Nowy świat walut cyfrowych

01.02.2019
Nie powinniśmy być zaskoczeni gwałtownym spadkiem cen kryptowalut. Bańki cenowe wokół aktywów nieposiadających jakiejkolwiek samoistnej wartości muszą pęknąć.

Kenneth Rogoff (PS)


Czy obecnie, gdy cena bitcoina spadła o 80 proc. w porównaniu do najwyższego poziomu sprzed roku, a szerszy rynek kryptowalut znalazł się w stanie systemowej zapaści, mamy już za sobą szczytowy punkt popularności kryptowalut? Być może, ale nie należy spodziewać się, że już teraz prawdziwi ich wyznawcy ustawią się w kolejce do usunięcia swoich kryptowalutowych tatuaży.

Na niedawnej konferencji, w której uczestniczyłem, przeważał pogląd, że kapitalizacja rynkowa kryptowalut” powinna gwałtownie wzrosnąć w ciągu następnych pięciu lat, osiągając poziom 5-10 bilionów dol. Dla ludzi, którzy obserwowali wzrost ceny bitcoina z 13 dol. w grudniu 2012 roku do około 4 000 dol. w grudniu 2018 roku, spadek z poziomu 20 000 dol., który miał miejsce na przestrzeni 2018 roku, nie jest wcale powodem do paniki.

Istnieje pokusa, aby powiedzieć: „to oczywiste, że cena ulega załamaniu”. Organy regulacyjne stopniowo zaczynają zdawać sobie sprawę, że nie mogą przyzwalać na funkcjonowanie wielkich technologii transakcyjnych, których śledzenie jest bardzo kosztowne i które ułatwiają uchylanie się od opodatkowania i działalność przestępczą. Jednocześnie banki centralne od Szwecji aż po Chiny mają świadomość, że one także mogą emitować waluty cyfrowe. Jak podkreśliłem w mojej” wydanej w 2016 roku książce na temat przeszłości, teraźniejszości i przyszłości walut, jeśli chodzi o nowe formy pieniądza, sektor prywatny może wprowadzać innowacje, ale w odpowiednim czasie rządy zawsze te innowacje zawłaszczają i poddają je regulacjom.

O monetach kryptowalutowych powinniśmy myśleć jak o losach na loterię.

Jednak, jak również wówczas wskazywałem, z samego faktu, że długoterminowa wartość bitcoina z większym prawdopodobieństwem wynosić będzie 100 dol. niż 100 000 dol., niekoniecznie musi wynikać, że ​jego wartość powinna definitywnie wynosić zero. O monetach kryptowalutowych powinniśmy myśleć jak o losach na loterię, które mogą się opłacić w dystopijnej przyszłości, gdzie są wykorzystywane w państwach zbójeckich i upadłych, lub być może w krajach, w których obywatele stracili już wszelkie pozory prywatności. To nie przypadek, że dysfunkcyjna Wenezuela stała się pierwszym emitentem kryptowaluty wspieranej przez państwo („Petro”).

Najważniejszą przeszkodą dla każdej kryptowaluty jest to, że ostatecznie musi istnieć jakiś sposób, aby opłacić szereg towarów i usług poza nielegalnymi narkotykami i płatnymi zabójcami. A jeśli rządy kiedykolwiek zdelegalizują stosowanie kryptomonet w sklepach i w bankach, ich wartość musi ostatecznie spaść.

Wielu propagatorów kryptowalut upiera się, że bitcoin jest „cyfrowym złotem”, po części dlatego, że długoterminowa podaż jest algorytmicznie ograniczona do 21 milionów. Ale jest to szalony argument. Po pierwsze, w przeciwieństwie do złota – które zawsze miało inne zastosowania i również obecnie jest szeroko wykorzystywane w nowych technologiach, od iPhone’ów po statki kosmiczne – bitcoin nie ma żadnych alternatywnych zastosowań.

A nawet jeśli bitcoinerom udałoby się znaleźć sposób na obniżenie ogromnych kosztów energetycznych związanych z weryfikacją transakcji, sama natura systemów rozproszonej księgi rachunkowej sprawia, że ​​są one znacznie mniej wydajne niż systemy z zaufanym podmiotem centralnym, takim jak bank centralny. Jeśli pozbawimy kryptowaluty niemal całkowitej anonimowości, to nikt nie będzie chciał z nich korzystać. Jeśli ją zachowamy, to rządy krajów rozwiniętych gospodarczo nie będą mogły tolerować ich funkcjonowania.

Propagatorzy kryptowalut odrzucają takie obawy: bitcoin wciąż może być bardzo wartościowy, tak długo jak wystarczająca liczba osób postrzega go jako cyfrowe złoto. Jak sami twierdzą, ostatecznie pieniądz jest tylko umową społeczną. Jednak ekonomiści (w tym również ja), którzy pracowali nad tego rodzaju problemami przez pięć dekad, stwierdzili, że bańki cenowe wokół aktywów nieposiadających jakiejkolwiek samoistnej wartości muszą w końcu pęknąć. Ceny aktywów, które mają realną wartość bazową, nie mogą arbitralnie odbiegać od wartości historycznych. Do tego pieniądze emitowane przez rząd nie są czystą konwencją społeczną. Ostatecznie rządy płacą pracownikom i dostawcom oraz żądają zapłaty podatków w pieniądzu fiducjarnym.

Jest jednak zbyt wcześnie, aby przesądzać, jak będzie się kształtować nowy świat cyfrowych walut. Banki centralne z pewnością wejdą do gry (ich rezerwy już obecnie są pewną formą hurtowej waluty cyfrowej), ale to jeszcze nie koniec tej historii. Dla przykładu, platforma US Treasury Direct oferuje klientom detalicznym niezwykle tani sposób na wejście w posiadanie krótkoterminowych skarbowych papierów wartościowych na kwoty sięgające zaledwie 100 dol., które mogą być zbywane na rzecz innych uczestników systemu. Wysoki poziom zabezpieczeń sprawia jednak, że korzystanie z ​​systemu jest stosunkowo niewygodne i być może w przyszłości rządy po prostu zastosują jedną z dzisiejszych prywatnych technologii cyfrowych.

Obecnie prawdziwe pytanie brzmi: czy i kiedy globalne regulacje wyeliminują prywatnie skonstruowane systemy, których śledzenie i monitorowanie jest dla rządów kosztowne. Każde duże i rozwinięte gospodarczo państwo niemądre na tyle, aby próbować usankcjonować funkcjonowanie kryptowalut, tak jak to zrobiła w 2017 roku Japonia, może stać się globalnym ośrodkiem prania brudnych pieniędzy. Późniejsze działania Japonii w celu zdystansowania się od kryptowalut były prawdopodobnie jedną z przyczyn zawirowań obserwowanych w 2018 roku.

Ostatecznie, zaawansowane gospodarki z pewnością będą wzajemnie koordynować swoje działania w zakresie regulacji kryptowalut, podobnie jak to robiły w przypadku innych środków przeciwdziałania praniu pieniędzy i unikaniu opodatkowania.

W ten sposób pomijamy jednak wielu niezadowolonych graczy. W końcu w obecnej chwili jest wiele państw – w tym Kuba, Iran, Libia, Korea Północna, Somalia, Syria i Rosja – które objęte są sankcjami finansowymi Stanów Zjednoczonych. Ich rządy niekoniecznie będą się przejmować globalnymi efektami zewnętrznymi, gdy będą zachęcać do korzystania z kryptowalut, które mogą mieć jakąś wartość tak długo, jak długo będą gdzieś wykorzystywane.

Tak więc, chociaż nie powinniśmy być zaskoczeni gwałtownym spadkiem cen kryptowalut w 2018 roku, ich wartość nie musi być zerowa. Podobnie jak w przypadku losów na loterii, istnieje duże prawdopodobieństwo, że są one bezwartościowe. Zarazem istnieje bardzo mała szansa, że ​​pewnego dnia będą one dużo warte, z powodów, które obecnie są trudne do przewidzenia.

Kenneth Rogoff, były główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego, jest profesorem ekonomii i polityki publicznej na Uniwersytecie Harvarda.

© Project Syndicate, 2018

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły