę części, a bywa, że całości odsetek. Ten system przywilejów (np. związany z przynależnością do KPCh), nadal obowiązuje i jest bardzo rozbudowany.

Niektóre z mniejszych banków jak, np. CITIC Bank, już podniosły roczną stopę depozytową do 3, 575 proc. (główne banki państwowe, w tym Bank of China, utrzymują nadal stopę roczną na poziomie 3, 5 proc.).

Gdyby jednak udało się w Chinach zmniejszać inflację w takim tempie jak w tym roku, to trzymanie pieniędzy na rocznej lokacie w tutejszym banku, nie oznaczałoby już takich strat, jak dotąd.

Szefowie dużych banków zwanych tu „Wielką Czwórką”, do której należą Industrial & Comercial Bank of China (ICBC), China Construction Bank Corp, (CCBC) , Bank of China, i Agricultural Bank of China nie omieszkali już poskarżyć się publicznie, że konieczność podniesienia oprocentowania depozytów, w celu  konkurowania o pieniądze klientów, osłabi rentowność ich banków. Ich obawy są jednak mocno przesadzone, gdyż Chińczyków do oszczędzania zmusza życie. Nadal wiele osób nie jest objętych żadnym system zabezpieczeń społecznych i zdrowotnych (powszechny system dopiero jest w budowie, obejmując kolejne grupy ludzi). Konieczne jest, więc, odkładanie pieniądze na starość, lub na wypadek poważniejszej choroby.

Mniej zamożni, po prostu „skazani są” na banki, bo i tak lepiej i bezpieczniej trzymać w nich pieniądze, aniżeli w domu.

Chińskim bankom, i tym wielkim i tym mniejszym, klientów z pewnością jeszcze długo nie zabraknie – tyle, że teraz – będą musieli o nich zabiegać bardziej, niż dotąd.

Adam Kaliński


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test