Największe ryzyko dla świata płynie z banków w Europie

14.05.2018
Europejskie banki są głównym źródłem globalnego ryzyka systemowego – twierdzi profPlutarchos Sakellaris z Athenes Univesity of Economics and Business. Proponuje nową metodę rozpoznawania systemowego znaczenia banku uwzględniającego zmienność notowań jego CDS-ów, a nie tylko wielkość instytucji.


Najprostszą z metod wyznaczających systemowe znacznie banku jest wielkość jego aktywów. Można też uznać, że aktywa ważone ryzykiem mają kluczowe znacznie dla miejsca banku w systemie finansowym. Kolejna metoda zwraca uwagę na wielkość wskaźnika dźwigni, pokazującego ile razy dźwignia stosowana przez bank przekracza jego kapitały.

– Nie tylko wielkość jest ważna, ale również kompozycja aktywów i to, jak bardzo rząd jest zdolny do wspierania banku – mówił Plutarchos Sakellaris na seminarium w NBP w Warszawie.

W 2010 roku Christian Brownlees z Universitat Pompeu Fabra w Barcelonie i Robert Engle z New York University opublikowali założenia metody nazwanej SRISK. Bierze ona pod uwagę więcej czynników: wielkość banku, jego dźwignię i oczekiwany niedobór kapitału w niekorzystnych warunkach rynkowych.

Po ostatnim kryzysie uznano, że to właśnie wielkie banki, które od lat 90. minionego stulecia powiększały się w wyniku fuzji i przejęć, mają zasadnicze znaczenie dla globalnego systemu finansowego. Upadek giganta miałby niewyobrażalne skutki dla systemu finansowego. Ratowanie giganta pochłonęłoby niewyobrażalne koszty. Dlatego w 2013 roku Rada Stabilności Finansowej (FSB) i Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego (BCBS) opracowały metodologię, na podstawie której identyfikują co roku 30 globalnych banków systemowo ważnych (G-SIB). Ze względu na systemowe znaczenie, instytucje te zobowiązane są do utrzymywania kapitału powiększonego o dodatkowy bufor, wynoszący do 3,5 proc.

Plutarchos Sakellaris wraz z Georgiosem Moratisem wybrali 150 największych banków na świecie. Spośród nich zidentyfikowali te, których emisje papierów dłużnych ubezpieczane są CDS-ami będącymi w obrocie na rynkach. W 19 krajach rozwiniętych i siedmiu państwach zaliczanych do gospodarek wschodzących takich banków było 77. Następnie zbadali dzienną zmienność spreadów 5-letnich CDS-ów w okresie od stycznia 2008 roku do czerwca 2017.

– CDS-y są bardzo dobrym instrumentem pokazującym wzrost ryzyka kredytowego – mówił Plutarchos Sakellaris.

Kryzysy roznoszą się przez sieć powiązań

Co pokazują notowania CDS-ów? Wzrost lub spadek ryzyka kredytowego instytucji, której dług ubezpieczają. Powiedzmy, że bank A ma ekspozycje na bank B. Ryzyko kredytowe banku B rośnie, co odzwierciedlają spready jego długu i koszty ubezpieczenia tego długu, czyli wycena CDS-ów. W ten sposób rośnie także ryzyko banku A. Gdyby doszło do tego, że bank B okazałby się niewypłacalny, ekspozycje banku A na bank B byłyby stracone. W konsekwencji zagrożenia dla banku A spowodowane straconymi ekspozycjami na bank B przenoszą się na inne banki, które z kolei mają jakieś ekspozycje na bank A. Każdy bank dostarcza ryzyka innym, a równocześnie przyjmuje ryzyko od innych instytucji.

Wzajemne ekspozycje banków tworzą pomiędzy nimi powiązania (interconnectedness). To właśnie te powiązania przesądzają o ryzyku systemowym, i to w większym stopniu niż wielkość instytucji. Wielkość wzajemnych powiązań obarczona jest ryzykiem drugiej strony. Miarą tego ryzyka są spready CDS-ów.

– Systemowe znaczenie ma silne związki z CDS-ami – mówił Plutarchos Sakellaris.

Dodatkowo załóżmy, że nie mamy wcale do czynienia z wielkim, globalnym szokiem, do jakiego doszło w czasie ostatniego globalnego kryzysu finansowego. Szok następuje wyłącznie z powodu specyficznego ryzyka jednego banku, czyli ryzyka idiosynkratycznego. Ale szok ten może się rozprzestrzeniać na system finansowy. Wystarczy, że ulegnie mu bank o systemowym znaczeniu.

– W globalnym systemie połączenia banków powodują przenoszenie się ryzyka przez sieć. Szoki idoisynkratyczne mogą też przenieść się w ten sposób na poziom systemowy – powiedział Plutarchos Sakellaris.

Ryzyko systemowe nie jest więc pochodną wielkości banku. Gdyby wziąć pod uwagę trzy największe pod względem aktywów banki świata: Bank of China (2 bln 613 mld dol. aktywów), Mitsubishi UFJ (2 bln 597 mld) i JP Morgan (2 bln 490 mld), to okazałoby się, że w globalnym systemie finansowym wcale nie mają takiego znaczenia, na jakie wskazywałaby wielkość ich aktywów. W systemie finansowym dużo większe znacznie mają banki o wiele mniejsze, ale bardziej powiązane z innymi. A równocześnie – jak pokazują notowania CDS-ów na ich dług – te postrzegane jako bardziej ryzykowne. Stanowią też większe zagrożenie dla całego systemu.

Na podstawie wzajemnych powiązań oraz ryzyka banku wyznaczanego przez spready CDS-ów na jego dług można mierzyć transfery ryzyka pomiędzy bankami. Takie transfery ryzyka można przedstawić w „tabeli zarażenia”, która przedstawia wyniki zewnętrznych uwarunkowań ryzyka danej instytucji.

Jak BCBS mierzy systemowe znaczenie

Co roku w listopadzie FSB ogłasza listę 30 największych systemowo ważnych banków w skali globalnej (G-SIB). Lista powstaje w oparciu o metodologię BCBS. Banki, które znajdują się na liście, muszą mieć kapitał powiększony o bufor dla globalnych instytucji systemowo ważnych, wynoszący od 1 do – teoretycznie – 3,5 proc. Bufory są wprowadzane stopniowo, a w pełni będą obowiązywać od 2019 roku. Jak do tej pory nie ma banku, który musiałby mieć najwyższy bufor odpowiadający piątemu koszykowi. W czwartym koszyku niepodzielne miejsce zajmuje JP Morgan z buforem wynoszącym 2,5 proc.

Metodologia BCBS także oparta jest na pomiarze wielkości instytucji, choć kryteriów pomiaru jest wiele. O znalezieniu się i miejscu na liście nie decyduje wyłącznie wielkość aktywów, choć jest ona jednym z kryteriów. Skala działalności oraz ryzyko banku opisywane są 12 wskaźnikami, a te podzielone zostały na pięć kategorii.

Każdej z kategorii przypisana jest waga 20 proc. Tworzącym je poszczególnym wskaźnikom też przypisane są wagi – 10 lub 6,67 proc. Do wskaźników należą: wielkość należności i zobowiązań transgranicznych, aktywa i pasywa powiązane z systemem finansowym, portfel rynkowych papierów wartościowych, aktywa w zarządzaniu, aktywa niepłynne 3 poziomu, wielkość realizowanych transakcji płatniczych oraz udział w infrastrukturze, np. systemów płatniczych, wartość ubezpieczanych transakcji dłużnych lub kapitałowych, papiery wartościowe przeznaczone do obrotu i dostępne do sprzedaży oraz ekspozycje na instrumentach pochodnych.

Dalej każdy ze wskaźników dla danego banku dzielony jest przez wartość odpowiadającą temu wskaźnikowi dla wszystkich pozostałych z próby. Wartości te są ogłaszane co roku. Na przykład wartość transgranicznych należności JP Morgana dzielona jest przez wartość transgranicznych należności wszystkich branych pod uwagę banków. Wynik tej operacji przeliczany jest na punkty scoringowe, a te z kolei kwalifikują instytucję do odpowiedniego „koszyka”, dla którego przewidziany jest adekwatny bufor.

Ryzyko systemowe podąża za CDS-ami

CDS-y są instrumentami szczególnie wrażliwymi na ryzyko. Od 1994 roku, kiedy wprowadził je na rynki JP Morgan, aż do 2008 roku były wspaniałym interesem dla ubezpieczycieli. Dlaczego? Gospodarka rosła, bankructwa emisji były sporadyczne. Było tak do pierwszej dekady tego stulecia, kiedy to zaczęto ubezpieczać syntetyczne obligacje CDO sekurytyzujące amerykańskie kredyty hipoteczne.

Według danych International Swaps and Derivatives Association (ISDA) na koniec 2007 roku na rynkach były wyemitowane CDS-y o wartości 62,2 biliona dolarów. Ponieważ obrót był nieprzejrzysty, wielu analityków i ekonomistów uważa, że ten instrument doprowadził do rozprzestrzeniania się systemowego ryzyka poprzez sieć instytucji finansowych.

Z CDS-ami jest jeszcze jeden problem. Polega on na tym, że ubezpieczenie instrumentu bazowego nie musi być wcale powiązane z obrotem tym instrumentem. Można kupić emisję, a nie kupić CDS-ów ją ubezpieczających. Można kupić lub sprzedać same CDS-y, a nie mieć w portfelu żadnego papieru, dla którego są one ubezpieczeniem.

Jednym z największych emitentów ubezpieczeń długu przed kryzysem był londyński oddział produktów finansowych amerykańskiego AIG. Jako wystawca papierów – w przeciwieństwie do banków czy funduszy hedgingowych, które mogły zajmować pozycje po obu stronach transakcji, a zatem ich pozycja netto wynikała ze wzajemnej kompensacji obu stron – AIG miał wyłącznie zobowiązania z tytułu ubezpieczeń CDO. Gdy kolejne serie tych papierów okazywały się niewypłacalne, inwestorzy zażądali od AIG wypłaty ubezpieczeń.

AIG – jak się później okazało – miał zobowiązania wobec obligacji o wartości 440 mld dolarów, z tego blisko 60 mld dolarów wobec strukturyzowanych papierów na hipoteczne kredyty subprime. Jako emitent CDS-ów na te papiery przyjął na siebie pokaźną część ryzyka systemowego, które się wówczas zmaterializowało. To doprowadziło ubezpieczyciela do bankructwa. Został uratowany funduszami publicznymi.

Europa jest ekstremalnie ważna

Co wynika z metodologii opartej na badaniu powiązań pomiędzy bankami oraz transferu ryzyka wyrażanego poprzez spready CDS-ów? Rezultaty są zaskakujące. Najważniejszym systemowo bankiem nie jest żaden z listy G-SIB, ale włoski Intesa Sanpaolo, bank o aktywach „zaledwie” 766 mld dolarów. Intesa Sanpaolo odpowiada za 2,25 proc. ogólnego globalnego ryzyka.

Potem mamy już do czynienia z pierwszym G-SIB – to hiszpański Santander (właściciel BZ WBK). Na liście G-SIB znajduje się on dopiero w pierwszym koszyku. Santander odpowiada za 2,21 proc. globalnego ryzyka. Następnym bankiem systemowo ważnym jest hiszpański BBVA, który przez pewien czas w poprzednich latach był zaliczany do G-SIB. Kolejne dwa to BNP Paribas i Unicredit. Oba należą aktualnie do grona G-SIB.

Wszystkie miejsca, od pierwszego do 20, zajmują banki z Europy. Pierwsza amerykańska instytucja, Morgan Stanley, znalazła się dopiero na 21 miejscu. Wprawdzie w pierwszym kwartylu „tabeli globalnego ryzyka” G-SIB stanowią 48 proc., ale aż 14 proc. w ostatnim kwartylu. Niedawno uratowany przez rząd włoski w ramach „zapobiegawczej rekapitalizacji” Banca Monte dei Paschi di Siena, 68 instytucja pod względem wielkości aktywów, znalazła się na 16 miejscu, wyprzedzając wszystkich amerykańskich gigantów.

– Rośnie znaczenie systemowe mniejszych europejskich banków jak Banca Monte dei Paschi di Siena – powiedział Plutarchos Sakellaris.

O ile w pierwszym kwartylu, czyli w dwudziestce najważniejszych systemowo banków znalazły się same europejskie instytucje, amerykańskie giganty rozpoczynają dopiero drugą dwudziestkę i jest ich tam osiem, a więc stanowią 40 proc. Instytucji z Azji jest w drugiej dwudziestce jedynie pięć, czyli 25 proc.

Posługując się dalej tą metodologią, można policzyć też ryzyko systemowe, jakie generują europejskie banki. Otóż odpowiedzialne są one za 69 proc. ryzyka, jakie inne europejskie instytucje „zasysają” z sieci globalnych powiązań. Ale odpowiadają także za 58 proc. zewnętrznego ryzyka amerykańskich banków i 41 proc. w instytucjach w Azji.

– Większość szoków, które jakikolwiek region świata “otrzymuje”, pochodzi z Europy. I odwrotnie – większość szoków, które mogą być w innym regionie, pochodzi z Europy. Europa jest ekstremalnie ważna – mówił Plutarchos Sakellaris.

Co jeszcze mogą pokazać CDS-y

Niebawem wycena ryzyka kredytowego odzwierciedlana w CDS-ach może okazać się jeszcze bardziej interesująca z powodu emisji nowych instrumentów dłużnych, które już trafiają na rynek. Będzie to dług zaliczany do MREL i TLAC (dla G-SIB). Banki hiszpańskie, francuskie i włoskie przeprowadziły już pierwsze takie emisje w zeszłym roku.

MREL i TLAC polegają na tym, że w przypadku niewypłacalności instytucji i podjęcia przez nadzór decyzji o jej uporządkowanej likwidacji, czyli resolution, zaliczane do nich zobowiązania (według europejskiego prawa ma to być nowa kategoria non-prefered senior debt) mają służyć rekapitalizacji banku. W wielkim uproszczeniu – dotychczas posiadany kapitał pójdzie na pokrycie strat, a dług zaliczany do MREL czy TLAC ma być konwertowany na nowy kapitał, żeby bank poddany resolution mógł działać na rynku.

Na emisje długu zaliczanego do MREL i TLAC także będą wystawiane CDS-y. ISDA w końcu zeszłego roku wprowadziła odpowiednie zmiany w regulaminach. Prawdopodobnie będą droższe, ale też bardziej wrażliwe na ryzyko emitenta papierów, które ubezpieczają.

Gavan Nolan, dyrektor w IHS Markit, pisze, iż dotychczasowe zachowanie długu zaliczanego do MREL europejskich banków (jak BNP Paribas czy Barclays) pokazuje, że spready pomiędzy nim a długiem uprzywilejowanym znacząco rozszerzają się w okresach awersji do ryzyka. Na tej podstawie można wnioskować, że spready CDS-ów w takich okresach będą znacznie szersze. „Możemy spodziewać się, że wycena CDS-ów będzie ulegać podobnym fluktuacjom (jak papierów bazowych) i będzie szersza o 70-100 proc. od CDS-ów na (aktualnie notowanych) na dług uprzywilejowany” – napisał Gavan Nolan.

CDS-y na dług zaliczany do MREL/TLAC powinny być instrumentem jeszcze bardziej wrażliwym na ryzyko kredytowe niż ubezpieczenia długu uprzywilejowanego. Powstaje jednak pytanie, czy będą jedynie narzędziem służącym do mierzenia ryzyka, czy też nowym instrumentem transferu ryzyka? I w jakim kierunku?

BCBS zdał sobie sprawę z tego, że instrumenty TLAC mogą stworzyć nowy kanał „zarażenia” w systemie bankowym. Dlatego wprowadził limity ograniczające zaangażowanie banku w tego rodzaju papiery emitowane przez inną instytucję kredytową do 5 proc. kapitału. Ale na CDS-y na non-prefered senior debt, limitów na razie nie wprowadzono.

W związku z nowymi instrumentami dłużnymi powstaje jeszcze jedno ciekawe pytanie. Wystawca CDS-u przyjmuje na siebie odpowiedzialność w przypadku bankructwa emisji długu, na który wystawił ubezpieczenie. Jeśli analogicznie będzie w przypadku długu MREL/TLAC, to gdy nastąpi resolution banku, posiadacz jego non-prefered senior debt może zwrócić się do ubezpieczyciela o realizację zobowiązania. W tej sytuacji udziałowcem w nowym kapitale nie byłby wcale wierzyciel, ale wystawca CDS-ów. A to powoduje, że ryzyko zacznie migrować w zupełnie nowe rejony.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły